ROZMOWA
Poszukiwanie
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Przyznam, że długo biłem się z przeciwnymi sobie myślami, czy powinienem opowiedzieć o spotkaniach, czy powinienem udostępnić treść rozmów i co za tym szło, także i moje myśli. Publiczne przyznanie do bywania z inną kobietą, dla żonatego mężczyzny jest jak uplecenie z premedytacją sam dla siebie samobójczej pętli.
I tutaj zaskoczę tych, którzy spodziewali się walki, ataku i krwi. Nic z tego. Moja żona wie o wszystkim i naprawdę, nie ma nic przeciw. Była wtedy i jest obecnie rozważną kobietą, myślącą realnie i śmiało patrzącą życiu w oczy. Nie starała się pytać o nic, nie zatrzymywała kiedy wychodziłem, nie karciła, gdy wracałem przed świtem. Pozwoliła toczyć się sprawie obok, zrezygnowała z zazdrości, nieufności niepotrzebnych pytań. Chociaż czasem, kiedy zjawiałem się roztrzęsiony i niechętny do zwierzeń, spoglądała na mnie z widoczną troską, nabrzmiałą chęciami zadawania tysięcy pytań. Nie padało jednak żadne.
Wsuwałem się więc pod kołdrę najdelikatniej jak umiałem. Z drżeniem serca układałem się w pościeli, nasłuchując najdrobniejszych skrzypnięć sprężyn materaca. Wstrzymywałem oddech, kiedy nieznośny przepływ powietrza przez dziurki w moim nosie wydawał się, w tej nocnej ciszy, łoskotem rozszalałej wichury. Zamykałem oczy pełne niewyschniętych łez i pozwalałem się unosić w przestrzeni sypialni korzystając z podmuchów twojego miarowego oddechu. Obok mnie spała osoba wyrozumiała i cierpliwa. Czy spała? Przebiegały po głowie sprzeczne myśli. Czułem, niezmiernie mocno odpowiedzialność, za ciebie, za siebie, za to wszystko co zdarzy się i zdarzyło. Szczególnie uwierał mnie czas przeszły. Coś się zdarzyło? Pytania cisnęły się tak mocno, że czułem dzwonki w uszach, natarczywe pobrzękiwania, upiornie metaliczne drżenia Przewróciłem się na bok, twarzą w stronę zarysu drugiej poduszki. W mroku widziałem sterczący narożnik. Tuż za nim, pokrytą szarym mrokiem nieruchomą twarz. - Spisz? Pytanie bez sensu. Słyszę przecież oddech, jak zawsze jednostajny i zdecydowany. Po co więc pytam?
W lepkiej przestrzeni pojawiła się mucha. Nierealny owad, utopiony w mroku nocy dawał o sobie znać nieśmiałymi, mocno zaspanym bzyknięciami. Gdzieś był w przestrzeni, nie wiadomo czy latał, czy zatrzymał się na meblu.
- Nie. Przytłumiony głos splótł się z kolejnym bzyknięciem. Wydobył się z pomiędzy opadającej końcówki kołdry i zmiętej przy ustach poduszki. Znieruchomiałem. Zamknąłem oczy zaciskając powieki i czułem przeszywający dreszcz. Wzdłuż kręgosłupa przebiegało tysiące elektrycznych skubnięć.
Zjawiła się w myślach klatka schodowa, ciemna i brzydko pachnąca, taka co nie pozwala dojrzeć w mroku czubków własnych butów. Wyostrzałem wzrok starając się dojrzeć chociaż zarys schodów prowadzących w górę. Już straciłem nadzieję trzymając się kurczowo poręczy, gdy nagle, u szczytu otworzyły się drzwi i żółtawe światło rozpełzło po krętych schodach. - Wik, jesteś? - Jestem – potwierdziłem łapiąc oddech. - Mój staruszku. Wchodź, bo chłodno – padło zaproszenie. Zeszła kilka stopni troskliwie łapiąc moje ramię i wprowadziła do niewielkiego korytarza. Był wypełniony wieszakami i sterczącymi na półkach kapeluszami. Wszystko otaczało mdłe, żółtawe światło, sączące się z małej, przylepionej do ściany, metalowej lampki. Pomogła zdjąć nakrycie i znalazła wolny haczyk. - Wejdź do salonu. Zaparzyłam herbatę wiśniową, aA cukier, wiesz gdzie jest – dodała wskazując brodą.
Usiadłem w miękkim fotelu. Otaczały mnie setki koronkowych cacuszek, od serwetek, małych obrusików, tycich puzderek, poduszeczek zapewne dla lalek i nawet srebrnych łyżeczek, odzianych w koronkowe okrycia uchwytów. - Nalej – powiedziała przechodząc tuż przy moich kolanach. Doleciał mnie delikatny zapach róży. - Chcesz mocnej? – Zapytałem wstając i podnosząc porcelanowy czajniczek. Trzymałem go z wielką przyjemnością, bo leżał idealnie w dłoni i do tego był zdobiony delikatną inkrustacją, pełną złotych płytek i koralików. - Chcesz mocnej – potwierdziłem sam sobie, bo nie usłyszałem żadnej decyzji. Wlałem więcej niż zwykle esencji i dolałem gorącej wody. - Tylko nie rób mi mocnej – usłyszałem zza drzwi łazienki. Stuknęła klapka i zaszumiała woda. - Ostatnio pijam słabszą, bo mam zawroty głowy – powiedziała zamykając drzwi łazienki. Wolną dłoń przesunęła po czole. - Przebrałam się – powiedziała nagle wybuchając śmiechem. Przytupnęła i wykonała dwa obrony. Spódnica zawirowała tworząc odwrócony kielich. - Fajne – powiedziałem z miną znawcy. - Fajne, fajne. Wy młodzi twierdzicie, że wszystko jest fajne. W głosie zabrzmiał ledwie dostrzegalny wyrzut. - Chociaż – dodałem po zastanowieniu – bluzka jest chyba trochę zbyt śmiała. - Śmiała? – Znowu spódnica zawirowała – Bluzka śmiała? Mogę jeszcze powiększyć dekolt. Spójrz Wik. A jak teraz? Zerknąłem nieśmiało. Faktycznie przesadziła, bo dekolt tym razem sięgał do pasa. - Zapnij się – poprosiłem. - A co, nie podobają ci się moje piersi? - Podobają. - To o co chodzi? - Zapnij się. - A co mi zrobisz, jak się nie zapnę?
Zawirowała i opadła na moje kolana. Poczułem tak nagle jej bliskość, że spłoszony próbowałem odskoczyć. Niestety, siedziała zdecydowanie i dodatkowo owinęła ręce wokół mojej szyi. Czułem gorące ciało pod cienkim materiałem rozpiętej bluzki. Pachniała różą. - Wiesz, że nie możemy? Obiecałaś mi. - Nie możemy? – Kiwnęła głową. - Tak, pamiętam. Jesteś żonaty. - Jestem. - I kochasz żonę? - Kocham. Nie przestawała się tulić. Złapała ustami koniuszek mojego ucha. - Obiecałaś mi. Pamiętasz? - Nie pamiętam. - Nic nie pamiętasz? - Nic – zamruczała podobnie do rozleniwionej kotki. Znowu złapała koniuszek ucha.
Postanowiłem natychmiast zareagować usuwając ją, jak najdalej od moich kolan. Ująłem w dłonie jej wąskie i pachnące różą ramiona i odepchnąłem od siebie z całej siły. Kiedy puściłem, nagle straciła równowagę i zataczając się runęła na rdzawy dywan, uderzając głową w róg stojącej lampy. Żarówka zgasła i zaległa cisza.
Wstałem z rozłożonymi rękoma wbijając wzrok w leżącą kobietę. Bluzka rozpięła się jeszcze bardziej, a spódnica zadarła ukazując zakończenie nóg ubrane w cieniutkie figi. Myśli latały mi po głowie jak oszalałe. Co czynić? Jak się wytłumaczyć z faktu, że bywam tu jako żonaty mężczyzna? A jeżeli nie żyje, to co się stanie ze mną, kto uwierzy, że to wypadek? Przez moment zobaczyłem siebie w pasiastym ubraniu za okratowanym oknem. - Chyba lepiej sobie pójdę – szepnąłem stojąc w rozkroku. Spojrzałem jeszcze raz na leżącą kobietę. Właściwie, wyglądała bardzo interesująco, całkowicie rozsypana, rozpięta na rudym dywanie, odsłonięta tu i tam, zgrabna i pociągająca. - Może jednak zostać? – Przeleciało przez głowę. Zawahałem się. – Ale, co powiem policji? – Pytanie uporządkowało mnie natychmiast i wolniutko ruszyłem w kierunku drzwi. - Wik – usłyszałem za sobą.
Znieruchomiałem. Poczułem, że oddech zanikł mi zupełnie. Napięcie nie pozwalało ani wykonać kolejnego kroku, ani też odwrócić się. Stałem więc jak posąg, czekając na niechybny ciąg dalszy. - Wik – znowu ten sam głos. Byłem przekonany, że to wszystko jest nierealne. Wykonałem powolny obrót, spodziewając się nieruchomo leżącej kobiety i nie potwierdzenia moich urojeń. - Wik – ten sam głos, ale bardziej zdecydowanie. Siedziała skurczona naciągając wstydliwie przykrótką spódnicę na odsłonięte nogi. - Wik – głos był jeszcze bardzie zdecydowany. - Tak kochanie? – Zapytałem utrzymując równowagę. - Wik, czy ty wychodzisz? –Pytanie zastało zadane przez zaciśnięte zęby. - Tak kochanie. - A dokąd? - No… No, do łazienki. - Łazienka jest na prawo, a ty zdążasz na lewo, do wyjścia. - Tak? Pomyliłem się. Chciałem siusiu. - Zrobiłbyś na klatce schodowej? - Ależ nie! - Mimo to szedłeś na schody. Oszukujesz mnie! Wstała , wyprostowała się otrzepując spódnice. Zapięła bluzkę aż pod brodę. - Musimy porozmawiać Wik. Słyszysz mnie? Jeszcze raz strzepnęła materiał otwartą dłonią.
- Musimy porozmawiać Wik. Słyszysz mnie? Znieruchomiałem. Zamknąłem oczy zaciskając powieki i czułem jak przeszywa mnie dreszcz. Wzdłuż kręgosłupa przebiegło tysiące elektrycznych skubnięć. - Teraz? – Zapytałem. - Teraz – padło z nad poduszki. Otworzyłem oczy. - Która godzina?. - Trzecia. - Boże, jeszcze słońce nie wstało. - Jesienią, słońce wstaje później. - O której? - O 7. z minutami. - To wstańmy porozmawiać o 7. z minutami – stwierdziłem ziewając. W odpowiedzi zatrzeszczało łóżko, potem usłyszałem poszukiwanie stopami kapci. - Zrobię herbatę – Klap, klap, klap do kuchni.
Pod sufitem bzyknęła mucha. Zastanowiłem się, czy to ta sama, co bzykała wcześniej? Przez moment zapragnąłem zamiany, by mucha w moim imieniu porozmawiała z żoną, a ja bym się zdrzemnął w tym czasie na brzegu szafy. - Herbata gotowa. Czekam na ciebie! Wygramoliłem się z ciepłego łóżka i po wsunięciu stóp w pantofle, ruszyłem w stronę światła. Po przekroczeniu kuchennego progu zmrużyłem oczy. - Proszę siadać – usłyszałem i zrobiłem to natychmiast. Ziewnąłem i zaległa dziwna cisza. Trochę zaskoczyło mnie to zbyt formalne zaproszenie, ale nie otwierałem oczu i czekałem, choć sam nie wiedziałem na co. Coś tu się jednak nie zgadzało. Zdziwił mnie brak zapachu świeżo…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil aft
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…