Wróć do katalogu

Sen Sokoła V

Piękne miasto, niebezpieczny rejs i kolejne tajemnicze ataki. Serafin Vita zaczyna dorastać do nowej roli.

Kassandra, opublikowano , 32 min czytania, 4,3 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Wczesnym rankiem zbudził wszystkich Falard. Udali się do zajmowanego przez niego pokoju. Serafin się szczerze zdziwił, że elf także jemu kazał iść na naradę. Wiedział, że został zabrany na tę wyprawę tylko dlatego, że Mistrz tak chciał. Nie oczekiwał, że Falard będzie traktował go na równi z członkami Bractwa, a jak na razie elf nie dyskryminował go ani razu. Serafin zaczął rozważać, czy dobrze go ocenił. Na naradzie zjawił się także Hanas. Nomada wyglądał dużo zdrowiej niż dnia poprzedniego. Uśmiechał się i wstał witając towarzyszy. Po jego ruchach widać było, że uważa na zraniony bok, nie przeszkadzało mu to jednak swobodnie się poruszać. Gdy wszyscy znaleźli dla siebie miejsce w ciasnym pokoju, Falard zaczął: ­ - Jest sprawa, w której jako członkowie Bractwa musicie się wypowiedzieć. Naszą misją jest obrona zakonu Te na Martwych Wyspach. Jednak Portowi Białych Kwiatów zagrażają Cienie. Naszym obowiązkiem jest się ustosunkować do zastanej sytuacji. ­ - Jak zwykle jesteś formalistą Falardzie. – stwierdziła Alania. ­ - Zgadzam się z najpiękniejszą córą bogini Selen. – tutaj Dante skłonił się nieznacznie elfce, a ona odwzajemniła skinienie. – Dobrze wiesz, że uznamy twoją decyzję. ­ - Dobrze też wiesz, jaka musi być decyzja. – dodał Anastiel. ­ - My się z nią całkowicie zgadzamy. – kontynuował Hanas. ­ - Cienie musimy zostawić sewalczykom. Mamy inną misję. Zakonnicy oczekują nas. Zgadzacie się z tą decyzją? ­ - Tak. – odparli wszyscy poza Serafinem, który uznał, że całe głosowanie go nie dotyczy. ­ - A ty, Vita? – odezwał się Falard. ­ - Też. – odpowiedział zdumiony młodzieniec. Chwilę mierzyli się z elfem wzrokiem. Serafin miał wrażenie, że duma Falarda została zaledwie skaleczona tym pytaniem. Był to duży postęp w ich relacjach. Gdyby taka sytuacja zaszła przed wyjazdem z zamku Agon, ego elfa wyłoby z bólu.

Po tej krótkiej naradzie Falard udał się do Ratusza. Reszta natomiast rozeszła się. Dante oraz Hanas udali się do łóżek. Pozostali postanowili pozwiedzać miasto. Port Białych Kwiatów był w rzeczywistości średniej wielkości miastem. Część mieszkalna tworzyła półkole, w którym znajdowały się poprzedzielane wąskimi uliczkami domy. Tylko bliżej centrum, gdzie mieszkali najbogatsi zabudowa była już mniej regularna. Nogi zaprowadziły wędrowców na rynek. Znajdował się on w samym centrum miasta. Na południe od niego znajdowała się już prawie wyłącznie zabudowa portowa. Na samym środku rynku znajdował się duży, kolisty klomb. To on był celem podróżnych w całego kontynentu. Rosły na nim piękne, bujne kasetty. Ich kwiaty dumnie pięły się w górę, jakby chciały udawać drzewa. Twarde liście opadały wzdłuż klombu lub unosiły się do góry tworząc ochronę dla delikatnych łodyg. W powietrzu unosiła się najprzyjemniejsza woń jaką Serafin kiedykolwiek czuł. Zapach kasettów sprawiał, że zapominało się o wszystkich troskach. Ten jeden klomb wprawiał w zachwyt nawet najstarszych, najbardziej doświadczonych ludzi, jednak piękno kasettów nie kończyło się na rynku. Od rynku przez dzielnice portową wiodła tzw. Aleja Kwiatowa. Po obu stronach zadbanego deptaka także rosły kasetty. Członkowie Bractwa zatrzymali się na rynku podziwiając przepiękne, białe kwiaty. Alania podeszła by dotknąć liści. Każdy jej ruch był uważnie obserwowany przez strażników. Gdyby choćby podejrzanie ruszyła ręką od razu zostałaby aresztowana. Serafin także podszedł delikatnie dotykając liści. ­ - Niesamowite. – odezwała się zafascynowana Alania. ­ - Te liście… - Serafinowi zabrakło słów. – Fascynujące. ­ - Ciekawe jak ludzie ścinali te liście. – zagadnęła Elisa, ale Alania i Serafin zajęci byli własnym zafascynowaniem. Odpowiedział natomiast Dogan: ­ - Silny mężczyzna jest w stanie oderwać taki listek. ­ - Żebyś się nie przeliczył, krasnoludzie. – stwierdził Anastiel. ­ - Phi. Może ludzki mężczyzna nie, ale krasnolud na pewno. ­ - Ani elf, ani człowiek, ani krasnolud. Czy krasnolud potrafi złamać grube drzewo? ­ - Chyba nie chcesz tych liści do drzew porównywać? Mają przecież zaledwie kilka centymetrów grubości. ­ - Powiedziałbym ci, żebyś spróbował, ale strażnicy pewnie mieliby coś przeciwko. – Anastiel spojrzał ukradkiem na najbliższego strażnika. ­ - Już sam fakt, że stoimy i się przyglądamy postawił ich w stan gotowości. – stwierdziła Elisa z lekkim niesmakiem. ­ - Nie oceniaj ich zbyt surowo Eliso. Kasetty to jeden z najcenniejszych skarbów Sewalii. ­ - Z doświadczenia wiem, że ludzie nie wystawiają skarbów na widok publiczny. Może są cenne, ale skarb to za duże określenie Anastielu. ­ - Z perspektywy złodzieja może faktycznie to tak wygląda. – powiedział półżartem mag. ­ - Z perspektywy maga pewnie wszystko jest na widoku. ­ - Nie macie, o co się kłócić gołąbeczki? – za te słowa Dogan dostał porządnego kuksańca od Elisy. ­ - Naoglądaliście się już tych kwiatków? – kobieta zwróciła się do Alanii i Serafina pogrążonych w cichej rozmowie niewątpliwie dotyczącej kwiatów. Młodzieniec spojrzał zdumiony na przyjaciół. Porozumieli się z elfką spojrzeniem. ­ - Chcielibyśmy się jeszcze chwilę poprzyglądać. ­ - Jeszcze? – jęknęła znudzona Elisa. ­ - Ja mam na dzisiaj dosyć kwiatów. – stwierdził Dogan. ­ - Myślę, że Serafin i Alania nie obrażą się, jak udamy się bez nich na dalsze zwiedzanie miasta. ­ - Najlepiej gospód. – dodał krasnolud. ­ - Życzymy miłego zwiedzania. – zaśmiała się Alania. ­ - Opowiemy potem, co widzieliśmy… ­ - Myślę, że szczegółowe opisy podłogi nie będą ich interesowały krasnoludzie. – stwierdził żartem Anastiel.

Odchodząc z rynku Dogan zażarcie sprzeczał się z magiem, a Elisa wtrącała sarkastyczne uwagi. Strażnicy obserwowali ich w napięciu oczekując, że wyniknie z tego bójka. Serafin i Alania wiedzieli doskonale, że wszystkie tego typu sprzeczki są tylko zabawą. Przyjaciele lubili czasami sobie dogryźć, ale zawsze kończyło się to tylko powszechnym śmiechem. Serafin odprowadził towarzyszy wzrokiem, poczym spojrzał na Alanię. Elfka zachwycała swoim uśmiechem. Serafin nie znał wielu elfów, właściwie tylko tych, którzy byli w Bractwie, ale sądził, że Alania jest jedną z najpiękniejszych elfich kobiet. Teraz, kiedy siedziała wśród kasettów wyglądała jak bogini w rajskim ogrodzie. Męskie serce Serafina zabiło mocniej. Taki widok podziałałby na każdego mężczyznę. Jakieś pierwotne instynkty wyły z zachwytu, jednak mózg, porozumiawszy się najwidoczniej z sercem, stworzył nagle obraz w głowie Serafina. Na murku ogradzającym klomb nie siedziała Alania, siedziała niewysoka, ciemnowłosa ludzka kobieta. Uśmiechała się delikatnie, nie tak pięknie jak elfka, ale i tak wyglądała uroczo. Wszystkie zmysły Serafina cieszyły się tym widokiem, ale nie długo. Na wierzch wysunęło się wspomnienie, przykrywając obraz i wywołując kłujący ból w sercu. Młodzieniec zamknął na chwilę oczy, by ukryć ból. ­ - O czym myślisz Serafinie? ­ - O tych kwiatach. Niesamowite, że tak piękne rośliny mogą rosnąć w środku miasta. ­ - Prawda. Jestem pewna, że kasetty wyglądałyby jeszcze piękniej wśród traw w lesie. Na pięknie zdobionym placu, otoczone eleganckim murkiem, stają się takie sztucznie i … martwe. ­ - Jednakowoż nie są martwe. Same wybrały to miejsce i dobrze im tu. – Alania spojrzała na Serafina. ­ - Jesteś niesamowicie wrażliwy Serafinie. Rzadko spotykam ludzi potrafiących zrozumieć subtelne piękno flory. Serafin nie odpowiedział. Kolejne wspomnienie ukłuło go w serce. „Czy teraz już każde wspomnienie przeszłości będzie wywoływało żal i ból?” zapytał sam siebie. ­ - Nie myślisz wcale o kwiatach. – zauważyła elfka. ­ - Myślę o dawnych czasach. ­ - Wspomnienia cię ranią. – to było stwierdzenie, nie pytanie. – Dlaczego? ­ - Ponieważ przeszłość została odcięta ostrym nożem i poza wspomnieniami nie łączy mnie z nią już żadna nić.

Alania patrzyła na młodzieńca. Jego wzrok zwrócony był ku obrazom z dawnych czasów. Nie wiedziała, co widzi, ale jego oczy zdradzały, że bardzo wiele drogich osób zostawił za sobą. Nie znała przeszłości Serafina. Dopiero w tym momencie uświadomiła sobie, że w ogóle nic o nim nie wiedziała. Już kiedy zobaczyła go po raz pierwszy wiedziała, że to młodzieniec o delikatnym usposobieniu i dużej wrażliwości na otaczający go świat. Uzmysłowiła sobie, że od tamtej pory właściwie niczego więcej się nie dowiedziała, chociaż bardzo polubiła młodzieńca. Wśród wojowników trudno było spotkać kogoś kto rozumiałby i podziwiał przyrodę tak jak elfka. Elfy zazwyczaj potrafią odgadnąć bardzo dużo z ludzkich twarzy. Rasa ludzi posiadała tę cechę, że każda myśl i każda emocja odmalowywała się bardzo wyraźnie na twarzy. Alania wiedziała, że doświadczeni ludzie potrafią skrywać emocje. Poznała wielu takich w Bractwie. Jednak wszyscy potrzebowali lat by nauczyć się tej sztuki. Serafin był dla niej zagadką. Najbardziej powierzchowne odczucia bardzo wyraźnie odrysowywały się na jego twarzy, Alania wiedziała jednak, że we wnętrzu młodzieńca szaleje bardzo wiele innych emocji. Wszystkie były szczelnie ukrywane pod maską stoickiego spokoju lub młodzieńczej radości.

­ - Przejdźmy się aleją. – zaproponowała elfka. Serafin tylko skinął głową. Szli w milczeniu wzdłuż klombów kasettów. Przepiękny zapach kwiatów odurzał sięgając po najprzyjemniejsze wspomnienia. Przez głowę Serafina przemykały obrazy rodzinnego domu. Każde wspomnienie wywoływało naprzemiennie ból i radość. Młodzieniec spojrzał na kwiaty. Przepiękne rośliny nagle wydały mu się odrażające. Za ich sprawą powrócił do czasów, które wolał zapomnieć. Przeniósł wzrok na Alanię. Elfka także zatopiła się we własnych myślach. Na jej twarzy widać było melancholijną radość z dawnych wydarzeń, które nie wrócą, ale które do dnia dzisiejszego podnoszą na duchu. Ponownie zobaczył przed oczami ciemnowłosą kobietę. „To wspomnienie powinno podnosić mnie na duchu.” pomyślał Serafin „Ona by tego chciała. Chciałaby żeby, tak jak dawniej, jej osoba dodawała mi otuchy.”. Młodzieniec westchnął. ­ - Może już zawróćmy. Anastiel, Dogan i Elisa pewnie na nas czekają. Alania spojrzała na Serafina. Jej oczy zdradzały, że dopiero wracała do rzeczywistości. Potrzebowała chwili, żeby zrozumieć sens słów młodzieńca. ­ - Tak. Oczywiście, chodźmy ich poszukać. Kiedy elfka zaczęła ponownie trzeźwo myśleć, zrozumiała motywy Serafina. Nie miała zamiaru wypytywać go o przeszłość. Sądziła, że gdyby chciał sam rozpocząłby rozmowę. Zagadnęła go natomiast na zupełnie inny temat, żeby nie powracał do bolesnych wspomnień. ­ - Powiedz mi Serafinie, skąd wiesz tak wiele o ziołach i innych środkach leczniczych? Dotąd żyłam w przekonaniu, że przepis na nić Bergesa znają tylko elfy. ­ - Na nić Bergesa może owszem, ale na nić naturalną na pewno nie. – na twarz Serafina powrócił młodzieńczy uśmiech. ­ - Nie spotkałam się, żeby ktoś znał ten przepis pod tą czy inną nazwą. Nie studiowałeś chyba lecznictwa u elfów. ­ - Haha. – zaśmiał się młodzieniec. – Jeszcze przed kilkoma miesiącami nie byłem pewny jak elfy wyglądają. Nie, nie. Uczyłem się wszystkiego od matki. Zajmowała się lecznictwem u nas w wiosce. Właściwie to była największym autorytetem w tym zakresie w całej dolinie między Czarnym Lasem a górami. ­ - Ciekawe. Pewnie matka nie wyjaśniała ci skąd zna te wszystkie przepisy. ­ - Nie, ale wiele z nich stworzyła sama w oparciu o swoje badania. Część stworzyła babcia, matka mojej matki. ­ - Widzę, że to dziedziczna profesja. ­ - Ku utrapieniu mojego ojca. Miał nadzieję, że zostanę drwalem jak on, ale z tych dwóch zawodów, lecznictwo pociągało mnie zdecydowanie bardziej. ­ - Nie wyobrażam sobie ciebie jako drwala. – uśmiechnęła się Alania. ­ - Ojciec nie wyobrażał sobie mnie jako medyka. Matka natomiast liczyła, że dojdę wyżej niż ona. Ostatecznie wyszło, że nie zostałem ani drwalem ani medykiem. – na twarzy Serafina pojawił się smutek. ­ - Zostałeś członkiem Bractwa. To na pewno więcej niż chciał twój ojciec lub matka. ­ - Nie jestem członkiem Bractwa. ­ - Może nie zostałeś oficjalnie mianowany, ale to nie papier nominujący sprawia, że jesteś członkiem Bractwa. To, że tu z nami jesteś dowodzi, że zostałeś uznany za godnego tego miana. Zauważ, że nawet Falard nie traktuje cię jak zwykłego wędrowca.

Serafina zdziwiło to stwierdzenie. Wcześniej jakoś nigdy nie postrzegał tego pod takim kątem. Zauważył, że Falard zaczyna go akceptować, ale było to wymuszone. Nie sądził, żeby zmiana postawy elfa wpływała na jego pozycję. Był niechcianym towarzyszem, jedyne co zmuszało Falard do ciągnięcia go ze sobą był rozkaz Mistrza. Serafin był pewien, że elf nigdy nie będzie w stanie myśleć o nim jak o członku Bractwa. Chociaż… ­ - Zauważyłeś na pewno, że zapytał o twoje zdanie w sprawie Cieni. Przed wyruszeniem z zamku Agon nawet nie pozwoliłby ci się odezwać. ­ - Musiał mnie zabrać, więc i musi mnie zauważać. Taka była decyzja Mistrza. ­ - Falard bardzo szanuje Wielkiego Mistrza, ale posiada własne zdanie. Gdyby chciał, traktowałby cię jak powietrze. ­ - Przez większość czasu tak robi. ­ - Jesteś nieuczciwy Serafinie, to do ciebie niepodobne. Bardziej spodziewałabym się tego po Falardzie. Falard jest elfem i wojownikiem. Jest bardzo dumny i to jego najsłabsze miejsce. Wiesz o tym, bo wykorzystałeś to swego czasu w gospodzie. – spojrzała na niego znacząco, w jej oczach widać było smutek i złość. – Stara się chronić swoją pozycję i poglądy. Jest jednak także przybocznym Mistrza, posiada ogromną władzę. Nie zyskał jej, bo bezmyślnie chronił swoje ego. Falard jest mądrym przywódcą i potrafi przyznać się do błędu. Sądziłam, że sam to zrozumiesz. ­ - Alanio… - Serafin nie wiedział co powiedzieć. Nagła złość elfki zupełnie zaskoczyła młodzieńca. Wiedział, że głupio sam się przekonuje o tym, że Falard wykopał topór wojenny. Trudno mu było powiedzieć, dlaczego tak się zachował. Może to obawa, że naprawdę stanie się Członkiem Bractwa i spadnie na niego ogromna odpowiedzialność. Nie był pewien. Ponownie podniósł wzrok na Alanię. Elfka patrzyła na niego surowo. ­ - Przepraszam. – wyszeptał tylko. Wzrok Alanii go przytłaczał. ­ - Nie, to ja przepraszam. Nie powinnam tak ostro mówić. Jednak ty Serafinie jeszcze do końca nie rozumiesz, kim dla nas są Mistrz i Falard. Tak jak wszyscy świeży członkowie Bractwa. Bardzo często członkowie nie znają się nawzajem, niektórzy nie spędzają w zamku Agon więcej niż kilku godzin. Mistrz i Falard są tymi, którzy spajają cała organizację. Nie są jak zwykli przywódcy. Zapewniam cię Serafinie, że obaj znają osobiście każdego członka Bractwa i większość adeptów. Nikt nie jest anonimowym żołnierzem. Chociaż Falard zachowywał się naprawdę głupio w stosunku do ciebie, żadne z nas go nie potępiło. Szacunek jakim go obdarzamy ma swoje podstawy, zapewniam cię. Serafin ponownie się zdziwił. Teraz Alania zadziwiła go swoją bezpośredniością. Wiedział, że wszyscy członkowie Bractwa darzą Falarda szacunkiem. Było to naturalne, w końcu był przywódcą. Jednak do tej pory nikt tak oficjalnie o tym nie mówił, chociaż niejednokrotnie skarżył się na elfa. Patrząc na elfkę, rozumiał, że większość członków Bractwa myśli to samo co ona. Byli dumni, że Falard wreszcie zaakceptował Serafina. ­ - Masz rację. – stwierdził po dłuższej chwili młodzieniec. ­ - W związku z czym? – zainteresowała się Alania. ­ - We wszystkim. – twarz Serafina ponownie ukryła wszelkie emocje, pozostawiając tylko nienaruszalny spokój. – Falard zmienił nastawienie w stosunku do mnie. Nie powinienem tego negować. Elfka skinęła tylko głową. Nie wiedziała czy odpowiedź Serafina pochodzi z serca czy z rozumu. Maska spokoju ukryła przed nią motywy jego słów.

Udali się uliczkami w kierunku murów. W milczeniu przemieszczali się wzdłuż murowanych, zabytkowych budynków. Stare kamienice otaczające rynek pamiętały jeszcze maleńkie, kiełkujące kasetty. Mieszkańcy tych domów byli szlachcicami, bądź generałami. Jednak mieszkanie w kamienicach wiązało się także z obowiązkiem dbania

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych