Wróć do katalogu

Siedzimy i rozmawiamy o śmierci

Wierzę, że właśnie tak było z Natalią.

sielafffa, opublikowano , 22 min czytania, 4,3 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Siedzimy i rozmawiamy o śmierci. Jest zimno, można nawet powiedzieć, że jest cholernie zimno. Poza tym jest środek lata i teoretycznie z tymi sprawami nie powinno być żadnego problemu. Gdyby nie jeden zasadniczy szczegół, pewnie palce odmarzłyby mi na dobre. Więc siedzimy z Natalią i pijemy wódkę. Wiem, jesteśmy zdecydowanie za młode, nasz organizm, nasze nerki, wątroba, serce; ja to wszystko doskonale wiem. Zalewamy to pół na pół. Natalia boi się pić samej wódki. Mówi, że z tym tak jak z telefonią komórkową, niby dzisiaj jest, ale jutro już może jej nie być. Że specjalnie liczą sobie za polskie ogonki i kreseczki, żeby z klienta większą kasę zdzierać. I ogólnie, że spisek, złodzieje i kradną. Trzeba przyznać, ze ona jest już dosyć porządnie wstawiona, ale mimo wszystko ma całkiem mocną głowę. Chociaż gada zupełnie od rzeczy. -I widzisz, wszystko dla wygody, żeby człowiek czuł się wygodnie na świecie. Ale przecież i tak musi odejść – mówi i beka zupełnie niechcący. Wszystko to idzie w przestrzeń nocy. Cały balkon już unosi się na tym jednym dźwięku, jak na puchowej poduszce. -No tak. Słyszałaś o gumie do żucia? Żujesz sobie, żujesz, a ona ci tam uwalnia kultury bakterii i możesz czuć się zupełnie komfortowo. -Komfortowo mówisz? -No tak, komfortowo – jestem zupełnie przekonana o niezaprzeczalności moich argumentów. Chociaż ani słowo „niezaprzeczalność” ani „argument” nie przeszłyby mi teraz przez gardło. -Bo widzisz – mówi ona, wyjmując i zapalając cieniutkiego papierosa, który dodaje jej powagi i klasy w tym alkoholicznym marazmie. –Bo widzisz, śmierć, śmierć nas dotyka najbardziej. -Jak to dotyka? -No wiesz, nie dosłownie. Chodzi o to, że jakoś tak ogólnie śmierć. Nawet mówiąc słowo „śmierć”, wyobrażasz sobie nie wiadomo co. -Kościotrupa z kosą. -Zastanawiałaś się kiedyś, jak to jest umrzeć? -Z przepicia? -Może być i z przepicia. -Nie wiem, chyba źle. Komary zaczynają pobrzękiwać dookoła. W uszach nam gra komarza muzyka, a komarze żądełka wysysają nam krew. Wokół wszystko pachnie krwią, rzeka ocieka nią dookoła. Dokańczam swoją porcję zesmalonej na węgiel kiełbasy. -Jedna ciotka mojej matki raz umarła. -I co? -Nic. Będziesz to jeszcze jadła? Natalia po wódce dostaje wilczego apetytu. Może to jej natura tak ją prowadzi, jej chude ciało potrzebuje odrobiny tłuszczu i przemielonych rybich ości. Wszystko to, aby mieć siły później wisieć od rana na muszli klozetowej; przeklinając Boga i wszystkich Świętych. -Już nawet z smsów cię okradną. -No tak. A wyobraź sobie: chciałam upiec ciasto, takie wiesz przekładane, tu białe, tu czarne; i tak na przemian. I wyobraź sobie, zachodzę do sklepu, a tam nie ma cukru. Co ostatnie opakowanie w kostkach zostało, to je taka stara tylko podbiegła, schwyciła i sru do kasy. -Wysyłasz smsa, a on ci zżera zamiast jednego znaku, trzy. Albo nawet dziewiętnaście. -Dziewiętnaście, tak. Kryzys cukrowy! A ja tak stoję i się zastanawiam. Bo pomyśl, kurwa – tu pozwalam sobie na przekleństwo, gdyż jestem zbyt zdenerwowana, aby sobie na nie, nie pozwolić. – Pomyśl: Dlaczego cukru nie dowieźli? Chociażby z Holandii... -Nie wiem. -...Generalnie chodzi o to, że do Unii już weszliśmy, i do NATO. A cukru jak nie było, tak nie ma. -Społeczeństwo jest sfrustrowane, to i wykupuje. -Myślisz, że ceny w dolarach za baryłkę ropy, mogą mieć wpływ na ten cały cukier? -Ja już we wszystko na tym świecie uwierzę.

Mrok. Mrok nocy i nic więcej. Straciłam rozeznanie w godzinach, w minutach, w sekundach. W dacie. Zresztą jakie to wszystko ma znaczenie, kiedy my w to wplatamy tak dyskretnie nasz główny temat. O śmierci miałyśmy rozmawiać, o śmierci. -Z braku witamin podobno też można umrzeć. Natalia tylko wykrzywia się na tą myśl. -Serio? – mówi, ale wyraźnie chce zmienić temat. -No tak, jeden znajomy mojego ojca tak miał. Rzuciło mu się na szczękę. -Chyba na mózg. -Albo nie, to był raczej szwagier koleżanki mojej matki. Czy siostra szwagra? -Nie wiem, nie wnikam. -Rzuciło jej się na szczękę, czy to była baba czy facet? No nie ważne. Tydzień i nie ma gościa. -Nie jadł warzyw? -Ty też tak skończysz. Natalia jest jakimś dziwnym rodzajem warzywnego wegetarianina. Grinpis w wersji dosłownej. Według Natalii sałata tez czuje. I na dodatek dostarcza nam tlenu. Czy coś w tym sensie. Wszystko zaczęło się od kalafiora. Każdy ma jakieś swoje znienawidzone warzywo z dzieciństwa. W moim przypadku była to młoda botwinka, a konkretnie zupa z pływającymi liśćmi. Natalia swoją nienawiść do kalafiora wzięła zupełnie przypadkowo. Więc było to w dzieciństwie, ale już dokładnie nie pamięta w jakich okolicznościach. Wiem, że kłamie, takie chwile zapamiętuje się na całe życie. Możliwe, że się nim zatruła, kiedy była mała, albo zatruł się nim jej pies i zdechł. Mój kolega kiedyś nienawidził bigosu. Zastanawiałam się, czy też powinnam go znienawidzić. -Późno już. -Co z tego. Życie jest za krótkie, żeby je przespać. Księżyc, księżyc nam przyświeca. Natalia cierpi na trwałą, nieuleczalną bezsenność. Po prostu kładzie się i z każdą upływającą minutą jest coraz bardziej wkurzona. Na siebie, na świat, na życie. Ostatnio wyrzuciła przez okno zegarek, który dokładnie co godzinę odtykiwał, że minęła kolejna nieprzespana godzina jej życia. Ile można przeżyć bez snu?

-Kiedyś zdechł mi chomik. To było straszne przeżycie. Później żółw. Zakopał się pod ziemią i zamarzł. Rybki padały jedna po drugiej. Zastanawiałam się, czy coś ze mną nie tak. -Zbieg okoliczności. -Może, ale aż taki ogromny i niezaprzeczalny? Polewam kolejną wódkę i nie wiem co myśleć. Mogłabym sobie teraz wypisać na czole „smile”, ale to nie czas i nie miejsce. Zresztą boję się, że gdybym wstała, upadłabym na ziemię i już się nie podniosła. Tak, to musi być jakieś fatum. Fatum, cholerne fatum! Coś uczepi się człowieka i już nie puszcza. -Jest jeszcze śmierć bohaterska. -Romantyczne bzdury. Nigdy nie rozumiałam tych filmów o rycerzach, w których wycinali się nawzajem jak wiązanki konwalii. -Bukiety na własny pogrzeb. Myślisz, że ktoś za mną zapłacze? – pyta Natalia zupełnie serio i wypija porządny łyk alkoholu zmieszanego z sokiem wieloowocowym. -Nie zadawaj mi teraz takich pytań. Jestem pijana. -Co z tego, chyba możesz mi odpowiedzieć? -Wszyscy będą płakać, wszyscy. -Ale jaki jest w tym sens, gdzie tu do cholery jakiś sens? -Podobno sens życia polega na tym, że życie nie ma sensu. Czy jakoś tak. -Co ty za bzdury znowu czytasz? Czuję, że pora już spać. Miałyśmy rozmawiać o śmierci, to prawda. Ale nie o JEJ śmierci, tego się nie spodziewałam. A może powinnam była?

-Wiesz, że około połowy wszystkich polskich studentów studiuje zarządzanie, albo pochodne? -Będą zarządzać tą drugą połową. -I chodzi chyba o to, że bezrobocie i te inne bzdury. Dopóki jesteś młoda, ciesz się życiem. -Jak to pochodne? -Właśnie nie wiem, tak napisali – tu na dowód podtykam jej pod nos nowy numer jakiejś poczytnej gazety. Chociaż wiem, że w tym stanie nie rozczyta nawet tytułu na trzy czwarte strony. Być może nawet nie na tej stronie jej podtykam, być może to nie jest ta gazeta. Wszystko mi jedno, czuję się zmęczona, ale mój umysł bawi się tym wszystkim świetnie.

-Stanowczo za rzadko jesteś tak absurdalna – mówię jej i sama zapalam papierosa. Palę tylko w nocy, góra cztery, więcej podobno niezdrowo. Ale jak tu powstrzymać się w towarzystwie? -Staram się. -Tak, ludzie są zbyt poważni, czasy są ciężkie. -Euro spada, złoty się umacnia. -Ludzie umierają każdego dnia z powodu głodu i wojen. -Wojny, wojny, wojny. Nienawidzę wojen. -Ludzie giną w wypadkach samochodowych. Gdzie są nasze autostrady? -Nie wiem. Gdzieś pod Poznaniem? -Śmierć, wszędzie śmierć. -Tak, o śmierci rozmawiamy. Miałam za sobą koszmarny dzień. Ktoś powiedział mi, że ma to wszystko gdzieś. Ktoś, że dystans, dystans, dystans. Ludzie, wszędzie ci ludzie. Z ludźmi przychodzi nam żyć. Tylko jak to wszystko przetrwać?

-Matka zawsze powtarza: języki, ucz się dziecko języków. To podstawa. Tymczasem szczęście leży gdzie indziej. -Niby gdzie? -Nie wiem, ale nie w językach. Tam leży tylko kasa. -Też potrzebna. -Tak, mamy kapitalizm. Żyjemy w globalistycznym świecie. Jedzenie wala się po ulicy, a dzieci w Afryce głodują. -Myślisz, że to nasza sprawa? -Jak to? -No, że powinnyśmy się do tego wtrącać? Czy jakby nasze dzieci głodowały, to oni by nam pomogli? -Nie wiem, nie mamy jeszcze dzieci. -I pewnie nigdy nie będziemy mieć. Natalia bywa pesymistyczna, nawet nieszczególnie stara się to ukryć. Po prostu mówi, co jej przyjdzie do głowy. A może tylko bardziej realnie patrzy na rzeczywistość.

Podobno to taki trudny wiek. Mój kolega miał kiedyś takie hobby, że wszędzie gdzie się dało, rysował białą kredą wyniesioną ze szkoły wielkie, monstrualne genitalia. Takie, obok których nie można było przejść obojętnie. Ogólnie działało to jak chwyt psychologiczny. Wielki biały penis na przystanku autobusowym. Ludzie odwracali wzrok i udawali, że go nie widzą. Ale jak można nie zauważyć czegoś tak wielkiego? Tak naprawdę gdzieś tam w swoich własnych głowach zastanawiali się, o co właściwie chodzi. Jakieś przysłowiowe „co autor miał na myśli” przewalało im się przez całą drogę komunikacją miejską. Wracali do lat szkolnych, kiedy to równie dziwaczne bzdury zadawała im pani od polskiego. Tylko że tamto nazywało się „literaturą” i było jakimś rodzajem kary, pokuty której i tak się nie wypełniało. Być może chodziło o dzisiejszą sztukę ulicy, strit-art jak ją zwą barbarzyńcy. Sprytne wplecenie ich drugiego „ja” w to pierwsze. Zetknięcie się dwóch światów. Tego prawdziwego, z teczką, pantofelkami, krawatami w grochy; i tego drugiego. Jakiegoś rodzaju nocnego koszmaru, o którym chce się jak najszybciej zapomnieć. Zawstydzającego rysunku dziesięciolatka. Mój kolega rozwijał swoją twórczość w miarę upływu czasu. W szkole nauczono go używać liter jako środka komunikacji. Jego świat alfabetu obrazkowego stał się nagle mało atrakcyjny. Zaczął służyć głównie jako dopełnienie całości, a nie środek sam w sobie. Mój kolega powiększył swój warsztat artystyczny o napisy definiujące przede wszystkim rodzaje narządów płciowych. Mama kupiła mu ogromną paczkę różnokolorowej kredy, żeby jego obrazy nabrały jeszcze więcej barw. Przerzucił się na większe przestrzenie. Wielkie asfaltowe szosy, które codziennie wiodły nas do szkoły, lawirując pomiędzy napisami, jak na torze przeszkód.

-Gdybym spotkała śmierć, to powiedziałabym jej, że mam ją w dupie – zaczyna wiać, coś wplątuje się jej we włosy i nie chce wyjść. Być może to wiatr robi sobie z nas żarty. -Nie zrozumiałaby. -Dlaczego? -Myślisz, że śmierć mówi we…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych