Sielanka Rodzinna
Może kiedyś zmobilizuje się by to skończyć :)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Rozdział I
Byłam tak zwaną wpadką rodziców po 18 latach. Gdy przychodziłam na świat moja siostra była już prawie pełnoletnią istotą, pierworodną córką moich rodziców, brat z kolei był 16 letnim chłopcem z szalonymi pomysłami, przechodzący bujny okres dojrzewania, ja natomiast niezdecydowana już wtedy osobą, nie wiedzącą czy ten świat jest na tyle rozkoszny i wart uwagi by opuścić matczyne łono. Ze zniecierpliwieniem czekałam kiedy moja mama przestanie deptać kapustę w beczce, jednak już wtedy miałam napady egoizmu i wody płodowe odeszły podczas tej zacnej czynności. Wybrałam najmniej odpowiedni moment, ponieważ nasz miejski szpital był jeszcze w remoncie. Ku uldze mamy za pośrednictwem znajomych dostała miejsce w świeżo wymalowanej, pachnącej jeszcze ledwo nałożoną farba sali na porodówce. I tu zaczął się problem. Nagły duch altruisty wstąpił w moje małe ciałko i postanowiłam oszczędzić mamę tego dnia. A może po prostu nie chciałam wychodzić na ten bliżej nieokreślony świat, z którego dochodziły do mnie przez dziewięć miesięcy, stłumione dźwięki awantur , krzyków i śmiechów. Może już wtedy bałam się otaczającego świata i postanowiłam pozostać w ciepłym, ciemnym, ale za to przytulnym i zapewniającym mi jakie takie bezpieczeństwo matczynym brzuszku. Tak czy siak, tego dnia dałam spokój mamie, co spowodowało nagły niepokój w paniach noszących białe fartuszki i tuptające chodaczki. Gdy okazało się, że bynajmniej sama od siebie nie chcę wychodzić , nakazali mamie spacerować po schodach w górę i w dół, aby w końcu spowodować skurcze. No tak, wcale mi się takie podskakiwanie nie podobało, wytrzęsło mną troszkę, a mamę wykończyło fizycznie, choć ta już wtedy udawała, że może więcej znieść, niżby w rzeczywistości mogła. Była i wciąż jest silną kobietą. Tak czy owak, w końcu stwierdziłam, że robi mi się za ciepło i coraz mniej wygodnie jest mi tam gdzie byłam, a świat przedstawiał się jako kusząca zagadka, znów nastąpiły bóle, i ku wielkiemu zaskoczeniu personelu szpitalnego, skończyły się równie szybko jak nastąpiły. Tak minął dzień drugi. Wyczerpałam mamę ostatecznie, ale ona na sugestię o cesarskim cięciu, kategorycznie odmówiła, bo jakby to być mogło, że ona tak silna kobieta nie mogła mnie własną siłą wyprzeć na świat. Żal mi jej było, a jednak dalej zrezygnowana, tkwiłam w środku, czekałam na jakiś bodziec. Bodziec nastąpił.... Taty siostrzenica z mężem zadzwonili do mamy, mówiąc że jeśli urodzę się 23.X w ich rocznicę ślubu, Jasiek ( jej mąż) zostanie moim chrzestnym. Pomyślałam super, przynajmniej zapewniam sobie jaki taki start. Zaczęłam wybierać się na świat, prawie zaprowadzając mamę nad przepaść grobu. Sina na twarzy prawie dusiła się z bólu, słyszałam tylko głośne pokrzykiwania lekarza : „Oddychać, oddychać, bo pani nam tu umrze z uduszenia”. No i po długich męczarniach wyskoczyłam owinięta trzy razy w pępowinę z maminego brzucha, mało nie dusząc się przy okazji sama. Na szczęście byłam dzieckiem w czepku urodzonym, przeżyłam. Chyba już od tamtego momentu miałam zostać samobójczynią. Stało się to parę lat później, ale o tym za parę rozdziałów. Mama wyczerpana, ale zadowolona, że jednak urodziła mnie siłami natury, wychyliła mnie przez okno, aby moje rodzeństwo, zebrane za siatką ogrodzenia szpitalnego, zobaczyło mnie. Co za żenada! A oni wiwatowali i cieszyli się, do tej pory nie mogę zrozumieć z czego, a przecież minęło od tamtej pory już 20 lat. Byłam zdrowym dzieckiem, no prawie zdrowym, bo coś tam z nóżką było nie tak, ale wypuścili mnie i mamę do domu. A tam, toczyła się ostra debata nad wyborem imienia dla mnie. Mój tato, wymyślił mi najbardziej staroświeckie imię jakie tylko mógł, przy użyciu swoich mocno zniszczonych alkoholem szarych komórek. Zostałam Jadwigą. Cieszę się, że nie Genowefą albo Krzysztofą! No tak, w sumie jak królowa przyszłam na ten świat i nawet miałam swoją własną publikę wiwatującą na moją cześć. Ułożyli mnie w wózek czy łóżeczko, które odmalowane do tej pory służy dzieciakom mojej bratowej za miejsce swawoli, i zaczęły się wizyty wścibskiej a zarazem licznej rodziny. Bezczelnie obmacywali mnie, chwalili tak, że pluli, a ja ze stoickim spokojem przyjmowałam to , uśmiechając się do nich bezzębną szczęką. Byłam spokojnym dzieckiem, które płakało tylko w wyjątkowych chwilach, a raczej prawie wcale.
Rozdział II
Pierwsze zapachy jakie mnie otaczały to kuchenne wonie unoszące się z potraw gotowanych na obiad przez mamę. A potem widziałam moją rodzinkę, przy kuchennym stole, apetycznie wsuwającą posiłek . Z zaciekawieniem się im przyglądałam, raz po raz uśmiechając się do nich lub po prostu zajmując się badaniem mojej ręki, bądź nóżki , albo innej zabawki znajdującej się w łóżeczku. Tak mijały dzionki, aż nastała wiosna, a potem lato – łóżeczko wraz ze mną, wystawiane było na dworze w jakimś cienistym miejscu, aby zajęci pracą na roli rodzice mogli mnie doglądać. I właśnie przy takiej to okazji, w jedno słoneczne popołudnie, gdy oni zajęci sianokosami i zwożeniem siana do szopy nie doglądali mnie zbyt często, miałam wypadek, który rodzina do tej pory wspomina ze śmiechem. Po prostu zrobiłam
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Skrzydlica
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…