Wróć do katalogu

Sklep z kapeluszami (rozdział 1)

Proszę o ocenianie i komentarze :) Ruchliwe miasto i konieczność wejścia do ciemnej alejki w poszukiwaniu pewnej legendy... Dice liczył, że to będzie koniec jego misji, cóż ktoś miał inne zdanie na ten temat...

ManaBlack, opublikowano , 11 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

{b}Rozdział 1 {/b}

Idąc ulicami dużych rozmiarów zatłoczonego miasta mija się wiele wystaw sklepowych, jakie mrugają do przechodniów zachęcająco, by zatrzymali się i je podziwiali. Zdarzają się takie, którym oprzeć się nie można, nawet gdyby się miało najsilniejszą z posiadanych przez ludzi woli. Do takich zaliczyć można przykładowo piekarnię, ba! Lepiej weźmy za przykład cukiernię. Wielka szklana tafla oddziela nas od cudów jakie stworzyły sprawne dłonie cukiernika i jego pomocników. Zewsząd przyglądają się ciekawskim lukrowane babeczki, ciasta z kręconą kremowa koroną, torty przemawiają swym wielowarstwowym nadzieniem i kuszą, kuszą mocą jaka jest nie do odparcia. Przechadzając się miasteczkiem i zagłębiając się w pewne alejki, bardziej kryjące się w mroku niż wychodzące na słońce, można też znaleźć inne interesujące rzeczy, pod warunkiem, że nie boimy się pewnych kłopotów… W taką właśnie uliczkę zagłębił się Dice. Normalni ludzie, szarzy obywatele, ominęli by taką uliczkę szerokim łukiem obawiając się napaści i prawdopodobieństwa spotkania tu kogoś lub czegoś, co uniemożliwiło by szczęśliwe kontynuowanie drogi. Ten mężczyzna w szarym prochowcu, którego czasy świetności dawno minęły, przemierzał kamienną drogę w miarowym, ale dość szybkim tempie. Śpieszyło mu się, bo najwyraźniej znalazł to czego szukał, a raczej myślał, że znajdzie to czego szuka w tej zapuszczonej alejce. Opodal przyglądało mu się mętnymi spojrzeniami kilku obywateli klasy niższej. Dice musiał sam się zmotywować, by nie zawrócić. Nie. Zbyt długo szukał tego miejsca, i jeśli ono tu jest, to on je znajdzie. Minął panów w stanie wskazującym na upojenie większe niż zalecane. Praktycznie nie został przez nich zaczepiony, jeśli nie liczyć trudnych do zrozumienia bełkotów jakie prawdopodobnie były do niego skierowane. Zignorował je jednakże przyśpieszając kroku. Szedł dalej zagłębiając się w ciemność i zaczynał powątpiewać w realność tego co widział. Na niebie świeciło słońce, był środek dnia, a w alejce zalegał taki mrok, że niemal mógłby go dotknąć, jednak wolał tego nie czynić. Jeszcze znalazł by tam coś żywego. Przestraszył się na śmierć i obejrzał szybko, kiedy w śmietniku który mijał rozległ się głuchy brzdęk, a potem wściekły syk. Odetchnął widząc uciekającego czarnego dachowca. To miejsce mroziło mu krew w żyłach, choć kiedy zaglądał w alejkę z głównej ulicy myślał, że będzie łatwo. Znalazł w końcu to czego szukał... Dotarł pod drewniane drzwi sklepu którego wystawa była zasłonięta ciemnymi, pomarszczonymi zasłonami jakie z pewnością nie wpuszczały promieni światła do środka. W normalnych warunkach nie zwrócił by uwagi na ten lokal, gdyby nie szyld w tej chwili przedstawiający zwiniętego w kłębek kota w kapeluszu, który.. delikatnie machał ogonem. Zreflektował się, że od dłuższej chwili gapi się jak oniemiały w hipnotyczny ruch kociego szyldu. Przetarł oczy dla pewności. – To mi się wydaje? – zamrugał patrząc ponownie – Nie, to mi się nie wydaje. – Rozejrzał się na boki po alejce. Nic w niej się nie zmieniło. Pijaczki nadal okupowali jeden z murów, pewnie głównie po to, by zachować pionowa pozycję. Poza nimi nikogo w alejce nie było. Dice wrócił wzrokiem do drzwi. Wyciągnął dłoń, by położyć ją na klamce. Zrobił to i nacisnął ją. Drzwi ustąpiły ku jego zdumieniu. Gdzieś w głębi duszy miał nadzieję, że będzie zamknięte, jednak w tej głębi był też głos błagający by drzwi ustąpiły. Okoliczność potwierdziła rację drugiego głosu i teraz drzwi stały przed nim otworem. Naprzeciw niego ziała ciemność przeplatana zapachem wiekowego kurzu. Wszedł ostrożnie do środka z zamiarem pozostawienia otwartych drzwi, które dawały nikłe światło. Przejście jednak samo się zamknęło i Dice utonął w mroku i nieprzyjemnym pyle jaki unosił się w powietrzu.. Jęknął w myślach stereotypowe „Boże, nie!” i zaczął iść po omacku szukając drogi. Zrobił zaledwie kilka kroków nim wpadł na coś, co pod jego dotykiem zaklasyfikowane zostało jako drewniany fotel. Wkrótce trafił tez na drugi z pary, oraz niski stolik, najprawdopodobniej kawowy. Podejrzewał, że zbliża się do ściany, kiedy natrafił na coś kamiennego sięgającego mu do piersi. Dotykał dłońmi kamieni gdy nagle z nikąd bezpośrednio przed nim buchnął płomień. W reakcji obronnej odskoczył do tyłu zawadzając o fotel, po czym przeleciał przez jego oparcie lądując plecami na siedzisku w dość zabawnej pozycji. Zgramolił się z fotela mało efektywną przewrotka i wyjrzał zza niego, by zobaczyć co się właściwie stało. Serce podskoczyło mu do gardła, kiedy na wysokości swoich oczu zobaczył inną parę, która wpatrywała się w niego ze stojącej po przeciwnej stronie komody. - K… Kim jesteś? – zapytał drżącym głosem. - Kim jesteś? – odpowiedział mu z pewnością kobiecy głos. Dice przymknął lekko powieki i skupił się na oczach. Znajdowały się w miejscu jakie było bardzo słabo oświetlone mimo paleniska. Dostrzegł w cieniu powabne kobiece kształty. Zamrugał, bo mignęło mu coś jeszcze, co poruszało się leniwie za postacią. Tak przynajmniej podejrzewał. Dostrzegł też, że kobieta ma na głowie kokardę, lub inną ozdobę. - Posłuchaj panienko, jestem Dice i szukam… - dokończyłby zdanie gdyby nie to, że kobieta nagle pojawiła się przy nim wbijając szereg ostrych szpikulców w jego odsłonięte gardło. Sparaliżował go strach, bo to co

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych