Ślepiec i ukochana
Jest to historia miłości i historia tragedii. Dla pewnej Emilii...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- Podaj mi dłoń. - Po co? - Bo cię o to proszę. Ufasz mi? - Wiesz, że tak. - Wobec tego podaj mi dłoń. Młoda, może siedemnastoletnia dziewczyna o ciemnobrązowych, kręconych włosach podała dłoń chłopakowi na oko starszemu od niej o 5 lat. Ten delikatnie przesunął palcami po wnętrzu dłoni i przyłożył ją do swego policzka. - Ciepła - stwierdził. - I delikatna. - Czy chcesz sprawdzić też moją stopę - zapytała z figlarnym uśmiechem. - Nie musisz się uśmiechać, i tak nie widzę - odpowiedział. - To skąd wiesz, że się uśmiecham? - Może i jestem ślepy, ale nie głupi. - Nie mów tak. - Jak? - Nie mów "ślepy", to brzydkie słowo. - I co z tego, i tak w końcu wszyscy oślepną. - Nie mów tak. Naukowcy... - Naukowcy - przerwał jej - doprowadzili do tego, że wszyscy ślepną. Myślisz, że nas wybawią? Dziewczyna zabrała dłoń i odwróciła się plecami do chłopaka. Ten delikatnie położył dłoń na jej ramieniu. - Przepraszam. - Daj spokój - odparła oschle. - Jak wolisz. Stali tak oboje przez kilka minut na łagodnym wzniesieniu porośniętym trawą. Przed nimi w dolinie leżało miasto, teraz spowite dymem. - Znowu spadł samolot - powiedział chłopak. - Czuję dym i zapach płonących ciał. - Chodźmy stąd - dziewczyna stanęła obok chłopaka, ten ujął dłonią jej łokieć. - Chodźmy do domu. Oboje odwrócili się i ruszyli razem w dół wzniesienia, w stronę małego domku otoczonego polami.
- Podaj mi narzędzia. Chłopak siedział przy blacie stołu w zagraconym warsztacie. Przed nim leżał częściowo rozłożony silnik od motolotni. Dziewczyna podała mu małą skrzynkę z różnymi narzędziami. Teraz każde z nich miało małą nalepkę z wytłoczonymi na niej wypukłymi punktami. Chłopak szybko przesunął palcami po wszystkich nalepkach, wprawnie podniósł potrzebny klucz i zaczął skręcać panewkę korbowodu. Dziewczyna podziwiała jak wprawnie składa kolejne elementy operując tylko dotykiem. Kolejne części zajmowały swoje miejsca tak, jakby on nadal widział. Dziewczyna wiedziała, że on widzi wszystko w swojej wyobraźni i doskonale pamięta budowę silnika, jak wielu innych rzeczy. - Potrzebujesz jeszcze czegoś? - Teraz nie. Jak go złożę, to pomożesz mi go wyregulować i zamontujemy go w motolotni. - Zrobię ci herbatę. - A jest jeszcze? - Wczoraj zdobyłam kilka paczek. - Przez "zdobyłam" masz na myśli "ukradłam"? Dziewczyna się zarumieniła. - Wiesz, jakie mamy czasy. Nie miałam wyboru. - Teraz gdzieś ktoś nie ma herbaty - stwierdził chłopak montując zawór. - Ale my mamy, i to się liczy.
Nocną ciszę przerwał ryk silników motocyklowych. Przed domkiem zatrzymało się kilku mężczyzn w skórzanych kurtkach. - Gangsterzy - szepnęła dziewczyna ze strachem. Chłopak poklepał ją po ramieniu. - Podaj mi karabin i wyłącz bezpieczniki. Ujął broń, odbezpieczył i wycelował przez małe okienko na strychu. Usłyszał ciche pstryknięcie bezpiecznika głównego. Chwilę później obok niego dziewczyna odbezpieczyła swój karabin. Chłopak oparł kolbę o ramie i wsłuchał się w ryk silników i okrzyki ludzi. Przyłożył policzek do boku kolby bardziej z przyzwyczajenia, niż z potrzeby. Nacisnął na spust. Dziewczyna podskoczyła, lecz zaraz sama oddała strzał. Pierwszy motocyklista został trafiony w środek twarzy, drugi zaś w skroń. Zanim pozostali zdołali się rozejrzeć i pomyśleć o schronieniu, padły jeszcze cztery strzały, wszystkie celne. Już pięć trupów spoczywało obok swoich motocykli, szósty był ranny w rękę i teraz biegł do domu. Trzymał małego Ingrama. Wpadł do domu i natychmiast rozejrzał się za ewentualnymi napastnikami w bladym świetle reflektorów motocykli. Ruszył w stronę schodów, lecz potrącił niechcący sznur obwieszony puszkami i kawałkami blach. Nim dzwonienie ustało, kolejny strzał pozbawił go życia. - Zaprowadź motocykle do warsztatu, potem wrzucimy ciała do szamba. Pół godziny później wszystkie, nagie teraz ciała zanurzały się w szambie z cichym bulgotaniem. I jedynie plamy krwi i wydeptana trawa świadczyły o tym, co się zdarzyło.
- Dobrze się czujesz? - Nie lubię zabijać, a tobie to przychodzi tak łatwo - dziewczyna wtulona w nagą pierś chłopaka zadrżała. Ten objął ją mocniej i pocałował. - Zwierzęta zabijam, żeby żyć, ludzi - żeby przeżyć - odpowiedział. - Lecz mimo tej pozornej bezwzględności nie lubię odbierać innym życia bez potrzeby. - Dlaczego oni w ogóle przyjechali - zapytała z wyrzutem. - Nie mogą zostawić nas w spokoju? - Oni są zwierzętami. Rabują, gwałcą, niszczą i mordują wszystko i wszystkich, którzy staną na ich drodze. Oni nie mają nic do stracenia. Nie warto też by żyli, bo oni są niczym. Niczym. - Oni są niczym - powtórzyła cicho. Chłopak delikatnie pocałował ją. Potem położył swoją dłoń na jej piersi i zaczął delikatnie pieścić mały sutek. Potem namiętnie się kochali, jakby świat miał zaraz się skończyć, a oni chcieli umrzeć wraz z nim w desperackim akcie miłości. Lecz świat jeszcze się nie skończył, a oni opadli z sił i usnęli razem wtuleni w siebie.
- Dobrze, zakręć śmigłem. Silnik zaterkotał i zaraz zgasł. Chłopak obrócił jeszcze trochę śrubę regulacyjną w gaźniku. Obrócił dłonią przepustnicę. - Jeszcze raz. Silnik zaterkotał niepewnie, chłopak obrócił jeszcze trochę przepustnicę. Terkot przeszedł w równy warkot. Śrubokrętem obrócił jeszcze odrobinę śrubę regulacyjną, obroty silnika wzrosły i wyrównały się. Chłopak zamknął całkowicie przepustnicę i silnik zgasł. - Prawie gotowe. Chłopak umocował teraz sprężynę przepustnicy i linkę, która nią poruszała. - Podaj osłonę. - Może sama ją zamontuję? Przecież umiem. - Dobrze. Chwilę potem motolotnia była już kompletna i gotowa do lotu.
- Gdzie polecimy? - W góry - powiedział. - Znam tam jedno miejsce. - Jak tam trafimy - zapytała ze zdziwieniem. - GPS jeszcze działa - odparł. - A współrzędne już zaprogramowałem. - A dolecimy tam na jednym zbiorniku? - Tak. Dziewczyna pokręciła głową powątpiewająco. - A co tam będziemy jeść? Myślałeś o tym? - O to się nie martw. Tam jest więcej jedzenia, niż byśmy byli w stanie zjeść. - A jak wylądujemy? - Nakierujesz mnie, tam jest duża polana, z łatwością na niej wyląduję.
- W lewo! - Dziewczyna z trudem przekrzykiwała szum wiatru i ryk silnika. Motolotnia obróciła się posłusznie. - Dobrze! Jesteśmy na wprost! Maszyna powoli obniżała lot, silnik zwolnił obroty. Gdy byli metr nad ziemią, chłopak zgasił go całkowicie. Motolotnia dotknęła polany z niedużym wstrząsem, zaraz potem całkowicie się zatrzymała. Chłopak szybko z niej wysiadł i wciągnął głęboko powietrze. - Widzisz zbocze przed nami - zapytał. - Tak - odpowiedziała dziewczyna wysiadając z kabinki motolotni. - Musimy tam dopchnąć motolotnię. Kilka minut później stali przed kamienną ścianą. Chłopak wyjął z kieszeni dziwne pudełko z anteną i małą klawiaturą o szesnastu klawiszach oznaczonych od 0 do 9 i od A do F. Wystukał szybko kod i kawałek ściany wsunął się w głąb góry a następnie uniósł się. We wnętrzu zapłonęły światła ukazując krótki tunel i komorę. Dziewczyna spojrzała na niego. - Co to za miejsce - zapytała mocno zdziwiona. - Mój przyjaciel przewidział, że w końcu coś schrzanimy. Zbudował więc ten schron. Niestety, złapał jakiejś egzotycznej choroby. Nim umarł, dał mi pilota i dokładne instrukcje. Po pogrzebie tu przyleciałem i wszystko dokładnie sprawdziłem. Chciałem ciebie tu zabrać, jak tylko wybuchła epidemia, lecz oślepłem i rozbiłem awionetkę. Zresztą znasz historię, byłaś tam ze mną. Wepchnęli motolotnię do komory, która była olbrzymia. Miała w najwyższym punkcie kopulastego sklepienia 20 metrów wysokości i 30 metrów średnicy. Dziewczyna zwątpiła widząc mały samolot o złożonych skrzydłach, kilka samochodów terenowych, poduszkowiec i inne pojazdy. Oraz windę na środku, która miała 6 metrów średnicy. Chłopak znów użył pilota i wrota, przez które weszli, zamknęły się niemal bezgłośnie. Oboje stanęli na windzie. Z podłogi uniósł się panel kontrolny. Chłopak wystukał kolejny kod i wybrał drugi poziom. Dookoła windy uniosły się barierki, a ta drgnęła i ruszyła powoli w dół. Minutę później byli 100 metrów pod ziemią.
- Archaniele! Stali w okrągłym pomieszczeniu o średnicy dziesięciu metrów. Ściany, sufit i całą podłogę nie licząc dwumetrowego kręgu na środku, pokryte były czarnym panelem o lustrzanej, gładkiej powierzchni. Koło było białe, świeciło i na jego obwodzie rozmieszczone były konsole. Chłopak i dziewczyna stali pośrodku. Nagle całe pomieszczenie zajaśniało, na ścianach, suficie i podłodze ukazała się bezkresna łąka i niebo pokryte kilkoma leniwie przesuwającymi się obłokami. Przed nimi stała kamienna postać trzymająca oburącz miecz wsparty o ziemię. Miała też kamienne skrzydła i smutną twarz. - Słucham? - Głos dobiegał zewsząd. - Co wiesz o zarazie ślepoty? - Wszystko. - A odkryłeś lek? - Moja moc obliczeniowa bez ludzkiego koprocesora jest ograniczona. - A z koprocesorem zdołasz odkryć lek? - Nie wiem. Chłopak spojrzał na dziewczynę. - I co ty na to? - To fantastyczne! Kim jest ten Archanioł - zapytała…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Urgon Elsia
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…