SŁODKA ZEMSTA (cz.I)
Opowiadanie o dziewczynie, która za wszelką cenę próbuje odzyskać utraconą miłość.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Dotychczas byłem zdecydowanym przeciwnikiem dzielenia opowiadań na części. Jednak po blisko czterech latach przygody na tym portalu, doszedłem do wniosku, że jak tego nie zrobię, nikt go nie przeczyta, ponieważ całość ma prawie 80 stron znormalizowanego maszynopisu. Bądźmy szczerzy – wiele osób taki „tasiemiec” po prostu przeraża. Dlatego podzieliłem je na (tak mniemam) „zjadliwe” części. Bardzo zależy mi na komentarzach, ponieważ jest ono napisane w 100% w moim stylu. W nim czuję się najlepiej. Mam nadzieję, że nie będziecie się nudzić.
SŁODKA ZEMSTA
To miał być najpiękniejszy dzień w moim dwudziestodwuletnim życiu. Radek zaprosił mnie do knajpki, w której trzy lata wcześniej się poznaliśmy. Była dokładnie trzecia rocznica naszego chodzenia. Musiałabym być głupia, żeby się nie domyśleć, o co mu chodziło. Założyłam najładniejszą sukienkę, jaką miałam, w której podobno wyglądałam bosko. Przynajmniej Radek zawsze mnie o tym zapewniał, gdy ją ze mnie zdejmował. Nie przejmowałam się, że jest taka przezroczysta, że widać przez nią bieliznę. Na malowaniu spędziłam całe dwie godziny. Chciałam być tego dnia oszałamiająco piękna. Żeby nie miał najmniejszych wątpliwości, że jestem właśnie tą osobą, z którą chce spędzić resztę życia. Wchodząc do knajpki czułam się najszczęśliwszą dziewczyną pod słońcem (mimo, że było już ciemno i padał deszcz). Radek siedział przy stoliku, na którym wprawdzie nie paliły się świece (bo, nie wiedzieć czemu, zawsze wyobrażałam sobie tę chwilę przy świecach), ani nie stała butelka najdroższego szampana (szampan musiał być obowiązkowo), ani nie był ubrany w garnitur (a raczej powinien być), ale mimo to wyglądał ślicznie. W dodatku ten wyraz zaniepokojenia na jego twarzy. Miałam ochotę wycałować go całego przy wszystkich, ale w ostatniej chwili zdążyłam się opanować i powstrzymałam się tylko na skromnym, minutowym całusie z języczkiem, którego mój chłopak po raz pierwszy odkąd się poznaliśmy, nie odwzajemnił. To najlepiej świadczyło o tym, jak bardzo denerwował się tą chwilą. - Coś nie tak? - zapytałam udając, że w ogóle niczego się nie domyślam. Nie odpowiedział, tylko wskazał mi ręką bym usiadła. Pomyślałam, że się obawia, abym nie zemdlała z wrażenia. Głuptas. Przecież czekałam na to od dawna. Nie mogłam sobie pozwolić na to, by zemdleć w takiej chwili. Poza tym, ja nigdy nie mdlałam, więc jego obawy wydały mi się zupełnie bezpodstawne. - Wyglądasz ślicznie - powiedział starając nie gapić się w mój dekolt. - Dzięki. Ty też. Zaczął wiercić się na krześle, jakby go parzyło w te zgrabne, jędrne pośladki, które już niedługo miały należeć tylko do mnie. - Słuchaj, Wiktoria… Nie pamiętałam, by kiedykolwiek wcześniej nazwał mnie pełnym imieniem. Dla niego i dla przyjaciół zawsze byłam tylko Wiki. Kolejny dowód, jak bardzo się denerwował. Biedaczek. Gdyby nie fakt, że są pewne rzeczy, które musi zrobić facet, sama przejęłabym inicjatywę, wyjęła pierścionek i poprosiła go o rękę. A właśnie, ciekawe, gdzie on go ma, pomyślałam. - Pamiętasz, jak się poznaliśmy? Jak mogłabym zapomnieć? To było pierwsze lato zaraz po mojej maturze. Pokłóciłam się z rodzicami o kierunek studiów, bo nie mogli zrozumieć, że to ja sama powinnam zdecydować, co chcę dalej w życiu robić, bo jestem już dorosła, a nie oni za mnie. Rodzice wyrazili aprobatę dla mojej decyzji, ale jednocześnie oświadczyli, że skoro jestem już dorosła, to sama powinnam płacić za swoje utrzymanie. W ten sposób wymusili na mnie, bym się poważnie zastanowiła, czy będę w stanie opłacić sobie akademik i wszystkie inne należności związane ze studiowaniem. Postanowiłam, że nad tym wszystkim zastanowię się później, a póki co, zatrudniłam się w Iron Maiden, najlepszej knajpce w Ostrołęce, w której chyba nigdy nie było żadnej prawdziwej dziewicy, poza mną. Ale to też tylko do czasu, gdy poznałam Radka. Obowiązkowym ubraniem w Iron Maiden był krótki fartuszek, spod którego nie miała prawa wystawać żadna spódnica, że o spodniach już nawet nie wspomnę. A że nogi i tyłeczek miałam niczego sobie, do tego cała reszta też „jest w cipę”, jak określił to właściciel lokalu, gdy mnie zobaczył, więc z zatrudnieniem mnie nie było najmniejszych problemów. Nie liczył się nawet całkowity brak doświadczenia w pracy tego typu, bo właściciel wychodził z założenia, że jak klient zobaczy taką „pupę” to jakość obsługi zejdzie na dalszy plan. Poza tym dodał: - Nie wyobrażam sobie, żebyś mogła zrobić coś źle. - Spojrzał przy tym na mnie takim wzrokiem, że od razu zrozumiałam, jakie lubieżne myśli kryły się za tym niewinnym stwierdzeniem. Tak się złożyło, że pierwszym moim klientem był Radek, który przyszedł z jakimiś kolegami, od których zalatywało głęboką prowincją. Maniery też mieli jakieś wsiowe, bo gdy stawiałam na stole zamówione cheeseburgery i hot-dogi, jeden z nich bezczelnie uszczypnął mnie w pośladek, na co ja zareagowałam natychmiast wylewając zamówione napoje wprost na spodnie jednego z nich. Akurat były to spodnie Radka. Nie zachował się jak prostak, nie zawołał właściciela i nie domagał się mojego natychmiastowego zwolnienia z obarczeniem mnie kosztami prania, tylko oświadczył słodziutkim głosem, że właśnie tego mu brakowało, bo jest strasznie gorąco. Wyjaśniłam mu, że nie doszłoby do tego, gdyby jego kolega trzymał łapy przy sobie. Na co tamten burak (nie Radek, tylko jego bezczelny kolega), że wcale mnie nie uszczypnął. Radek kazał mu go mnie przeprosić, za co tamten rzeczywiście przeprosił, ale słowami, z których wynikało, że przeprasza mnie za coś, czego nie zrobił. A gdy odchodziłam, uśmiechnął się do
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Z@BIEL@CZEK
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…