Wróć do katalogu

Smak Magii - opowiadanie drugie

Luźno związane z pierwszym. Jednak jestem z niego trochę bardziej zadowolony.

ble, opublikowano , 22 min czytania, 4,2 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Na wozie siedział mężczyzna. Ubrany w zwykły, prosty, wiejski strój. Wóz ciągnął stary, kary koń. Reszta wozu była przykryta, jakąś starą podziurawioną tkaniną. Jechał polną ścieżką, w oddali było słychać śpiew ptaków. Wyjeżdżał właśnie na dość spory pagórek, dlatego też zszedł z wozu, aby ulżyć trochę staremu koniowi. Nagle usłyszał jakiś hałas. Wyciągnął leżący na wozie drewniany kij, zatrzymał konia i czekał. Nie zobaczywszy nic, zaczął jechać dalej. W tym momencie z krzaków wyskoczył młody wilk. Wyszczerzył zęby po czym zaczął powoli zbliżać się do wozu. Koń zaczął prychać i rżeć. Mężczyzna złapał obiema rękami za kij. Uderzył z całej siły w skaczącego już wilka. Impet uderzenia powalił go. Jednak wilk już nie żył. Dostał prosto w głowę. Zalany krwią mężczyzna zaczął się wygrzebywać spod ciała zwierzęcia. Dziwne, żeby w środku dnia jeden wilk zaatakował. Pewnie został wystraszony przez kogoś. Trzeba będzie się zapytać w wiosce, czy coś o tym wie – myślał jadąc dalej. Kiedy wyjechał już na pagórek zobaczył wielkie góry sięgające szczytami aż do chmur. U podnóża ich mieściła się mała osada. Nareszcie ojczyste strony – myślał mężczyzna. Za chwilę tkanina na wozie zaczęła się ruszać. Po odgarnięciu jej, wyłoniła się postać tak na oko 30 letniego mężczyzny o ciemnych długich włosach i niebieskich oczach. Ubraną miał na sobie szarą szatę przesiąkniętą z lewej strony krwią. Siadając wyraźnie uważał na lewą rękę. - Daleko jeszcze – starał się powiedzieć to jak najgłośniej - Nie panie, jeszcze jakieś pół dnia drogi. U nas mieszka pewien starzec, który potrafi leczyć takie rany. Kiedyś Darn, mój znajomy wybrał się na polowanie, ale zaskoczył go niedźwiedź. Na szczęście byłem tam i miałem go czym zadźgać, ale Darn miał mocno przeciętą nogę. Paskudna rana. Wydawało się, że już nie będzie chodził. A teraz? O proszę, ledwo kuleje. - Pocieszające – odpowiedział, zerkając na swoją długą ranę sięgającą od łokcia, przechodząca na wewnętrzną stronę reki aby skończyć się w połowie drogi do nadgarstka. Oprócz tego lekkie przecięcia miała także dłoń. A jedna z ran dochodziła aż do środka palca serdecznego. Degard próbował wstać, ale nagle się zachwiał i upadł na wóz. W plecy ukłuły go jakieś metalowe rzeczy. - Uważaj tam panie, ja wiozę narzędzia z miasta. U nas tego nie ma – powiedział po czym począł podnosić rannego człowieka. Degard znów się położył i zasnął. Obudziły go jakieś krzyki dzieci. Tato wrócił – słyszał jak przez mgłę. Ból przeszywał jego rękę, promieniując aż do klatki piersiowej. Chyba wdarło się jakieś zakażenie, pomyślał. Po chwili podeszło do niego dwoje ludzi. Poznał mężczyznę, który mu pomógł i prawdopodobnie jego żonę. Była to chuda, niewysoka kobieta o bardzo niebieskich oczach. Wydawało mu się, że gdzieś takie już widział, ale nie pamiętał gdzie i kiedy. Widział jak rozmawiają ze sobą, ale nie słyszał zupełnie co. Czuł, że dostał gorączkę. Zamknął oczy. * Kiedy obudził się leżał w jakimś niewygodnym łóżku i patrzył się w sufit, który przeciekał. Popatrzył na lewo, zobaczył okno, a z nim straszną ulewę. Spróbował się podnieść. - Nie, nie podnoś się, czeka cię jeszcze dużo czasu abyś wyzdrowiał. Niedługo zaszyję twoją ranę. Przyłożyłem tam pewien lek, chyba już tak nie boli? Kto cię tak urządził? - Eeeee, ja nie pamiętam… Wiem, że szedłem w stronę doliny Kruka, a potem obudziłem się na wozie tego wieśniaka – odpowiedział Degard - Ten wieśniak to bardzo dobry człowiek. Ma na imię Tomir. Gdyby nie on, to już pewnie byś zakończył swój żywot. A teraz śpij. Rozmawiał ze starym mężczyzną. Na jego lewym policzku była widoczna gruba blizna zaczynająca się od podbródka ginąca gdzieś w gąszczu białych włosów. Cała twarz była poznaczona grubymi zmarszczkami. Ręce, którymi dotykał maga, miał suche i szorstkie. W tej wiosce każdy musiał pracować. Każdy, który miał na tyle siły aby uprawiać grządki. Ziemia nie dawała zbyt dużych plonów. Ludzie byli zbyt biedni, żeby pozwolić sobie jeździć do odległego miasta kupować jedzenie. Kiedy Degard obudził się po raz kolejny spojrzał na swoją rękę. Była zaszyta. Szwy były bardzo dobrze wykonane. Tak jakby zrobił to chirurg w szpitalu w jakimś wielkim mieście. Kim jest ten starzec? – począł się zastanawiać. Drzwi się otworzyły, przyszła do niego kobieta o niebieskich oczach. Przypomniał sobie, że to żona Tomira. Podała mu jedzenie, po czym bez słowa wyszła. Na talerzu leżały same jarzyny, do ręki dostał natomiast dziwny napój o zielonawym zabarwieniu. Upił łyk i po smaku już wiedział, że to na pewno jest lekarstwo. Jarzyny okazały się bardzo dobre. Kiedy już zjadł w drzwiach zjawił się starzec. Podszedł do niego po czym powiedział: - Będzie z tobą już wszystko dobrze, my pomogliśmy tobie, teraz ty pomożesz nam. Piękny amulet masz. To będzie zapłatą. Chyba, że zrewanżujesz się jakoś inaczej – powiedział pokazując amulet Degarda na swojej piersi. Amulet ten był wykonany z jakiegoś dziwnego połyskliwego metalu, w środku wyryty był wizerunek kuli a w nim błyskawica. Rewers pokrywały magiczne runy. Na obrzeżach znajdowały się srebrne kamienie wyrzeźbione w kształcie gwiazdy. - Co mogę zrobić? – syknął ze złością mag - Wiem, że potrafisz czytać te śmieszne znaczki na amulecie. Identyczne są w pewnej jaskini. W starych księgach jest napisane, że tam znajduje się wielki skarb. Niestety nikt nie napisał jak należy go zdobyć. Wierzymy jednak, że na ścianie jaskini zawarta jest jakaś instrukcja. A twój amulet wygląda bardzo podobnie do znaku, który tam jest. Pomożesz nam znaleźć ten skarb. Idziemy jutro – powiedział po czym wyszedł. Degard popatrzył na swoją lewą rękę i spróbował zaintonować jakiś prosty czar. Starał się aby jego dłonie powiększyły temperaturę. Zaczął wykonywać gest, lecz jednak przerwał w połowie i syknął z przeraźliwego bólu. No to jutro trzeba będzie sobie poradzić bez tego – pomyślał, po czym zdecydował się iść spać. Noc przemijała mu spokojnie. Raz tylko obudził go pulsujący ból w palcu. - Wstawaj, słońce jest już wysoko. Będziemy czekać za drzwiami. – powiedział mężczyzna, który stał nad nim Degard leniwie wstał, umył się i ubrał swoje szaty. Lekko poruszał palcami lewej dłoni. Ból był nadal taki sam. Ziewając wyszedł. Znalazł się na podwórko typowej wsi. Dało się wyczuć, że gdzieś mieszkały świnie. Niedaleko drzwi stała drewniana ława. Kilka kroków od niej czekało na niego trzech mężczyzn i starzec. Jeden z nich podszedł do Degarda i zawiązał mu chustę na oczach. - To jest konieczne, na wypadek kiedy chciałbyś nas oszukać – powiedział wyjaśniając starzec. Mężczyźni prowadzili go wiele kroków dalej. Czuł na sobie wzrok całej wioski. Po jakichś 5 minutach drogi wydawało mu się, że wyszli poza wioskę. Poczuł pod nogami twardą ziemię, czasem też jego jedno ramię muskały jakieś rośliny lub drzewa. Szli w milczeniu. Co jakiś czas zmieniał się człowiek który podtrzymywał maga i starał się aby ten nie upadł. Po pewnym czasie zaczęli wychodzić do góry. Miejscami ziemia stawała się grząska. Słychać było śpiew ptaków. Było coraz bardziej gorąco. Nagle zaczął padać deszcz. Świetnie – pomyślał Degard – jeszcze brakuje, żeby w tych przeklętych górach zaczęła się burza. Kilka chwil po tej myśli zaczęło grzmieć. Droga zaczęła się wyrównywać. Nie było już tak stromo. Pod stopami dało się wyczuć twarde kamienie. Zrobiło się dużo chłodniej. Weszli do jaskini, o której starzec mówił z takim przejęciem. Mężczyzna, który go prowadził rozwiązał chuste znajdującą się na jego oczach. Od razu lepiej – pomyślał mag. Lekko pomrugał oczami, które musiały przyzwyczaić się do mroku panującego w jaskini. Wszyscy nieśli pochodnie, lecz nikt nie podał jej Degardowi. Doszli na miejsce. W tej części jaskinia była bardzo szeroka, lecz niezbyt wysoka. Starzec podszedł, wręczył pochodnie magowi i wskazał na ścianę pokrytą runami. - To tutaj, a tam jest ten znak, który masz na tym wisiorku – wskazał palcem starzec. Degard od razu wiedział, że jest to pismo runiczne. Starożytne pismo, którym posługiwali się magowie, kiedy jeszcze prawie każdy posiadał jakąś magiczną moc. Zaczął czytać. Maren Mądry 150-372 To grobowiec jakiegoś starożytnego maga – myślał Degard – może są tam jakieś księgi, lub zwoje, które przydadzą się w szkole. Valn będzie na pewno szczęśliwy. - Zdaje się, że grobowiec jest zabezpieczony jakimś magicznym kluczem – zwrócił się do starca - Grobowiec? To znaczy, że ktoś tu leży? Kto? Król? Jakiś wysoki urzędnik? – dopytywał się starzec - Nie, niestety to tylko mag. Dajcie mi trochę czasu a rozszyfruję ten klucz. Może znajdzie się tam coś ciekawego. Po dwóch godzinach Degard zgadł klucz. Podszedł bliżej ściany i przycisnął kombinacje 5 znaków, które znajdowały się wokół wykutego talizmanu. Po chwili talizman wpadł do środka ściany. A ona sama ustąpiła. Degard zabrał pochodnię od starca po czym wszedł do środka. Za nim chcieli wejść też mężczyźni którzy mu towarzyszyli, ale starzec zatrzymał ich gestem ręki. Młody mag wszedł do grobowca, który okazał się tak naprawdę wielką komnatą. Pod stopami wyczuł dywan, co go bardzo zdziwiło. To musiał być jakiś potężny i znany mag, że ma tak okazały grób – myślał. Tylko co mu z tego, kiedy już nie żyje i został zapomniany. Po prawej strony grobowca zobaczył niewielką biblioteczkę a w niej dwie książki. Podszedł i wziął jedną. „Magia jako obusieczne ostrze” autor Maren. To są jego książki – pomyślał z zaskoczeniem – ciekawe jaką wartość mają tak stare księgi. Otworzył i przeczytał fragment: Dzisiejsza magia pełna jest wątpliwości co swoich możliwości. Nie ma żadnych zasad ustalonych aby ją jakoś kontrolować. O ile taką siłę da się kontrolować. Przewrócił kilka kartek do przodu. Istnieją zaklęcia dzisiaj zapomniane, lub zablokowane przez Radę Magów. Uważam, że to nie jest mądre. Należy zgłębić każdą gałąź magii. I tą dobrą i tą złą. Czytanie przerwał mu krzyk starca, który go pośpieszał. Degard zabrał dwie książki i schował je pod swój płaszcz. Następnie skierował swoje kroki do następnej komnaty grobowca. Tam też na środku stała wielka trumna. Mag nie odważył się zajrzeć do środka, jednak po lewej stronie zobaczył piękną zbroję oraz dwa miecze. Jeden był pięknie zdobiony, było to dzieło krasnoludów znad gór Varten. Ród ich wyginął jakieś 300 lat temu, kiedy zaczęli sami zaczęli się kłócić o bogactwa które zdobyli dzięki wspaniałej rzemieślniczej robocie. Drugi miecz wykonany był z dziwnego materiału, które przypominało trochę srebro. Kiedy Degard obrócił klingę zobaczył elfickie runy, które zmierzały od zastawy aż do sztychu. Sama rękojeść była aż przesycona drobnym eleganckim pismem elfów. Zbroja, która leżała nie opodal również była dziełem krasnoludów. Była również wykonana z tego samego materiału co miecz. Tak samo była pokryta pismem elfów. To chyba była zbroja

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych