Spacer
to nie jest opowiadanie dla każdego... Jeżeli kiedyś straciłeś coś ważnego, przeczytaj.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Spacer
Szedłem już bardzo długo. Znużenie marszem, a jednocześnie strach i niezdrowa fascynacja łączyły każdą minutę. Raz za razem bicie zegara. Ale gdzie ten cholerny zegar? Drzwi… mnóstwo drzwi. Wszystkie różne tak bardzo jak tylko drzwi mogą być od siebie odmienne. Proste, ozdobne, drewniane, metalowe, zielone, białe, w kolorze naturalnego drewna. Niekończący się korytarz… -To muszą być te!- Spojrzałem na nie niemal z uwielbieniem. Takie białe, takie proste, a zarazem takie idealne. Zegar? Musi być za nimi. Tak, chyba słyszę jak tyka.- Tik, tak, tik, tak…TAK! TAK! Wchodzę! A może nie powinienem?. W końcu to czyjś umysł… To takie barbarzyńskie, spacerować sobie po czyjś marzeniach, pragnieniach, ideałach, obawach…, Ale z drugiej strony są takie… takie… pieprzyć to! musze sprawdzić! Mrok, chłodna czerń oblepiająca ciało. Trudno oddychać, przyjemny szum gdzieś? nie wiadomo gdzie. Krok za krokiem. Powoli, to nie spacer po lesie… -Wąż! Długi na siedem mil… pocałuj go. Nie możesz się bać, strach wyzwoli w nim agresssje…- Wysoki mężczyzna ubrał kaptur, zakrywając długie włosy. Obracając się lekko rozchylił usta w grymasie drwiny. Mnich z długimi włosami? To jakiś umysł po wyjątkowo ciężkim dzieciństwie. Poczułem lekki wiatr, tuż przede mną spadło kilka suchych, zżółkłych liści. Gdzieś daleko na horyzoncie zachód słońca. Czemu zachód? Słońce znikąd! -Opowiedz! Czemu?- Usłyszałem złowieszczy szept. Coś ściska usilnie za gardło, odbiera zdolność trzeźwego osądu. Coś nowego. Jest przyjemnie. Każdy to zna…Nieodparta chęć. Słońce zachodzi. Czuje się swobodnie. Siadam na zimnej posadzce. -Bałem się. Ale to takie ciekawe, nie umiałem sam sobie zabronić. Nikt mnie nie wsparł, nie pokazał mi, że można inaczej. Czułem się lepszy… -Kłamałem… bałem się. Ja też się bałem! Moje drzwi wciąż są zamknięte!- Jego głos, taki przegrany, potępieńczy. Jakby echo.- Odszedł. Słyszałem już tylko ciche łkanie. -A, co z moimi drzwiami? CO?- Krzyczałem, choć był blisko. Wyłem, błagałem… on niewzruszony odszedł. Słońce wypełniło swoją drogę. Cicho zgasło. Jego pomarańcz…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil carnesir
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…