Świat jakby ze szkła
Tym razem coś dłuższego. Bohaterką jest młoda dziewczyna będąca na początku, a zarazem końcu swojego życia. Proszę o komentarze.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Istnieje niewidoczna granica, której nie należy przekraczać. Cała trudność polega na tym, aby jak najwcześniej zorientować się, gdzie ta granica przebiega. Prawda – fałsz. Rozkosz – cierpienie. Sen – jawa. To tak jakby najpierw zaglądnąć przez dziurkę od klucza. Żrąca ciekawość. Później otworzyć drzwi i wsadzić głowę, aby zobaczyć co się tam znajduje. Fascynacja chwilą. Następnie zrobić pierwszy krok za próg, aby doświadczyć. Poczuć poświęcenie. W tym tkwi problem, że niektórzy ludzie nie oglądają się za siebie i stawiają kolejny krok, by zamknąć za sobą przeklęte drzwi. Uzależnienie. I to jest już koniec. Utrata kontaktu z rzeczywistością. * * *
Spoglądam na zegarek. Jest dopiero szósta czterdzieści. Chyba przyszłam za wcześnie. Cholerny deszcz. Jestem cała przemoczona. Przy wejściu na oddział pokazałam legitymację. To w zupełności wystarczyło, żeby wejść bez niepotrzebnych i nieprzewidzianych przeszkód. Zerkam... Jeszcze śpi. Wyciągam z plecaka dyktafon. Włączam play. Mówię: „Mały pokój z czterema, szarymi ścianami. Na jednej z nich jest narysowane tysiąc kresek, nie mających, dla mnie, jakiegoś konkretnego, logicznego sensu. Z lewej strony, stoi wąskie, ale dość długie łóżko, na którym śpi ONA. Zakratowane, brudne okno, przez które ledwie wpada światło księżyca. Rozmyty świat”. Słyszę zgrzyt starych sprężyn w łóżku. Wstała. Lekko się uśmiecha. Staje koło okna. Opiera się o ścianę. Wpatruje się w, uśpiony jeszcze, świat. Senne ulice. Tylko gdzieniegdzie przemykają szare, zgarbione, smutne postacie ludzkie. Sklepy są jeszcze zamknięte. Otwierają dopiero o dziesiątej. Nawet się jeszcze nie rozwidniło. Zresztą to zrozumiałe, bo jesienią późno wstaje dzień. Ale mrok nie ukryje szarego, kryjącego miliony pułapek, wypłowiałego od wielokrotnego użytku świata. - Przepraszam, że to tak długo trwało, ale nie mogłam znaleźć klucza! Już otwieram... Tylko jeszcze jedno. Proszę jej zbytnio nie przemęczać. Ma pani co najwyżej dwadzieścia minut. Ona wie co i jak, więc nie powinno być żadnego problemu. Proszę wejść. Kiwnęłam głową na znak zaakceptowania warunku (a raczej rozkazu), jaki postawiła mi starsza pielęgniarka, której wiek zdradza pajęczyna zmarszczek oplatająca jej twarz. Weszłam do środka.
Lekarz prowadzący: - Pacjentka, o którą pani pyta powoli wraca do zdrowia. To była długa i męcząca podróż, ale już jesteśmy w domu. Bądźmy dobrej myśli. Przepraszam, ale śpieszę się na obchód.
Siostra oddziałowa: - Zażywa leki. Przybiera na wadze. Już się nie buntuje, bo widocznie zrozumiała, że to jej nic nie da, a wręcz bardziej ją pogrąży. Kiedy do nas trafiła było bardzo źle. Organizm był na skraju wyczerpania. Teraz, sama pani widzi, kwitnie (śmiech). Tak... Jest zdecydowanie lepiej niż na początku.
Niewidoczna pajęczyna
Teraz dopiero widzę jaka ona jest wysoka i chuda. Sińce pod oczyma. Delikatne rysy twarzy. Zapadnięte policzki. Mały nos. Pełne usta. Czarne, długie włosy - Zawsze, kiedy pada zimny deszcz, budzą się we mnie wspomnienia z dwóch lat spędzonych w Krakowie. Mieście urzekającym, studenckim i co ważne – niebezpiecznym dla takich jak ja. Dopiero t e r a z to wiem. Kraków był dla mnie spełnieniem moich największych marzeń – czymś w rodzaju tego, czym dla młodego Ikara był pierwszy podniebny lot w stronę upragnionej wolności. Wiesz, ta fascynacja, o której istnieniu wcześniej nic się nie wiedziało, a która smakuje tak słodko. Chwilowe zapomnienie, które w zupełności wystarczyło, żeby pociągnąć za sobą lawinę wydarzeń. Zaprzepaszczenie marzeń, do realizacji których tak uparcie dążyłam przez t y l e lat. Zamilkła. Nacisnęłam stop. Usiadła na łóżku - plecami do mnie, aby ukryć łzy. Gorzko zapłakała nad swoim życiem.
Zapalające się dni
Odkąd pamięta, zawsze chciała studiować polonistykę właśnie w Krakowie. Uwielbia Sapkowsiego, Coelho, Gombrowicza, Marqueza, Szymborską i Miłosza. Jej marzenie się spełniło. Miała farta, bo przecież większość marzeń często pozostaje tylko marzeniami. Była szczęściarą. - Ktoś kiedyś powiedział, że jeśli z przekonaniem i uporem dążysz ku swoim marzeniom, osiągniesz zwycięstwo.
Anna W. o córce: - Natalia była idealnym dzieckiem; spokojna, odpowiedzialna i mądra. Włodzimierz W. o córce: - Nastka była moją najukochańszą córeczką. Miałem do niej pełne zaufanie. Anna W. ponownie: Tak, to prawda. Nigdy nie mieliśmy z nią problemu. Siostra Emilia (o rok młodsza) : - Ładna, zawsze miała większe powodzenie u chłopców niż ja. Nienawidziłam jej, bo ojciec i matka kochali ją bardziej ode mnie. Włodzimierz W. ponownie: Przesadzasz – jak zwykle. Babcia: - Słodka, śliczna i zdolna. Sąsiadka Pani Łucja: - Dobrze wychowana, zawsze się ukłoniła i mówiła: dzień dobry ze szczerym uśmiechem na twarzy. Przyjaciółka Magda: - Można było z nią konie kraść. Idealna Natalia przyjechała z małej wsi spod Zakopanego, na wymarzone studnia. - Byłam z daleka od domu, daleko od rodziców. Mogłam sobie więc pozwolić, w zasadzie, na wszystko. Przecież tutaj nikt mnie nie znał. To nie to samo co wieś, gdzie wszyscy wszystkich znają i plotkują o cudzych błędach, nie zauważając przy tym własnych. Miałam dość sąsiadów, którzy wsadzali nos w nie swoje sprawy. Zwłaszcza pani Łucja - stara penera, aż się niedobrze robiło!
Anna W.: - Natalka często pisała, do nas, na początku studiów. Dostawaliśmy po trzy listy tygodniowo, bo, jak zapewniała, bardzo tęskniła.
Na uczelni idzie mi rewelacyjnie. Już drukują moje teksty publicystyczne w magazynie studenckim. Czuję się jak ryba w wodzie. Jest mnóstwo nauki, więc nie mam czasu na imprezowanie. Mieszkam w pokoju jeszcze z czterema dziewczynami, ale jakoś za sobą nie przepadamy. Może dlatego, że one są moim całkowitym przeciwieństwem (...) Bardzo mi Was brakuje, choć od naszego spotkania upłynęły zaledwie dwa tygodnie. A ja mam wrażenie, że minęła wieczność. Czas tak mi się niemiłosiernie dłuży.
Wszystko zaczęło się na drugim roku studiów. Kraków, od tamtego czasu, każdego, kolejnego dnia przechodził, na jej szeroko zamkniętych oczach, coraz to głębszą, wewnętrzną metamorfozę. Tylko, że wcześniej tego nie zauważała. W t e d y nie zauważała.
Nie widzieliśmy się już cztery miesiące. Wiem, nie przyjechałam tak jak planowaliśmy ostatnio, ale zrozumcie, że naprawdę nie mogłam. Czas tak szybko płynie. Wiecie? Wreszcie znalazłam wspólny język ze swoimi współlokatorkami. Bardzo się cieszę, bo miałam już po dziurki w nosie tych ciągłych kłótni. Teraz jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami, a akademik stał się dla mnie czymś w rodzaju drugiego domu (... ) Będę w domu tak szybko, jak to będzie tylko możliwe.
Poczuć słodki smak życia na ustach
Jest mało takich rzeczy, o których mogłaby powiedzieć, że nie wie jak smakują. Najpierw był alkohol. Piwo, wódka, tanie wino, kiedy nie miała za dużo pieniędzy, a nałóg dawał we znaki. Codzienne wypady do dyskotek. Seks bez ograniczeń, żeby później móc się pochwalić koleżankom wynikiem. Była bardzo ładna, więc nie było żadnego problemu w pobijaniu cotygodniowego rekordu. Przyszedł czas na narkotyki. To był jej sposób na „nie myślenie”. - Kiedyś tak się naćpałam, że miałam
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil karola1987
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…