Wróć do katalogu

Świetliki

Moje pierwsze opowiadanie, którego nie zachowuję dla siebie.

Azufhell, opublikowano , 7 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

W życiu każdego z nas jest przynajmniej jeden taki moment, w którym stykamy się z rzeczami dziwnymi, nie dającymi się do końca wyjaśnić. Zazwyczaj zapominamy o nich, przeświadczeni, że po prostu umysł płata nam figle, ze zmęczenia, zbyt wysokiego stężenia podejrzanych substancji w organizmie, czy jakiegoś innego powodu. Ale czasem nie da się zapomnieć, chociażby starało się z całych sił. Tak jest też w moim przypadku, chociaż historia, którą opowiem, wydarzyła się już wiele lat temu, jeszcze kiedy byłem dzieckiem. Nikomu o tym nie opowiadałem, bo i tak nikt by mi nie uwierzył, czasami sam nie wierzę, a przynajmniej chciałbym. Ale to nie mogło powstać w mojej głowie, bo nie byłem jedynym, który w tym uczestniczył. Było wtedy upalne lato, pamiętam dobrze, bo to był chyba jedyny rok, w którym nie byliśmy w stanie nawet grać w piłkę z kolegami, siedzieliśmy tylko na boisku i smażyliśmy się, niezdolni do czegokolwiek. Jeśli cokolwiek się działo to pod wieczór, kiedy temperatura troszeczkę odpuszczała. To właśnie wtedy latało najwięcej tych przeklętych świetlików. Wtedy mi nie przeszkadzały, łapałem je do słoików jak wszyscy inni, napawałem się blaskiem ich małych odwłoków, do momentu kiedy umierały, bo w słoiku nie było dziurek, dzięki którym mogłoby się przedostać powietrze. To była moja ulubiona zabawa, moja i Jacka. Jacek był moim kolegą praktycznie od kołyski, mogę nawet powiedzieć, że był moim najlepszym kumplem. Był przyjacielem. Pochodził z dość nieciekawej rodziny, jego rodzice byli chyba najbardziej znanymi alkoholikami w okolicy, nie traktowali go dobrze, czasem wydawało mi się, że w ogóle się nim nie przejmują. I może taka była prawda. Sam Jacek był raczej dobry z natury, na tyle, na ile pozwalały mu okoliczności. Zdarzało mu się coś ukraść, ale tylko dlatego, że nie zawsze miał co jeść. Nie cieszył się zbyt dużą popularnością, inne dzieciaki go unikały, właśnie ze względu na rodzinę. Mi nigdy to nie przeszkadzało, i Jacek naprawdę to doceniał. Miał się niedługo przeprowadzać do swoich krewnych, bo jego rodzice nie płacili czynszu za mieszkanie od kilku miesięcy i właściciel miał tego serdecznie dosyć. W dzień przed jego wyjazdem zdążyliśmy się napłakać, bo wiedzieliśmy, że nie zobaczymy się już raczej nigdy. W pewnym momencie Jacek zaproponował, żebyśmy ostatni raz poszli zapolować na świetliki, tym razem nie na polance przy lesie, gdzie zawsze chodziliśmy, tylko w samym lesie. Tłumaczył, że tam jest ich znacznie więcej, więc będziemy mieli więcej zabawy. Moi rodzice wprawdzie zawsze przestrzegali mnie, żebym nie zapuszczał się w las na wieczór, ale było jeszcze dość widno i pomyślałem, że skoro to ma być nasze ostatnie wspólne polowanie, to mogę tym razem zrobić wyjątek. No i nie chciałem po sobie pokazać, że tchórzę. Sam las był chyba najpiękniejszym miejscem w całym naszym mieście. Drzewa były w nim naprawdę stare, stare i wielkie, swoimi koronami prawie całkowicie przesłaniały słońce nawet w dzień, tworząc niesamowitą atmosferę, wypełnioną świergotaniem ptaków i cichym pluskaniem wody w okolicznych strumykach. Czasami miało się wrażenie że to wszystko jest tu od zawsze, nietknięte przez ludzką rękę, pozostawione całkowicie pod opieką matki natury. Biegaliśmy za świetlikami, radośnie łapiąc je w nasze słoiki, krzycząc i śmiejąc się do rozpuku. Tak nas to…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych