Sylwek cz.4
Mój bohater powinien się w końcu przebudzić, nie...?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
W domu wszystko dobrze... To znaczy „po staremu”. Przyjechałem gdy w domu była tylko Babcia. Zastałem ją przy radio – trwała jakaś zażarta dysputa na temat kościół, a demokracja, czyli miejsce chrześcijanina we współczesnym świecie. Temat może nawet ciekawy, ale... To raczej nie była dyskusja, tylko odczyt na temat tego co niebieskie, a co szatańskie. Babcia wyłączyła radio i zaklęła, że ten świat złą drogą – ku ciemności podąża. -Czeeeść Babciu! - krzyknąłem od progu. Babcia była bowiem w niezłej kondycji psychofizycznej, ale słuch miała lekko... Przytłumiony. No dobrze – głucha jak pień kilkusetletni była. -O mój Boże – babcia pewnie się przestraszyła i wyskoczyła z metalową szuflą do przedpokoju – Aaa! Syneczku! To tyś przyjechał odwiedzić stare kąty! A rodzice nie mówili, że będziesz.... -To niespodzianka babciu, oni nic ni wiedzą – nadal solidnie krzyczałem. Wyściskaliśmy się serdecznie. -Herbatkę zrobimy, chodź. Ciasto mam akurat. Serniczek. -Dzięki Babciu – wrzasnąłem i ucałowałem ją w ręce. -Sylwuniu... Nie musisz się tak drzeć. Wygrałam w radiowym konkursie nowy aparacik. Przełom w ulepszaniu słuchu, mówili... I coś w tym jest. Wszystko teraz słyszę. Nawet twój oddech, kochany. Tylko nie wydaj mnie przed rodzicami. -Słucham? -Oni nie wiedzą, że mnie się słuch poprawił. Drą się w rozmowie ze mną, a ja to znoszę. Ale! Dzięki temu słyszę co po kątach o starej babce gadają... No i gdzie mi połowę emerytury matka twoja chowa... A potem się dziwią, że im pieniądz znika... He he he – babcia zaśmiała się niczym krzepka czterdziestolatka. Tak. W domu wszystko było jak przed moim wyjazdem. -A gdzie Bumel babciu? -Józek go na szczepienie zabrał. Powinni wrócić za parę minut. Ucieszy się ojciec, oj ucieszy! -A mama jak? -Jak zawsze! Pani generał wydaje komendy, a my udajemy, że słuchamy... Ale – babcia podała ciasto i herbatę – tęskni za wami, choć się nie przyzna. Przytaknąłem kryjąc zadowolenie. -Pyszne ciasto. -Takie normalne. Zawsze mówisz, że pyszne... -Bo zawsze jest pyszne. -Gorąco dziś. -Fakt babciu. Podleję wieczorem ogródek. -Mmm... Szczególnie się tam nad moją kalarepką pochyl. Jem ją od siedemdziesięciu lat i nic mi nie dolega dzięki temu. Póki mam tę kalarepkę, póty się nie boję kostuchy – babcia łyknęła herbatkę. Skrzywiła się jednak: -Oj, gorzka... – posłodziliśmy po dwie łyżeczki – No, teraz to jest herbata. Twój świętej pamięci dziadek słodził cztery. -Wiem babciu, pamiętam. Przepyszne. Skoczę na górę do moich gratów, dobrze? -A leć. Młody jesteś, nie zawracaj sobie głowy starą babą. -Oj babciu... – ucałowałem ją na do widzenia – ale, ja coś mam dla babci. -To dawaj. Sięgnąłem do plecaka i wyciągnąłem trzysta mililitrów adwokata. -Jajówa? -Najlepsza Babciu. -Pokaż. – babcia zręcznie wyciągnęła z szafki dwa kieliszki do wódki. Nalałem. Stuknęliśmy się: „oby nam się...”. Na twarzy babci znów zagościł zawadiacki uśmiech: -Ooo... Galanta! Tak. Dziadek taką robił. Na najlepszym spirytusie. -Babcia sobie schowa, bo rodzice też lubią. -Nie martw się, nie znajdą.
W moim pokoju wszystko było w nienagannym porządku i dokładnie w takim przestrzennym układzie jaki ja pozostawiłem po Wielkanocy. Moja pedantyczna mama kultywowała ten zwyczaj od kiedy poszedłem na studia. Sprzątać – tak. Przestawiać – nie. Ale nie powiem, odpowiadało mi to, nawet bardzo! Usłyszałem donośne szczekanie na ulicy. Bumel!
No i taką zrobiłem niespodziankę moim domownikom... Cieszyłem się. Cieszyłem się, bo oni się ucieszyli. Miło jest kogoś pozytywnie zaskoczyć – to niby łatwe, a jednak nieczęste. Tata pokazał mi co tam dłubie w garażu. Otóż kontynuował od niedawna swoje wielkie marzenie i cel emerytalnych wolnych chwil. Dokładniej mówiąc kupił od jakiegoś gościa starego junaka i teraz całymi dniami namiętnie go dopieszczał, modernizował, malował. Czasem z nim rozmawiał, kiedyś ponoć nawet zasnął przy nim w garażu. Słowem junak przejął część obowiązków mamy, co rzecz jasna niezmiernie ją drażniło. Powtarzała, że ojciec to głupi był zawsze, ale na starość to już zupełnie mu się pogorszyło z tym motorem. Ale tata flegmatycznie, niestrudzenie realizował swoje cele. Cieszyło mnie to, nie powiem. Mama, wciąż czynna pracownica starostwa, którego od kilku lat była podporą, filarem, a może nawet atlasem, zareagowała na mój widok typowo dla siebie: -Boże jedyny, co się stało? Wylali cię? Masz kłopoty? A może to o pieniądze chodzi... -Nie mamo, został mi już tylko jeden egzamin, przyjechałem się pouczyć tutaj. Chcę odsapnąć, zregenerować siły... Wiedziałem, że jak powiem, że się stęskniłem, to mama gotowa pomyśleć, że coś mi się w głowie poprzestawiało albo, że zostałem homo... A już jakbym powiedział, że muszę zbawić świat, to byłby koniec. A właśnie. Wracając do tego wątku... Otóż jakoś dziwnie się w tej materii uspokoiłem. Jakoś to zaakceptowałem. Przyzwyczaiłem się do tego. A może doszedłem do kresu możliwości percepcyjnych i zwyczajnie nie umiałem się tym dłużej przejmować. Nie wiem. Ale ta wersja z „kresem” była bardzo prawdopodobna. W domu nie poruszałem problemu. Internetu starałem się nie włączać. I ostatecznie podjąłem postanowienie: Będę żył tak, żeby nie żałować. Moje zachowania będą takie, jakich wymagam od innych. Dobra, jakich pragnąłbym od innych. Ale nic na siłę.
Moja więź z Olą znacznie osłabła. Trudno. Ostatecznie możliwe, że z kobietami życia jest jak z matrioszkami. Do tego wniosku doszedłem bawiąc się tym rosyjskim gadżetem, przywiezionym przez tatę jako suwenir z wizyty u…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil pharynx
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…