Wróć do katalogu

Szansa na sukces

Jaka będzie reakcja ludzkości na przełomowe odkrycie zmieniające nasze miejsce w kosmosie? Matthew Conroy przede wszystkim widzi w tym szansę na sukces... Poniższa publikacja nie jest dziełem kompletnym. To zalążek dłuższego tekstu którego wartości

ChuckOTayopublikowano 29 czerwca 202625 min czytaniajeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Matthew Conroy spojrzał na zegarek po raz kolejny, potupując niecierpliwie wewnątrz windy wiozącej go na czwarte piętro budynku. Za kwadrans dziesiąta. Parking był już prawie pełen więc przybywał jako jeden z ostatnich, mimo że tak wcześnie nie przyjechał do pracy od dobrych kilku lat. Wyślizgnął się z windy do małej poczekalni dla gości, przeciągnął kartą po czytniku przy drzwiach prowadzących na przestrzeń biurową i wparował do recepcji. Odruchowo kiwnął głową ochroniarzowi, ale ten nie zauważył go, wgapiając się w ekran komputera z opadniętą szczęką. Po drodze do swojego biura Matthew widział przez oszklone ściany mijanych gabinetów rzesze ludzi gestykulujących żwawo do trzymanych przy uszach telefonów. Inni pospiesznie wertowali szafki z dokumentami lub debatowali ze współpracownikami pochyleni nad ekranami biurowych komputerów. W całym budynku wrzało niczym w czajniku. Otworzył drzwi do przedsionka gabinetu. Jego sekretarka żonglowała pomiędzy trzema telefonami. Na jego widok wyprostowała się za biurkiem i przytłumiła rozmówców przyciskając trzymane słuchawki do szerokich ramion żakietu. - Czekają na pana w “trójce”, panie Conroy. - Dzięki, Kate. Powiedz im że zaraz tam będę. Zmarszczyła brwi jakby poprosił ją o wezwanie ducha Michaela Jacksona. - Wszyscy już tam są i odcięli wszystkie linie, “trójka” jest teraz jak bunkier prezydenta. Skinął głową i nie tracąc czasu wparował do swojego gabinetu. Rzucił płaszcz na oparcie fotela, złapał laptopa pod pachę i wrócił na główny korytarz, przelotnie tylko rzucając okiem na Kate desperacko próbującą ogarnąć telefoniczny pożar. W drodze do sali konferencyjnej numer 3 minął kilku stażystów pędzących gdzieś z opieczętowanymi kopertami. Kilku z nich wymamrotało powitalne uprzejmości ale żaden nie zatrzymał się na pogawędkę. Matthew poczuł przypływ specyficznego podniecenia wymieszanego z niepokojem. Nie wiedział jeszcze dokładnie jak potoczą się najbliższe godziny, ale wiedział że przed firmą stoi szansa na strzał w dziesiątkę. Być może największą dziesiątkę w historii. Szklane ściany “trójki” zasłonięte były od środka żaluzjami: sygnał, że w środku odbywa się narada tak tajna, że nie chciano ryzykować wycieku informacji nawet ukradkowym cyknięciem fotki temu, co wyświetlano na zajmująceym pół ściany wyświetlaczu. Przeciągnął kartą przez czytnik, szarpnął klamkę, otworzył drzwi. Gwar przekrzykujących się głosów wylał się ze wnętrza salki na korytarz i uciął się gwałtownie kiedy zebrani w środku ludzie zamarli w bezruchu, upewniając się że ich prywatności nie naruszył nikt nieporządany. Wszedł szybko do pomieszczenia i zamknął za sobą drzwi. Kontrolka przy klamce zmieniła kolor z zielonego na czerwony. Prześliznął wzrokiem po czwórce ludzi zgromadzonych w środku i uśmiechnął się przywitalnie. - Panie, panowie… - nie dano mu dokończyć. - Czytałeś podsumowanie? - zapytała agresywnie Barbara, szefowa działu dystrybucji. - Nie, dopiero przyszedłem. Mamy już podsumowanie? - Matthew uniósł brwi w podziwie. - Ted przyjechał tu jeszcze przed 9 i przygotował skróconą wersję - Barbara skinęła głową w stronę Teda. Ten odpowiedział nieśmiałym uśmiechem i pomachał dłonią znad laptopa. Matthew obszedł stół konferencyjny i wybrał jedno z wolnych siedzeń, przebiegając wzrokiem po pozostałych uczestnikach zebrania. Poza Barbarą i Tedem z działu reklamy przy stole siedzieli też kierownik produkcji Cliff oraz głowa działu finansów Thomas. - Cała śmietanka jak widzę - spróbował zażartować Matthew, ale poza Tedem który ledwo widocznie poszerzył uśmiech nikt nie wydawał się w nastroju. - Zdajesz sobie sprawę, że to największa bomba od… - Barbara zamyśliła się na moment, starając się dobrać odpowiedni punkt odniesienia - …nie wiem, pewnie od kiedy samoloty pierdolnęły w World Trade Center. Wiesz, że studio nie może przegapić takiej szansy? - Oczywiście, Barbaro, zapewniam że… - zaczął Matthew, ale Cliff przerwał mu w pół zdania. - Mówisz że jeszcze nie czytałeś podsumowania, ale masz chyba przynajmniej ogólne pojęcie co się dzieje? Matthew powstrzymał sarkastyczne instynkty które pchały mu się na język. Ciężko byłoby nie wiedzieć. Wszystkie media od rana trąbiły o największym wydarzeniu w dziejach ludzkości. Wiadomości ponaglające go do przyjazdu do biura niemal nie rozsadziły mu telefonu. Otworzył pokrywę laptopa, kiwając głową na potwierdzenie. - Oczywiście, jak najbardziej. Słyszałem skróty informacji kiedy jechałem do biura. Od kiedy tylko usłyszałem co się dzieje, zacząłem myśleć nad możliwymi kierunkami jakie możemy obrać kiedy zajmiemy się tematem. Mam już nawet kilka wstępnych… - znów przerwano mu w połowie zdania, tym razem wtrącił się Thomas. - Świetnie, świetnie. Nie ma chyba wątpliwości że będzie potrzebna kooperacja wszystkich działów w firmie i czym szybciej zabierzemy się do konkretów, tym szybciej będziemy mogli puścić wszystko w ruch. Rozmawiałem już z prezesem: góra chce jakichś konkretów do 14-tej. Także mamy… - popatrzył na zegarek w rogu ekranu laptopa - niecałe cztery godziny. Matthew pokiwał z entuzjazmem głową. - Nie ma sprawy. Oczywiście. Ted, podeślij mi te podsumowanko które przygotowałeś i dajcie mi kilka minut… - Nie ma na to czasu - przerwała mu ozięble Barbara. - Ted, możesz nam zrobić krótką prezentację? Żebyśmy na pewno wszyscy wiedzieli na czym stoimy? - Oczywiście, Barb - Ted jako jedyny ze zgromadzonych pozwalał sobie zwracać się do niej zdrobnieniem. Działy reklamy i dystrybucji działały w ścisłej kooperacji i każdy w firmie wiedział że liczne “nadgodziny” które ich dowódcy spędzali ze sobą przerodziły się w coś więcej niż wyłącznie zawodową relację. - Dajcie mi sekundkę… Ted podłączył wystający z blatu kabel do laptopa, kliknął kilka razy myszką i spojrzał na umieszczony na ścianie gigantyczny ekran. Głowy wszystkich w pomieszczeniu skierowały się na monitor, który po kilku sekundach ożył i pokazał duplikat pulpitu jego komputera z uruchomioną zawczasu prezentacją. Pierwszy slajd przedstawiał screenshot z konferencji którą NASA udostępniła o godzinie 8 rano wszystkim publicznym mediom. - Jak wszyscy dobrze wiecie… - Ted chrząknął maskując drobny uśmieszek. Matthew przewrócił w myślach oczami słysząc nawiązanie do jednej z najbardziej popularnych klisz w ich branży - …od kilku dni po social mediach krążyły plotki o tym, że NASA natrafiła na jakiś przełom w badaniach kosmosu. Konkretnie rzecz biorąc: plotki tyczyły się działu poszukiwania dowodów istnienia obcych, inteligentnych cywilizacji. Chyba każdy widział ten pierwszy przeciek? - Ted rozejrzał się po zebranych. - No pewnie - przytaknął Matthew. - Widziałem kilkanaście TikToków z tym rozmazanym zdjęciem z radaru zmiksowanych z fragmentami z “Dnia Niepodległości” albo z “Predatora”. Ted kiwnął głową i zmienił slajd; kolejne zdjęcie przedstawiało mapę przestrzeni kosmicznej z adnotacjami którą agencja kosmiczna udostępniła na konferencji. - Dzisiaj z rana NASA postanowiła uciąć plotki i udostępnić konkrety, żeby kochani podatnicy którzy fundują ich działalność przestali oskarżać ich o tani chwyt marketingowy żeby wyżebrać większe dotacje. W największym skrócie: program poszukiwania pozaziemskiej inteligentnej cywilizacji istnieje od ponad 50 lat i przez ten czas udało im się tylko jeden, jedyny raz otrzeć o jakikolwiek sukces. Pamiętacie “sygnał WOW”, co nie..? Wszyscy uczestnicy zebrania przytaknęli. - “Kontakt” z Jodie Foster - mruknął Cliff. - Piękne zagranie Warner Bros - przytaknął Ted po czym kontynuował. - Z “sygnału WOW” finalnie nic nie wynikło, ale przynajmniej udało im się dzięki temu utrzymać fundusze. Następnie… - Ted przerwał na moment, rozejrzał się po salce; niecierpliwy wzrok Barbary zdawał się przyprawić go o mały wstrząs i naprowadzić na kurs. - W sumie nieważne co “następnie”, bla bla bla; najważniejsze, że dzisiaj rano NASA potwierdziła kontakt z pozaziemską cywilizacją. Ted zmienił slajd na kolejny, przedstawiający udostępniony przez NASA kalendarz zdarzeń. - Okularnicy z NASA bredzili przeróżne naukowe dyrdymały przez pół godziny, ale wszystko to można podsumować następująco: kosmici natrafili na wysłany z Ziemi sygnał i odpowiedzieli. Oczywiście nie znamy ich języka ani oni nie znają naszego, więc jedyne co mogli zrobić to podesłać nam trochę matematyki, którą nasi wspaniali specjaliści z NASA rozszyfrowali kiedy skierowali teleskop na współrzędne zwrotnego sygnału i na przestrzeni kilku tygodni dokonali obserwacji. Ted zrobił dramatyczną przerwę i rozejrzał się po wszystkich obecnych na sali. - W rejonie Alfa Centauri potwierdzono obecność obiektu nienaturalnego pochodzenia, którego przemieszczanie się w przestrzeni kosmiecznej koreluje z liczbami które otrzymała NASA. Ted pozwolił sobie na tryumfalny uśmiech. Wyglądał jak dzieciak który właśnie rozwiązał na tablicy skomplikowane zadanie z fizyki, zaskakując nauczyciela ale u kolegów z klasy wywołując co najwyżej wzruszenie ramion. - Mówiąc po ludzku..? - zawiesiła w powietrzu pytanie Barbara. Ted zmieszał się lekko i przywołał wewnętrznego kujona do porządku. - Mówiąc po ludzku: kosmici istnieją. Wysłali do nas statek. Lecą do nas i będą tu za 32 lata. Plus minus.

Cisza która zapadła w sali konferencyjnej numer 3 trwała zaledwie kilka sekund. Nie było czasu na przemyślenia. Trzeba było działać. - Okej, dzięki Ted, teraz wszyscy wiemy na czym stoimy - powiedziała sucho Barbara. - Chyba wszyscy zdajecie sobie sprawę, że musimy działać szybko. Przed nami 30 lat konkurencji jeśli chodzi o temat przylotu kosmitów, ale z punktu widzenia wytwórni najważniejsze będzie najbliższe 12 miesięcy. Jeśli rozegramy karty odpowiednio, będziemy mieć w kieszeni największy kinowy hit tej dekady. Wszyscy zgromadzeni potaknęli w milczeniu. Nikt nie spieszył się odezwać jako pierwszy. Każdy uczestnik zebrania zastanawiał się w myślach nad wyzwaniami stojącymi przed każdym z działów którymi dowodzili. Matthew poczuł na sobie wzrok Barbary. Odchrząknął. - Nie ma wątpliwości, że głód na produkcje science-fiction pośród konsumentów niebotycznie wzrośnie w nadchodzących miesiącach. Oczywiste jest, że musimy jak najszybciej uruchomić produkcję wysokobudżetowego filmu podejmującego temat kontaktu z obcą cywilizacją. - Mój dział od ponad godziny kontaktuje się z naszą stałą pulą zewnętrznych inwestorów - wtrącił Thomas. - Będziemy też próbowali odnowić kilka starych relacji. Nie powinno być problemu z zebraniem kilkuset milionów dolarów na nasze potrzeby. - Jeśli podejdziemy do tego z głową, to możemy celować wyżej niż tylko jeden blockbuster. - Cliff podświadomie klikał trzymanym w dłoni długopisem. - To może być początek całkiem nowej franczyzy! - Wszystko jest możliwe - uciął jego entuzjastyczne plany Matthew. - Ale nie rozpędzajmy się za bardzo. Do takich planów potrzebna jest solidna podstawa. Wszyscy wiemy jak skończyły się próby sztucznego tworzenia filmowych serii. Pamiętacie jak firma próbowała wskoczyć z butami w sektor komiksowy? Wszyscy obecni skrzywili się na nieprzyjemne wspomnienie. - To zupełnie co innego - zaoponował Ted. - Ciężko przewidzieć czy ludzie łykną kolejnego cudaka w pelerynie. Tutaj mamy stuprocentową pewność. Każdy jeden obywatel planety będzie dotknięty tą informacją. Każdy kto posiada portfel aż dygocze żeby kupić bilet na jakiś film z kosmitami po dzisiejszych wiadomościach. - Mój dział sygnalizuje że serwisy streamingowe już wyciągają ręce po nasz katalog science fiction - dodała Barbara. - Ale staroci nie da się sensownie wprowadzić do kin. Ludzie obejrzą klasyki w domu, na telewizorze. Przychody ze streamingu mogą nieznacznie wzrosnąć, ale nie będzie z tego szału. Szał może być tylko z tego, co ugotują twoi ludzie - wskazała palcem na Matthew. - Oh, oczywiście - Matthew wyprostował się w fotelu. - Najważniejsza decyzja do podjęcia to wybór scenariusza który pchniemy do produkcji. Zawsze zalega nam kilka czekających na sensowny budżet propozycji… - Czy którykolwiek z nich mówi o pierwszym kontakcie z kosmitami? - przerwał mu Thomas. - Nie możemy marnować pieniędzy na pierwszy lepszy scenariusz nie mający związku z sytuacją. - To akurat najmniejszy problem. - Matthew rozluźnił się nieco. - To co już mamy można przepisać, a jeśli nic nie będzie się sensownie nadawać, to wynajmiemy…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych