Wróć do katalogu

Targ - Dzień VI - Rozdział XXIV

Niewierny nie wygasił swoich ognistych kul od razu po ucieczce drugiego cienia. Trzymał ręce uniesione przed sobą na wypadek, gdyby intruz powrócił. Tymczasem Zima podał Sferię Trumnie.

Falvari, opublikowano , 23 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Niewierny nie wygasił swoich ognistych kul od razu po ucieczce drugiego cienia. Trzymał ręce uniesione przed sobą na wypadek, gdyby intruz powrócił. Tymczasem Zima podał Sferię Trumnie. Ten podszedł do skrzyni, która uniosła się na wysokość jego klatki piersiowej i uchyliła wieko. Olbrzym ostrożnie złożył w niej szklany przedmiot nie chcąc go uszkodzić, a skrzynia po chwili opadła z powrotem na podłogę. -Zdaje się, że z cieniami mamy spokój –stwierdził Niewierny nakazując płomieniom powrót do wiszących na ścianach pochodni. -Nie sądziłem, że one naprawdę istnieją –odezwał się Ojciec, który nadal stał blisko Siostry. -Niejedno mogłoby Ojca zaskoczyć, gdyby wyszedł z Sanctum dalej niż do najbliższego lasu -skwitowała kobieta. -Być może –kapłan tylko pokręcił głową podchodząc do drzwi. -Ilu ich jest? -spytała rzeczowo Siostra. -Wiemy o dwóch –odparł Zima. -Kto? -rzuciła następne pytanie. Zielonce imponował jej spokój. Zdawała się nie wiedzieć wcześniej o obecności cieni na Targu, a jednak nie wydawała się tym faktem zdenerwowana. Po prostu starała się zebrać jak najwięcej informacji, skoro ktoś zdawał się wiedzieć więcej od niej. Tymczasem Zima spojrzał na Trumnę, który skinął mu głową, a po chwili jego skrzynia rozjarzyła się błękitnym blaskiem. Przybysz spojrzał na nią, a Siostra podążyła za jego wzrokiem. -Czy on nas słyszy? -spytała. -Trudno powiedzieć –odparł Niewierny. -Sferia stanowi swego rodzaju własny niewielki świat, to pozostałość po dawnych magach, którzy potrafili o wiele więcej niż my w czasach przed Skażeniem. Nie znamy dokładnie zasad jej działania, ale wydaje mi się, że powinna być dźwiękoszczelna. Dodatkowo nasz przyjaciel stara się teraz nie dopuszczać dźwięków z tego pomieszczenia do wnętrza swej znakomitej skrzyni. -Zatem kto? -powtórzyła pytanie Siostra. -Utracony –wszyscy spojrzeli na stojącego pod drzwiami Ojca, który niespodziewanie się odezwał. -I jego brat. Mam rację? -Zgadza się –przytaknął Zima. -Teraz gdy już wiem, że cienie nie są wymysłem bajkopisarzy, nietrudno było się tego domyślić. Utracony wraz z bratem przybyli na Targ w pierwszym roku po Skażeniu, gdy wszystko jeszcze się tutaj organizowało a całą osadą wstrząsały nieustanne rozruchy. Bardzo szybko stali się częścią lokalnego krajobrazu. Jednak zawsze się wyróżniali, nawet na tle tej barwnej zgrai indywiduów jaką stanowi Targ. -Szybko działali -stwierdził z rozbawieniem Tkacz. -Nie mogę nie docenić takiej przedsiębiorczości. -W każdym razie o ile mogę to stwierdzić, nie są twoimi wrogami Siostro -Zima ponownie zwrócił się do kobiety. -Interesują ich głównie skażeni, co stanowiło dla nas pewien problem, dopóki nie wpadła nam w ręce ta sferia. -W takim razie są problemem na kolejne dni -stwierdziła rzeczowo kobieta. -Natomiast tym co obecnie mnie zajmuje Zimo, jest fakt, że nie poinformowałeś mnie, iż twój towarzysz jest magiem. -Chyba faktycznie zapomnieliśmy o tym wspomnieć -stwierdził jakby z rozbawieniem Niewierny. -Tyle się działo w ostatnich dniach. -Pani -Zima zwrócił się wprost do Siostry ignorując maga. -Myślę, że w tym gronie możemy rozmawiać otwarcie -rzucił krótkie spojrzenie Ojcu i dłuższe Tkaczowi. -Wiem, że Rada w Dawności pozostaje w kontakcie z magami. Nie mogą oczywiście otwarcie korzystać z ich wsparcia, gdyż wszyscy zapewne domyślamy się, czym by się to skończyło, ale nie udawajmy naiwnych. Kraj od lat pozostaje w stanie chaosu, wciąż powstają i upadają malutkie księstewka, a na granicach czają się istoty, o których wiemy mniej, niż nam się wydaje. Głupotą byłoby zakładać, że w takiej sytuacji nie potrzebujemy pomocy magów, niezależnie od tego czy uznamy, że ponoszą winę za Skażenie czy nie. -To nie zmienia faktu, że powinnam była o tym wiedzieć -powiedziała chłodno Siostra. -Uznałem inaczej -odparł spokojnie Zima. -Zaoferowałem swoją pomoc, jednak zrobiłem to na moich warunkach. -Jeśli mogę coś zasugerować... -Tkacz próbował się wtrącić do rozmowy, jednak dalszą część jego słów zagłuszył głośny grzmot dobiegający spoza podziemi. -Więc jednak będzie dziś burza -stwierdził Ojciec. Siostra nie zwróciła na to uwagi. Cały czas wpatrywała się w Zimę chłodnym wzrokiem. -Zostawmy tę sprawę -powiedziała po dłuższym milczeniu. -Dziękuję za waszą pomoc panowie -zwróciła się do pozostałych osób znajdujących się w pomieszczeniu -myślę, że nadszedł czas, abyście udali się na spoczynek. Jutro decydujący dzień. Obecni skłonili przed nią głowy. Ojciec wyszedł bez słowa, a za nim podążyli Niewierny oraz Trumna wraz ze swoją skrzynią. Tkacz skłonił się głęboko przed kobietą, nim podążył w ich ślady. -Jestem dumny z tego, że możemy gościć w Sanctum tak znamienitego gościa -powiedział pozostając w ukłonie. -To wygnanie -odparła sucho Siostra. -Choć oczywiście jestem wdzięczna, że udzieliliście mi wraz z Ojcem pomocy, której potrzebowałam. -Wrota Sanctum zawsze pozostaną otwarte dla tych, którzy potrzebują pomocy -kapłan skłonił głowę jeszcze głębiej, po czym niespiesznie wyszedł z komnaty. Zima dał Zielonce znak ręką, że na nich również już czas i skierował się w stronę drzwi. Chłopak jednak się ociągał, nie chcąc tracić okazji na porozmawianie z Siostrą w niewielkim gronie. -Pani -zaczął nieśmiało spuszczając głowę. -Czy coś cię trapi Zielonko? -spytała z nieudawaną troską w głosie. -Tak -wydukał z trudem. -Wybacz mą śmiałość, ale chciałbym cię o coś zapytać. Po tych słowach ośmielił się podnieść na nią wzrok. Patrzyła wprost na niego, choć widział, że rzuciła również krótkie badawcze spojrzenie w stronę Zimy. Przybysz nie wtrącił się jednak do ich rozmowy. -Pytaj więc -zachęciła go Siostra. -Jeśli odzyskasz władzę, czy Targ pozostanie tym samym miejscem, jakim był przedtem? Nie odpowiedziała od razu. Znów rzuciła badawcze spojrzenie Zimie, a Zielonka wiedział, że kobieta zastanawia się, kto zainspirował to pytanie. I jakiej odpowiedzi powinna teraz udzielić. -Zarządzając Targiem zawsze kierowałam się przede wszystkim dobrem żyjącej tu społeczności, które oceniałam w zgodzie z własnym rozsądkiem oraz opiniami moich doradców -powiedziała patrząc mu prosto w oczy. -Nie zamierzam z tego rezygnować. -Musisz jednak przyznać -Zielonka nie mogąc wytrzymać intensywności jej spojrzenia znów spuścił wzrok. -Że nie wszystko tutaj działało we właściwy sposób. -Czy twoim zdaniem Chleb proponuje właściwą drogę? -spytała spokojnie. -Tego nie powiedziałem -zapewnił żarliwie, po czym zmusił się, by znów na nią spojrzeć. -Musisz jednak przyznać pani, że nie obejmowałaś swą troską całej żyjącej tutaj społeczności. -Do czego zmierzasz Zielonko? -Nigdy nie przejmowałaś się losem sierot pani -chłopak nie czuł się zbyt pewnie czyniąc ten wyrzut, jednak patrzył jej teraz prosto w oczy. -Osierocone i porzucone dzieci mogły liczyć jedynie na opiekę Matki. -To dobra opieka -stwierdziła Siostra. -Która ma swoją cenę. -Nie żyjemy w idealnym świecie. -Nie -Zielonka znów spuścił wzrok. -Ale moglibyśmy żyć w świecie, który jest choć trochę lepszy. -Przemyślę to -odparła Siostra. -Tymczasem, zanim wyjdziecie, ja również mam pytanie -podniosła wzrok i spojrzała wprost na Zimę. -Dlaczego mi pomagasz? Mężczyzna nie od razu odpowiedział. Przez dłuższą chwile jedynie spoglądał na nią w milczeniu. Zielonka w napięciu obserwował tę wymianę spojrzeń. Z jednej strony czuł teraz ulgę po rozmowie z Siostrą, z drugiej sam był ciekaw odpowiedzi swego pracodawcy. -Liczę na swoją zapłatę –odparł wreszcie Zima. -Cóż to będzie? –spytała wyczekująco. -Drobnostka pani. Zwykła drobnostka. -Czy to ty Janie? –zadała kolejne pytanie, a jej głos przepełniony był słabo skrywaną nadzieją. Zima tylko pokręcił przecząco głową i ponownie skinął na Zielonkę, aby wyszedł wraz z nim. Po krótkiej chwili obaj byli już w korytarzu. -O jakim Janie mówiła? –spytał chłopak, gdy zamknęli za sobą drzwi i odeszli kawałek korytarzem w stronę głębszych poziomów oddaliwszy się od czterech strażników, którzy mieli strzec komnaty Siostry przez całą noc. -Faberze –odparł cicho Zima. –Człowieku bez rodu, który jedynie dzięki swoim własnym zdolnościom został generałem w armii ojca Dreana V. -przybysz przerwał spoglądając w głąb korytarza, którym szli. -Późno już. Idź trochę odpocząć, ja sprawdzę posterunki strażników. -Pójdę z tobą -odparł Zielonka. -Nie jestem zmęczony i chętnie usłyszę coś więcej o tym Janie Faberze. -Jak sobie życzysz -Zima skinął głową i ruszył dalej korytarzem jednocześnie podejmując przerwaną opowieść. -Nikt tak naprawdę nie wie skąd Faber pochodził. Trafił do armii praktycznie jako dziecko i zaczynał od najniższych szczebli, jednak przeszedł je wszystkie. Został bohaterem wojennym, mówi się, że niemal w pojedynkę zatrzymał inwazję Wyrdów, gdy większość dowódców paraliżowana strachem o własną pozycję i konsekwencje błędnych wyborów podejmowała nierozważne decyzje i stawała się łatwym łupem dla wrogiej armii. On jeden wiedział co należy robić i wraz ze swym wiernym oddziałem zadał przeciwnikowi dotkliwe straty w bitwie u podnóża Szczytu Świata, która odwróciła losy wojny. Przeciwnik przewyższał go wtedy pięciokrotnie swą liczebnością, a jednak Faber go zwyciężył. To po tej bitwie został generałem. A gdy wojna się skończyła wielu myślało, że odejdzie z dworu i założy własny ród. Piętnasty. Na pewno na to zasłużył. Ale on nigdy tego nie zrobił, nawet się nie ożenił. Pozostał generałem przez długie lata i był w pełni oddany ojcu Dreana V, a później również jemu samemu. Karierę wojskową porzucił niespodziewanie, będąc cały czas u szczytu odszedł z dnia na dzień jakieś dziesięć lat przed Skażeniem i poszedł na służbę do Rodu Spirali. Opiekował się synami Leonarda, głowy rodu. Nauczał ich aż do kataklizmu po którym na wszystkie rody przyszła zagłada, a co się stało z samym Faberem nie wiadomo. -Czy jesteś do niego podobny? –spytał Zielonka. Zima zaśmiał się krótko. -Ciekawe pytanie –stwierdził. –Wydaje mi się, na tyle na ile go znałem, że nie jestem. Myślę jednak, że mogę przypominać go pod pewnymi względami. Choć pod wieloma innymi zupełnie się od niego różnię. -Zatem dlaczego... -Siostra znalazła się w trudnym położeniu i jak każdy w takiej sytuacji, próbuje znaleźć sojuszników. Nie rozumie też mojego udziału w tym wszystkim i próbuje jakoś go sobie wyjaśnić, widziałeś barwy Rodu Spirali w jej gabinecie to dość jasna deklaracja. Zielonka miał już stwierdzić, że on również nie pojmuje tego, co działo się w ostatnich dniach, gdy przez korytarz przetoczyło się echo kolejnego odległego grzmotu. Chłopak rozejrzał się z lękiem, instynktownie zawsze obawiał się burz, głównie dlatego, że z braku porządnego schronienia często spędzał je na otwartej przestrzeni. Gdy teraz nerwowo potoczył wzrokiem po ścianach, jego wzrok padł na Zimę. Przybysz stał w pozycji bojowej z mieczem w ugiętych rękach. Nim szczurołap zdążył zadać jakiekolwiek pytanie, Zima pokręcił przecząco głową. Chłopak zaczął więc uważnie nasłuchiwać i po chwili do jego uszu dotarł cichy chrzęst dobiegający z korytarza przed nimi. To właśnie ten odgłos musiał zaalarmować przybysza, który teraz z napięciem wpatrywał się w załamanie tunelu. Długo jedynym dźwiękiem jaki słyszeli były ich własne oddechy. Jednak gdy…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych