Targ - Dzień VII - Rozdział XXVI
Zbliżało się południe. Zielonka brnął przez zapchany Kwadrat w stronę Tentu. Tłum wprawdzie gromadził się głównie na tyłach wielkiego namiotu, jednak chętnych gapiów było oczywiście więcej niż miejsca wokół podwyższenia...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Zbliżało się południe. Zielonka brnął przez zapchany Kwadrat w stronę Tentu. Tłum wprawdzie gromadził się głównie na tyłach wielkiego namiotu, jednak chętnych gapiów było oczywiście więcej niż miejsca wokół podwyższenia, więc rozlewali się na przestrzeni całego placu, gromadząc się w hałaśliwe grupy komentujące bieżące wydarzenia. Ziemia wciąż jeszcze była rozmokła po całonocnej ulewie, a w wielu miejscach nadal stały kałuże, jednak nie przeszkadzało to gapiom gromadzić się niemal na każdej powierzchni, na której dało się ustać suchą nogą. -Posuwa się za daleko -usłyszał szczurołap, gdy mijał grupkę lepiej odzianych mieszkańców Targu. -Rozumiem przejęcie władzy, nawet uwięzienie Siostry, ale egzekucja... -Inaczej byś gadał, jakbyś miał namiot w pobliżu Sanctum -ripostowała stojąca w tej grupce kobieta. -O ile byś przeżył atak upiorów, które wezwała -dodała druga. Zielonka w pośpiechu minął tę grupkę. Wszędzie słyszał podobne rozmowy. Ludność zgromadzona na Targu była podzielona, Dominowały głosy, że Chleb dobrze zrobił przejmując władzę, natomiast nie wszyscy uważali, że powinien zgładzić Siostrę, zwłaszcza w tak okrutny sposób w jaki podobno zamierzał to uczynić. Szczurołap nie zbliżał się do podwyższenia, ani do miejsca bezpośrednio przed nim. Wiedział, że usypano tam stos, bo widział go już rankiem, gdy przemykał między namiotami. Nie był on wprawdzie tak imponujący jak ten, nad którym poprzedniego wieczoru Ojciec przygotowywał Wodę Oczyszczenia, ale nadal robił wrażenie zdecydowanie zbyt wielkiego dla jednej osoby. Teraz zasłaniał go przed wzrokiem Zielonki tłum ludzi zgromadzonych przed podwyższeniem. Chłopak rozejrzał się ukradkowo aby zorientować się, gdzie są jego sprzymierzeńcy. -Naprawdę wierzysz w te upiory? -mówił mijany przez niego mężczyzna w lisiej masce, do stojącego obok niego wysokiego draba skrywającego swe oblicze za wizerunkiem niedźwiedzia. -Nie wierzę w nie, ja je widziałem -odparł tamten. -Źle zapytałem -zreflektował się lis. -Chodzi mi o to, czy wierzysz w to, że przyzwała je Siostra. -Wszyscy o tym mówią, dlaczego miałbym w to nie wierzyć? -Bo to by jej w niczym nie pomogło -powiedział tryumfalnie lis. -Przecież żeby dotrzeć z Sanctum do Holdu, musiałaby wymordować połowę Targu. Gdyby faktycznie miała na swych usługach upiory, to powinna raczej zakraść się niepostrzeżenie na wzgórze i tam zrobić z nich użytek. -A kto wie, co takiej szalonej babie w głowie siedzi. -Przez dziesięć lat zarządzała tym miejscem doprowadzając je do obecnej świetności, naprawdę uważasz, że jest szalona? Zielonka nie słyszał już odpowiedzi jakiej udzielił Niedźwiedź, poszedł bowiem dalej. Klucząc w tłumie dotarł wreszcie w okolice Tentu. Już pierwsza część jego zadania była niezwykle trudna, bowiem musiał w jakiś sposób przeniknąć do ogromnego namiotu, którego pilnowało co najmniej dwunastu myśliwych, a do tego z każdej strony obserwowali go zgromadzeni na Kwadracie gapie. Zielonka spojrzał z dołu na ogromną sylwetkę namiotu górującego nad Targiem i poczuł lodowaty ucisk w żołądku. Za chwilę miał dokonać najtrudniejszego kroku w swoim życiu. Do tej pory za łamanie praw Targu groziła mu co najwyżej ciemnica i obity grzbiet ale teraz... Gwałtownie przełknął ślinę. Nie wycofał się, kiedy Zima oferował mu taką możliwość, więc nie chciał się cofnąć również teraz, choć czuł jak lodowata kula z żołądka rozpada się na kawałki, a paraliżujący chłód rozlewa się po jego kręgosłupie. Z trudem opanował drżenie i niby od niechcenia rozejrzał się po okolicy. W pewnej odległości od siebie wypatrzył stojących w tłumie dwóch mężczyzn w czarnych strojach i brązowych maskach na twarzach. Obaj mieli przytroczone do pasów proste drewniane pałki. Ich widok nieznacznie go uspokoił, skoro ludziom Pięknego udało się dostać na Targ, to oznaczało, że plan zaczynał już działać choćby tylko w tej części. Szczurołap spojrzał przed siebie i zobaczył leżący na ubitej ziemi większy kamień. Dwa razy głęboko odetchnął i poszedł w jego stronę. Gdy przechodził tuż obok, potknął się o niego i przyklęknął na jedno kolano dla złapania równowagi. Na ten znak dwaj ludzie Pięknego wszczęli bójkę. Pilnujący Tentu myśliwi spojrzeli po sobie, jednak początkowo nie zareagowali. Stali tylko w pobliżu wielkiego namiotu i się przyglądali. Gdy jednak dwaj przeciwnicy wciągnęli do walki kilku stojących w pobliżu gapiów, jeden z myśliwych podszedł do grupy próbując załagodzić sytuację. Został jednak sprawnie ogłuszony i wrzucony w większą kałużę, a wówczas dwaj pozostali podbiegli do walczących rozchlapując wokół wodę i pryzmy błota. Wtedy Zielonka poderwał się do biegu. Chociaż rozmokły grunt mocno go hamował, jednak udało mu się w dwóch susach dopaść do ściany namiotu i sprawnie przeczołgać pod nią do środka zanim ktokolwiek zdołał go zauważyć. Panował tam półmrok, jednak szczurołap zorientował się, że trafił na jedno ze stoisk wydzielonych ściankami działowymi i odgrodzonych od wspólnej sali szerokim straganem. Na czas hucznej uroczystości Chleba kupcy z Tentu mieli zakaz handlu, aby nie odciągać gości od najważniejszego wydarzenia tego dnia, wobec czego Zielonki nikt nie zauważył. Chłopak pozostał chwilę w bezruchu, aby uspokoić oddech i z zainteresowaniem rozejrzał się wokół. Otaczały go schludnie ułożone obok siebie skrzynie. Szczurołap powoli podkradł się do jednej z nich i spróbował otworzyć, jednak była zamknięta na kłódkę. Gdy jego oczy z wolna przyzwyczaiły się do półmroku panującego na stoisku, spostrzegł, że wszystkie skrzynie zamknięte są na jednakowe kłódki. Na każdej z nich wytrawiono ozdobną czcionką literę A. Zielonka zorientował się wówczas, że znalazł się na stoisku Aksamitnej. Zatem trafił we właściwe miejsce, tego właśnie chciał się dowiedzieć. Uspokojony tym faktem podniósł się na czworaki i ostrożnie wszedł pod stragan spoglądając na to, co działo się w środkowej części Tentu. Kręciło się tam czterech myśliwych, którzy mieli zapewne dopilnować, aby namiot pozostał w tym czasie pusty. Zauważywszy ich szczurołap wycofał się ostrożnie spod straganu i podczołgał się do materiałowej ściany oddzielającej komórkę, w której się znajdował od kolejnego stoiska. Najciszej jak potrafił przeczołgał się pod nią dalej. Było mu o tyle łatwiej robić to po cichu, że z Kwadratu docierały stłumione odgłosy trwającej tam jeszcze bójki, a krzyki tłumu zagrzewającego walczących do boju mieszały się z mlaszczącymi dźwiękami ciężkich kroków na podmokłym podłożu. Natomiast tym, co niewątpliwie utrudniało Zielonce wykonanie zadania był fakt, że w każdym z wydzielonych stoisk oprócz szerokiego stołu pełniącego rolę lady i częściowo zasłaniającego dla osób patrzących z środka namiotu to, co działo się w wydzielonej przestrzeni, pod jej ścianami leżały zwykle worki bądź skrzynie z towarem, które zajmowały sporo miejsca i znacznie ograniczały możliwości bezszelestnego poruszania się. Szczurołap w najwyższym skupieniu starał się omijać te przeszkody, nie był jednak nawykły do poruszania się w aż tak ciasnej przestrzeni. Jakoś udało mu się jednak przedrzeć przez stoisko i przeczołgać do kolejnego, równie zastawionego co poprzednie. Tutaj jednak miał już mniej szczęścia, próbując ominąć jeden ze stojących mu na drodze worków zahaczył o inny, którego w dusznym półmroku pierwotnie nie zauważył. Worek upadł na ziemię z głośnym szelestem i grzechotem znajdujących się w jego wnętrzu rzeczy, co przyciągnęło uwagę zgromadzonych w centrum Tentu myśliwych. Jeden z nich już biegł w jego stronę, a zanim zbliżył się on do stoiska, Zielonka zdołał jedynie wczołgać się pod masywny stragan i częściowo nakryć innym workiem, akurat w chwili, gdy buty myśliwego znalazły się tuż przy ladzie. Szczurołap skulił się w bezruchu i starał się nawet nie oddychać, mając nadzieję, że pozostanie niezauważony. Myśliwy długo stał przy straganie najwyraźniej rozglądając się i nasłuchując, jednak nie zdecydował się na wejście w obręb stoiska, być może zostało to zakazane przez Chleba i wreszcie oddalił się w stronę centrum namiotu. Zielonka nie od razu wygramolił się spod straganu, cierpliwie czekał, aż kroki tamtego się oddalą, a mężczyźni powrócą do przerwanej rozmowy. Gdy już usłyszał ich przyciszone głosy odczekał jeszcze dłuższą chwilę i dopiero wówczas najostrożniej jak potrafił wygramolił się spod straganu. Jeszcze wolniej niż poprzednio przedostał się do ściany oddzielającej stoisko od kolejnego i przeszedł na drugą stronę. Skradając się w ten sposób dotarł wreszcie do stoiska, którego ściana graniczyła bezpośrednio z podwyższeniem wzniesionym na tyłach Tentu. Szczurołap skrył się za dużą skrzynią stojącą w rogu tego pomieszczenia. Następnie uniósł skraj namiotu i rozpoczął obserwację. Znalazł się w idealnym miejscu tuż pod podwyższeniem. Widział stamtąd spore półkole utworzone przez myśliwych, którzy powstrzymywali napierający tłum. W jego centrum stał samotny stos, jak już się rzekło nie tak imponujący jak ten nad którym zawieszona była Woda Oczyszczenia, ale i tak wydał się Zielonce zbyt wielki. W jego centrum wbito samotny pal. Szczurołap czujnie rozglądał się wokół czekając na nadejście południa. Tłum zgromadzony za kordonem myśliwych gęstniał coraz bardziej, tak iż ludziom Chleba z wyraźną trudnością przychodziło trzymanie go w ryzach. Ludzie odziani byli rozmaicie, poczynając od najbardziej prominentnych mieszkańców Targu poprzez przeciętnych przechodniów w znoszonych ale solidnych szatach aż do łachmaniarzy i żebraków. Wszyscy oni niezależnie od swego stanu i wielkości majątku przyszli zobaczyć oficjalną inaugurację nowych rządów. Zapewne nie wszyscy byli jej zwolennikami, ale niewątpliwie przyjmą widowisko bez słowa głośnego protestu. Chłopak wypatrzył wśród nich również kilku ludzi w czarnych strojach i brązowych maskach. Wtem nabrzmiałą oczekiwaniem ciszę rozdarł donośny głos świątynnego gongu. Po chwili kolejny, a w jakiś czas po nim jeszcze jeden. Tłum zafalował i rozstąpił się przepuszczając osobliwą procesję. Przewodził jej Chochla niosący znak Upartego. Za nim podążało dwóch strażników z gongami, w które uderzyli po raz kolejny wstępując do wydzielonego półokręgu. Za nimi kroczyło w linii trzech myśliwych, dwaj skrajni paradowali z uniesionymi w górę mieczami, których rękojeści skrzyły się od powtykanych w nie barwionych świecidełek. Środkowy zaś dźwigał ciężki kocioł z Wodą Oczyszczenia. Za nimi między dwoma kolejnymi myśliwymi kroczył ze spuszczoną głową Ojciec. Jego długie zaniedbane włosy zasłaniały twarz, ale Zielonka był pewien, że znajdował się na niej wyraz rezygnacji. Oto święto, którego obchody pielęgnował od tak dawna, miało zamienić się w groteskową parodię wszystkiego w co wierzył. Oczyszczenie o które walczył miast dobrowolną i dogłębną przemianą wewnętrzną każdego z uczestników święta, miało się stać tanią pokazówką, która zamiast spodziewanej wolności miała zainaugurować nowe poddaństwo. Zielonka oczywiście nie znał myśli Ojca, ale tego wszystkiego domyślił się po jego zgarbionej postawie i człapiących krokach. Kapłan ledwie powłóczył nogami w na wpół wyschłym błocie i nawet nie próbował omijać kałuż wciąż jeszcze obecnych tu i ówdzie na placu. Za Ojcem podążała liczniejsza grupa myśliwych prowadzących Siostrę. Kobieta…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Falvari
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…