Wróć do katalogu

Toto

jest to moje pierwsze opowiadanie. Mam nadzieję, żę się wam spodoba. :P POZDRO

jacek_klb, opublikowano , 53 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

"Toto"

autor: Jacek Małaczyński

Rozdział I "Szepty i chichy."

Toto Fellethar, czasem nazywany Małym, szedł właśnie przez las elfów, aby dokonać codziennego rytuału na cześć boga Tes - patrona druidów. Gdy mijał Stary Dąb, miejsce kultu elfów, usłyszał jakieś szepty i śmiechy za swoimi plecami. Jako szanowanemu obywatelowi Erythii nigdy nie zdarzyło mu się, aby ktoś się z niego wyśmiewał. Urażony i poniżony postanowił zaraz po powrocie ze świątyni, gdzie miał się odbyć rytuał, poskarżyć się Radzie Starszych, która rządziła ich krainą i w której skład wchodzili przedstawiciele każdego ludu zamieszkującego Erythię. Toto wiedział, że w lesie mieszkają różne psotne elfy, jednak odkąd podpisano pakt o wzajemnym szacunku przez wszystkich obywateli Erythii, wyśmiewanie kogoś oznaczało tylko jedno - złamanie go. Mały pobiegł nad brzegi świętej rzeki - Tessy, gdzie mieściła się świątynia boga Tes i wraz z innym druidami wykonał taniec dziękczynny dla patrona za jego dobroć i opiekę nad ich ludem. Po wykonaniu rytuału Mały szybko, na swoich króciutkich lecz zwinnych nóżkach pobiegł do miasta. Toto był niskim, lecz niezwykle sprawnym druidem, posiadającym długą ciemną brodę, której zazdrościł mu nie jeden krasnolud. Jego opalona skóra i ciemna broda kontrastowały z jasnymi włosami, które pomimo młodego wieku Tota zmieniły barwę z ciemnej na białą zaraz po śmierci ojca. Zgodnie z druidzią tradycją Mały nosił ciemno-zieloną szatę zwieńczoną kapturem, który przeważnie znajdował się na jego głowie. Jedynie, gdy chciał okazać szacunek drugiej osobie to ściągał go i bardzo nisko się kłaniał. Zawsze starł się postępować według zasad dobrego zachowania, jednak nie zawsze mu to wychodziło. Toto był bardzo mądrym druidem, lecz niezwykle porywczym, co często wprowadzało go w tarapaty. Jak na swoje trzydzieści trzy lata był bardzo poważny. Zapewne było to wynikiem doświadczeń życiowych jakie go dotknęły w młodości. Nigdy jednak nie tracił pogody ducha i z każdej opresji wychodził przeważnie zwycięsko i zawsze z podniesioną głową. Mały urodził się w Aldrenii - krainie znajdującej się na północnym zachodzie kontynentu Bargadyjskiego. Jednak, gdy miał pięć lat jego rodzice wraz z nim wyemigrowali do Erythii w poszukiwaniu pracy. Większość swojego dzieciństwa Mały spędził na zabawach z innym druidami oraz elfami, zamieszkującymi pobliskie lasy. Najmilej jednak wspominał opowiadania ojca o odległych krainach - Starej i Nowej Gotheii, Vanleii, terenach wiecznych zmarzlin - Południowej i Północnej Icemenii oraz doskonałym państwie - Utopii. Dzięki tym opowiadaniom Toto mógł sobie wyobrazić inne kraje, ludy je zamieszkujące oraz ich kulturę i obyczaje. Mały często chwalił się swoim kolegom, że wraz z ojcem podróżował do tych krain, co oczywiście było kłamstwem. Zawsze marzył o wyjeździe do Północnej Icemenii, aby zobaczyć śnieżne elfy. Fascynacje Tota oraz namowy ojca skłoniły go do studiowania kulturo-ludostyki na Wyższym Uniwersytecie w Erythii. Po studiach miał wyjechać do Vanleii, aby badać zachowania dzikich pegazów. Na przeszkodzie stanęła mu jednak nagła śmierć ojca, która do tej pory nie została wyjaśniona i która odcisnęła znaczne piętno na jego psychice. Nigdy nie mógł się z tym pogodzić. Zawsze wyobrażał sobie, że jego ojciec wyjechał do jakiejś odległej krainy i że kiedyś na pewno wróci. Radości życia nie dodała mu także choroba matki. Toto zmuszony ciężką sytuacją został w rodzinnej krainie i podjął się pracy jako dozorca w stajni centaurów. Później pracował jako nauczyciel kultury u arystokratycznej rodziny Gryphoneartów. Jednak dzięki pomocy jednego z przyjaciół ojca Mały dostał dobrze płatną posadę jako wykładowca na uniwersytecie, do którego wcześniej uczęszczał. Dzięki nowej pracy mógł zatrudnić opiekunkę dla swojej matki oraz odremontować rozwalającą się już chatę, w której mieszkali, przekształcając ją w niewielki pałacyk. Jako działacz ruchu na rzecz tolerancji dla wszystkich ludów zamieszkujących Erythię, Toto doprowadził do podpisania paktu o wzajemnym szacunku, za co dostał medal od rady starszych. Dzięki jego paktowi w jego rodzinnej krainie od dłuższego czasu nie dochodziło do wojen domowych, a nawet wojen między innymi krainami. Śmiechy, które usłyszał w drodze do świątyni bardzo go zaniepokoiły, gdyż ktoś łamał pakt, dzięki któremu w Erythii jak i na całym kontynencie od czasów zakończenia II Wojny Międzykontynentalnej do tej pory panował pokój. Toto, gdy dotarł do Kapitelu, siedziby Rady Starszych, szybkim i zdecydowanym krokiem wszedł do środka. Znalazłszy się w środku przeszedł przez wielki hol, w którym znajdowało się wiele ozdób oraz dzieł Erythiańskich malarzy oraz rzeźbiarzy i po cichu, aby nie przeszkadzać innym w pracy, trzymając się śliskiej poręczy pokonał wielkie, marmurowe schody, w których można było zobaczyć swoje odbicie. Gdy dostał się na drugie piętro stanął przed długim korytarzem, na którego podłodze leżał stary ale bardzo zadbany bordowy dywan w zmyślne niebieskie wzorki. Prawdopodobnie pochodził z Sargoni, która słynęła z przepięknych dywanów. Na ścianach wisiało wiele portretów przedstawiających wcześniejszych rządzących Erythią . Toto przeszedł po dywanie i bez zastanowienia wszedł do pokoju Theodorusa- jednego z członków rady, otwierając wielkie mosiężne drzwi ozdobione złotymi obrazkami, które przedstawiały dzieje z historii Erythii - dzieło Clancego, wybitnego rzeźbiarza pochodzącego z Yeris. Mały wiedział, że może do niego przychodzić o każdej porze dnia i nocy, gdyż Theodorus był najbliższym przyjacielem jego ojca. To on pomógł Totowi pozbierać się po śmierci taty i w pewien sposób nawet mu go zastępował. Przybrany ojciec Małego był starym elfem, jednak jak na swoje osiemdziesiąt sześć lat bardzo dobrze się trzymał, w dalszym ciągu wyglądał jak nie jeden elf w wieku pięćdziesięciu lat. Posiadł także wysoką sprawność i tężyznę fizyczną, co było fenomenem w tak podeszłym wieku. Toto zawsze uważał, że była to sprawka jakiś czarów. Theodorus był ubrany w długą czerwoną szatę, którą w poprzek jego ciała przecinała złota wstęga - oznaka członka rady. Jak przystało na tradycyjnego elfa posiadał długie, nadal złocistego koloru włosy oraz szpiczaste uszy, które zawsze wystawały mu z pod wielkiej czapki, którą dostał od maga Astrala, w zamian za uratowanie życia podczas II Wojny Międzykontynentalnej, dlatego przeważnie z daleka wyglądał raczej jak czarodziej a nie jak elf. Jego błękitnego koloru oczy, zawsze wyrażały skupienie, co podkreślała długa zmarszczka na czole, których i tak miał nie wiele na twarzy. Jedynymi jeszcze widocznymi zmarszczkami byłe te między kącikami ust a policzkami, które powstały od ciągłego uśmiechania się. Theodorus był bardzo pogodnym i sprawiedliwym elfem. Jeżeli któryś z obywateli Erythii miał jakiś problem to zawsze mógł przyjść do niego, gdyż on zawsze go wysłuchał i doradził jak ten ktoś ma postąpić. Kiedyś nawet do Theodorusa przyszły dwie nimfy, które się kłóciły o to, której ma być dziecko. Obydwie uważały, że to jest ich i żadna nie chciała ustąpić. Theodorus po długich namysłach kazał dziecko przeciąć na pół, żeby każda nimfa miała po połowie. Wtedy odezwała się jedna z nich, że nie chce aby go zabijano i żeby ta druga go sobie zatrzymała. Oczywiście Theodorus zadowolony z wyników swojego podstępu kazał dziecko oddać tej pierwszej, gdyż tylko prawdziwa matka nie pozwoli skrzywdzić swojego dziecka. Od tamtej pory każdy obywatel Erythii, niezależnie czy to była nimfa, cyklop, druid, elf, czy jeszcze ktoś inny szanuje Theodorusa i podporządkowuje się jego radom. Elf ten miał kiedyś żonę, lecz gdy zaszła w ciążę umarła wraz z dzieckiem, dlatego gdy umarł ojciec Tota z przyjemnością stał się dla niego drugim tatą. On także nazwał Tota Małym, co na początku przybranemu synowi się nie spodobało. Z czasem jednak druid przyzwyczaił się do swojego drugiego imienia i już prawie wszyscy tak go nazywali. Theodorus, gdy usłyszał gwałtowne otwieranie drzwi odruchowo złapał za dzwonek aby zadzwonić po Tytanów, którzy bronili bezpieczeństwa członków Rady Starszych, lecz gdy zobaczył, że to jest Toto uśmiechnął się i nie przerywając pracy powiedział: - Witaj mój synu. Co cię do mnie sprowadza? Czyżby armia orków uderzyła na Erythię? - Theodorus zaśmiał się i dalej czytał propozycje ustaw, złożone przez innych członków rady. Toto, który lubił jego specyficzny humor, tym razem się zirytował i z oburzeniem odpowiedział: - Ty tutaj sobie żartujesz, a mnie spotkała straszna rzecz !- oburzał się Mały. -Hm- zmyślił się Theodorus. - Cóż mogło by być straszniejsze od armii orków? Armia golemów?- elf zaśmiał się kolejny raz, dumny ze swojego dowcipu. - Mówiłem ci, żebyś sobie nie żartował! - Toto irytował się coraz bardziej. Wiedział bowiem, że orki i golemy już od dawna nie atakują terytoriów Erythii. - Szedłem dzisiaj przez las, a tu słyszę jakieś szepty i chichy za plecami! Możesz to sobie wyobrazić! Taka zniewaga! Elf poprawił okulary na nosie i podrapał się po uchu po czym odpowiedział: - Toto spokojnie. Nie irytuj się tak. Rozumiem, że to cię mogło zaboleć. Wiesz już dzisiaj paru gargulców i centaurów skarżyło się, że ktoś łamie pakt. Toto zaskoczony odpowiedzią Theodorusa pomyślał, że gdy będzie szedł jutro rano do świątyni i gdy znowu usłyszy jakieś szepty schowa się za jakieś drzewo i być może uda mu się zobaczyć kto jest sprawcą całego zamieszania. - Dzięki Theodorusie- powiedział Mały, jakby myślami był gdzieś indziej. Elf dobrze znał Tota i dlatego domyślał się, że jego przybrany syn coś knuje. Opiekuńczym lecz stanowczym tonem powiedział: - Mam nadzieję, że nie będziesz szedł sprawdzić czyja to sprawka. Wiesz przecież, że oprócz przyjaznych elfów w lesie mieszkają jeszcze harpie, które były najbardziej przeciwne paktowi i że prawie siłą musieliśmy je zmuszać do jego podpisania. Toto, wyrwany z głębokiego myślenia i układania planu schwytania złoczyńców szybko odpowiedział: - Dobrze, dobrze. Możesz o mnie się nie martwić- po czym wybiegł z pokoju, nawet nie żegnając się z Theodorusem. Toto zdawał sobie sprawę jak niebezpieczne mogą być harpie, jednak jego ciekawość była większa od niebezpieczeństwa jakie go mogło spotkać. Te ptaki o głowie ludzkiej kobiety były jedynym ludem, któremu nie podobał się pakt. W końcu słynęły one z ciągłych grabieży i porwań. Jednak od czasu podpisania porozumienia nie było o nich nic słychać. Wszyscy inni obywatele Erythii uważali nawet, że być może wyprowadziły się one do innych krain, a może nawet na inny kontynent. Jednak jak bardzo wszyscy się mylili..... Wybiegając z kapitelu Mały minął się z Dyremith, harpią która była jednym z członków Rady Starszych, a zarazem przedstawicielem swojego ludu. Toto zawsze jej nie lubił, gdyż czuć było od niej chłodem, a zaglądając do jej oczu, co Mały robił często gdy był jeszcze mały, można było ujrzeć jedynie pustą otchłań. Jednak z szacunku dla niej skłonił się nisko i zdjął kaptur, na co ona odpowiedziała lodowatym spojrzeniem. Toto nie zwracając na to uwagi pobiegł szybko główną ulicą mijając kuźnię oraz karczmę, do której często lubił zaglądać. Chciał nawet teraz do niej wstąpić, by po tak wyczerpującym dniu poczuć w ustach gorzki smak złocistego piwa, pochodzącego z pobliskiej browarni, lecz przypomniał sobie o matce, która na pewno na niego czeka z obiadem. Skręcając obok posągu Hallona- pierwszego władcy Erythii, ukłonił się, poczym udał się dróżką przez polanę, by w kocu znaleźć się w zagajniku, który był siedliskiem drzewców. Mały nie lubił przebiegać przez zagajnik, gdyż zawsze, gdy się opierał o drzewo nie był pewien czy czasami nie opiera się o drzewca. Pewnego razu, gdy był młodszy i jeszcze uczęszczał na uniwersytet, zmęczony Toto postanowił zdrzemnąć się pod drzewem. Mały smacznie sobie śpiąc poczuł jak coś kluje go w ramię. Wystraszony szybko się zbudził i zaczął co sił w nogach biec w stronę domu. Okazało się, że Toto położył się na korzeniach jednego z drzewców, przez co ten nie mógł się poruszać. Teraz, gdy Mały przeprawia się przez zagajnik zatrzymuje się tylko wtedy, gdy jest naprawdę zmęczony i opierając się o drzewo dokładniej mu się przygląda. Pokonując w końcu nie lubiane miejsce Toto znalazł się na rozległej nizinie, którą przecinała piaszczysta droga, przy końcu której znajdował się jego dom. Na samym końcu drogi znajdował się las, w którym znajdowały się osady elfów i gniazda harpii. Toto był częstym gościem elfów. Dziecinne zabawy często kończyły się na wiecznej przyjaźni elfów z Małym. Najbliższymi jego przyjaciółmi byli: Methaila, oraz Kyerion. Łączyła ich szczególna nić przyjaźni. Razem nawet chodzili na ten sam profil studiów. Jednak żadnemu do tej pory nie udało się wyjechać do innego kraju by badać zwyczaje zamieszkujących tam ludów. Methaila była bardzo pięknym elfem. Miała długie złote włosy i delikatną cerę. Jej smukła sylwetka oraz uroda były powodem zazdrości innych kobiet-elfów. Methaila miała przepiękny głos, który codziennie rozbrzmiewał po całym lesie, a szczególnie podczas ognisk, na których zbierały się wszystkie elfy. Toto często lubił siadać przed domem tylko po to aby posłuchać donoszącego się z lasu śpiewu. Methaila była córką króla osady, przez co cała trójka przyjaciół posiadała zawsze liczne przywileje. Miała ona dwie siostry- Sephinorię i Melodię, lecz to ona jako najstarsza miała zostać królową po śmierci ojca, dlatego od najmłodszych lat była przygotowywana do bycia nią. Najpiękniejszej z elfów nie za bardzo podobał się pomysł bycia władczynią, gdyż wówczas nie mogła by, tak jak do tej pory wygłupiać się wraz z przyjaciółmi i jeździć z nimi na polowania. Najbardziej zaś by jej brakowało wolności i swobody do której tak bardzo się przyzwyczaiła. Bardzo nie lubiła przygotowań do objęcia władzy, a szczególnie nie przepadała za ubieraniem sukni i sukienek. Często matka musiała ja zmuszać by je założyła, gdy szły na bal lub gdy odbywały się jakieś uroczystości. Methailii bardzo imponował Toto, lecz nigdy mu tego nie powiedziała. Zawsze jednak się do niego przymilała i prawiła komplementy, o co zawsze był zazdrosny Kyerion. Kyerion był zupełnym przeciwieństwem Tota, a jak wiadomo przeciwieństwa się przyciągają, dzięki czemu obaj byli najlepszymi przyjaciółmi. Matka Kyeriona była siostrą ojca Methailii, przez co on jak i jego ojciec i matka mieszkali w zamku. Kyerion był wysokim i szczupłym elfem. Zawsze ubierał się w najmodniejsze ubrania i czesał w modne fryzury, łamiąc tym samym odwieczną tradycję noszenia długich, prostych włosów. Często doprowadzało to do kłótni miedzy nim, a jego ojcem, lecz i tak zawsze stawiał na swoim. Szczególnie lubił strzelać z łuku, co doprowadził do perfekcji. Żaden inny elf nie umiał go pokonać na corocznych mistrzostwach. Jego spryt często pomagał Totowi wyjść z największych opresji. Razem z Małym i Methailą często chodzili nad rzekę Tessę by połowić ryby, co było drugim, po łucznictwie ulubionym zajęciem Kyeriona. Gdy Toto dotarł do domu ujrzał na południowej ścianie, zwróconej w stronę lasu jakiś nie zrozumiały napis: GRETHORIES. Mały na początku myślał, że to może któryś z elfów napisał. Jednak po dłuższym zastanowieniu doszedł do wniosku, że napis ten jest napisany w innym języku, aczkolwiek wywodzącym się z elfiego. Postanowił, że później się tym zajmie, a teraz musiał biegnąć na obiad, bo i tak już się spóźnił. Zafrasowany wbiegł do domu, wystraszając matkę. - Toto, to ty?- krzyknęła przerażona matka. - Tak mamo to ja.- Odpowiedział Toto i szybko skierował się do kuchni by zjeść czekający już na stole obiad. - Czy mógłbyś następnym razem tak gwałtownie nie wchodzić do domu? Zawsze się gdzieś śpieszysz. Musisz zwolnić, bo kiedyś to tempo cię wykończy, a wiesz że mam tylko ciebie - skarciła Tota nie ruszając się z salonu. - Dobrze mamo. Przepraszam- odpowiedział zawstydzony Toto. - Już więcej nie będę - powiedział, po czym wrócił do jedzenia obiadu. Gdy skończył umył po sobie naczynia i poszedł do matki. - Jak się dzisiaj czujesz? - spytał opiekuńczo Mały. Wiedział, że na pewno w odpowiedzi usłyszy to co zawsze, że nienajlepiej. Jednak zawsze się pytał, by wiedziała, że mu zależy na tym aby wyzdrowiała. - Nienajlepiej, jak zwykle. Był dzisiaj medyk elfów i powiedział, że mój stan nieznacznie, ale się poprawia- mama Tota poprawiła poduszkę i lekko uniosła się na łóżku.- Musisz koniecznie podziękować mamie Methailii, za to, że go do mnie wysyła. - Ależ mamo wiesz przecież, że to dla nich żaden kłopot. Dla nich tak jak i dla mnie jest ważne abyś wyzdrowiała - powiedział Toto i udał się po lekarstwa dla mamy, które znajdowały się w drewnianej szafce, w łazience. Mały zastanawiał się czy powiedzieć matce o tym co go dzisiaj spotkało i o napisie na ścianie. Jednak widząc jak matka nie może się uporać ze swoimi problemami postanowił nie obarczać jej nowymi. Zaniósł mamie lekarstwa i powiedział, że musi iść do Kyeriona, gdyż chce mu przekazać ważną wiadomość, na co mama odpowiedziała żeby uważał na siebie i żeby nie zapomniał podziękować królowej elfów za pomoc. Toto jeszcze raz przyjrzał się napisowi, po czym pobiegł do lasu by spotkać się z przyjaciółmi. W lesie jak zawsze panowała głęboka cisza. Jedynie szum przepływającego tam potoku, był oznaką, że jest tu jakieś życie, gdyż elfy osiedlały się tylko w takich miejscach i przy źródłach wody. Toto szedł drogą podziwiając wielkie paprocie oraz sosny, które górowały nad jego głową. Przeważnie wraz z przyjaciółmi, gdy byli mali, zrywali te ogromne liście i robili z nich szałas, w którym chowali się przed rodzicami udając, że są na jakieś wyprawie badawczej. Tym razem jednak, gdy Mały szedł do elfów coś nie pozwalało mu iść w spokoju. Co trochę wydawało mu się, jakby ktoś go obserwował i jakby słyszał jakieś śmiechy. Gdy doszedł do Starego Dębu skręcił w las i idąc zapamiętaną drogą udał się do osady elfów. Trafić do nich naprawdę nie było łatwo. Dla Tota jednak, który doskonale znał tę okolice, znalezienie gospodarstw, w których mieszkały elfy, nie sprawiało najmniejszego problemu. Jak wielkie było jego zdziwienie, gdy dotarł na miejsce i ujrzał wielki bałagan na głównym placu oraz ani jednego elfa. Wystraszony druid już miał wracać do domu, gdy nagle ktoś założył mu coś na głowę i ujrzał nieprzeniknioną ciemność......

Rozdział II "W domu wroga."

Mały nie zdawał sobie sprawy w jakim niebezpieczeństwie się znalazł. Śnił właśnie o matce, która wyzdrowiała i o ojcu, który wrócił z dalekiej podróży wraz ze śnieżnym elfem. Toto już miał dotknąć elfa, by sprawdzić czy jest prawdziwy, gdy ten nagle, nie wiadomo jak, zmienił się w potworną harpię, która coś niezrozumiałego do niego mówiła. Głos nasilał się coraz bardziej, aż w końcu Toto zdał sobie sprawę, że to był sen i że ktoś, lub coś stoi nad nim i każe mu się obudzić. Oprzytomniał i zobaczył wielką, okrutną kobietę-ptaka nad sobą i że znajduje się w jakiejś obskurnej celi, która jakby była wykuta w skale. Dokoła panował półmrok, rozświetlany przez niewielką świecę, która i tak wystarczyła by Toto zorientował się gdzie jest. Przypomniał sobie jedną z opowieści ojca, o tym jak musiał uciekać z podziemnego królestwa harpii, które go uwięziły. Ojciec mówił mu, że była to jego jedna z najniebezpieczniejszych przygód, podczas której mógł stracić życie....... Mały, ponaglany przez harpię, szybko się pozbierał i wstał na równe nogi. Jak się później okazało ta kobieta- ptak była jedną ze strażniczek, które go pilnowały, i że nazywała się Grytha. Rzuciła ona Totowi kawałek mięsa i kazała mu wszystko zjeść, mówiąc w druidzim języku, że dzisiaj już więcej nic nie dostanie. Jedzenie było ostatnią rzeczą, na jaką Toto miał wtedy ochotę. Nie wiedział co ma robić. Chciał krzyczeć, lecz pomyślał, że jeżeli znajduje się w podziemnym królestwie harpii, to i tak nikt go nie usłyszy, a jedynie może rozwścieczyć jego mieszkańców. A dopóki jest ich więźniem nie miał zamiaru wchodzić im w drogę. Wiedział bowiem, że jeżeli do tej pory nic mu nie zrobiły, to być może zostawią go przy życiu. Przynajmniej miał taką nadzieję. Postanowił więc, że najpierw zobaczy jaka jest jego sytuacja. Podszedł do długich prętów, zrobionych z żelaza i wystawił przez nie głowę na ile mógł. To co znajdowało się za nimi zaparło mu dech w piersiach. Toto ujrzał jakby podziemne miasto, oświetlone przez tysiące olbrzymich świec. Pośrodku miasta, był wielki okrągły plac, przez który szybkim krokiem przechodziły harpie, prowadząc przed sobą jakieś postacie. Mały przyjrzał się bliżej i ujrzał....., że tymi postaciami były elfy. Już miał wołać Methailę, którą tam zobaczył, lecz przypomniał sobie, gdzie się znajduje. Wzdłuż placu stały jakieś niskie chaty, zbudowane z drewna i liści paproci, zapewne mieszkania harpii. Na ścianach, co najbardziej przeraziło Tota, wisiały, jakby przyklejone olbrzymie gniazda, które kształtem przypominały podłużne koszyki. W ich środku siedziały małe harpiątka, do których co jakiś czas podlatywały ich matki z czymś w dziobach. Co to było to Mały nie mógł zobaczyć. Miał tylko nadzieję, że nie z mięsem druidzim. Małe, które wyczuły swoje karmicielki, od razy skrzeczały i przepychały się na przód, by czasem nie zabrakło dla nich jedzenia. Na skraju placu, na przeciwko celi Tota stał wielki pałac, który nie wiadomo dlaczego stał w mroku. Mały domyślił się, że tam na pewno jest siedziba królowej. Nie był pewien jak ona wygląda. Czy tak jak inne harpie, czy może obrzydliwiej. Druid, gdy zorientował się w jak ciężkiej jest sytuacji, i że być może już nigdy nie zobaczy powierzchni, a co najstraszniejsze swojej matki, usiadł na skraju celi, w najdalszym kącie i zapłakał. Toto, który przeważnie wychodził z opresji dzięki swojemu przyjacielowi Kyerionowi tym razem był bezradny, bo cóż może zrobić sam druid z całą hordą harpii. Jedynie cud mógł sprawić, że wróci do swojego domu. Mały otarł łzy z pod oczu i zaczął się modlić do boga Tes. Wierzył, że on na pewno mu pomoże. Gdy skończył modlitwę i trochę się uspokoił spojrzał na mięso. Nie wyglądało zbyt apetycznie, lecz jeżeli chciał przetrwać i być pełny sił, musiał coś jeść. Tym bardziej, że jedzenie dostawał raz dziennie. Podszedł do mięsa i zaczął je oglądać. Nie wyglądało tak jak te, które przyrządza jego matka. Zamknął więc oczy i małymi kęsami zaczął je jeść. Miało nieprzyjemny smak, do którego z czasem się przyzwyczaił. Następnego dnia, gdy się obudził, zobaczył mięso już leżące przed sobą. Z niechęcią, ale z przymusu zjadł połowę, a drugą zostawił na później. Po śniadaniu podszedł do prętów i zaczął się przyglądać życiu w królestwie harpii. Tak jak wczoraj wygłodniałe harpiątka wołały o jedzenie, a przez plac przechodziły harpie prowadząc elfy. Mały zastanawiał się, gdzie one mogły zaprowadzać jego przyjaciół, lecz nic sensownego nie przychodziło mu do głowy. Już miał wracać do swojego posłania, zrobionego z siana, gdyż znudziło mu się oglądanie monotonnego życia kobiet-ptaków, gdy nagle ujrzał jak elfia ręka przeciska się przez pręty i wrzuca mu jakąś kartkę. Na początku oszołomiony Toto nie zareagował, ale po chwili zorientował się o co chodzi i szybko podniósł kartkę z ziemi, po czym schował ją do kieszeni. Mały usiadł pod świeczką, która znajdowała się w jego celi i upewniwszy się, że nikt nie widzi, wyjął kartkę i zaczął się jej przyglądać. Była ona zapisana tajemniczym pismem, lecz Toto wiedział, że jest to pismo elfów. Przyjrzał mu się bliżej, gdyż w tak słabym świetle nie za wiele mógł przeczytać. Po chwili zobaczył, że na kartce było napisane:

Przyjdę dzisiaj w nocy. Bądź czujny i nie zaśnij!

Mały rozpoznał pismo Kyeriona. Tak więc jego przyjaciel przyjdzie dzisiaj w nocy i go uwolni. Toto nie mógł pozbierać się ze szczęścia. W końcu już nie będzie musiał jeść tego obrzydliwego mięsa i zobaczy matkę! Nagle na placu zrobiło się wielkie zamieszanie. Wszystkie harpie ustawiały się w rzędzie w stronę pałacu, jakby na kogoś czekały, na kogoś kto jest dla nich ważny. Gdy wszystkie się ustawiły i zapanowała głęboka cisza (nawet małe ucichły), ktoś zaczął walić w bęben i wtem z pałacu na wielki balkon zaczęła wychodzić postać. Toto domyślił się kto to jest. - Przecież to jest królowa - powiedział sam do siebie. Mały miał rację z pałacu wyszła władczyni harpii. Była ona dużo większa od swoich sióstr i posiadała wielkie skrzydła przyozdobione złotem i drogimi kamieniami. Nie miała na sobie żadnych szat, jak z resztą wszystkie harpie, a na jej głowie usytuowana była złota korona, od której bił oślepiający blask. Gdy pokazała się w całej okazałości jej podwładne zaczęły bić brawo, poczym ucichły na widok podniesionego prawego skrzydła królowej. Władczyni zaczęła mówić w niezrozumiałym dla Tota języku. Zrozumiał jedynie słowa: ogrzy, cyklopi, cerberzy, czarty, demony, behemoty, bazyliszki, hydry, gorgony i meduzy, które były chyba uniwersalne dla wszystkich języków. Na koniec władczyni powiedziała słowo, które Toto zobaczył na swoim domu - GRETHORIES -, poczym wszystkie harpie zaczęły wiwatować na cześć królowej i krzyczeć: - GRETHORIES ! GRETHORIES ! GRETHORIES ! GRETHORIES !....... Mały nie wiedział co ma myśleć o całej sytuacji. Wiedział natomiast, że ludy wymienione przez królową oraz słowo GRETHORIES nie oznaczały nic dobrego. Po przemówieniu królowej i wiwatowaniu na jej cześć wszystkie harpie ukłoniły się nisko, po czym ich władczyni schowała się w swoim pałacu. Toto postanowił spytać swojej strażniczki- Grythii, która właśnie wróciła do pilnowania więźnia, co oznacza to tajemnicze słowo, które było chórem powtarzane przez jej pobratymczynie. - Przepraszam, Grythio?- wychrząkał Mały, gdyż rozmowa z harpią napawała go lękiem, bo cóż mogło by się stać jeżeli jego strażniczka nie ma ochoty na odpowiadanie na pytania? - Mogła byś mi powiedzieć co oznacza słowo GRETHORIES? - Mały wymówił słowo, poczym oddalił się od krat, aby harpia nie mogła go dosięgnąć skrzydłem, gdy by chciała mu coś zrobić. Jednak Grythia odwróciła się do Tota i jakby zadowolona nie wiadomo z czego odpowiedziała: - Jak to nie wiesz co to znaczy GRETHORIES? - strażniczka zaśmiała się z więźnia. - Przecież to słowo oznacza WOJNĘ! Mały na początku nie mógł wykrztusić słowa, lecz aby nie dawać tego po sobie poznać spokojnie odpowiedział: - Dziękuję ci Grythio. "WOJNA? Jak to? Przecież podpisały pakt." Mały próbował w myślach odpowiedzieć na pytania, na które mógł tylko snuć odpowiedzi. Czyżby harpie chciały zawładnąć Erythią, a może wszystkimi kontynentami? Przypuszczał, że szepty i śmiechy…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych