Unchain
"(...)Robiłam wiele rzeczy na złość, żeby się wkurzał. Ale nie mógł, bo o nich nie wiedział.(...)"
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Otworzyłam oczy i już wiedziałam, że dzisiejszy dzień będzie zły. W kilku pierwszych sekundach po przebudzeniu człowiek, pozostając jeszcze jedną nogą w magicznym świecie snu, a drugą będąc już w twardym, ciasnym i chłodnym łóżku, jeśli się skupi, od razu czuje, czy nadchodząca doba będzie obfitowała w złe lub dobrze wydarzenia. Mnie przekonał raczej widok tego samego białego sufitu, zapach szpitala i postać mamy śpiącej w fotelu obok. Odwróciłam głowę. 6:45. Nienawidziłam porannych godzin, w których w telewizji nie ma kompletnie nic do oglądania, poza powtórkami seriali, które od południa lecą na każdym programie. Leżąc w szpitalu i będąc (dla własnego dobra) przykutym do łóżka, zna się każdy odcinek każdego serialu na pamięć, ma się dość życia bohaterów, które składa się z wydarzeń skrajnie złych lub skrajnie dobrych. Ci bohaterowie nigdy jednak nie pozostają sami ze sobą, z tymi problemami, nieudanymi próbami dążenia do szczęścia. Patrząc na powoli przesuwającą się wskazówkę sekundową ściennego zegara wiedziałam, że dzisiaj będzie gorsze niż wczoraj. Nudniejsze. Albo bardziej dramatyczne. Chociaż wszyscy mówili, że gorzej być przecież nie może. Mylą się, bo gorzej może być zawsze i zazwyczaj właśnie jest. Sięgnęłam po telefon, jedyną rozrywkę w ciągu ostatnich kilkunastu tygodni, ze zdziwieniem odczytując jakąś wiadomość. To on. ON. Michał. Pisał, że chciałby mnie odwiedzić. Nareszcie! Ale potem, tknięta przeczuciem sprawdziłam godzinę wysłania – 4:20 rano. Było bardzo źle. Zamknęłam oczy przypominając sobie wszystko, od dnia naszego poznania... może niepotrzebnie, ale wolałam mieć same dobre wspomnienia, przyjemne zdjęcia i żadnych niedopowiedzianych słów. Sytuacji. Oświadczeń.
Poznaliśmy się na jakimś grillu u znajomych. Albo może była to impreza? W każdym razie wszystko miało miejsce na gruncie neutralnym, wśród wielu wspólnych znajomych. Nawet nie zwróciłam na niego szczególnej uwagi... choć może zwróciłam, ale wolałam się nie przyznawać. A później widywaliśmy się na innych imprezach i spotkaniach. Trochę nawet gadaliśmy, wydawał mi się zawsze miły i grzeczny. I obcy. Jakby miał jakieś drugie dno, drugą naturę, coś, czego nikomu nie pokazuje. Nie, nie fascynowało mnie to na tyle, by ciągle o nim myśleć. Po prostu zanotowałam w pamięci, żeby brać poprawkę na jego zachowanie. Granicę błędu, dość dużą, określiłam dopiero później. Niczego od niego nie chciałam, a już najmniej związku, uczucia czy czegoś takiego, kiedy znaleźliśmy się w łóżku. Nigdy nie mówiłam, że traktuję to jakoś szczególnie. Sypianie z kimś jest symbolem, który podczas wprowadzania w życie traci tę magiczną część. Lepiej się o tym pisze, łatwiej o tym mówić, jak o czymś innym niż jedzenie czy spanie, ale tak naprawdę bezgraniczną przyjemność można znaleźć wszędzie. Ktoś kiedyś jednak akurat do seksu dorobił odpowiednią legendę, więc dopóki nie występuje problem trudno rozpinanego stanika, poszukiwania portfela, a właściwie gumek w nim albo pukania do drzwi oczekującej kolejnej pary, być może jest to nieziemskie i niezapomniane. Z Michałem mieliśmy akurat to szczęście, że pokój był jego, tak jak cały dom, i nikt nam nie przeszkadzał. Wróciłam do siebie rano, szybko weszłam pod prysznic, żeby nie czuć wszędzie tego zapachu, nie przyczajać się do niego, nie marzyć o nim i nie prowokować snów. Wydawało mi się nawet, że zapomniałam to uczucie, gdy palcem wodził po granicy opalenizny, gdy mówił, co jeszcze mógłby ze mną zrobić i jak dużą przyjemność mi to sprawiało. Większą, niż wzrok zazdrosnych koleżanek w klubie, gdy wychodziliśmy razem. I tak minął jakiś czas, a telefony od niego nie milkły, smsy nie przestały przychodzić, dotyk nie przestawał wywoływać dreszczy i rozmarzonego uśmiechu, a moje myśli nie przestały krążyć wokół niemożliwej do powstrzymania chęci pocałowania pulsującej żyły na szyi. W końcu spytał, delikatnie podróżując ustami po jasnym pasku – miejscu po sznureczkach od bikini, czy nie powinniśmy "zalegalizować" naszego związku. Miał na myśli oficjalne chodzenie ze sobą. Wyszłam bez słowa. Nigdy. Nie zrezygnowałabym z samotnych wypadów na miasto, z innych znajomych, z tego, że gdy wychodził z jakiejś domówki, mogłam "znaleźć" kogoś innego. Robiłam wiele rzeczy na złość, żeby się wkurzał. Ale nie mógł, bo o nich nie wiedział. "To mój teren, koleżanko. Chcę otrzymać akt własności. Albo przynajmniej wyłączności." Mówił całując moje piersi. Odpowiadałam śmiechem. A następnego dnia ktoś inny ich dotykał. "A masz! Widzisz? Twoje słowa nic dla mnie nie znaczą! A moje piersi są moje.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil podniecona_zakonnica
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…