Uważaj na banknoty
Historia pewnej afery.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Uważaj na banknoty
Było to ponad dziesięć lat temu. Dr. Stanley Solsznikcy był profesorem fortepianu na stanowym uniwersytecie w Bloomfield w Oklahomie. W godzinach wieczornych dorabiał sobie lekcjami prywatnymi. Podczas gdy jego pianistyczni rówieśnicy próbowali przeżyć w okrutnym Nowym Jorku czy w pięknym San Francisco, Stan żył ciężką codzienną pracą na spokojnej prowincji.
Zbliżały się wiosenne ferie. Dr. Solsznikcy zaplanował tym razem tygodniowy wypad do Ekwadoru. Od lat uczył się hiszpańskiego. Poleciał do Quito przez Dallas. Na lotnisku w Dallas natknął się na ojca jednego ze swych prywatnych uczniów, pana Li. Doktor Sanzhen Li zajmował się genetyką zbóż uprawnych. Był wybitnym naukowcem, ale ledwo mówił po angielsku. Na lotnisku w Dallas zamienili dwa słowa, Stan poleciał do Quito samolotem pełnym turystów dyskutujących wyspy Galapagos, a pan Sanzhen Li poleciał w swoją stronę, pewnie na jakąś konferencję, nie wiedząc, że za około tydzień jego zdjęcie będzie na pierwszych stronach wszystkich amerykańskich gazet.
Stan był zachwycony Quito, przepiękne zabytki, przemili ludzie, a poza tym, przystępne ceny! Po zwiedzeniu miasta i okolic poleciał samolotem do Cuenca, a stamtąd wynajętym samochodem na wycieczkę do Ingapirca, by zwiedzić pradawne ruiny cywilizacji Inków.
Te tygodniowe wakacje szybko dobiegały końca. Za dwa dni będzie już w Oklahomie.
Dr Solsznikcy siedział sobie w kawiarence w Cuenca i zamówił lody. Jak wspaniale, że w Ekwadorze narodową walutą są dolary amerykańskie. Lody kosztowały trzy dolary, Stan podał kelnerowi banknot dwudziestodolarowy. To ciut duży banknot jak na Ekwador, kelner poszedł więc do kasy by go rozmienić. Wrócił po chwili i powiedział coś dziwnego:
„Przepraszam, ale ten banknot jest fałszywy. Czy ma pan jakiś inny banknot?”
Zaskoczony Stan miał w portfelu same dwudziestki, tego samego pochodzenia. Nie wiedział co powiedzieć, kompletnie zaniemówił. Dobrze, że akurat ta kawiarnia była jedną z tych droższych. Udało się zapłacić kartą kredytową.
Dr Solsznikcy w mgnieniu oka pokonał trasę z kawiarni do hotelu. W portfelu miał jeszcze dziesięć takich samych dwudziestodolarowych banknotów. Rzeczywiście, już w domu w Oklahomie, wydawały mu się jakieś wyjątkowo szorstkie w dotyku, ale pomyślał, że to pewnie jakaś nowa edycja na innym papierze. Podczas swej wycieczki używał gotówki, którą płacił mu za prywatne lekcje fortepianu dla jego syna pan Li. Zazwyczaj za lekcje płacono czekiem lub przelewem, ale w tym roku pan Li nalegał na gotówkę. Stan uzbierał więc kilkaset dolarów, w sam raz na wycieczkę do Ekwadoru. Tylko że teraz okazało się, że od pięciu dni Dr Solsznikcy płacił w Ekwadorze fałszywymi banknotami, na których były jego własne odciski palców!
Stan zaszył się w swym hotelowym pokoju i próbował się uspokoić. Wyobrażał sobie amerykańskie nagłówki gazet: „Areszt amerykańskiego profesora w Quito”, „Aresztowany profesor częścią międzynarodowego gangu fałszerzy pieniędzy”, „Rektor uniwersytetu w Bloomfield wyraża ubolewanie, potępia oszusta i zdecydowanie odcina się od znanego fałszerza pieniędzy, profesora S.” „Studenci profesora od lat przeczuwali, że był zwykłym oszustem” powie pewnie w wywiadzie dr Anne McPherson-Farrenc, dziekan wydziału muzyki.
Co robić? Dr Solsznikcy popełnił już przestępstwo przywożąc fałszywe banknoty do Ekwadoru. Wyobrażał sobie, ile lat mógłby za to dostać w Ekwadorze, a pewnie, po odsłużeniu kary tutaj siedziałby dalej w więzieniu w Stanach. Wyszedłby na wolność w wieku siedemdziesięciu lat. Jakimś szczęśliwym trafem nikt z tej kawiarenki nie zadzwonił po policję. Pewnie fałszywe pieniądze pojawiają się tu w obiegu stosunkowo często. Ale banknoty doktora Solsznikcy były już w wielu miejscach w Quito, w Cuenca, a nawet w Ingapirce. Możliwe, że oszust jest już poszukiwany przez policję!
Pomyślał, że powinien upewnić się czy pozostałe banknoty w portfelu są również fałszywe. Poszedł na recepcję i pożyczył specjalny flamaster do sprawdzania walut. Niestety, okazało się, że cała gotówka w portfelu to fałszywki! Zdał sobie nagle sprawę, że przecież wie dokładnie jakim cudem te banknoty znalazły się w jego posiadaniu. Był wściekły na pana Li i chciał napisać do niego email, ale pomyślał, że może lepiej to zrobić jak już będzie w Stanach. Li musi mu zapłacić za lekcje w normalnej walucie! Dr Solsznikcy uznał jednak, że nie ma sensu iść na policję, to musi być jakieś nieporozumienie. Przecież Li pewnie sam nie wiedział, że te banknoty są fałszywe.
Podróż do domu była trochę stresująca. Stan zdecydował przeciąć te pozostałe dwieście dolarów nożyczkami na pół i wieźć je w plastikowej przeźroczystej torebce jako „dowód” który rzekomo wiezie na policję. Nie miał zamiaru być oskarżonym o przywożenie do Stanów…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Arseniusz123
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…