Wróć do katalogu

"Veronica" - PROLOG

[tytuł roboczy - mile widziane propozycje ;) ] On – pewny siebie i swoich atutów cwaniak z bogatej rodziny.Na skinienie palca może mieć każdą dziewczynę i chętnie z tego korzysta. Żadnamu jeszcze nigdy nie odmówiła… Przyjaciół taktuje i

Wolverine_Girl, opublikowano , 29 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Miasto Aniołów Czas bliżej nieokreślony

- No stary… Patrz na tę lasię na piątej… Niezła cycatka! – Jackson jak zwykle nie owijał w bawełnę. Ostentacyjnie gapił się na blondynkę siedzącą naprzeciw ich stolika. Ta, najwyraźniej nieskrępowana sytuacją, patrzyła na wprost Bryana. - Daj spokój – Mike machnął mi ręką przed oczami – I tak nasz kasanowa pierwszy będzie ją miał. Nie nauczyłeś się jeszcze niczego przez wszystkie te lata? - Fakt – Jackson spuścił wzrok i upił łyk piwa. Przyjaciel miał rację. To na Bryana leciały wszystkie laski. To on miał zawszę tą, którą chciał. - Jak wy mnie znacie… - Bryan sączył powoli seledynowego drinka z palemką i sporadycznie, niby od niechcenia, spoglądał na blondynkę. Była całkiem niezła, choć w swoim życiu spotkał już ładniejsze. I mniej przeraźliwie chude. Włosy proste, do ramion. Czerwona sukienka bez pleców z ogromnym dekoltem. - Jakaś ci kiedyś odmówiła? – Jackson podniósł się nieco zasłaniając mu widok. - Na jakim świecie ty żyjesz, co? –Bryan machnął ręką, żeby przyjaciel w końcu usiadł na tyłku. Gdy w końcu to zrobił posłał blondynce jednoznaczne spojrzenie. Będziesz moja.

- O rany… Co to było? – w jej głowie kołatało się tysiąc myśli. Świat wirował dookoła, a nogi były jak z waty. Kac był przy tym niespotykanie przyjemnym zjawiskiem. Zamknęła oczy i wzięła głęboki wdech. Gdy znów je otworzyła nie czuła żadnego bólu. Tylko pustkę. Nie pamiętała nic. Ani skąd się wzięła w podejrzanie wyglądającej uliczce, ani dlaczego leżała na ziemi. Ale najważniejsze było to, że za żadne skarby świata nie mogła sobie przypomnieć, kim była! Zebrała w sobie wszystkie siły i podniosła się. Jedyne, co czuła, to pustka, która ją wypełniała. Zupełnie tak, jakby ktoś pozbawił ją wszelkich wnętrzności i zastąpił powietrzem. Rozejrzała się dookoła. Była sama. Nigdzie nie było ani żywej duszy. Przez moment pomyślała, że może jest noc, że ludzie siedzą sobie teraz spokojnie w domach. Ale nie. Nad nią było błękitne niebo. Niesamowicie błękitne, kalifornijskie niebo. Nagle usłyszała coś za sobą. Jakby szum silnika. Odwróciła się i zobaczyła czarny samochód pędzący wprost na nią. Chciała odskoczyć, uciec, ale nie mogła. Była jak zahipnotyzowana. Krzyknęła przerażona, a kierowca samochodu nawet zareagował. Dziewczyna miała nawet wrażenie, jakby przyśpieszył. Zamknęła oczy, żeby poczekać na to uderzenie. Jednak nic takiego nie miało miejsca. Samochód po prostu przejechał dalej. Kompletnie nie zwracając na nią uwagi. Po prostu przez nią przeniknął. - Co to, do jasnej cholery, miało być?! – wrzasnęła, ale kierowca wraz ze swoim autem już dawno zniknął za zakrętem. Śniła. To było jedyne wytłumaczenie tego, co się stało. Albo jednak uległa namową znajomych i coś wzięła. No bo przecież…! To było nierealne! Rozejrzała się dookoła. Kojarzyła to otoczenie. Dalej był park, a gdzieś za nim jej dom. Pamiętała go. Wiedziała, jak wyglądał i gdzie się znajdował. Szybko ruszyła przed siebie. Cokolwiek właśnie się stało, o wiele lepiej było to przeboleć we własnym domu.

Po kilku minutach szła wybetonowanym podjazdem w stronę frontowych drzwi. Mijając czerwonego cabrioleta zwolniła. Jej ojciec nigdy nie zgodziłby się na takie auto. Zbyt szybkie, zbyt drogie i zbyt niebezpieczne. No cóż. Może najzwyczajniej w świecie mieli gości. Nie przejmując się tym dalej obeszła dom dookoła i weszła na taras. Szklane drzwi były otwarte, wiec weszła do środka. - Nie no… To już przegięcie… Co to ma być, do cholery?! – zaklęła, gdy przyjrzała się wnętrzu. Nic nie było takie, jakie zapamiętała. Inne bibeloty, inna kolorystyka. Wszystko było inne! Zupełnie nie w stylu jej rodziny. Z jakiegoś dziwnego powodu nie pamiętała niczego poza tym domem, a on wyglądał zupełnie inaczej. Szkło i metal. Czerwień, czerń i biel. - Gdzie mahoniowe meble mojej mamy? Gdzie mosiężne bibeloty ojca?! – irytowała się. Dom był wykonany na zamówienie. Jeden jedyny taki na świecie. Specjalnie dla mniej – Co tu się dzieje?! Wrzasnęła, ale odpowiedziała jej tylko cisza panosząca się pośród śnieżnobiałych ścian. Rzuciła się biegiem przez hol. Jedyne, co teraz chciała, to rzucić się na własne łóżko. Byś pośród swoich mebli, porozrzucanych ubrań i bibelotów… Pchnęła drzwi z całej siły i zamarła. To nie był jej pokój! Nie mógł nim być. Miał ten sam układ ścian, okna w tych samych miejscach, ale to jedyne, co się zgadzało z wizją, która kotłowała się w jej głowie. Żółto-zielone ściany zmieniły się w biel, plakaty ukochanych aktorów i piosenkarzy zastąpiły teraz zdjęcia samochodów i półnagich lasek. W kacie stała czerwona kanapa, na której walały się dwie czarne poduszki, masa ubrań i rzuconych niedbale gazet. Na podłodze leżała masa bliżej nieokreślonych z nazwy i wyglądu rzeczy. Dlaczego w moim pokoju mieszka jakiś facet?! – dzwoniło jej w głowie. Stała jak wryta, gdy do pokoju weszła jakaś dziewczynka. Na pierwszy rzut oka mogła mieś góra dwanaście, może trzynaście lat. Minęła ją nawet na nią nie spoglądając, podeszła do kanapy i spośród sterty ubrań wybrała czarne dżinsy. Wyciągnęła z ich kieszeni skórzany portfel i przejrzała jego zawartość. Po chwili zastanowienia wyciągnęła z niego stówę, a portfel i spodnie rzuciła niedbale na stertę ubrań. Uśmiechnęła się najwyraźniej zadowolona ze swojego czynu i wyszła. - Kto to był?! – i więcej pytań sobie stawiała, tym mniej była pewna – To jakaś paranoja… Ktoś sobie robi ze mnie żarty… Przeczesała włosy palcami i poczuła, że są w zupełnym nieładzie. Chcąc je ujarzmić podeszła do szafy, której jedno ze skrzydeł zastępowało lustro i po raz kolejny przeżyła szok. W srebrnej tafli odbijało się wszystko. Cały pokój. Każdy najdrobniejszy szczegół. Poza nią…

Bryan wszedł do pokoju trzaskając drzwiami. Małolata zdążyła już mu skutecznie popsuć humor. Już w progu zaczął ściągać przepoconą i umazaną czerwoną szminką blondynki z baru. Dziewczyny są jednak łatwe – pomyślał – wystarczy kilka głupich słów, kilka gestów i rzucają ci się na szyję. A stamtąd już krótka droga do łóżka, ciemnej uliczki, fotela samochodu… W końcu wyplątał się z materiału koszulki i odrzucił go na bok. Podniósł wzrok i… - Co ty tu do jasnej cholery robisz?! – na jego kanapie siedziała zupełnie obca mu dziewczyna. Gdy go zobaczyła pisnęła przerażona – KIM TY JESTEŚ?! - Nie wiem! – wrzasnęła – Sądziłam, że ty mógłbyś mi to powiedzieć… Co ty w ogóle robisz w moim pokoju? - Twoim? – Bryan roześmiał się szyderczo. Obca dziewczyna pojawia się w jego domu i próbuje go przekonać, że jest u siebie. Paranoja – Kotku, nie wiem, co brałaś, ale wróć na ziemię. Jesteśmy u mnie. W MOIM domu. - Co?! – dziewczyna krzyknęła po raz kolejny – Co ty pieprzysz?! Przecież…! - Oj, maleńka, nie pal tyle zioła, bo kiedyś odlecisz… - rzucił się na łóżko, założył ręce za głowę i przeciągnął się – Pojawiasz się w moim pokoju. Twierdzisz, że tu mieszkasz. I nawet się nie przedstawisz. Co ty odpieprzasz, co? - Przedstawisz… - szepnęła. Nawet nie pamiętała swojego imienia. Jak miała mu powiedzieć, kim jest, skoro sama tego nie wiedziała?! - Powaliło cię już do reszty? – w drzwiach pokoju stanęła ta sama dziewczynka, która wcześniej kradła pieniądze – Sam ze sobą gadasz? - Jak ze sobą? – zdezorientowany Bryan patrzył to na młodziutką brunetkę, to na nieznajomą. - Doskonale wiem, że nie jesteś normalny, ale jeśli zaczynasz mieć zwidy… No staruszku, czas ograniczyć dragi… - Co wyście się zmówiły?! – nieznajoma przemaszerowała przed Bryanem, potem przed jego młodszą kuzynką Megan i rozsiadła się na blacie szklanej ławy. - Jeśli nie widzi ci się leczenie w domu wariatów to radzę się nie odzywać… - uśmiechnęła się tryumfalnie. - Czyli że jednak w końcu przejmę twój pokój? Wybierasz się na dłuższy wyjazd do wariatkowa? - Ale… - nieznajoma pokręciła głową dając Bryanowi z nać, że kontynuowanie rozmowy na ten temat może go tylko pogrążyć – Co ty tu w ogóle gówniaro robisz? Czego ode mnie chcesz? – warknął na Megan. - Idę do koleżanki. Wrócę późno. - A idź w cholerę. Sądzisz, że będę tęsknił? – Bryan machnął ręką dając kuzynce znać, ze nie jest mile widziana. Ta wycofała się, ale zanim zamknęła drzwi rzuciła: - Bryan… To się leczy… - Spieprzaj! – w stronę Megan poszybowała duża, czerwona poduszka. Młoda zdążyła jednak zamknąć drzwi i uniknąć uderzenia. Bryan spojrzał na nieznajomą. Śmiała się w najlepsze. Śmiała się z niego. Jak taka gówniara mogła się z niego śmiać? - Z czego zacieszasz, co? - dziewczyna parsknęła jeszcze większym śmiechem. Jak mogła się nie śmiać, widząc go takiego zdezorientowanego? - Co się tak stresujesz jak pchła w dniu kąpieli? – tuż obok niej leżał srebrny, metalowy długopis. Próbowała go chwycić, ale jej palce przenikały prze niego. Próbowała kolejny raz. I kolejny. I jeszcze… Z tym samym efektem. - Dlaczego mogę siedzieć na stole, a nie mogę chwycić głupiego długopisu…? – mówiła do siebie. - Co się tu dzieje, co? – nawet nie spostrzegła, kiedy Bryan wstał i stanął tuż nad nią – Chcesz zrobić ze mnie idiotę? - A naprawdę muszę? – przez jej umysł przeleciała myśl, że przez całym tym zajściem musiała być naprawdę niezłą jędzą. Strasznie bawiło ją takie naśmiewanie się z niczego nieświadomego blondyna. Leniwie podniosła się i kolejny raz przemaszerowała przed nim. Chciał ją chwycić za rękę i zatrzymać, ale przeliczył się. On poczuł dziwny chłód, ona przyjemne mrowienie gdy jego dłoń przenikała przez nią. Zupełnie tak samo, jak ten samochód na ulicy. - Nie robię z ciebie idioty – powiedziała o wiele już jednak poważniej. Cała ty sytuacja, pomimo pewnej dozy humoru, jednak bardziej ją przerażała niż bawiła. - Co ty odpieprzasz, co? Kim ty jesteś? - A bo ja wiem? – wzruszyła ramionami. Gdy podeszła do lustra znów nie zobaczyła swojego odbicia. Nic się nie zmieniło – Mnie po prostu nie ma… - Jak to: NIE MA?! – Bryan stanął tuż za nią. Niczego nie rozumiał. Przecież widział ją. Stała przed nim. Dlaczego wiec nie było jej odbicia? – Ja pierdole… Więcej nic z nimi nie palę, nie piję i się z nimi nie spotykam… Co oni mi tam wsypali?! Ciebie tu nie ma! Znikaj! Już! Bryan rzucił się na łóżko, naciągnął kołdrę i dla pewności przykrył głowę ogromną, puchową poduszka.

Gdy Bryan otworzył oczy dookoła nadal było ciemno. Pierwsza myśl – ciągle jest noc. Jednak promienie światła przebijały się pomiędzy kołdrą, a prześcieradłem. A więc był dzień… Leniwie wyczołgał się spod kołdry i wtulił w poduszkę. - Musze skończyć pić – roześmiał się – Duchy… Bo jeszcze w to uwierzę… Słońce świeciło mu mocno w twarz. Leniwie przeniósł wzrok na zegarek. Przespał ponad szesnaście godzin. Przypomniał sobie nieznajomą. Nie była w jego typie. Średniego wzrostu, zwyczajne, brązowe włosy, lekko przy kości. Na oko jakieś szesnaście lat. Nie był nałogowym alkoholikiem, z zasady nie brał narkotyków… Dlaczego więc miał przywodzenia? No i dlaczego akurat ona? Mała, wkurzająca gówniara! Przeciągnął się. - Dobrze się spało? – usłyszał gdzieś obok ten sam, irytujący głos. Odwrócił się i spojrzał wprost w jej ciemne oczy. Stała oparta o jedną z szafek i bawiła się, obracając w palcach długopis – Nauczyłam się w nocy – rzuciła, gdy zauważyła, jak patrzył się na jej rękę. - Ale… - Ale to nie był sen – przerwała mu, wiedząc, co będzie chciał powiedzieć – I czy ci się to podoba, czy nie, jestem tu. - A jest nadzieja, że kiedyś znikniesz? - Jak się dowiem, co się stało – Bryan w ostatniej chwili złapał długopis, który dziewczyna rzuciła prosto w niego – Wtedy może się wyniosę. - MOŻE?! – zawołał, ale nie odpowiedziała. Na jego oczach rozmyła się w powietrzu. Tak po prostu…. Nie pozostawiając za sobą najmniejszego śladu – No to mam swoją prywatną schizę…

Gdy na powrót się zmaterializowała parsknęła gromkim śmiechem. Rozbrajał ją widok takiego cwaniaka, jakim niewątpliwe był, kompletnie zdezorientowanego. Wyglądał wtedy jak małe dziecko, które nie rozumie, co dzieje się dookoła niego. Wolno przespacerowała się przez pokój. Był inny. Nie taki obraz miała w głowie. Znikło drewniane łóżko, mahoniowe biurko i szafki ze szklanymi drzwiami. Zamiast tego wszędzie był metal, szkoło i czerwona oraz czarna skóra. Nie chodziło o to, że jej się to nie podobało – było zupełnie inne, niż wszyscy sobie wyobrażali. Inne niż to, co pamiętała. - Właśnie! – szepnęła. Coś jednak świtało w jej umyśle. Powracały jakieś wspomnienia. Jakieś sceny z bliżej nieznanego jej życia. Przed oczami stanął jej niski blondyn, który co chwila rzucał jakieś proste i rozbrajające teksty. Potem grupkę nastolatków niemal śliniących się na widok nowiutkiego, srebrnego Mercedessa stojącego na jednym z podziemnych parkingów. Uśmiechnęła się. Jak oni wszyscy śmiesznie wyglądali próbując zaglądnąć do środka przez przyciemniane szyby. Nagle tłumek dzieciaków rozbiegł się we wszystkie cztery strony świata. Jeden z chłopaków oparł się o samochód i włączył alarm. Roześmiała się znów widząc, jak chowają się przed właścicielem auta. Potrzasnęła głową i po chwili znów była w swoim pokoju. - Jego pokoju – rzuciła rozbawiona. Temu chłopakowi można było zarzucić wiele – był arogancki, cwany i zbyt pewny siebie – ale jedna cecha była niepodważalna… Był cholernie przystojny! Wysoki, dobrze zbudowany. Tiszerki opinały każdy jego mięsień. Włosy miał jasne. Blond lśnił w słońcu. Jasnozielone oczy odcinały się na tym tle. No cóż… Ale wygląd to jedno, charakter drugie… No a z tym… - Nie będę komentować – głośno skomentowała własne myśli. Miała teraz tylko jeden cel. Skoro była duchem, ktoś musiał ją zabić. A skoro ktoś ją zabił, musiała się dowiedzieć, kto to zrobił. A Bryan? On nie miał wyjścia. Czy mu się to podoba, czy nie musiał jej pomóc.

- Cześć głupki – jak zwykle niewiadomo skąd przy ich stoliku pojawił się Jackson. - Inteligent się odezwał – Mike przewrócił oczami. Nigdy nie przepadał za Jacksonem. Tolerował go, bo ten zawsze kręcił się przy Bryanie. A ten… On z kolei przyjaźnił się z Jacksonem tylko dla własnego interesu. - Napijecie się czegoś? - Taaa… - rzucił od niechcenia Bryan – Przynieś coś. Cokolwiek – wyprzedził jego kolejne pytania. Ku zadowoleniu ogółu Jackson zniknął jeszcze szybciej niż się pojawił. - Jeszcze raz tu przylezie, a coś mu powiem… - Przyjdzie tu jeszcze nie raz, a ty i tak niczego nie zrobisz – Bryan podniósł wzrok znad kufla piwa – Jak zawsze zresztą. Jackson zawsze za nami łazi, a ty za każdym razem mówisz, że następnym razem go spławisz. Za dużo byś stracił. Blondyn spojrzał na

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych