W Tu
Proza poetycka o miłości na odległość, o namiętności świętej i od święta.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Ciekawe, czy wszyscy odwiedzający zauważyli, że słońce w Tu jest zawsze spowite. W Tam rzadko, trzeba być bardzo uważnym, żeby to spostrzec. Nie chodzi o chmury, bo te zawsze uczynią słońce bezradnym, raczej o niedomówienie w istnieniu. W Tu świeci inaczej. Grzeje i ciało, i duszę, ale nie dociera na dno serc. Przed Tu jest pełne, a gdy minie się granicę miasta już zamotane.
Czy to zjawisko utrudnia ludziom życie, nie stwierdzono, nie udowodniono. W Tu rodzi się miłość i jej owoce, umierają ludzie, rośliny, zwierzęta. Naturalna kolej rzeczy jest zachowana. Czasem tylko mieszkańcy zastanawiają się, czy czegoś im brakuje. Pytanie wspólne wszystkim, lecz w Tu brzmi inaczej. Jakby było bardziej wilgotne.
On i Ona. W Tu. On przyjechał do Niej. Ona czekała na Niego. Siedzą przy stole, piją kawę. Jeszcze przed chwilą kochali się, uważając, by się całkiem nie zakochać. Teraz smakują niedosyt i obietnicę.
— Jest w Tu takie miejsce, którego się boję — mówi Ona. — Albo może boję się tam iść sama. Pójdziesz ze mną?
— Chodźmy.
Idą. Ona i On. W Tu. Ona opowiada mu, co mówią kamienie. On słucha Jej. Grzeją sobie ręce. On lewą, Ona prawą. Staruszka z zakupami widzi Ich na schodach, jadący na hulajnodze chłopiec na kładce, turyści pod restauracją. Stopy nadają słowom rytm. Oczy przyciągają się. Fale znoszące na rzece. Drugi brzeg wypełnia dziurki guzikami. Żółte ślepia w bramie odprowadzają Ich do parku. Bruk ustępuje trawie.
Czasem tak w życiu bywa, że aby zejść, trzeba się wdrapać. Jedne ścieżki prowadzą na górę, inne w dół. Znaleźli obie. Posłuchali ich. Przedwiosenne błoto chwytało zelówki. Drzewa wyciągały ręce.
Wdrapują się. On i Ona. W Tu. Schodzą. On pierwszy, Ona za nim. Ich ręce ubezpieczają światy. Żaden nie zachwiał się. Każdy pełny. Łakną ich. Z wzajemnością.
— Piaskowiec — mówi On.
— Myślisz? — Pyta Ona.
Bierze do ręki szary kamień. Rozbija o inne. Żółć w środku. Sypkość w środku. Nietrwałość w środku.
— Kamieniołom. — Zamyśla się On.
Idą. Ona i On. W Tu. Na środek. Stają. Rozglądają się. Wysokie skalne ściany zamknęły ich. On czuje się osaczony. Ona czuje strach.
— Nie ma stąd…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Facetbuk
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…