WIGILIJNA OPOWIEŚĆ - Pies, mój anioł stróż
Lekka opowieść w której dziadek będzie opowiadał swoim wnukom przy choince jak poznał babcię i kto mu w tym pomógł.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Moje opowiadanie – Wigilijna opowieść-Pies, mój anioł stróż.
(Była to wigilia roku 2005. Jak co roku przed rozdaniem prezentów opowiadałem moim wnukom jakąś historię. To była nasza rodzinna tradycja. Wcześniej mój dzidek opowiadał mi takie historie, a jeszcze wcześniej mój pradziadek swoim wnukom. Moje wnuki miały wtedy po 5 i 3 latka. Najstarszy nazywał się Grzesiek, a najmłodsze moje wnuczki to Iwonka i Marcysia. -Dziadku, dziadku opowiedz nam jakąś historię np. jak poznałeś babcie krzyknął Grzesiu -Babcie, no dobrze siadajcie. A było to tak...)
-1- Miałem sześć lat kiedy zacząłem interesować się zwierzątkami, a głównie pieskami. Zawsze chciałem mieć własnego szczeniaka. Moi rodzice jednak nie chcieli się na to zgodzić, wtedy ja powtarzałem, że jak dorosnę to w moim domu zawsze będzie piesek. Mówiłem, że będę go karmić, wychodzić z nim na spacery i się z nim bawić. Z czasem nawet zacząłem ciągać na sznurku po domu pluszowego misia udając, że wychodzę z nim na spacer. Zwykłe fantazje dziecka, które jak potem okazały się prawdziwe.
(-Naprawdę dziadku? Spytał Grzesiu. -Tak.)
Z wiekiem lat zacząłem chodzić do szkoły i zarazem coraz bardziej interesować się pieskami. Im byłem starszy tym bardziej chciałem zostać weterynarzem. Moja mama była przeciwna temu choć nie wiem dlaczego, za to tata zaczął nabierać zaufania do mnie.
-2- W końcu nadszedł dzień kiedy miałem skończyć 18 lat. Moja osiemnastka miała się odbyć u mojej babci Kazi w domu. Nie wiedziałem dlaczego. Nie chciałem tego, ponieważ chciałem spędzić swoje urodziny w gronie przyjaciół. Jednak jedna rzecz mnie zaskoczyła. Babcia przyszła do mojego domu o 8:00 rano kiedy jeszcze spałem. Rodzice obudzili mnie. Kiedy wyszedłem z pokoiku zobaczyłem coś czego się nie spodziewałem, a mianowicie był to bardzo mały wystraszony szczeniaczek. Był to dalmatyńczyk. Spojrzałem na babcie i na psa i znowu na babcie, która powiedział. -Wszystkiego najlepszego Marcinku. Szybko podszedłem do mojego pieska i zacząłem go głaskać. Wyglądał tak niewinnie, a jego pyszczek był tak śliczny, że sama mi się buzia uśmiechała. Szczeniaczek był tak mały, że nawet nie umiałem jeszcze stać, gdyż rozłaziły mu się same łapki. Nagle babcia powiedziała. -Dbaj o niego jak o siebie. -Dobrze babciu. Odparłem. -No. Muszę już iść zobaczymy się na urodzinach. Wtedy moja mama wtrąciła. -Zostań mamo na chwilkę zaraz zaparzę herbatę. -Nie muszę już iść przygotować jeszcze parę rzeczy. Nie wiedziałem jak do tego doszło. Nie mogłem w to uwierzyć. Nareszcie miałem własnego pieska. Moja mama udawała nie zadowoloną, ale dobrze wiedziałem że to wszystko sprawka mojego ojca. Została tylko kwestia nadania imienia mojemu pupilowi. Długo się zastanawialiśmy z moimi rodzicami. W końcu jakoś doszliśmy do porozumienia, że będzie się nazywał Ares. Moje marzenie spełniło się. Minął rok Ares trochę pod rósł. Mimo to kiedy wychodziłem z nim na spacer wszyscy ludzie, a szczególnie małe dzieci oglądały się za nim. Pewnie dlatego, że był biały w czarne łaty. Wytresowałem go nawet. Umiał służyć, siadać na komendę, turlać się na rozkaz, a kiedy go zawołałem zawsze do mnie przybiegał. Był bardzo mądrym psem. Nawet nie wiedziałem jak.
-3- Pewnego dnia razem z rodzicami, a ponieważ miałem wtedy wakacje i było lato pojechaliśmy nad jezioro. Lecz od rana zapowiadał się dla mnie pechowy dzień. Najpierw staliśmy w korku, na dodatek tego dnia nie najlepiej się czułem. Miałem złe przeczucie. Moi rodzice jednak byli innego zdania, uważali że nad jeziorem lepiej się poczuje. Ares też wydawał się jakiś smutny. Kiedy dojechaliśmy rozłożyliśmy koc, a ja pierwsze co wziąłem materac i poszedłem się kopać. Ares poleciał za mną do wody. W końcu położyłem się na materacu i zacząłem się opalać dryfując po spokojnej wodzie. Nadeszła godzina koło 19:00 i pora było wracać do domu. Wsiedliśmy do samochodu. Ojciec powiedział, że tym razem wrócimy inną drogą, żeby znowu nie utknąć w korku. Jechaliśmy wąską drogą jakieś 70 kilometrów na godzinę. Jednak i tu było dużo samochodów. Nagle mój tata chwycił się za serce i puścił kierownicę, nie minęła chwila jak zderzyliśmy się z drzewem.
(-I co się stało krzyknął Grzesiek Najwyraźniej historia zaczęła mu się podobać na dobre)
Po kilkunastu godzinach obudziłem się w szpitalu. Był już wtedy następny ranek. Szybko zerwałem się z łóżka lecz zabolała mnie mocno głowa, straciłem równowagę i upadłem. Próbowałem wstać wtedy jedna z pielęgniarek podeszła do mnie i mi pomogła. Położyłem się z powrotem do łóżka i usłyszałem. -Musi pan odpoczywać. Obudziłem się po następnych paru godzinach. Otworzyłem oczy i jak przez mgłę obok ściany zauważyłem jakiegoś doktora. -Słyszy mnie pan? Spytał -Tak. Odpowiedziałem. -Czy pamięta pan w ogóle coś z wypadku. -Trochę pamiętam. Uderzyliśmy w drzewo. -Znaleźliśmy pana jakieś 20 metrów od samochodu. -Od samochodu. Gdzie moi rodzice chcę się z nimi zobaczyć. Powiedziałem przestraszony. -To dziwny zbieg okoliczności, że w ogóle pan ocalał. Prawdopodobnie wyciągną pana pies z samochodu. -Ares? -Samochód stanął w płomieniach. Nic po nim nie zostało. Obawiam się, że twoi rodzice...
(-Tato! Wtrącił mój syn Kamil, a zarazem ojciec Grzesia. -Nie przy dzieciach. Ja jednak kontynuowałem dalej.)
W tym momencie cały świat zawalił mi się na głowę. Spojrzałem na duże okno które znajdowało się w tym pomieszczeniu i zacząłem płakać.
-4- Piętnaście dni później wypisano mnie ze szpitala, miałem jeszcze drobne obrażenia głowy ale czułem się lepiej. Jednak nie mogłem się pogodzić ze stratą rodziców. W domu powiedziałem do Aresa. -Dlaczego piesku nie uratowałeś moich rodziców. Ares opuścił uszy i ogon wpatrując się we mnie. -Teraz musimy opiekować się sobą nawzajem. W tedy Ares podniósł głowę wyżej i zaczął machać ogonkiem. Przez kolejne siedem lat zająłem się studiami. Poszedłem na weterynarię. Kiedy ukończył szkołę założyłem własną klinikę dla zwierzątek. Zawsze koło godziny 21:00 wieczorem po pracy wychodziłem z…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Brykaś
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…