Wolność wiodąca lud nie wiadomo gdzie
esej na konkurs spłodziłem
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
"To, co mos, mo i ciebie. Mos pole, już eś przywiązany do pola. Mos las, już eś przywiązany do lasa. Mos babe, jużeś przywiązany do spódnicy. A jak cie tak syćko powiąze, to ani się spostrzezes, że ni mos już siebie". ks. Józef Tischner Słowa ks. J. Tischnera uczyń punktem wyjścia eseju o tym, co czyni człowieka wolnym i co ogranicza jego wolność. Odwołaj się do literatury, filmu i własnych przemyśleń.
Radek Matysek
Wolność wiodąca lud nie wiadomo gdzie
„Najchętniej śpiewamy o wolności”… czyli o czym?
Zastanawiam się, na ile zasadny jest pomysł, aby ateista pisał rozprawy o Bogu. Skoro neguje on istnienie Istoty Wyższej, dywagacje o jej specyfice będą próżną sofistyką, albo układaniem bajki podług narzuconych prawideł; i wtedy nie będzie miało znaczenia, w jakim kierunku poprowadzi on swoje wywody, ani też czego dowiedzie, bo skoro Boga nie ma, to co za różnica, jakim go uczynimy? Papier wszystko przyjmie. Nie możemy wpisywać się w kanon dyskursu, który już od samych podstaw swoich jest nam obcy. Jeżeli wszyscy dookoła będą rozwodzić się o miłości, a ja np. myślę, że ona nie istnieje, to czy nie stanę się nieautentyczny, idąc na kompromis i dołączając się do powszechnego – w moim mniemaniu – pustosłowia, tylko po to, aby moja myśl (która moją dawno i tak być przestanie) nie wypadła z obiegu? Żeby dotrzymywać kroku? A niby w imię czego? Źle, kiedy człowieka nagli, aby poświęcić własną prawdziwość. Ale wróćmy do ateisty. Załóżmy, że w diabły korci go, aby jednak zabrać głos w kwestii Absolutu. Ależ oczywiście, bardzo proszę. Jednak może on to zrobić tylko w jeden sposób, aby nie utracić przy tym wiarygodności – może odnieść ideę Boga, która, w przeciwieństwie do samego Boga, jest już bardzo namacalna i wszechobecna, do człowieka. Może odnieść ją do własnego „ja”, może potraktować jako zjawisko kulturowe, socjologiczne, psychologiczne, czy jakie mu się tam jeszcze spodoba. Paradoksalnie nie może mówić o Bogu, ale może mówić o wszystkim, co się z nim wiąże, bo tego sam doświadcza, to widzi, w to wierzyć nie potrzebuje. Właśnie w takim tonie mogę wypowiadać się o wolności. Chciałbym moją tezę uczynić jasną: wolność nie istnieje. Właściwie powinienem doprecyzować, pisząc, że Wolność nie istnieje. Bo wiadomo, że pomniejsze wolności i wolnostki są faktem. Wolność wyznania, wolność polityczna, wolność osobista, prawo do prywatności, wolność słowa, suwerenność państwowa – wszystkimi tymi wspaniałymi zdobyczami cieszymy się przy sposobności do woli, a jak się cieszyć nie możemy, to o nie walczymy. Nikt jednak nie jest w stanie mnie przekonać, że istnieje Wolność w jej Diogenesowskim, Stedowskim czy jakim tam bądź, abstrakcyjnym wyobrażeniu. Zrzucenie wszelkiego jarzma materialnego, wyzbycie się „niższych” aspracji, albo może wmówienie sobie, że „umysłu spętać nie dadzą rady”, odrzucenie paru stereotypów, zaszłości, konwenansów, mała wojenka z pychą albo anachronicznymi wartościami, wszystko jedno i już – czary-mary – jesteśmy wolni! Zadziwia mnie, jak niesłychanie łatwo ludziom przychodzi wiara w te idee, czy raczej – jakby to mógł powiedzieć Witkiewicz – zagwazdrane idejki. I choć na pozór owe fikuśne pomysły wydają się dobrymi (a czasem nawet w istocie dobrymi są!), to gdzież tam im do tej globalnej, tryumfalnej, górnej, eterycznej, podniosłej Wolności – koniecznie z dużej litery – którą sobie ludzie ubrdali. No, chyba że od początku nie rozumiem jej idei… ale o ile mi wiadomo, to zakłada ona całkowite nieskrępowanie człowieka, swobodę par excellence. Jednakże zniewolenie, czy może raczej nieustanne zniewalanie, jest faktem, a wszystko to zawiera się w Formie i poprzez nią się realizuje. Dzieje się to zaś na taką skalę, że nie sposób rzeczy nawet ogarnąć. Ale mogę spróbować powalczyć z tym tematem, choć czuję, że zamiast szabli, mam w ręku patyk. Przykłady zaś, które omówię, ani trafione nie są, ani specjalnie kupy się nie trzymają, bo też co się mają trzymać, skoro o nieistniejącej Wolności będę traktował i nie ma znaczenia, gdzie mnie ten koń pstry poniesie.
Mrożek kontra hipisi.
Nigdy nie byłem fanem ani ruchu hipisowskiego, ani też znacznie się od niego różniącej subkultury punkowej. Oba te zjawiska miały jednak jeden zasadniczy wspólny mianownik, na który należy zwrócić uwagę – bardziej przeczuwały, wietrzyły, niż systematycznie uświadamiały sobie niewolę człowieka (tak czy siak, instynktownie może i zdążały do jej pewnego obnażenia), ale miotając szałem, nie zdołały nigdy same dla siebie trafnie wyartykułować jej charakteru. Zakładały (a ich niedobitki i „post” naśladowcy dalej zakładają), że sprawcą całego ucisku ludzkości jest System, który należy obalić i zastąpić anarchią, a wtedy już wszystko będzie dobrze – liberté, égalité, fraternité, czy jakoś tak. Jako polemikę do tych idei możemy wykorzystać znakomity utwór sceniczny Mrożka, „Emigranci” – jedno z dzieł autora najmniej wpisujące się w konwencję teatru absurdu, nie mówiąc już o grotesce, a jednocześnie chyba jedno z najciekawszych. Dwaj bohaterowie, intelektualista AA i prosty robotnik XX, przebywają na emigracji. Co prawda nie funkcjonują „poza” Systemem, ale udało im się wymknąć ze szponów systemu totalitarnego, z którego trafiają do wolnego kraju. Tu ucisk systemu w żaden poważny sposób ich nie dotyka. To jednak czyni ich tylko pozornie bardziej wyzwolonymi. Przekonujemy się, że oto XX zniewolony jest nie przez system, a przez własną świetlaną przyszłość, którą sobie wymarzył, przez nieustanne parcie ku lepszemu życiu, przez pomnażanie, przez posiadanie, przez rodzinę, na którą czuje się w obowiązku łożyć, przez dom, który wybuduje, kiedy już wróci do kraju, przez kraj, do którego bardzo chce wrócić, ale nie z pustymi rękoma, przez dzieci, które będą już miały lżej, niż on – XX jest niewolnikiem absolutnym i to wynika z jego natury, która w swoim ograniczeniu i płytkości nie dopuszcza w ogóle możliwości wyzwolenia, bo po temu potrzebna jest świadomość własnej sytuacji, której XX właściwie nie posiada. Do kanonu przeszły już słowa AA kwitujące XX: „Nie możesz przestać być niewolnikiem, tak jak owad nie może przestać być owadem”. Nie, żeby AA był wolny. AA jako intelektualista ma aspiracje. Uciekł z państwa, które doraźnie go ograniczało, ale w którym miał możliwość bycia kimś, tylko że na pewnych zasadach ustalonych odgórnie. Na Zachodzie wolno mu o wiele więcej, ale tam nikt się z nim nie liczy. Na swobodzie, ale niepotrzebny, mogący krzyczeć głośno, ale nie słyszany. Prawdę mówiąc, AA nie ma nic do roboty. Jak sam mówi – tworzy dzieło – dzieło o… niewolnictwie. Utrzymuje, że siedzi całymi dniami z XX, bo jest on przykładem niewolnika całkowitego, że – zbiera materiały. Parząc na niego z boku nie mamy jednak wątpliwości, że jest to tłumaczenie naciągane. Wątpliwości takich nie ma nawet poczciwy i niezbyt lotny XX. Sam AA również zdaje sobie sprawę ze swojej faktycznej sytuacji i to jest dla niego upokarzające. Aby sobie udowodnić własną wyższość, wpada w trans manipulowania XX, docinania XX, pomniejszania XX, pogrywania z XX, co z dystansu ewidentnie jest formą ograniczającą właśnie jego, bo w końcu dość ciasną i na dłuższą metę natrętną. Całkowita stagnacja AA oraz brak możliwości jakiegokolwiek ruchu, niezrozumienie ze strony XX i obojętność społeczeństwa oraz głębokie (czyli doskwierające) spojrzenie na rzeczywistość uwidaczniają się w końcówce dramatu, kiedy to AA, chcąc rozładować niesłychane napięcie, jakie narosło między dwoma emigrantami, wygłasza pozornie budującą i optymistyczną przemowę o przyszłości XX. Podczas tej przemowy XX… zasypia. AA natomiast, gdy już ją kończy,
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Robin Goodfellow
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…