Wróć do katalogu

WSCHODZĄCA GWIAZDA.Rozdział 21

Kiedy drużyna przegrywa mecz, Kati wraca żeby im pomóc.Sił ma tylko na ostatnie 3 minuty...

panda78, opublikowano , 13 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Rozdział 1.Kathy 2 lata później. Rozgrywki uniwersyteckie w piłce nożnej, drugi półfinał.

-Ze stadionu w Ilinois witają państwa Bob Gorde... -I Tom Hoy -Własnie kończy się przerwa w rewanżowym półfinałowym meczu pomiędzy Ilinois Mutants a Carolina Rapids.Po pierwszych 45 minutach Ilinois prowadzi 4:0 po dwóćh strzałach Jimiego Potra i dwóch Franka Jonka, choć w pierwszym meczu był bezbramkowy remis.Nie ma jeszcze zawodników. W związku z tym troche faktów.Jeśli chodzi o drużynę gosci, to ich grającym menedzerem i autentyczną gwiazdą zespołu jest najmłodsza w drużynie panna Kathy Hool.Dziwną taktykę przyjęli goście , bo panna Hool nie zagrała jeszcze w tym meczu ani jednej minuty....Ta mała potrafi w pojedynkę roztrzygnąć losy meczu....Panna Hool jest też właścicielem swojej drużyny i w tym sezonie wprowadziła trochę świeżej krwi do zespołu.Nowe twarze w Czarodziejach to Dominika West,Andy Gred, Martin Caw, David Murrow i oczywiście Kathy Hool .W pierwszej połowie nie zagrała tylko Kathy Hool ,a pozostała czwórka była na boisku.Jak widać , nie pomogli oni na razie swojej drużynie w tym meczu...(śmiech) Jeśli chodzi o drużynę gospodaarzy , tutaj jest trochę lepiej.W Ilinois zakupiono około 20 nowych zawodników, głównie z Colorado.Ilinois przeszła przez te rozgrywki jak burza strzelając każdemu ze swoich rywali w dwumeczu 6 bramek...To i tak dobrze, że gościnnie zaaplikowali Carolinie 4 (śmiech)...Nasi zawodnicy sa zbudowani wysocy i szybcy.A zreszta przecież państwo ich znają.A oto i Mutanci!!!Wychodzą!!MUTANCI!!MUTANCI!!! ..

Parę minut wcześńiej....

Szatnia gospodarzy. Siedziało tam około 20 potężnych dryblasów, głównie 18 latków.Obok nich stał uśmiechnięty mężczyzna.

-Świetnie chłopcy.Tylko tak dalej,a za dwa tygodnie zagramy w finale.Przez te drugie 45 minut starajcie się strzelić jeszcze ze dwie bramki,a puchar będzie nasz.-powiedział Boby Gaer trener i menedżer zespołu z Ilinois. -To trener niech już wyciągnie szampana to wypijemy za pana zdrowie.-powiedział któryś z zawodników. Wszyscy w śmiech. -Spokojnie, już jest wszystko przygotowane.-westchnął trener.Tytuł był w zsięgu ręki. -Trenerze, a jeśli zagra Hool ? Zrobiła się cisza. -No co wy, boicie się młodszej od was dziewczyny? A poza tym ona nie zagra.Jest kontuzjowana. Wszyscy odetchnęli z ulgą. -No ale dośc o tym.Czekają na was.-Trener uśmiechnął się-mamy 12 zawodnika-naszą publiczność.Przeciwnik jest dość zniewieściały.... Wszyscy najpierw się uśmiechnęli a potem wyszli.

Szatnia gości.W tym samym czasie.

W przeciwieństwie do gospodarzy. Tutaj rozpętała się burza.Krzyczał około 40 letni mężczyzna.Nazywał się Frank Garett i był naprawdę wściekły.Cała jego roczna praca miała iść na nic.Na najblizszej ławce siedziała wysoka brunetka w stroju bramkarskim.Głowę miała w ramionach.Szlochała.Obok niej siedziało trzech dryblasów.Oni patrzyli na trenera.Pozostali milczeli. -Do cholery, David mogłeś strzelic tego karnego!A ty West rzucaj się na piłki a nie broń nogami!No tak, jak zwykle płacze!Zamiat płakać weż się w garść, dziewczyno!!.Wpuściłaś cztery szmaty.CZTERY!!A ty Martin podawaj!!Słyszysz ?!PODAWAJ!!! AndY był na czystej pozycji!!Mógł strzelić!!!Byłyby DWIE bramki!! -Co się pan tak drze trenerze, wszystko słyszymy.-to mówił jeden z dryblasów, wysoki, przystojny potężnie zbudowany chłopak.Był napastnikiem.Nazywał się Andy. -Drę się, żebyście zrozumieli, że następną szansę dostaniemy dopiero za rok.Patałachy!!! I tak leciał czas, a trener się darł. -Mogę wejść?-nagle rozległo się nieśmiałe pytanie.Wszyscy się obrócili w strnę drzwi.Oparta o framugę drzwi, stała tam niziutka, drobniutka i szczuplutka szatynka.Miała krótko obcięte włosy, czarne oczy i była w dresie.Była blada, snadź było że przeszła jakąś chorobę.Kiedy nosiła sukienkę, widać było ładne nogi.W ogóle była ładna, a parę dni wcześniej obchodziła 15 urodziny.Zapadła cisza.Tylko brunetka szlochała. -KAT?!Przecież ty powinnaś byc w szpitalu!!!Co ty tu robisz?!!-trener się oburzył. -To co mogę wejdź, czy będę tak stać i znowu będzięcie musieli wezwac pogotowie..-zażartowała.Nikt się nie zaśmiał. -Proszę Wejdź i usiądź .-powiedział ironicznie mężczyzna Szatynka ledwo powłócząc nogami dowlokła się jakoś do ławki zawodników.Tam usiadła.Kiedy dotarła do ławki była cała spocona.Wtedy wszyscy zaczęli podchodzić do niej i pytać się o zdrowie.Dziewczyna tylko dziękowała, usmiechała się i mówiła że w porządku. W końcu trener krzyknął : -SPOOOKÓÓJ!!! Skierował twarz w stronę dziewczyny : -Kat,przegrywamy. -Wiem, że przegrywamy.Słucham radia. Cisza.Szatynka spojrzała mężczyznie w oczy, a on jej. -Ile mamy czasu do końca przerwy, trenerze ? Mężczyzna spojrzał na Kat.Boże, przecież ona nie jest w stanie chodzić, a co dopiero mówić o bieganiu.W takim razie po co tu przyszła? Co ona kombinuje ? Miał ponurą, poważną minę.Był smutny. -Dwie minuty.I nie wiem co mam zrobić.Z takimi zawodnikami nie mamy szans.Są za szybcy. Szatynka uśmiechnęła się. -Myli się pan trenerze.Macie szanse.Ze mną w składzie. Tym razem mały szmer przebiegł po szatni.To juz była przesada. -KAT, posłuchaj mnie uważnie-wycedził trener.-Nie jesteś w stanie biegać.Przecież widzę.Pokonałaś 2 metry i się zmęczyłaś.Nie pomożesz nam.Widzę w jakim jesteś w stanie.Jeszcze dostaniesz drugiej zapaści.Nie zgadzam się.NIE MA MOWY! Zaległa cisza.Trwała niedługo. - Chce pan zdobyś ten puchar, prawda ? - wysyczała Kat. -Tak ,ale nie... -Więc Niech pan posłucha.Oto mój plan... --Przyszłaś tutaj aby podważać moje kompetencje ? - przerwał je uśmiechając się drwiąco Frank -Niech się pan w końcu zamknie i jej wysłucha dobrze ?!-krzyknął Andy.Wszyscy wiedzieli, że podkochiwał się w Kat.Tak jak zresztą męska cześc zespołu. -Mów.Słuchamy-zaśmiał sie drwiąco Frank. -Więc plan jest taki.Będziemy się bronić i ... -BRONIĆ?!Przypominam że PRZEGRYWAMY.MUSIMY strzelić jakieś bramki a nie się BRONIĆ!!!-krzyknął zdesperowany trener. -Niechże pan nie przerywa!Zostało nam mało czasu.-krzyknął zdenerwowany Andy. -Dobra, nic nie mówię.Mów Kat. -Dziękuję.Więc będziemy się bronić.Wszystko polega na tym, by nie dopuścić do straty jeszcze jednej barmki, bo…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych