Wróć do katalogu

"Wszystko dla królestwa" 2

Dalsze losy Julii i Eryka ;-)

karcia, opublikowano , 20 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

*** Biegłem co sił w nogach. Nie rozumiałem co się dzieje. Jakim prawem ojciec nagle wydał rozkaz aresztowania Julii?! Coś się musiało stać, gdy nas nie było. Coś bardzo złego. Tylko co?! Dotarłem do sali ojca. Gwałtownie otworzyłem drzwi. -Ojcze, co tu się dzieje? Julię przed chwilą zabrali do lochów. Co tu się dzieje?! – zacząłem krzyczeć, jednak zamarłem, gdy zobaczyłem kto jest w komnacie. -Eryku… zachowuj się – usłyszałem cichy, nienaturalny głos mojej matki dochodzący gdzieś z boku. -Właśnie Eryku. Cóż to za maniery? To była Ernestyna. Kiedyś, gdy jeszcze byłem młodszy utrzymywała kontakty z moimi rodzicami. Jednak, pewnego dnia, strasznie się o coś pokłócili. Dokładnie nie wiedziałem o co, nigdy mi nie powiedzieli. Nigdy więcej nie pojawiła się w naszym pałacu. Pamiętam tylko, że zawsze była niemiła i złośliwa. Krążyły wtedy plotki, że macza palce w czarnej magii. Nie wiedziałem jednak, że te plotki są prawdą. Miała długie, czarne włosy i równie długą szatę, która się za nią ciągnęła. Nagle, zza jej pleców wyszła młodsza dziewczyna. Mogła mieć szesnaście, może siedemnaście lat. Nadal stałem bez ruchu. Obserwowałem mojego ojca siedzącego na tronie, obok którego wiła się Ernestyna. -Kopę lat, prawda mój drogi książę? – odezwała się kpiąco – Poznaj moją córkę. Elizo, przywitaj się grzecznie ze swoim przyszłym mężem. Poczułem się, jakby ktoś usunął mi ziemię spod nóg. O czym ona plecie?! -Nie patrz tak na mnie – Ernestyna zrobiła słodką, na pozór niewinną minkę – musiałam się jakoś odpłacić, prawda? Spojrzałem na nią niepewnie. Wciąż kurczowo trzymałem rękę na pochwie mojego miecza. -O czym ty mówisz? – odezwałem się. -Jak to? Przez te wszystkie lata rodzice o niczym ci nie powiedzieli? – zapytała kpiąco. Nie odpowiadałem. Wycelowała we mnie swój kościsty palec. -No więc, posłuchaj! – krzyknęła. W tym momencie poczułem przeraźliwą sił, która powaliła mnie na podłogę. Po chwili, znikąd pojawiły się liny i związały moje ręce i nogi. -To tak na wszelki wypadek. Żebyś nie mógł używać tego – wyśpiewała jadowitym głosem i ponownie wyciągnęła swój palec. Mój miecz wylądował nagle u jej nóg. -Dokładnie dziesięć lat temu, gdy byłeś jeszcze taki mały – zaczęła opowiadać – i miałeś dopiero dziesięć lat, przyjaźniłam się z twoimi rodzicami – wskazała palcem na tatę, który upadł na ziemię i zaczął wić się z bólu. -Tato! – krzyknąłem w bezsilnej rozpaczy. -Spokojnie. Słuchaj dalej. Widzisz, bardzo chciałam, żebyś w przyszłości ożenił się z moją córką, która wtedy wychowywała się u swojego ojca. Twoi rodzice nie zaprzeczali, ale również nie zgadzali się. Po kilku miesiącach, twoja kochana matka – tym razem wycelowała w moją mamę. I ona upadła na kolana. – oznajmiła mi, że zaślubiny jej syna i mojej Elizy, są niemożliwe. A dlaczego? Z powodu jakiegoś głupiego sojuszu! Zranili moją dumę i moje ambicje, więc ja teraz ranię ich syna, prawda? – wróciła ponownie do swojego przymilnego tonu. –Bo przecież, dla tak delikatnego i wrażliwego chłopczyka jak ty – mówiła ironicznie – nie ma gorszej kary, niż cierpienie bliskich, prawda? Roześmiała się szyderczo. Gorączkowo starałem się wymyślić co mogę zrobić. Czułem bezsilną wściekłość. Patrzyłem na moich rodziców, którzy zwijali się z bólu, a w głowie miałem obraz Julii zamkniętej w ciemnym, obskurnym lochu. I to wszystko z mojego powodu! -Twoja kochana Julia… hmm… co by z nią zrobić? – zaczęła się głośno zastanawiać. Zacząłem się szarpać, próbując się wydostać z krępujących więzów. -Nie waż się jej skrzywdzić! – krzyknąłem. Ponownie rozległ się jej śmiech. -A co mi zrobisz? – zapytała kpiąco. – Ożenisz się z moją córką za trzy dni. -Nigdy się z nią nie ożenię! -Taaak? To jeszcze zobaczymy… - odparła i wycelowała w mojego ojca. Wyszeptała jakieś słowa, których nie zrozumiałem. Po chwili ojciec wstał z podłogi i usiadł na tronie. Wezwał straże. -Czy pojmaliście już księżniczkę Julię? – zapytał bezbarwnym głosem. -Tak, wasza wysokość – odparł strażnik. -Zabraniam wam dawać jej jakiekolwiek pożywienie – kontynuował. Zakręciło mi się w głowie. – Przyślijcie jej jakieś stare łachmany, niech się w nie przebierze. Jeśli będzie stawiać opory nie wahajcie się użyć siły. Zauważyłem, że gdy ojciec mówił Ernestyna poruszała ustami, tak jakby to ona mówiła. Poczułem jak po policzku spływa mi łza. Spuściłem głowę. Wobec jej magii byłem bezsilny. -I co książę? – zapytała, gdy strażnik odszedł – Zdecydowałeś się? Milczałem, nie podnosząc głowy. -Zabrać go, do jego komnaty! – krzyknęła. Dwóch strażników niepewnie podbiegło do mnie i chwyciło mnie pod ramiona. – Nie spuszczajcie z niego oczu! W komnacie bezwiednie opadłem na kolana. Czułem się, jakby zabrali mi całą radość mojego życia, cały jego sens. Starałem się wymyślić coś, co mogłoby pomóc albo rodzicom, albo Julii, jednak wciąż miałem beznadziejną pustkę w głowie. Nagle, do pokoju wdarło się jakieś światło. Podniosłem głowę. -Eryku… - usłyszałem wołanie. Podszedłem do okna. -Eryku… musisz mnie odnaleźć. -Kim jesteś? – zapytałem zdezorientowany. -Jestem siostrą Ernestyny, dobrą wróżką. Musisz mnie odnaleźć, tylko ja mam coś, co może przełamać magię mojej siostry. Nie mogę jednak przedostać się do pałacu. Rzuciła na mnie zbyt silny czar. -Gdzie mogę cię znaleźć? – zapytałem chwytając się tego jak ostatniej deski ratunku. -Mapę znajdziesz przy potoku. Spiesz się. Światło tak szybko jak się pojawiło, znikło. To wszystko nie mieściło mi się w głowie. Ciągle miałem nadzieję, że obudzę się zlany potem. Ciągle miałem nadzieję, że to tylko zły sen. Że rano znowu zjemy razem śniadanie, a później zabiorę Julię na spacer, pokazując jej coś nowego. Uszczypnąłem się w nadziei na przebudzenie się z koszmarnego snu. Jednak wciąż tu byłem. Wciąż czułem ten pulsujący ból w głowie. Wszystko działo się tak nagle. Najpierw aresztowanie, potem ta magia… musiałem to sobie poukładać. Wydawało się to takie… nieprawdopodobne. Zacząłem krążyć po komnacie. Dobra wróżka, zła wróżka… o co w tym wszystkim chodzi? Myślałem, że takie rzeczy dzieją się tylko w legendach, które opowiadają sobie przydrożni kupcy. Tymczasem to było prawdą. To wszystko działo się teraz i tutaj. A ja w tym uczestniczyłem. Za trzy dni mam ożenić się z jakąś dziewczyną, której nawet nie znam… Julia jest zamknięta w lochu, a moi rodzice pod wpływem czarów wydają absurdalne rozkazy. Nie mogę siedzieć biernie czekając na to co się stanie. Muszę coś zrobić! Tylko co? Jak mam prześlizgnąć się obok strażników, a potem uciec z zamku niezauważony? W bezsilnej złości kopnąłem komodę stojącą przy ścianie. W tym samym momencie drzwi do komnaty otworzyły się gwałtownie. Do środka wpadł zdyszany mężczyzna. Po chwili poznałem w nim dowódcę naszej armii. -Książę… szybko. Uciekaj, póki możesz! – wychrypiał. Niewiele się zastanawiając ruszyłem przed siebie. Strażnicy stali na czatach. -Powodzenia – powiedział cicho jeden z nich. Od razu skierowałem się do królewskich stajni. Dopadłem do swojego konia i osiodłałem go. Przypomniałem sobie, że przecież nie mam żadnej broni. Nie wiem jak daleka może być moja podróż, więc jakakolwiek broń przyda mi się na pewno. Gorączkowo rozglądałem się po pomieszczeniu, jednak nie dostrzegłem tam niczego poza podkowami. Gdy już miałem wsiadać na swojego konia dopadł mnie ten sam mężczyzna, który mnie uratował. -Książę, spiesz się. Sprowadź nam ratunek. – powiedział błagalnym tonem. -Miecz. Potrzebuję jakiejś broni! Szybko! Bez chwili namysłu odpiął swój pas z mieczem i podał mi go. -Zrób coś dla mnie. – powiedziałem siedząc już na koniu. -Cokolwiek, panie – odparł pokornie. -Opiekuj się księżniczką Julią – rzuciłem i zanim zdążył cokolwiek odpowiedzieć pognałem przez łąkę, do potoku. Gdy do niego dotarłem zszedłem z konia i gorączkowo zacząłem rozglądać się za mapą. Woda szumiała głośno, jak nigdy. Nie mogłem się skupić na własnych myślach. Skierowałem się w górę, do źródła. Dopiero tam znalazłem zwinięty w rulon kawałek papieru. Rozwinąłem go. Daleko na wschód migotało oznaczone miejsce. Tam musiałem się udać. Pędem wróciłem do Kaszmira, mojego konia. Wyruszyliśmy przed siebie. Droga dłużyła się niemiłosiernie. Przed oczami ciągle miałem cierpiącą Julię i wijących się z bólu rodziców. Tylko to dodawało mi sił. Tylko dzięki temu obrazowi gnałem dalej, nie rezygnując z zamierzonego celu. Prowadziłem Kaszmira po łąkach i polach, z dala od wiosek. W końcu przed nami stanął wielki, rozłożysty las. Spojrzałem na mapę. Według niej, najkrótsza droga wiodła prosto przez niego. Gdybyśmy wybrali okrężną drogę, mogłoby nam to zejść dwa, albo trzy dni dłużej. Nie mogłem aż tyle czekać. Spojrzałem niepewnie pomiędzy ciemne drzewa. -No dalej, koniku, damy radę – powiedziałem krzepiąco i weszliśmy do lasu. Postanowiłem iść pieszo, aby ulżyć Kaszmirowi, któremu i tak ciężko było poruszać się między gęsto rosnącymi drzewami. Rozglądałem się wokół siebie. Było tak ciemno, że ledwo dostrzegałem swojego towarzysza. Trzymałem go wciąż za lejce, aby się nie zgubić i tylko dzięki temu nadal mogłęm iść obok niego. Przyznam, że trochę się bałem. Nigdy jeszcze nie byłem w tak strasznym lesie. Musiałem jednak ratować swoje królestwo. Nie mogłem pozwolić sobie na choćby odrobinę przerażenia. Nagle, ujrzałem przed sobą polanę, zewsząd otoczoną drzewami. Na tej polanie coś stało. Z daleka, nie mogłem tego rozpoznać. Podszedłem bliżej i zamarłem. To były jakieś postacie. Trochę podobne do ludzi, trochę do… elfów. Nie poruszali się, a ich ciała i ubrania nie posiadały kolorów. Były niewielkie, prawie takie jak kwiaty. Na plecach widniały im małe skrzydełka. Wyglądało to tak, jakby chciały poderwać się do lotu. Niektóre nawet zwisały bezwiednie nad powietrzem. Dotknąłem jednego z nich, ale cofnąłem rękę, jak oparzony. One były skamieniałe! Nie rozumiałem, o co tu chodzi. Co robią elfy w tak ciemnym i ponurym lesie? Nagle, zza drzew wychyliła się jakaś postać. Cofnąłem się przezornie do tyłu. Byłem gotowy w każdej chwili wyciągnąć swój miecz. -Kto tu jest? – usłyszałem cienki,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych