Wróć do katalogu

Wycieczka

Miła wycieczka zamienia się w koszmar

neftyda, opublikowano , 45 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Pociąg powoli wtoczył się na stację. Zahamował z przeraźliwym łoskotem trącego o siebie metalu. Stacyjka wyglądała jak scenografia do starych spaghetti-westernów – popadający w ruinę budynek z czerwonej cegły, kilka stylizowanych ławeczek na peronie, na jednej z nich dwóch brodatych staruszków z zaciekawieniem przyglądających się wysiadającym pasażerom. Kilkunastoletnia dziewczyna najpierw rzuciła na peron swój plecak a potem dała susa ponad schodkami. Zaraz po niej wyskakiwali z pociągu kolejni młodzi ludzie. Wyglądało na to, że tworzą grupę. Wszyscy mieli wypchane plecaki z przytwierdzonymi do nich menażkami, śpiwory i koce. Było ich siedmioro. Trzy dziewczyny i czterech chłopaków. - O rany, co to za miejsce – jęknęła jedna z dziewczyn, wysoka, szczupła brunetka w słomianym kapeluszu na głowie. - Pięknie, trafiliśmy do zabitej dechami dziury – dodał przysadzisty blondynek - Mnie się podoba – dziewczyna, która pierwsza wyskoczyła z pociągu zarzuciła sobie sprawnym ruchem plecak na ramiona. Mimo średniego wzrostu i drobnej budowy ciała wyglądała na wysportowaną i odporną na trudy pieszych wycieczek. - Jammie, Ricky, nie stójcie jak słupy, zbieramy się – wydawała komendy, jakby była przywódczynią tego stadka. Blondynek i drugi, rudawy chłopak popatrzyli na siebie znacząco. Wysoki, ciemnowłosy przystojniak w kolorowej, rozchełstanej koszuli zachichotał złośliwie. - Coś ci się nie podoba Chris? – Dziewczyna zawadiacko spojrzała mu w oczy - Wręcz przeciwnie, coraz bardziej mi się podobasz – odpowiedział Zaskoczona zmieszała się na chwile, ale zaraz odzyskała animusz. - Dość tych gadek, idziemy do miasteczka znaleźć jakąś metę na dzisiejszą noc, a jutro z rana wyruszamy. - A nie lepiej już dzisiaj ruszyć? – Zapytał czwarty z chłopaków – Po co przepłacać za jakiś obskurny hotel, kiedy możemy spać pod gwiazdami. - Rany Neville aleś ty romantyczny! – Zaśmiał się rudy. - A mi się ten pomysł podoba – odezwała się brunetka w kapeluszu – Spanie na świeżym powietrzu, pod gołym niebem, przecież tego właśnie chcieliśmy. Poza tym nie trzeba się będzie rano zrywać. Charyzmatyczna blondynka zastanowiła się przez chwilę, wreszcie skinęła na zgodę głową. - Niech wam będzie. W takim razie idziemy wzdłuż torów, a potem odbijamy w lewo, w las. Przed wieczorem powinniśmy być nad rzeką. Z podobnym zgrzytem, z jakim wjechał, pociąg opuścił stację, a kiedy zniknął już na horyzoncie, grupa przyjaciół weszła na tory i ruszyła jego śladem. Na przedzie energiczna blondyneczka, za nią brunetka w kapeluszu i ciemnoskóra dziewczyna z głową owiniętą pstrokatą chustą. Tuż za nimi Neville i Chris, a na samym końcu rudzielec i blondynek. Początkowo maszerowali równo, przy akompaniamencie muzyki z niesionego przez Jammiego radia, przekrzykując płynące z głośników przeboje. Po jakimś czasie ucichli. Mimo popołudniowej pory upał dawał się we znaki. Chłopcy z tyłu zwolnili tempo. Właściwie wlekli się, co chwila postękując. - Niech cię diabli, Neville z twoimi pomysłami! – Jęknął Jammie. - Mogliśmy popijać zimne piwko w jakimś przyjemnym barze – dodał rudy Ricky - Nie wstyd wam? – Odwrócił się do nich Chris – Dziewczyny się trzymają a wy wymiękacie. Zobaczcie, jaką krzepę ma Brenda - To może poniesie mnie na rękach – odciął się Jammie – Nogi mnie bolą. - Co tam marudzisz Jammie? – Blondyneczka zatrzymała się na chwilę - Nic, nic Brenda – odpowiedział szybko - Wspomniał, że chciałby cię ponieść na rękach – pospieszył z wyjaśnieniami Chris. Jammie obrzucił go pełnym wściekłości spojrzeniem, po czym zaciął usta i do końca drogi nie odezwał się ani słowem. Maszerowali torami do miejsca, gdzie porośnięta wysoką trawą równina przechodziła najpierw w rzadszy zagajnik, a potem w coraz gęstszy las. Wtedy Brenda zdecydowała, że należy zboczyć z dotychczasowego kursu i zagłębić się w zarośla. Wszyscy z ulgą weszli pod zielone baldachimy gałęzi drzew, które nareszcie dawały upragniony cień. Upał wyraźnie zelżał. Teren wznosił się do góry, roślinność stawała się gęstsza, zrobiło się też znacznie chłodniej. Brenda znalazła gruby konar i z jego pomocą torowała sobie drogę. - Nie możemy na chwilę odpocząć? – Zapytała dziewczyna w kapeluszu – Zaraz odpadną mi ramiona. - Czuję, że jesteśmy blisko – odpowiedziała na to Brenda – Nie warto się zatrzymywać - Poczekaj – Neville zwrócił się do brunetki. – Daj mi swój plecak, poniosę go. - O ho ho, jaki gentleman – prychnął Chris. Nie przejmując się tym Neville odebrał plecak od dziewczyny i umocował go sobie z przodu. - Może weźmiesz i mój – naigrywał się Chris - Przestańcie i chodźmy dalej, musimy rozbić obóz zanim się ściemni – zarządziła Brenda - Nie możemy po prostu walnąć się w krzaki? – Jęknął Ricky - Ty możesz Ricky, ja chcę zjeść kolację i ułożyć się wygodnie w śpiworze. – Odparła. Szli coraz wolniej. W lesie nie było żadnych ścieżek, co trochę omijali kępy gęsto rosnących krzewów. Brenda wciąż sprawdzała kierunek na małym, kieszonkowym kompasie. Po dalszej pół godzinie marszu wreszcie usłyszeli szum wody. - Rzeka, dotarliśmy! – Uciszyła się ciemnoskóra dziewczyna. Wszystkim dodało to nowych sił. Nawet Jammie i Ricky nie ociągali się więcej. Po kilkunastu minutach wydostali się z wyjątkowo gęstych krzaków na brzeg rzeki. Widok na chwilę zaparł im dech w piersiach. Słońce, które właśnie przed chwilą schowało się za lasem zostawiło na niebie różowo-pomarańczowe smugi, których odbicie w fantastyczny sposób łączyło się w ciemnej wodzie z odbitymi na jej powierzchni sylwetkami drzew. - Boże jak tu pięknie – westchnęła brunetka - To jeszcze nic – odpowiedział Neville – Zobaczycie jak będzie przy wodospadach. - O jak dobrze pozbyć się tych ciężarów – stwierdził Ricky zrzucając plecak. Jammie położył się prosto na piachu. Chris zwalił obok nich swoje rzeczy i zaczął się rozbierać. - Hej, co ty robisz? – Zainteresowała się Murzynka - Cały dzień na to czekałem – odpowiedział - Mam zamiar wskoczyć do tej wody i zmyć z siebie cały kurz. - Teraz? - Właśnie jest najlepsza woda, nagrzana po całym dniu. Chodź Alison, dołącz do mnie. Ciemnoskóra dziewczyna z powątpiewaniem pokręciła głową. - Rozumiem, boisz się, że Brenda może być zazdrosna. - Też coś! – Prychnęła ta, której dotyczyła uwaga – Pluskać się będziemy później, najpierw trzeba przygotować obóz. - Wracam na kolację – odkrzyknął Chris wskakując do wody. - Baran – mruknęła Brenda – A wy dwaj – zwróciła się do leżących na piachu chłopaków – Ruszać się, zbierać patyki na ognisko, raz raz! Pod wpływem jej surowego spojrzenia podnieśli się posłusznie. Woleli zejść jej z oczu. Dziewczyny zdjęły z nóg ciężkie buty i bosymi stopami zaczęły wyrównywać piach na plaży. Neville rozkładał śpiwory. Chris nie przejmując się niczym pluskał się w wodzie. Ledwo wysłani po drewno chłopcy zniknęli całej reszcie z oczu, Ricky znalazł omszały pieniek i z przeciągłym stęknięciem na nim usiadł. - Co ty robisz? – Zapytał Jammie - Nie widzisz? Wypoczywam - Brenda nas zabije jak wrócimy z pustymi rękoma - Tak się jej boisz? - Daj spokój! - Posiedzimy pół godzinki, poczekamy aż oni wszystko przygotują a potem wrócimy z kilkoma patykami. - Też masz pomysły! Rany – westchnął odgarniając przylepione do czoła jasne kosmyki włosów - cały się lepię. Myślisz, że jak przycupnę gdzieś w krzakach nad rzeką to mnie zauważą? - Nie, jeśli odejdziesz kawałek dalej. Tylko się nie zgub – zaśmiał się Ricky - Wiesz co? Wkurzasz mnie! Jammie zostawił przyjaciela i ruszył przez zarośla, szukając dogodnego miejsca, w którym mógłby zanurzyć się w wodzie. Żałował teraz, że nie dołączył do Chrisa. Ten się przynajmniej niczym nie przejmował. Jammie trochę zazdrościł koledze luzu, swobody i przebojowości. Chris wiecznie wpadał na jakieś pomysły, ta wyprawa to też jego propozycja. Szczerze powiedziawszy już odkąd Jammie usłyszał o tej wycieczce miał złe przeczucie. Czuł, że niepokój narasta w nim z każdą chwilą, ale nie bardzo wiedział skąd się bierze. Jak na razie wszystko układało się po ich myśli. Nawet nie kłócili się tak, jak zazwyczaj. Doszedł do miejsca, w którym krzewy bardzo gęsto porastały brzeg rzeki. Kryjąc się w liściach dotarł do wody, pochylił się nad jej taflą, nabrał w dłonie i chlapnął sobie w twarz. Odetchnął z ulgą. Szybko ściągnął buty i zanurzył obolałe stopy. Z głośnym westchnieniem położył się na trawie. Niebo nad jego głową było ciemnoniebieskie i z każdą chwilą stawało się coraz bardziej granatowe. Pojawiały się też pierwsze gwiazdy. Echo tuż nad płynącą wodą niosło głosy przyjaciół. Naraz usłyszał szelest tuż obok siebie. Poderwał się i na moment stracił równowagę. Chwycił najbliższą gałąź i tylko dzięki temu uniknął ześlizgnięcia się prosto do rzeki. Stanął nasłuchując. Szelest powtórzył się. Powoli, starając się zachowywać jak najciszej, chłopak zaczął posuwać się w stronę, z której, jak mu się wydawało, dochodził odgłos. Rozsunął przeszkadzające mu krzewy i stanął jak wryty. Nad brzegiem klęczała zupełnie naga dziewczyna i powoli rozczesywała mokre włosy. Miała bardzo jasną skórę, niemal tak białą, jak mleko. Jej kasztanowe włosy prostowały się naciągane szczotką by po chwili zwinąć się w delikatne fale. Dziewczyna przerwała czesanie. Zastygła bez ruchu nasłuchując, a po chwili, zupełnie jakby oczekiwała jego nadejścia, powoli odwróciła się w stronę Jammiego. Miała piękną twarz o delikatnych rysach i niezwykłe oczy. Popatrzyła na oczarowanego intruza, bardziej z zaciekawieniem niż ze strachem, po czym zerwała się z ziemi, chwyciła leżącą obok sukienkę i zniknęła w krzewach. - Hej zaczekaj! – Jammie ocknął się z zaskoczenia. Chciał za nią pobiec, ale ledwo zrobił krok, jak nadepnął na jakąś gałązkę i syknął z bólu. Był boso. Zaklął pod nosem. Musiał wrócić po buty, a robiło się coraz ciemniej, więc goniąc za dziewczynę mógłby zabłądzić. Poza tym i tak stracił orientację, w którą stronę pobiegła. Postanowił wrócić do obozu. Szedł jak zaczarowany. Nie spodziewał się spotkać tu nikogo takiego. Wyglądała jak zjawa, albo jakaś rusałka. Chociaż widział ją tylko przez chwilę, wciąż miał przed oczami jej włosy wijące się na nagich plecach, rozchylone lekko usta, krągłe piersi. Zmierzch już zapadł, robiło się chłodno. Na plaży leżały porozkładane rzeczy przyjaciół, plecaki umacniały niewysoki wał z piasku, który otaczał obozowisko. Rozpięta na dwóch kijach płachta tworzyła coś w rodzaju daszku, który z jednej strony osłaniał plecaki będąc jednocześnie parawanem. - A gdzie gałęzie na ognisko?- Powitali Jammiego znajomi, gdy tylko wyszedł z zarośli na plażę. No tak, zupełnie zapomniał o wyznaczonym mu zadaniu. - Zaraz będziesz wracał do lasu – zagroziła Brenda – Nie dostaniesz kolacji jak nie pozbierasz patyków. Nie przejmując się tym usiadł na piachu, tuż przy powoli rozpalającym się ognisku. - Nie uwierzycie, co mnie przed chwilą spotkało – powiedział powoli - Tylko nie bajeruj, że napadły cię jakieś dzikie zwierzęta – zaśmiał się Chris - Wręcz przeciwnie – odpowiedział. Powiódł wzrokiem po twarzach przyjaciół. Przyglądali mu się z zainteresowaniem. - Kilka kroków stąd – zaczął - kąpała się zupełnie nago najpiękniejsza dziewczyna, jaką kiedykolwiek widziałem. - Acha – przyjął do wiadomości Ricky – Słońce źle działa ci na głowę – dodał - To nie przywidzenia, była tam, dosłownie na wyciągnięcie ręki. - A gdzie jest teraz? – Zainteresował się Chris - Uciekła na mój widok - No, w to akurat uwierzę – zaśmiała się Brenda - Myślicie, że to zmyśliłem? – Zdenerwował się – Nie wiem, co tu robiła, ale była na prawdę. - Zapewne miała białą, delikatną skórę – odezwał się Neville – kasztanowe włosy i oczy, w których odbijały się gwiazdy. Jammiego na chwilę zatkało - Dokładnie tak! – Przyznał - Skąd wiesz? - Cóż Jammie, żal mi cię, trafiłeś na topielicę. Według legendy mieszka nad tą rzeką i ukazuje się od czasu do czasu biedakom, których chce porwać i wciągnąć w odmęty. Chris i Ricky zachichotali. - Mówcie sobie, co chcecie, wiem, co zobaczyłem – powiedział urażony - Wierzę ci – dodał Neville. Jammiego zaskoczyła jakaś dziwna powaga w oczach kolegi. Wzruszył jednak ramionami i zamilkł. Miał za złe znajomym, że robią sobie ze wszystkiego żarty. Właściwie to trudno im się dziwić. Nikt by nie uwierzył w jego opowieść. Sam już teraz przestawał w to wierzyć. Może rzeczywiście mu się przywidziało? Tym czasem przyjaciele porozkładali się wokół ognia na swoich kocach i w śpiworach. Brenda z wprawą zakładała nowy film do aparatu. Chris, gryząc źdźbło trawy, przyglądał się jej z podziwem. Neville i ciemnowłosa Tina razem okręcili się kocem i teraz przytuleni do siebie szeptali sobie czułe słowa. Alison przeglądała ilustrowaną gazetę na wyścigi z Ricky’m wyjadając chipsy z wielkiej, plastikowej torby. Radio cicho brzęczało. Jammie przymknął oczy. Przez krótki moment znów zobaczył pod powiekami tę niezwykłą postać. Teraz dopiero zaczynał rozumieć, dlaczego jej widok tak go poraził. Zupełnie nie był przygotowany na takie zjawisko, zwłaszcza w środku lasu. Tajemnicza nieznajoma zauroczyła go swoją naturalnością. Stała przed nim naga, dokładnie taka, jaką stworzyła ją natura, bez śladu makijażu, farby na włosach czy opalenizny z solarium. Nie przypominała miejskich dziewczyn, jakie do tej pory znał, tych ślicznotek spędzających godziny w klubach fitness i zbierających każdy grosz na operację plastyczną. Była ideałem. Te oczy… jak Neville je określił? Oczy, w których odbijają się gwiazdy… Swoją drogą jak to możliwe, że przytoczył aż tak dokładny opis? Jammie przypomniał sobie, że na początku ich znajomości, w pierwszych latach szkoły, Nell uchodził za dziwaka. Bez przerwy podpadał nauczycielom, chociaż uczył się dobrze. Nie lubili chyba jego ekstrawagancji. Ten jego styl, pasujący bardziej do postaci z tanich filmów kryminalnych, to przemykanie szkolnymi korytarzami w ciemnym płaszczu, rozwleczonym burym swetrze, albo spranej podkoszulce, w zależności od pory roku i z nieodzowną bandaną okręconą wokół szyi i w ciemnych okularach na nosie. Jakby tego wszystkiego było mało, Neville głosił jakieś dziwaczne teorie, czytywał książki o okultyzmie, parapsychologii, voo-doo i opętaniach. Niektórzy podejrzewali go o satanizm, inni uważali, że jest tylko niegroźnym szaleńcem. Jammie pamiętał, jak Nell popisywał się swego czasu umiejętnością odgadywania myśli i przewidywania przyszłości, którą nabył na jednym z dziwacznych kursów, na które bez przerwy chodził. Może rzeczywiście opanował tę sztukę i może nadal ją stosuje? Co prawda od tamtego czasu kumpel zmienił się nie do poznania. Z dnia na dzień stał się zwyczajnym chłopakiem. Spalił swoje książki i talizmany. Był pewien, że jego zabawy z magią sprowadziły wypadek na jednego z nauczycieli. Czysty zbieg okoliczności sprawił, że dzień po małej kłótni na lekcji matematyki, kiedy to matematyk wyzwał Neville'a od czubków i poradził mu zmianę szkoły, co z resztą często sugerował również innym uczniom, znaleziono zmasakrowane ciało nauczyciela. Od tego czasu chłopak nie tylko porzucił swój styl, ale też zmienił się z ekscentrycznego dziwaka w osobę zupełnie przeciętną, może trochę bardziej skrytą niż inni. Jednak istniała taka możliwość, że nadal wykorzystywał to, czego się kiedyś nauczył… A zresztą, pal go licho! Jammie otworzył oczy. Wydawało mu się, że leżał i rozmyślał tylko chwilkę, tym czasem ognisko dogasało o przyjaciele spali pozawijani w swoje śpiwory. Wokół panowały nieprzeniknione ciemności. Chłopak podniósł się z ziemi, rozmasował zdrętwiałe nogi, umościł swoje posłanie, po czym szybko zrzucił z siebie dżinsy i koszulę i wskoczył w śpiwór. - Jammie … - usłyszał czyjś szept. - Co? - Też nie możesz spać? - Nie wiem, właśnie próbuję usnąć – odpowiedział starając się wypatrzeć w ciemności, z kim właściwie rozmawia. - Dręczy mnie ta zjawa, którą dzisiaj widziałeś. - To ty Neville? Nie wygłupiaj się, tylko mi się przywidziało - Nie, ja musiałem o niej słyszeć, albo czytać. - Znowu te bzdury? Myślałem, że ci już przeszło – Jammie był trochę poirytowany. Miał wrażenie, że wciąż jest obiektem głupich kawałów. Przez krótką chwilę panowała cisza. Jammie ułożył się wygodniej z mocnym postanowieniem nie przejmowania się całą sprawą. - Jammie …- dobiegł go znowu głos z ciemności – Mam przeczucie, że coś złego się wydarzy. - Zamknij się i daj mi spać! – Chłopak naciągnął koc na głowę. Nagle zrobiło mu się zimno. On też miał złe przeczucie.

*******

Chociaż ranek był bardzo piękny i ciepły, zawinięci w śpiwory młodzi ludzie trzęśli się z zimna. Piasek na plaży wydawał się lekko wilgotny. Brenda wygrzebała się jako pierwsza ze swojego posłania. Natychmiast zaczęła wykonywać dla rozgrzewki gimnastyczne ćwiczenia. Rozciągała stawy, skakała, wymachiwała rękami. Po chwili dołączył do niej Chris. Dziewczyna udała, że nie zauważa jego zagadkowego uśmiechu i natarczywego spojrzenia. Chris nie dawał za wygraną, nie odstępował jej na krok. - Źle się spało? – Zagadnął - Wręcz przeciwnie – odpowiedziała między jednym skłonem a drugim - To, czemu jesteś taka nachmurzona? - Zdaje ci się - Chodźmy się wykąpać – zaproponował - Woda jest za zimna - Hej ludzie, kąpiele zostawmy sobie na wodospady – wtrącił się Neville – mówię wam, cudowna sprawa. Brenda stanęła w rozkroku ciężko oddychając. - Jeśli mamy tam dotrzeć o przyzwoitej porze, to musimy szybko przygotować śniadanie i zwijać ten prowizoryczny obóz. – Powiedziała - A właściwie, to, do czego nam się spieszy?- Ricky wciąż leżał na swoim posłaniu. – Czy ktoś nam utnie głowę, jeśli tu trochę pobędziemy? - Jeżeli nie będziemy postępować według planu, skończą nam się zapasy jedzenia – oświadczyła Brenda - Wielkie mi co! – Prychnął Ricky – Złowimy sobie rybę Chris zachichotał paskudnie. - Ricky traper, samowystarczalny, odporny na trudy i przeciwności losu, zaprawiony w najgorszych warunkach! – Szydził - Czym chcesz złowić tę rybę przygłupku? - Cóż to dla Rickiego! – Zawtórował mu Neville – Zmontuje sobie wędkę, albo złapie gołymi rękami. Proste jak drut! - Odwalcie się! – Warknął prześmiewany – Wszystko mam robić według planu i na gwizdek, jak w szkółce! - Przysposabiaj się, armia czeka! – śmiał się Chris - Skończcie te wygłupy i bierzcie się za śniadanie! – Zarządziła Brenda Posłusznie rozeszli się w swoje strony. Dziewczyny zajęły się robieniem kanapek, chłopcy pakowali rzeczy. Po jakimś czasie po obozie nie zostało ani śladu. Słońce było już wysoko na niebie, kiedy ruszyli wzdłuż rzeki w stronę wodospadów. Tym razem upał nie dokuczał im tak bardzo. Otaczające zarośla dawały dużo cienia, od rzeki dolatywał przyjemny chłód. Ricky, Chris i Neville zapomnieli już o sprzeczce i trzymając się trochę z tyłu, wymieniali poglądy na temat koleżanek. Jammie nie wydawał się tym zainteresowany. Maszerował samotnie zatopiony w myślach. Dziewczyny przeczuwając, że chłopcy dyskutują na ich temat, co chwila odwracały się w stronę kolegów. - Hej, co tam robicie? – Wołały – Na pewno nas obmalowują! - Gorsi niż baby – stwierdziła Brenda - Swoją drogą, Chris strasznie na ciebie leci – zauważyła Alison - Jest żałosny – wzruszyła ramionami Brenda - Nie przesadzaj, wiele dziewczyn się za nim ugania. Ja bym nie pozostawała obojętna - To sobie go weź! - Nie jest rzeczą, żebyśmy mogły sobie tak o nim decydować, poza tym w ogóle nie zwraca na mnie uwagi. – Westchnęła – A propos Tino, jak ci się układa z Nell’em? - Bardzo dobrze! – Ożywiła się brunetka – Jest taki romantyczny … - Mam nadzieję, że wybiłaś mu z głowy te głupoty, którymi się kiedyś zajmował? Tina nagle spochmurniała. - Nie wierzę, on ciągle uprawia czary? – Zdumiała się Alison - Nie. - Więc, o co chodzi? - Daj jej spokój – wtrąciła się Brenda - Jeśli ktoś ma problem, to dzieli się z przyjaciółmi, po to w końcu są - odcięła się Alison – Nie chcesz nam o tym powiedzieć, Tina? Dziewczyna wahała się dłuższą chwilę - To nic wielkiego – odpowiedziała z ociąganiem – Właściwie to nie chodzi o Nell’a. To ze mną dzieje się coś dziwnego. - Co masz na myśli? - Uznacie, że jestem chora. - Mów! Teraz już musisz nam powiedzieć - Ja … - zaczęła. Popatrzyła na przyjaciółki. Rzucały w jej kierunku pełne zaciekawienia spojrzenia. – Niekiedy sama zaczynam wierzyć w te rzeczy. - Jak to? - Nie umiem tego wytłumaczyć – westchnęła – Niby wszystko jest normalnie, Neville jest najwspanialszym chłopakiem na świecie, a ja mam mimo to wrażenie, że to, co kiedyś robił zostawiło w nim jakiś ślad. Często mnie unika, chodzi własnymi ścieżkami, nic nie mówi mi o sobie. Czasem czuję od niego wielki chłód, nie chodzi tylko o uczucia… To takie trudne do wyjaśnienia. Koleżanki milczały. Z tyłu dobiegł ich rechot chłopaków. - Wiesz – odezwała się Brenda – Każdy z nich wydaje się być opętany. Faceci po prostu nie dorośleją. Tak naprawdę pozostają małymi dziećmi, które żyją swoimi dziecinnymi pasjami. - Pewnie masz rację – powiedziała cicho Tina. Upał zaczął się wzmagać. Teraz nawet cień drzew nie dawał ochłody. W lesie robiło się coraz duszniej. Młodzi ludzie zwolnili kroku. Alison wykonała, nagrodzoną brawami, ewolucję polegającą na przebraniu się w opalacz w trakcie marszu. Chłopcy pościągali koszule. Neville narzucił swoją bluzę na głowę i przycisnął czapką basebolową. W ten sposób osłonił przed słońcem nie tylko głowę, ale i część pleców. Ricky polewał się co jakiś czas wodą, Jammie próbował wachlować się małą patelenką i tylko Chris nie przejmował się piekącym słońcem. Jego piękna, brązowa opalenizna wskazywała na to, że często korzysta z ładnej pogody. W pewnym momencie Brenda zatrzymała się. Kiedy pozostali do niej dołączyli, usłyszeli wyraźny szum. Popatrzyli po sobie i bez słów ruszyli w kierunku, z którego dochodził odgłos. Z każdym krokiem łoskot stawał się głośniejszy. Nie mogli iść zbyt szybko, bo teren piął się w górę i napotykali na przeszkody w postaci najpierw mniejszych, potem już znacznych skałek. Po jakiejś pół godzinie wspinaczki wreszcie ujrzeli wodospady. Skała, po której ściekała woda nie była zbyt wysoka. Jej ściany wydawały się śliskie od szlamu, porastały je zielonkawe glony. Strugi wody spływały w wydrążonych w kamieniu kanalikach, gdzieniegdzie rozbryzgiwały się na wystających ustępach, to znów lały się równym strumieniem, gładkim jak ściana ze szkła. Krople wody na liściach okolicznych drzew lśniły w słońcu. Rzeka u podnóża wodospadu tworzyła coś na kształt małego jeziorka, którego brzeg z jednej strony porastała trawa, z drugiej piętrzyło się skupisko skałek. Młodzi ludzie napawali się tym widokiem. Brenda wyciągnęła swój aparat i zaczęła fotografować okolicę. - Ustawcie się jakoś – dyrygowała – To mają być pozy zdobywców? Wyglądacie jak kupka nieszczęścia! -

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych