Wyobraźnia jak narkotyk
Czekolada ma wiele wspólnego z heroiną. Wyobraźnia też. Psychodeliczne opowiadanie, które wywróci twój mózg na lewą stronę... :]
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
[słowo wstępu: opowiadanie w wersji pierwotnej miało kursywę... i muszę powiedzieć, że stanowi ona nieodłączną część tego tekstu; dziwne, ale prawdziwe. Niestety, na opowiadania.pl nie można stosować formatowań tego typu, użyłem więc cudzysłowu. Moim zdaniem, tekst nieco na tym traci, ale cóż - tak czy siak zapraszam do lektury :) ]
Żarzący się tytoń wzlatywał znad popielniczki w postaci sinego dymu, który zatracał się w chaotycznym tańcu, by w końcu stać się niewidzialnym. Istnieć, a jednocześnie nie istnieć. To jakieś tytoniowe zen, pomyślał. Przesiąknięty nikotyną i kofeiną mózg sprawiał mu czasem takie niespodzianki, zlepiając zupełnie niepasujące do siebie skrawki rzeczywistości w jeden oniryczny patchwork. Powinienem iść spać, mruknął. Problem w tym, że ten mój pieprzony rockman ma dopiero trzy strony, z czego dwie leżą już zmięte w koszu. Na razie bohater... czy raczej antybohater... przeleciał ze trzy fanki, spławił je i zapalił papierosa, monologując, że jak się bierze kokainę przynajmniej raz w tygodniu, a skrętów się nawet nie liczy, to rzucanie palenia byłoby jak... cholera, pomyślał, wstając znad maszyny do pisania. Nawet porównania nie mam. Nie jestem tym całym Richardsonem, ciężko mi pisać ciekawie o człowieku, którym w gruncie rzeczy gardzę. Przeciągnął się, zmęczone stawy jęknęły. Po co się zgadzałem? No, tak, dla pieniędzy. Poza tym... Udawać kultowego pisarza to swego rodzaju wyzwanie. No, dobrze, dalej. "Kauzur..." Cholera, nie miał jak nazwać bohatera?! Niech mu będzie i Kauzur. To chyba pseudonim sceniczny. Zresztą, ten cały Richardson też, zdaje się, coś brał, więc wszelkie przejawy dziwności w zasadzie nie powinny mnie dziwić. "Kauzur w zamyśleniu memłał..." Chryste, jaki ja jestem niewyspany. Co ja piszę...? "Kauzur w zamyśleniu zmiął pustą już paczkę po pallmallach. Przez wytarte kokainą szlaki jego połączeń nerwowych raz po raz przemykał pomysł, aby nie czekać z Wielką Kulminacją, porzucić dotychczasowe plany i już teraz popędzić na scenę... Lecz za każdym razem stanowczo odrzucał ten pomysł - mimo wszystko. Martwa, ciemna scena, a na widowni ani żywej duszy o wpół do trzeciej... Wielka Kulminacja zasługuje na coś o niebo lepszego, pomyślał. - Jeszcze nie dziś... - zaśpiewał do zgniecionej paczki jak do mikrofonu i zaśmiał się z własnej głupoty." Mam nadzieję, że ten fragment jest dostatecznie mętny i przećpany, żeby zaspokoić czytelników Richardsona. Chociaż z tą głupotą może przesadziłem. "- Jeszcze nie dziś... - zaśpiewał do zgniecionej paczki jak do mikrofonu i rzucił ją ze śmiechem w kąt." Spojrzał na zegarek. Zabawne, w rzeczywistości też było wpół do trzeciej. Większość popołudnia zeszła mu na dwukrotnym brnięciu przez pierwszy - i, jak dotąd, jedyny - rozdział powieści, natomiast wieczór strawił na rozszyfrowywaniu notatek zmarłego kilka dni temu Richardsona. Pokreślone, prawie nieczytelne zapiski, pełne strzałek, chmurek i dziwacznych hieroglifów stanowiły jedyny pomost pomiędzy tym, co autor zdążył napisać, a co dopiero zamierzał. Wydawca wziął, a właściwie kupił maszynopis i notatki - i to za niemałe pieniądze - od córki pisarza, węszącej w tym niezły interes. Podpisali już nawet wstępną umowę. Książka, oficjalnie ukończona tuż przed śmiercią, ma ukazać się za około dwa miesiące, co wytłumaczono nieuporządkowanym i mało czytelnym rękopisem. A tak naprawdę ja muszę to cholerstwo w międzyczasie napisać, pomyślał kwaśno. Oczywiście, wiąże mnie tylko i wyłącznie umowa ustna, w końcu sprawa ma nigdy nie ujrzeć światła dziennego. A jednak zobowiązałem się dopisać przynajmniej dwieście stron. Książka nie musi być boska i kultowa, wystarczy świetna, stwierdził rozbrajająco wydawca. Najważniejsze, żeby była przekonująco richardsonowska. "Upadająca na podłogę paczka po pallmallach wydała dziwaczny odgłos przypominający dźwięk kamienia wpadającego do studni." Chryste... "Utworzyła kręgi jak na wodzie, mieniące się tęczową feerią barw. Kauzur zamrugał, ale nie zdziwił się. Wszystko, co psychoaktywne, od wódki z salamandry po meskalinę, działało ze zdwojoną siłą na jego nadwrażliwy mózg. Odciskało na nim również głębokie piętno. Na tyle głębokie, że ciągłość czasu nie miała tu najmniejszego znaczenia." Może być, mruknął do siebie w drodze po następny kubek kawy. O ile dobrze zrozumiałem notatki, bohater miewa coś w rodzaju flashbacków po LSD, niespodziewane nawroty narkotycznych wspomnień, tyle że... z przyszłości. Flashbacki narkotyków, które dopiero weźmie.
"...ciągłość czasu nie miała tu najmniejszego znaczenia. - Nie wiem co to za prochy, ale już nie mogę się doczekać dnia, kiedy je wezmę. – zaśmiał się. - Za dużo gadam do siebie. - I prowadzę dialog wewnętrzny na zewnątrz. - Zresztą i tak nie ma nikogo, kto by to usłyszał. Poczuł się dziwnie. Poczuł własną sztuczność, a jego prywatność przestała być prywatna. Stała się obscenicznie publiczna. Już miewał tego typu odloty. Kiedyś popadł w kilkudniową, acz głęboką depresję, bo wydumał sobie, że nie istnieje i istnieć nie może. Stracił wtedy wiarę w możliwość istnienia wolnej woli. Z drugiej strony, oznaczałoby to, że jesteśmy albo stuprocentowo przypadkowi albo w każdym detalu predestynowani i kierowani na każdym kroku przez coś lub kogoś. W pewnym sensie nie istniejemy naprawdę, lecz w czyjejś wyobraźni. Na pocieszenie, aby odegnać nieprzyjemne myśli, zapalił sobie skręta, nie pamiętając nawet za bardzo, skąd go wziął. Chyba zostawiła mu go jedna z fanek, kiedy ziemia przestała już dygotać. Joint był dobry, z dodatkiem oleju haszyszowego i czegoś jeszcze. To chyba mięta. Kauzur wypuścił powoli dym i zakaszlał lekko. Bardzo szybko poczuł to rozprężenie, kiedy alkaloid o długiej nazwie rozszedł się po jego wytrąconym z rytmu dobowego, przećpanym mózgu. Gdybym tak teraz miał jedną z tych faz, rozmarzył się, czując, jak logika i racjonalny łańcuch przyczynowo-skutkowy odpływają w siną dal. Kiedy Wszechświat otulał go ciepłym kocem bezwarunkowej miłości, nadwrażliwy mózg Kauzura stawał się ultrawrażliwy. Gdybym teraz miał wizję halucynacji z przyszłości, chyba rozsadziłoby mi czaszkę od nadmiaru wrażeń! Zgubiłem się, stwierdził nagle. Motel wraz pokojem, szafą i oknem zanikły w jego świadomości. Pustka, a szczególnie jej lewa część, dawała mu radość odkrywcy. Przestał orientować się w przestrzeni. Nie liczyło się, gdzie, ale z kim! Była przepiękna. Nie w sensie nagrzanych fanek z sutkami sterczącymi spod cieniutkich bluzeczek. Nie. Ona była... aniołem. Otaczała ją gwiezdna poświata, a w jej oczach z rozkoszą by się utopił. Czego zrobić nie zdążył. Ponieważ znikła. A reszta świata powróciła. Po omacku, w szaleńczym pośpiechu, znalazł kartkę i ołówek. W nikłym świetle lampki nocnej stawiał pierwsze litery piosenki,
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Pagan
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…