Wróć do katalogu

Wyrok

Babcia i współmieszkańcy

Gomezopublikowano 13 listopada 20118 min czytaniajeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Wyrok

Babka Alberta mieszkała w małej, oddalonej od miasta, miejscowości. Zajmowała stary, pobielany wapnem i kryty strzechą domek. Nie była prawdziwą babką Alber-ta. Tej nie posiadał on od dawna. Była czwartą żoną dziadka. Dziadek był czwar-tym jej mężem. Ożenili się kilka lat temu, oboje będąc w podeszłym wieku. Wkrót-ce dziadek umarł i babka została sama. Albert, chociaż był dla niej najbliższą oso-bą w rodzinie a ona również najbliższą jemu, nie odwiedzał jej. Wieś była oddalona od miasta, w którym on mieszkał i pracował, nie miała dogodnych połączeń komu-nikacyjnych. Dojechać i wyjechać z niej było bardzo trudno. Toteż Albert nie przy-jeżdżał. Babka miała zapewniony byt, otrzymywała z gminy rentę. Po śmierci dziadka w jednym z budynków należących do gminy zwołano naradę. Przedstawiciele ludności zamieszkałej w najbliższej okolicy zabierali głosy. - Ta kobiecina nie pożyje długo. Jest stara, zmęczona, wyeksploatowana. - Zapewnijmy jej godne przeżywanie ostatnich dni. - Pomóżmy jej finansowo. Rentę otrzymuje niewielką. - Niech gmina płaci za zużyty przez nią prąd. - Za wodę też. - I za telefon. - Należy jej się. Tyle lat ciężko pracowała. My korzystaliśmy. Odwdzięczmy się te-raz. - Ciężko samej. Zapewnijmy jej pomoc pielęgniarską. Przegłosowano wnioski. Wszyscy byli zgodni, że ostatnie chwile na tym świecie babka powinna przeżyć spokojnie i bezpiecznie. W zadowoleniu. Radośnie. Przydzielona przez gminę pielęgniarka przychodziła codziennie. Sprzątała, goto-wała, pomagała babce we wszystkim. Rachunki za prąd, wodę, telefon regulowano z konta gminy. Skromna renta wystarczała babce w zupełności. Minęło kilka lat. Umieralność ludzi na obszarze zajmowanym przez gminę była wysoka. Choroby, infekcje, skażenia, zanieczyszczenia powodowały gwałtowny wzrost przypadków niespodziewanych zgonów. Umierali ludzie w średnim wieku, starcy, dzieci. W ostatnim okresie śmierć przybrała zjawisko epidemii. Stawała się zaraźliwa. Babka żyła. Wbrew przewidywaniom innych ludzi trzymała się dobrze. Uprawiała przydomowy ogródek, pieliła grządki, żartowała z pielęgniarką, razem chodziły na długie spacery. W budynku gminy odbyła się narada. Z przedstawicieli, którzy ostatnio rozprawiali na temat babki niewielu pozostało. Śmierć wykruszała szeregi. Przyszli inni. - Tylu ludzi już umarło a ona żyje. - Logicznie patrząc, to ona pierwsza powinna odejść. - Jest dużo starsza od nas. - Nie spodziewaliśmy się, że tyle czasu jeszcze będzie żyła. - Młodzi, silni umierają. Ona stara żyje. - To niemoralne. - Widziano jak pali papierosy. - Pielęgniarkę prosiła o kupno butelki wódki. - Jakiś mężczyzna wchodził wieczorem do małego domku. Wyznaczono jednego z przedstawicieli by sprawdził postawione na zebraniu zarzu-ty. Przedstawiciel sprawdzał, węszył, rozpytywał. - Nie mam prawa żyć? A jakby nawet papieros i kieliszek wódki? Odwiedziny zna-jomych? - babka się broniła. Jeden zarzut był tylko pewnie dowiedziony. Babka żyła. Tak też podsumował przewodniczący. - Głównie chodzi o to, że my umieramy a babka żyje. Skarbnik zaproponował rozwiązanie. - Otrzymuje od nas rentę. Opłacamy prąd, wodę, telefon. Do tego pielęgniarka. Zlikwidujmy część udogodnień. Przeznaczmy środki na pomoc dla samych siebie. Zgodzono się z wnioskiem skarbnika. Zostawiono babce rentę i pielęgniarkę. Od tej pory sama musiała płacić za prąd, wodę i telefon. Ona nie przejęła się tym zbytnio. Cieszyła się, że może chodzić na spacery, że może pracować w ogródku, że może śmiać się, że może żyć. W ciągu kilku następnych lat wiele osób w gminie pożegnało się z życiem. Epide-mia śmierci nie ustępowała. Babka jednak trzymała się dobrze. Na zebraniu przedstawiciele ludzi zamieszkujących najbliższy teren żalili się, wy-kazywali swe troski i niepokoje. - Ona wciąż żyje. - Ludzie nie mogą tego ścierpieć. Przechodząc koło jej domu wygrażają pięściami. - To grozi niekontrolowanym wybuchem spowodowanym…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych