Z(a/d)radna sąsiadka
Nieograniczona wyobraźnia to bezcenny skarb, który jednak czasem może płatać figle.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- Nie smuć się kochanie. Miesiąc szybko minie i ani się obejrzysz jak będę z powrotem. - Ale czy musisz jechać na tak długo? – spytała żałośnie Olga rozglądając się po klatce schodowej. - Dobrze wiesz, że z naszym pięknym Igorem – Krzysztof pogłaskał czule po grzbiecie doga niemieckiego – cuda są możliwe. Najpierw pojedziemy na wystawę psów rasowych do Zakopanego, a potem aż do Mediolanu. Jestem przekonany, że zajmie tam czołową lokatę. - I? - To co zawsze. Wszystkie te damulki ze swoimi rasowymi suczkami będą chciały żeby nasz malutki spłodził im śliczne szczeniaczki. Ten biznes tak się kręci.
Krzysztof podniósł spuszczoną głowę Olgi podtrzymując dwoma palcami jej brodę i zajrzał jej głęboko w oczy.
- Rozłąka szybko się skończy, a poza tym myślę, że Pani Krysia – tutaj mężczyzna obejrzał się na niedomknięte drzwi mieszkania naprzeciwko – roztoczy nad tobą opiekę. - Prawda Pani Krysiu? - przystojniak spytał z zaskoczenia ukrytą za drzwiami staruszkę.
Drzwi w mieszkaniu sąsiadki zatrzasnęły się nagle i żadna odpowiedź nie padła.
- Olga! No już, głowa do góry! – mocno przytulił żonę i obdarzył długim, namiętnym pocałunkiem – Muszę jechać. Kocham cię! - Ja też cię kocham. Będę tęsknić... - wyznała markotnie Olga żegnając męża, który już znikł z pola widzenia.
Spojrzała na zamknięte drzwi mieszkania sąsiadki będąc jednak przekonana, że tamta stoi przy wizjerze i z niezdrową ciekawością obserwuje całą scenę. Taka właśnie była przeceniana przez męża Pani Krysia. Stara, wścibska raszpla, która nie mając własnego życia interesowała się tylko życiem innych, psując im krew i burząc wewnętrzny spokój.
*****
Olga wróciła do wnętrza i usiadła przy małej paczuszce. Była to niespodzianka od męża, którą prosił, aby otworzyła dopiero po jego wyjeździe. Niecierpliwie przecięła wstążkę i rozerwała papier. Jej oczom ukazał się ręczny spieniacz do mleka. Do niego dołączony był krótki liścik napisany w żartobliwym, typowym dla Krzysztofa tonie:
"Wiem, że to lubisz... Wystarczy tylko rytmicznie poruszać ręką, w górę i w dół – dobrze wiesz jak to robić - i już tworzy się pyszna pianka. Niech ci to umili czas oczekiwania mojego powrotu. Z lubieżną miłością - Krzysztof."
Olga zaniosła potajemnie kupiony przez męża prezent do kuchni. Nie miała czasu, ani ochoty teraz go wypróbowywać. Śpieszyła się do pracy, spóźnienia były źle widziane przez kierowniczkę.
Zdążyła! Z kubkiem gorącej kawy usiadła przy komputerze i zaczęła wprowadzać dane do programu finansowego. Była zwykłą księgową, której praca innym mogła wydawać się nudna i monotonna, ale nic bardziej mylnego. W jej głowie oprócz rutynowo wykonywanych czynności odtwarzały się sceny, które miały miejsce w nocy. Wyobraźnia rysowała nowe, śmiałe pomysły, które chciała zrealizować w przyszłości. Szefowa – typowa zimna suka – pozbawiona rodziny i skupiona tylko na karierze czasem pytała ją czemu tak się pod nosem uśmiecha, co ją tak bawi i niech lepiej zajmie się pracą, a nie bzdurami.
Była mężatką dopiero od kilku miesięcy i to było ich pierwsze, tak długie rozstanie. Bez psa, z którym co wieczór chodziła na długie spacery, będzie jeszcze trudniej. Musiała dać sobie radę, nie miała wyjścia.
*****
Pani Krysia nie lubiła żony Krzysia, swojego ulubieńca, którego znała od czasów, gdy był jeszcze małym chłopcem. Spędzał u babci popołudnia przedłużające się w wieczory, a częstokroć całe weekendy. Rodzice podrzucali go babce na wychowanie jak kukułka podrzuca swoje jaja do gniazd obcych ptaków. Czasem Krzyś z babcią odwiedzali ją w jakieś niedzielne popołudnie zaproszeni na świeżo upieczone ciasto. Niekiedy, gdy babcia musiała nagle gdzieś wyjść Krzyś przebywał u Pani Krysi. Budowali razem ludziki z kasztanów i żołędzi lub układali klocki. Zapamiętała go jako małego, grzecznego chłopca, który posłusznie wykonywał polecenia dorosłych.
Nie zauważyła kiedy z dziecka przeobraził się w zbuntowanego nastolatka, który z rzadka odwiedzał samotną staruszkę. Na pogrzebie babci dostrzegła szokującą dla niej zmianę. Stał się dorosłym, przystojnym mężczyzną, od którego jej spragnione wrażeń oczy nie mogły oderwać się nawet na moment. Mieszkanie przepisane ukochanemu wnusiowi stało się teraz jego domem. Mogła go częściej widywać, czasem niby przypadkiem spotykając na klatce schodowej, z reguły jednak przez „judasza” w drzwiach. Sprowadzał sobie różne dziewczyny, które rankiem cichaczem wyprowadzał ze swego mieszkania. Nie lubiła ich, bo mu go odbierały i cieszyła się, że żadna z nich nie zagrzała miejsca na dłużej.
Dopiero ta ostatnia – Olga została. Pojawiła się nie wiadomo skąd, wyfiokowana i cienka jak glista. Lafirynda! Wywłoka! – nazywała ją w myślach Pani Krysia. O płowych włosach, niebieskich oczach i wyglądzie anioła. Znała takie, puszczały się od wczesnych lat, a potem jakimś cudem udawało im się złapać „na cipę” porządnego faceta, który zaślepiony pożądaniem dawał się łatwo zwieść. Pewnie tak samo było w tym przypadku. Parszywa Olga skusiła jej Krzysiunia i została jego prawowitą małżonką. Tfu - Mała dziwka! Nawet nie uśmiechała się do niej, tylko chłodno odpowiadała na jej grzeczne: ”Dzień dobry”. Któregoś dnia udowodni całemu światu, co z niej za ziółko.
A te ich nocne harce przechodziły wszelkie wyobrażenia. Na nieszczęście jej i ich sypialnia oddzielone były ścianą, która jakimś trafem była zbyt cienka, żeby tłumić dźwięki. Słyszała wyraźnie jej nocne jęki, miauczenia niczym u kota ciągniętego za ogon. Jego warczenia niczym wściekłego psa przeplatane czułymi szeptami. Była zgorszona, a jednocześnie zafascynowana tym co się działo w pokoju za ścianą. Leżała nocami w bezruchu przysłuchując się miłosnej grze, którą znała tylko z opowieści, podłej jakości brukowców lub telewizyjnych oper mydlanych. Z uchem przy szklance, przystawionej do ściany nasłuchiwała. Czekała na orgazmy, których sama nigdy nie doświadczyła. Wyobrażała sobie różne, dziwne odgłosy, które w jej starczej głowie urastały do niebywałej rangi. Potem znowu kolejne krzyki. Ta wstrętna Olga szczytowała kilkakrotnie, nie dając jej zmrużyć oczu. Robiła to jej na złość, była o tym przekonana, nie to co jej Krzyś, który tłumił samcze pojękiwania.
*****
Po powrocie do domu Olga podgrzała mleko na kuchni, a następnie miarowymi ruchami prawej dłoni zaczęła je ubijać. Powstała pianka, sztywna tak, że można było ją jeść łyżeczką. Taką właśnie lubiła. Pierwszy kęs był przepyszny, drugi także, powoli rozkręcała się nabierając apetytu na więcej. Łyżeczka za łyżeczką sprawiały jej coraz większą przyjemność, aż w końcu doprowadziły do ekstazy porównywalnej z przygodami łóżkowymi. Bogata wyobraźnia pomogła jej dobudować resztę fabuły, uzupełnić brakujące drobne elementy i zaczęła mruczeć z zadowolenia, jak nasycona mlekiem kotka. Potem wydawane przez nią dźwięki wzmogły się na sile i obezwładniła ją nieopisana rozkosz całego ciała. Orgazm bez mężczyzny... To jej się nigdy przedtem nie zdarzyło. Mąż trafił w dziesiątkę ze swoim prezentem.
Rankiem Olga powtórzyła całą operację. Specjalnie nastawiła budzik na wcześniejszą niż zwykle godzinę, żeby przykładnie, punkt ósma zjawić się w pracy. Rozanielona zasiadła przy biurku i skrupulatnie zaczęła dekretować dokumenty, a następnie je księgować. Myślami jednak była przy spieniaczu, który wymyty i czyściutki czekał na nią na kuchennym blacie. Nie mogła doczekać się godziny siedemnastej, aż zjawi się w domu.
*****
Pani Krysia już wieczorem usłyszała dziwnie znajome odgłosy dochodzące z mieszkania sąsiadki. Wracała właśnie z mszy świętej i stojąc na korytarzu zrozumiała po swojemu ich znaczenie. Przeżegnała się gestem zagorzałej dewotki i czym prędzej schowała do mieszkania. Codziennie zaliczane nabożeństwo było wieloletnim rytuałem. Miała okazję, żeby wyjść z domu, poobserwować ludzi, temu lub innemu wbić w myślach szpilę lub wymamrotać pod nosem złośliwą obmowę. Trzymając w ręku różaniec wyglądała na rozmodloną, oddającą cześć Bogu staruszkę, jednak w rzeczywistości było inaczej. Pozory często mylą i rozmijają się z prawdą.
Jesiennym, bladym świtem sytuacja się powtórzyła. Dalekie odgłosy orgazmu obudziły zaspaną Panią Krysię. Prędko przystawiła do ściany szklankę i nasłuchiwała ciągu dalszego. Dźwięki były jednak znacznie cichsze, jakby nie dochodzące z sypialni, ale równie znajome. Kochanek! - pomyślała – Ta mała dziwka pod nieobecność męża sprowadziła sobie kochanka! Nie minęły jeszcze dwie doby od wyjazdu Krzysia, a ta zdzira już przyprowadza sobie lowelasów. Mało nie upadła schodząc z łóżka i stanęła na czatach przy wizjerze. Musiała zobaczyć kim był ten mężczyzna.
O siódmej Olga opuściła dom, sama, zamykając drzwi na klucz. Ale bezczelna! – pomyślała Pani Krysia – Pozwoliła mu zostać w środku, aby czekał tam na jej powrót. Co to za jeden?! Co ona wyprawia?! O nie! Wieczorem złapie ją na gorącym uczynku! Nie da się wystrychnąć na dudka. Głupia nie jest, co to to nie!
*****
O godzinie osiemnastej wracając z kościoła Pani Krysia zadzwoniła do mieszkania Olgi. Ta otworzyła jej w samym tylko szlafroczku:
- Słucham Pani Krysiu – uśmiechnęła się przymilnie – Czym mogę pomóc? - Pani Olgo. Przypomniałam sobie, że nie mam proszku do pieczenia, a chciałam usmażyć omleta na kolację. Poratuje pani sąsiadkę? - Proszę, niech pani wejdzie – wpuściła staruszkę do przedpokoju – Proszę tu poczekać. Zaraz wrócę.
Pani Krysia zaczęła węszyć i bacznym wzrokiem omiatać cały hol wyposażony w duże szafy wnękowe. Rozkład mieszkania był identyczny jak u niej. Szybkim ruchem zajrzała do sypialni, łóżko było puste, choć rozmemłane. O! Jest ślad! – pomyślała – Tylko gdzie jest kochanek?
- Pani Olgo – zapytała przebiegle – Czy mogę skorzystać z toalety? - Proszę bardzo. Jeśli nie może pani wytrzymać.
O zgrozo! Łazienka połączona z toaletą też była pusta! Gdzie on się ukrywa? – głowiła się Pani Krysia – Pewnie schował się w którejś z tych suwanych szaf. Ale nie będę przecież grzebać jej w szafie.
Olga stała w progu kuchni uśmiechając się do Pani Krysi rozpaczliwie poszukującej pretekstu do otworzenia szafy. Młodsza była cudownie szczęśliwa, starsza zgorzkniała i przybita, że tym razem musi zrezygnować z dalszego polowania. Podziękowała za torebeczkę proszku do pieczenia i zawiedziona opuściła Olgę.
*****
W ciągu tygodnia sytuacja nie zmieniła się ani na jotę. Olga zaznawała rozkoszy rano i wieczorem jedząc spienione własnoręcznie mleko. Pani Krysia odchodziła od zmysłów zastanawiając się jak wyglądał kochanek. Czy on nigdy nie opuszczał mieszkania? Przystawiła sobie wysoki stołek przy wizjerze, gdzie spędzała teraz większość dnia. Czuwała czekając na dowody, na razie bezskutecznie.
Któregoś wieczora wracając z liturgii Pani Krysia minęła się z Olgą na schodach. Młoda miała na ramieniu płócienną torbę z namalowanym psem, który do złudzenia przypominał ich Igora. Wewnątrz pobrzękiwały i postukiwały dziwnie jakieś kamienie. Jakby w pudełku były jakieś twarde landrynki, a może środki odurzające,…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Sylwiana
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…