Wróć do katalogu

Z niebem po zmierzchu

Nie składaj swego życia w cudze ręce, oni są zobowiązani by ci je ukraść. Nie ukrywaj swoich błędów bo one cię znajdą, spalą cię

SidVicious, opublikowano , 12 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Mery Grace podniosła powoli powieki do góry. Czuła uporczywy ból głowy. Usiadła na łóżku, a wymiętolona pościel cicho spadła na miękki dywan. Zerknęła kątem oka na stoliczek, a właściwie na zegar, którego wyświetlacz wskazywał 8 rano. Westchnęła. Podniosła się i ruszyła do kuchni na boso. Nie poszukała kapci, które wczoraj zostawiła pod łóżkiem. Kompletnie o tym zapomniała. Zatrzymała się w progu drzwi i rozwarła szerzej powieki ze zdziwienia. Przy stole siedział rudowłosy mężczyzna, który palił papierosa- z dymu formował wymyślne kółeczka. -Co robisz w moim domu, ruda dupo ?-zapytała Mery mrużąc podejrzliwie oczy.-I czego, do cholery, ode mnie chcesz ? -Też się cieszę, że cię widzę.-odparł z zadziornym uśmieszkiem. Zanurkował dłonią do kieszeni skórzanej kurtki, po czym położył na stole białą kopertę.- To zapłata za ostatnie dwa zlecenia. Wiem, że ostatnio nie płacę regularnie, ale postaram ci się to jakoś wynagrodzić. Mery sięgnęła po kopertę. Z jej środka wyciągnęła plik banknotów, przeliczyła i pokiwała lekko głową. -Kwota się zgadza. Masz szczęście, inaczej skróciłabym cię o głowę.- mruknęła i rzuciła kopertę na powierzchnię blatu kuchennego. Rozmasowała skronie. Nastawiła ekspres i poszukała aspirynę. -Znowu ból głowy ? To trochę niepokojące. Może chcesz urlop ?- zapytał rudowłosy, gasząc papierosa, którego wrzucił do zlewu. -Nie chcę urlopu.- odparła i popiła aspirynę wodą.- A następnym razem weź sobie, do cholery, popielniczkę a nie mi zlew zaśmiecasz, Roy. -Tak, tak. Przepraszam.- Roy wstał z miejsca i przeciągnął się niemal jak stary kocur.- Chcesz nowe zadanie ? Grace spojrzała na twarz Roya. Zielone oczy mężczyzny, śmiały się do niej, wiedząc, że nie odmówi. -Zadzwoń jak będziesz coś miał.- schwyciła kubek z kawą i oparła się o blat.- Tylko nic w sąsiednim mieście, od incydentu z tym bachorem mnie tam nienawidzą. -Mogłaś zostawić dzieciaka w spokoju, a nie kazać mu skryć się w kostnicy, a potem zapomnieć o nim. Nie dziw się, że jego rodzicie byli wściekli, kiedy się o tym dowiedzieli. Podobno ich synek musi chodzić do psychologa dwa razy w tygodniu, wiem o tym, bo opłacam tego doktorka.- Roy westchnął ciężko. -Więc miałam pozwolić by bachor pozostał na widoku ? – zanurzyła usta w kawie i siorbnęła cicho.- Morał jest jeden. Nie pomagać nikomu w czasie zlecenia, bo i tak, do cholery, wpiszą cię na czarną listę. -Przesadzasz, Mery. Nie myśl o tym tak.- rudowłosy skierował się do wyjścia.- Zadzwonię od razu jak coś znajdę, a ty mogłabyś odwiedzić w końcu grób rodziców. Ile już cię tam nie było ? Dwa może trzy lata ? Zanim Mery zdążyła unieść głos w geście frustracji, Roy już wyszedł. Prychnęła głośno pod nosem. Nie lubiła jak rudzielec wtrącał się w nie swoje sprawy, a tym bardziej, jeśli chodziło o jej sprawy rodzinne. Upiła łyk kawy i podeszła do okna. Odsłoniła firankę i spojrzała na zaniedbany ogród matki. Od jej śmierci nikt go nie pielęgnował. Postawiła kubek na parapecie i przeszła do łazienki. Stanęła przed lustrem. Mery miała krótkie postrzępione włosy, które jakiś rok temu przefarbowała na czerwono i naprawdę duże oczy, które były szare. Odkręciła kurki od wody i przemyła twarz zimną wodą. Wyszła z łazienki i skierowała się do sypialni, gdzie szybko ubrała sprane jeansy i czarną bluzkę z nadrukiem rockowego zespołu. Przeczesała palcami włosy i poszukała laptopa, którego podłączyła do ładowarki. Usiadła wygodnie w fotelu i westchnęła cicho. Zmrużyła oczy. Sprawdziła pocztę elektroniczną, po czym odłożyła laptopa. Wstała z miejsca i sięgnęła po komórkę. Przejrzała ostatnie połączenia i wiadomości.

* Grace stała naprzeciwko marmurowego nagrobka. Nie czuła nic, oprócz pustki. Już dawno wyzbyła się smutku po śmierci rodziców i nie lubiła tutaj przychodzić. Zawsze to Roy ględził coś o tym by zawsze pamiętać o zmarłych, ale ona nie widziała w tym sensu. Wsadziła dłonie do kieszeni jeansów i westchnęła cicho. Wydęła lekko wargi. -Miło, że wreszcie przyszłaś, Mery.- przy nagrobku stanął wysoki mężczyzna. Długie, brązowe włosy swobodnie opadały na jego ramiona, a brązowe oczy zerkały na Mery, wyrażając dezaprobatę. -Ja uważam inaczej. Nie miałam co robić, więc przyszłam. Chyba nie masz mi tego za złe, prawda, Ash?- odparła wzruszając ramionami. Odwróciła wzrok. Ash uśmiechnął się pod nosem. -Gdyby to ode mnie zależało nigdy nie mogłabyś choćby wspomnieć o rodzicach.- powiedział chłodno.- Zostawiłaś mnie z nimi, kiedy oni ciągle gadali o tobie, o swojej kochanej córeczce. Nawet nie pojawiłaś się na pogrzebie. Wszystko spadło na mnie, ale zapewne cię to nie obchodzi. Zawsze byłaś zimną suką, Mery. -Nie chciałam mieć z tym nic do czynienia, tak samo jak teraz. –mruknęła.- Więc wal się, Ash. Mery prychnęła pod nosem i zanim odeszła, rzuciła na powierzchnię nagrobka kopertę z pieniędzmi. Spojrzała na szarawe niebo i pokręciła głową. Odetchnęła. Postanowiła, że już nigdy nie zawędruje na cmentarz. Usłyszała charakterystyczny dzwonek swojej komórki. Przystawiła aparat do ucha. -Znalazłem coś.- odezwał się Roy.- Gniazdo wampirów przy starym domu Lovitar. -W porządku. Wezmę się za to od razu, więc wyłączam telefon.- uprzedziła.- I żadnego wsparcia jak ostatnio. Jestem zdeterminowana rozwalić dupę każdemu, kto mi przeszkodzi. -Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem. Grace rozłączyła się i schowała telefon do kieszeni spodni. Na parkingu zostawiła swój motor. Wsiadła na niego, usadowiła się wygodnie i włączyła silnik. Uwielbiała ten głośny warkot i zapach benzyny. Ruszyła, włączając się do ruchu drogowego. Omijała samochody, które na jej gust wlekły się zbyt wolno i raz nawet przejechała na czerwonym świetle. Na szczęście obyło się bez konfrontacji z policją. Zaparkowała motor koło domu, po czym wpadła do mieszkania jak wichura. Musiała się przygotować. Przeszła do sypialni i otworzyła szafę…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych