ŻART NATURY
Ze zdziwieniem stwierdziłem, że nowa sytuacja, owo wrażenie porzuconego mężczyzny, intensyfikuje we mnie zupełnie inne doznania
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
ŻART NATURY
" Nie rzekł jako żyw żaden więtszej prawdy z wieka, Jako kto nazwał bożym igrzyskiem człowieka. Bo co kiedy tak mądrze człowiek począł sobie, Żeby się Bóg nie musiał śmiać jego osobie? " Jan Kochanowski
Godz. 6. 30 Goląc się spojrzałem w lustro. Zbyt krótki sen wyraźnie rzeźbił rysy mojej twarzy. Dziwna ta twarz, jakby inna choć znana.
7. 10 Skarpetki... Cholera gdzie są moje skarpetki? Są. Brudne. Kurwa, trudno. Majtki, spodnie, koszula. Ale wygnieciona! - Natalia ! Natalia! - cholera, przecież jej też nie ma. Boże, co się z nią stało? Nie wróciła na noc do domu. Ma kochanka. Nie! Nie Natalia. Krawat. Co jest kurwa z tym węzłem? Ty węzeł, co z tobą kurwa jest. Stałem przed lustrem mocując się z czymś w rodzaju podręcznej szubienicy bardziej, niż egzemplifikacją męskości. Zbyt krótki sen wyraźnie rzeźbił rysy mojej twarzy. Może przez to taka dziś dziwna. Inna choć znajoma. W końcu ubrany sięgnąłem po filiżankę w połowie już wypitej kawy. Usiadłem na brzegu krzesła. Coś nieokreślonego trzymało mnie za gardło. Coś, co po raz ostatni czułem w okresie narzeczeństwa, tyle, że teraz był to strach nie przed czymś, lecz o... o Natalię. Siedziałem dziwnie urzeczony toczącym się we mnie zjawiskiem. Strach był mocny, mocarny. Coś jakby połączenie stali i cieczy. Teraz kiedy jedynym wysiłkiem woli, aczkolwiek stopniowo i do tego ogarniało mnie zniechęcenie, było podnoszenie filiżanki do ust przynosił coraz to nowe doznania. Chcąc nie chcąc poddawałem mu się. Jego stalowy uścisk coraz bardziej zakleszczał się na mym gardle. Do bólu. Z drugiej strony, przedziwna rozkosz, jakby łaskotanie, swędzenie rozlewało się po mojej klatce piersiowej. Jakby jego druga dłoń dawała mi jakiś rodzaj pieszczoty. Stopniowo schodził w dół. Mrowienie w kroczu, jak delikatne muśnięcie kobiecych warg. Nie! Wstałem gwałtownie przewracając filiżankę. Resztki kawy w zdziwieniu rozlały się na obrus tworząc znak zapytania. Jakiekolwiek to mogło być pytanie, nie miałem na nie sensownej odpowiedzi. Za godzinę muszę być w pracy i nie miałem teraz czasu na jej poszukiwanie.
8. 00 Ale właściwie gdzie miałem iść? Pytałem siebie wychodząc na ulicę. Ze zdziwieniem stwierdziłem, że nowa sytuacja, owo wrażenie porzuconego mężczyzny, intensyfikuje we mnie zupełnie inne doznania. Jedne stają się istotne, inne znów zupełnie nieważne. Jakbym był pod działaniem jakiegoś narkotyku. Zwykle otaczająca mnie rzeczywistość nie miała dla mnie jakiegokolwiek znaczenia, teraz stała się intrygująca, ciekawa, silniejsza niż goniący mnie czas. Głośna cisza madryckiego poniedziałkowego, wrześniowego poranka. Zamglone, jeszcze rześkie powietrze. Miasto budzące się po weekendowym letargu. Sklepikarz na rogu wykłada owoce i warzywa. " Ola ", krzyczy do niego jakiś przechodzień, pewnie znajomy. " Ola " odpowiada sklepikarz, " zapowiada się dzisiaj upalny dzień ". Jego ręce zgrabnie przemykają po pomarańczach, mandarynkach, pomidorach... Pojawia się pierwszy klient. Nie kupuje od razu. Najpierw rozmawiają, śmieją się, głośno. Usta zgrabnie wyrzucają słowa, które opadają na dłonie i dopiero odbiwszy się od nich trafiają do słuchacza. Klient w lekkim przygięciu, wpatrzony w jakąś tam pomarańczę, kiwając ręką z dłonią odwróconą do góry, coś tam tłumaczy sklepikarzowi, który odchyliwszy się do tyłu, rozłożywszy ręce, kiwa przecząco głową. Polityka. Tutaj uprawia ją każdy. Wsiadłem do samochodu. Wystukałem numer do pracy na moim telefonie komórkowym. - Halo, Fabricio Gonzales się kłania, spóźnię się dzisiaj, sprawa rodzinna. Dziwny ten głos w słuchawce. Jakiś mi nie znany, ale przecież wszystko dziś dla mnie jest nowe, inne...
8. 10 Uruchomiłem silnik mojego Seata. Spokojny, rytmiczny odgłos jego pracy wpłynął kojąco na moje podekscytowanie. Poczułem się błogo. Samochód dawał mi to poczucie wolności, którego potrzebowałem będąc uwikłany w codzienny bieg wydarzeń, wzajemne uzależnienia, rozliczenia, płatności, posiadanie konta, pracy i rodziny. Dawał mi możliwość irracjonalnych rozwiązań, których jednak nie realizowałem, chociaż dobre było to, że właśnie były. Cóż z tego, skoro, być może właśnie takie irracjonalne rozwiązanie wybrała Natalia. Kiedy? Czy było to podczas "chateo", w sobotni wieczór, kiedy to wraz z przyjaciółmi chodziliśmy po tawernach, pubach i barach w okolicach Placu Mayor, pijąc wino, zagryzając "tapas", roztrząsając przegraną socjalistów w ostatnich wyborach i małżeństwo Michaela Jacksona z córką Presleya. Czy odeszła właśnie wtedy, gdy zamroczony już dobrze alkoholem powiedziałem jej, że "pieprzy głupoty", i niech spada bo nie jest mi do niczego potrzebna. A może zrobiła to po powrocie do domu, w nocy gdy spałem. Nie pamiętam... Ów wieczór jest dla mnie
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil rtas
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…