Zimowa Droga Lusi Część II - Po drugiej stroni
Po drugiej stronie ścieżki
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Lusia szybko poczuła nudę, nawet w tym niespodziewanym miejscu.
„Narwę mamie kwiatków – pomyślała. – Tych żółtych, tamtych niebieskich, może jeszcze czerwonych... A potem..."
Gdy spojrzała ponad maki, jej oczom ukazał się dom. Stał tam, jak gdyby nigdy nic, tuż przy ścianie lasu. Nie zauważyła go wcześniej, choć przecież latem doskonale znała tę okolicę. Podskoczyła zachwycona.
Czyli tak szybko zrobiło się lato! I mamusia nie będzie zła – przecież wcale się nie oddaliła. Zapominając o kwiatkach, rzuciła się biegiem w stronę domu. Po porannych przeżyciach chciała jak najszybciej o wszystkim opowiedzieć.
Choć... chyba nic wielkiego się nie stało. Zwyczajnie nadeszło lato. Ta myśl nagle wydała jej się trochę dziwna i na moment przystanęła. Ale przynajmniej po obiedzie pójdą nad rzekę. Popływają! Pocieszona tą wizją, podskakując, ruszyła ku znajomym progom.
Wpadła do domu jak burza i... auć! Uderzyła głową o framugę drzwi, która przecież zawsze była o wiele wyżej. Podniosła rękę, żeby rozmasować bolące miejsce – i wtedy wszystko wydarzyło się naraz.
Zobaczyła swoją dłoń. Dużą. Tak dużą, że aż nie jej.
Serce zabiło jej mocniej z wielkiego zdumienia. W pokoju stały dwie dorosłe kobiety – znajome i obce jednocześnie. A zza ściany wyglądała dziewczynka. Mniej więcej w jej wieku. I podobna do niej tak bardzo, że Lusia aż otworzyła szerzej oczy.
– Mamo! – zawołała odruchowo, tracąc rezon. Może i zazwyczaj była odważna, ale teraz poczuła się nieswojo. Tak jak wtedy, gdy w święta trafiała w sam środek tłumu cioć i wujków, którzy patrzyli na nią i mówili: „Jaka ona grzeczna! Jak urosła!".
Obie kobiety zaśmiały się wesoło, wyraźnie podekscytowane. – Mama przyjeżdża? – zapytała ta stojąca bliżej.
Lusia zamrugała. Jak to przyjeżdża? Wyjechała? Gdzie i kiedy? Przecież nie było jej raptem chwilkę! Popatrzyła znów na swoje ręce. Były stanowczo za duże. Dotknęła twarzy. Też nie pasowała. Wyminęła zdziwione kobiety i podeszła do lustra. Powoli, z bijącym sercem.
Zamarła. Zacisnęła powieki. Mocno. Tak mocno, aż zobaczyła pod powiekami kolorowe plamki. „To tylko na chwilę" – pomyślała. Otworzyła jedno…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Anolinka
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…