Zombi
mała awionetka, która już podchodziła do lądowania i mogła spokojnie usiąść na trawie, nagle poderwała się i po kilkuset metrach lotu z całą siłą walnęła w zbocze góry.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
„Zombi”
Nawet zwykli ludzie powinni mieć wielkie marzenia. Przychodziły dni, w których samotność była dla Janka nie do zniesienia. Małe mieszkanie stawało się dla niego więzieniem, a ucieczka jedynym celem godnym zachodu. Uruchamiał wtedy stary samochód i jechał przed siebie. Ot tak, bieszczadzkimi drogami, byle dalej od betonowych bloków i ludzi, którzy nawet nie potrafią ze sobą rozmawiać. Podrdzewiałe auto miało swoją tajemnicę. Czasami stawało się żaglowcem, którym przemierzał południowy Pacyfik. Wtedy odwiedzał senne wyspy mórz południowych, krążył po tawernach, pił wino i śpiewał żeglarskie pieśni. Innym razem okazywało się wyścigowym bolidem, w którym zdobywał nagrody na najsłynniejszych torach świata. A zawsze, gdzieś w pobliżu, była pewna, niebieskooka dziewczyna o długich blond włosach, przykrytych słomkowym kapeluszem. W kolejny ponury dzień Janek ruszył, jak zwykle, w swoją podróż donikąd. Tym razem jego samochód stał się awionetką. Słyszał warkot silnika, ponad sobą widział niebieskie niebo ze skłębionymi, białymi chmurami, a przez uchylone okno zielone łąki i bezkresne równiny Afryki. Wszystko było tak prawdziwe, że nie zauważył dużej ciężarówki, która zbyt szybko wyjechała zza zakrętu i teraz pędziła wprost na niego. Nawet nie usłyszał zgrzytu miażdżonej karoserii, ani nie poczuł, kiedy rozerwane blachy wbiły się głęboko w jego ciało. Umarł w jednej chwili, a lekarz z karetki pogotowia nie mógł zrozumieć, dlaczego martwy chłopak wciąż się uśmiecha.
Stanica Brossa nad Soliną jest wciśnięta między jezioro i zakończone ostrymi wierzchołkami wzgórza, które żeglarze zwą „Trzema Cycami”. Drewniany dom i kilka budek z pryczami, to wszystko, co właściciel ma do zaoferowania gościom. Dostęp jest tu możliwy tylko wodą, blaszaną krypą gospodarza, którą napędza przeraźliwie dudniący i kopcący silnik, pochodzący od jakiejś starej młockarni. Anna spędzała tu wakacje. Miała niebieskie oczy i długie jasne włosy, które przykrywała słomkowym kapeluszem. Przy dobrej pogodzie, całymi dniami wylegiwała się na łące, tuż nad brzegiem…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil dereń
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…