Wróć do katalogu

Życie jest piękne...

To się zbiera i nie wiesz, kiedy pęknie. Nasza codzienność- nic innego. Początek dnia z pewnej perspektywy z odrobiną humoru.

Pieróg ziom, opublikowano , 6 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Część 1

Moje powieki opadają jak kilkusettonowe ciężary. Czuję się rozbity, dziwnie zmęczony, bolą mnie nogi. Tak zaczyna się mój dzień. Chlust lodowatej wody stawia mnie na równe nogi. Przeraźliwe spojrzenie w lustro w poszukiwaniu nowego dnia. Kęs za kęsem kanapki, która jest dla mnie jak zbawienie. I zaczyna się mój rajd na przystanek. W uszach słyszę muzykę, która delikatnie pieści mój umysł. Moje ukochane reggae, które dodaje mi sił. "Rasta trans, reggae danse..." I tak dalej. Docieram na przystanek po kilkuminutowym biegu, orientując się, że mój upragniony autobus ruszył tuż przed chwilą. Podchodzę do drzwi. Macham rękami, błagając kierowcę, żeby wpuścił mnie do środka. Czuję się jak bezdomny, który prosi przed kościołem o kromkę chleba. Patrzę, czy gość okaże się litościwym władcą ruchu, czy bezczelnym chamem. Mężczyzna pokazuje dłońmi na odjeżdżające samochody przed autobusem chcąc powiedzieć mi, że jestem do niczego. Nie zdążyłem, przegrałem swoje życie. "Rasta, to znaczy być wolnym...". Rozpoczyna się wyścig numer 2. Na kolejny przystanek. Mijam ludzi w biegu niczym poprzeczki na bieżni. Dostaję parasolką po brzuchu, ale nie ma to dla mnie w tej chwili znaczenia. W końcu osiągam swój cel. Patrzę na młodego chłopaka, który ogląda się za zgrabną nastolatką, na kobietę po trzydziestce, która zaciąga się papierosem- swoim codziennym chlebem, a także na faceta po pięćdziesiątce, który nerwowo spogląda na zegarek. Już trzy minuty spóźnienia. 180 sekund. Wszyscy czekają na swój transport. Czuję się jak zwierzę w lesie. Garść nikomu nieznanych osób, którzy czekają dokładnie na to samo- upragniony autobus linii 185. Nikt do nikogo się nie odzywa, nikt nie reaguje na pozostałych, nikt nie podejmuje próby rozmowy. W końcu zjawia się nasz niczym król słońce, tak długo oczekiwany pojazd. Zatrzymuje się, kierowca z łaski otwiera przyciskiem wszystkie drzwi. Zaczyna się kolejna walka- tym razem o miejsca. Już na starcie jestem stratowany. Ludzie rzucają się na siedzenia z przerażającą szybkością. Nawet nie mam siły walczyć. Zajmuję spokojnie miejsce przy szybie, łapiąc poręcz dłonią. Mam ochotę na choćby odrobinę snu. Przymykam oczy, oddaję się muzyce. Jedziemy. To już dobrze. Chwilę później zaczynam czuć czyjś oddech na mojej szyi. Moje powieki podnoszą się z ogromną trudnością. Nie chcę, ale muszę. Odwracam się oglądając gościa- właściciela oddechu. To jakiś dziadek, który widząc moje spojrzenie nie wykonuje choćby najmniejszego gestu. Z jego miny mogę wyczytać- "Daj se spokój, koleś. I tak tu będę stał". Wracam

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych