Anioł świąteczny
Christina pracowała w hospicjum od prawie roku. Ciężko jej było każdego dnia obserwować umierający ludzi.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Anioł świąteczny
Christina pracowała w hospicjum od prawie roku. Ciężko jej było każdego dnia obserwować umierający ludzi. Czuła jednak, że musi wykonywać tą pracę. Ponieważ nie miała własnej rodziny, nie broniła się przed pracą w święta. We Wigilię było potwornie zimno. Ze zmarzniętymi rękoma i czerwonym nosem weszła do hospicjum. Panowała cisza. Nikt nie przygotowywał świątecznego posiłku. Nie czuć było świątecznych zapachów. W powietrzu unosił się zapach śmierci. W kącie stała mała choinka przystrojona przez wolontariuszy.
- Nie spodziewałam się dzisiaj pana tutaj spotkać.
- Wole być tutaj niż w pustym domu. A co pani tutaj robi?
- Mam dyżur. Ale chętnie przebywam w towarzystwie tych ludzi. Kiedy z nimi rozmawiam, dochodzę do przekonania, że są szczęśliwi, mimo, że czeka ich wkrótce śmierć. Zaskakuje mnie to.
Doktor Steinbach pracował w hospicjum od niedawna. Młody lekarz podobał się każdej pielęgniarce. Ponoć był żonaty, chociaż nigdy nie mówił o swojej żonie.
- Doktorze? Mogę o cos zapytać?
- Tak, oczywiście. Chętnie odpowiem na pani pytania, jeśli będę znał odpowiedź.
- Dlaczego powiedział pan „w pustym domu”? Pan jest przecież żonaty.
- Byłem żonaty. Moja żona zmarła przed dwoma miesiącami. Miała raka płuc. Nie mogłem jej pomóc, dlatego chce pomagać innym. Pani jest pierwszą, której powiedziałem o mojej żonie.
- Przykro mi. Proszę mi wybaczyć, że zapytałam!
- Proszę się nie martwić. Pani nie wiedziała.
- Mimo to mogłam się powstrzymać. Idę teraz do pana Baumayera. Z pewnością czeka już na mnie.
Christina miała poczucie winy. Po co pytała o żonę doktora? Zanim powie, powinna pomyśleć.
Pan Baumayer był wesołym mężczyzną w wieku 70 lat. Wiedział, że nikt już mu nie może pomóc i wkrótce umrze. Nikt go nie odwiedzał. Miał syna, który mieszkał w Monachium. Ale nie on martwił się o chorego ojca. Pan Baumayer miał jeszcze dwie córki. Jedna wyjechała przed laty do Ameryki. Raz w…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil skia
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…