Baśka początek
Starzy bohaterowie po zdecydowanym liftingu
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Baśka początek.
Baśka ze złością szarpnęła tiulową sukienkę w kolorze ciepłej lawendy, która zahaczyła o jakąś przydrożną gałązkę. Materiał jęknął rozpaczliwie, a jego strzęp został na krzaku, niemal jak skalp zdjęty z wroga. Ciemne, w tej chwili lekko wilgotne loki wpadły dziewczynie w oczy i usta. Mżawka rozmazała teatralnie jej makijaż. Baśka schyliła się, by w ciemności ocenić stan obuwia. Niestety nie prezentowało się lepiej niż cała reszta. Na rozmiękłej drodze piękne, jasnofioletowe czółenka straciły cały blask. Sięgnęła do wewnętrznej kieszonki, którą sama pieczołowicie wszywała pod spódnicą. Wyciągnęła paczkę z dumnym, granatowo-czerwonym napisem „Królewskie” ,poniżej drobnym druczkiem napisano podziękowanie dla kupujących za wspieranie skarbu państwa i przyczynianie się do rozrostu jakże ważnego aparatu urzędniczego. Dziewczyna zajrzała do paczki. Przynajmniej papierosy zostały suche. Przeliczyła je. Zostało dziesięć. Prawdziwa dama nie powinna palić więcej niż dziesięć, a ona wykorzystała już limit. W zasadzie prawdziwa dama nie powinna palić wcale, jednak Baśka po pertraktacjach ze sobą zwiększyła wcale do dziesięciu, co było rozsądnym kompromisem. Zawahała się, a potem sięgnęła do paczki. Miała zły dzień. W zasadzie to miała zły dzień, który miał być pięknym i wyjątkowym dniem, co czyniło go jeszcze gorszym. Prawdziwa dama nie powinna łamać własnych postanowień, ale też dzisiejszy dzień nie wpasowałby się w kalendarz damy i jeden papieros niczego już tu nie zmieni. Sięgnęła do kolejnej kieszonki, by wydobyć zapalniczkę, jednocześnie zastanawiając się ile przydatnych schowków można ukryć pod zwiewnymi fałdami lawendowego tiulu. Udało jej się wszyć kieszonkę na chusteczkę, co zresztą poradziła jej babka. Następnie tknięta magicznym palcem weny wszyła jeszcze schowek na kosmetyki, na kilka drobnych szkiełek płatniczych, bo przecież wiadomo, że warto mieć przy sobie choć garść drobnych. W kolejnej kieszonce ukryła zapasowe rajstopy, a potem jeszcze jedne. Wiadomo, nylon ma tendencję do darcia się w strzępy, zawsze w najmniej odpowiednim momencie. Aby nie budzić rodziców po wielki m balu, wszyła też schowek na klucze. No i oczywiście niewielką kieszonkę na papierośnicę i jeszcze mniejszą na ulubioną zapalniczkę. Liczne schowki uderzały o siebie, pobrzękując, kiedy Baśka się poruszała. Dziewczyna nie była pewna, czy tak właśnie podzwaniają dystyngowane damy, ukrywające swoje drobiazgi pod fałdami sukien, ale była bardzo zadowolona ze swej pomysłowości i ilości rzeczy, które udało jej się zabrać. Teraz ściskając papieros w kąciku ust, zadarła spódnicę, dla równowagi szeroko rozstawiła nogi i wyśledziła kieszeń z zapalniczką. Jednak kryła ona nie tylko upragniony ogień, ale i co innego. Baśka zaklęła szpetnie, kiedy wyczuła ów przedmiot, zanim zorientowała się, że damy nie używają takich słów. Skonfundowana zaklęła po raz drugi – ciszej. Wysupłała artefakt klęski jak już zdążyła go nazwać i obejrzała go ponownie. Nic się nie zmieniło. Trzymała oto w dłoni dwucalowy gwóźdź. Sama nie mogła zrozumieć, dlaczego nadal ma go przy sobie. Przecież mogła rzucić go zaraz za drzwiami, ba mogła go rzucić temu, który jej go dał w twarz! Ale nie, ona uśmiechnęła się na jego widok idiotycznie, a potem upchnęła niedbale w losowej kieszonce. Wszystko miało być zupełnie inaczej. Bal środka zimy, to wydarzenie towarzyskie roku w Polewie, które umówmy się, nie jest metropolią, ale też i nie zabitą dechami dziurą. Bale środka zimy ma za to niezwykłe, kiedyś nawet podano je jako atrakcję turystyczną. Migawki z gali w całym spocie reklamującym region trwały półtorej sekundy, z czego wszyscy mieszkańcy byli niezwykle dumni. Baśka tymczasem osiągnęła wiek, kiedy po raz pierwszy miała w tym wielkim wydarzeniu uczestniczyć. O czym innym może marzyć młoda dama? Oczywiście od początku jesieni wśród wszystkich uczennic ostatniej klasy Ogólnej, Społecznej Szkoły Żeńskiej do której i Baśka uczęszczała zapanowało poruszenie. Na balu należało pokazać się z partnerem. Jako, że szkoła nie tylko z nazwy była żeńska, dziewczyny musiały uruchomić wszelkie pokłady kreatywności, aby takowego znaleźć. Wielkie nadzieje pokładały w mieszczącej się na tej samej ulicy Szkole Oficerów i Inżynierów, i choć z nazwy szkoła męska nie była, uczęszczali do niej głównie młodzi mężczyźni. Jak to zwykle bywa, większość z nich nie cieszyła się szczególnym zainteresowaniem dziewcząt, za to kilku urosło niemal do roli bożyszczy. Nikt nie wie, czemu akurat tak zazwyczaj wyglądają kontakty między młodymi kobietami i mężczyznami, skoro popyt i podaż są na podobnym poziomie, towar z obu stron zdecydowanie pełnowartościowy, a jednak wielu wybiera niewiele i każdy wiąże nadzieje ze swoim wyborem. Zaprzecza to zasadom samoregulacji rynku, ale tak jest. Najbardziej pożądany był Wilkobor, wysoki brunet o szerokiej klatce piersiowej i stalowych oczach samca alfa. Marzyły o nim nawet te dziewczęta, które biorąc pod uwagę zdrowy rozsądek nie mogły się znaleźć w kręgu jego zainteresowań. Marzyły też te, które znajdowały się w kręgu zainteresowań wielu. Krótko mówiąc, każda dziewczyna przy zdrowych zmysłach poświęcała mu najintymniejsze chwile swoich marzeń. Jemu i balowi. Baśka też o nim marzyła, gnana prawem stada. Oczywiście zdobycie partnera nie było proste. Żadna dama nie podejdzie przecież do mężczyzny i nie zapyta go wprost, czy pójdzie z nią na bal. Należy wysłać odpowiednią ilość subtelnych sygnałów, dać znać, że to on może wystosować zaproszenie, a gdy to już zrobi udać zaskoczoną i dać sobie czas na przemyślenia. Niektóre dziewczyny wysyłały sygnały do kilku chłopców, asekuracyjnie, w razie porażki z numerem jeden. Baśka też postanowiła pójść drogą asekuracji. Niestety zasady dawania znaków są skomplikowane jak machanie światełkami do samolotów na lotnisku, w związku z czym zamiast asekuracyjnych jej sygnały wyszły chaotyczne, rwące się w połowie i niekompletne, a to wieszczyło katastrofę i występowanie na balu w roli kobiety niezależnej. I właśnie wtedy wydarzył się cud. Wilkobor zaczepił ją na ulicy. - Czy dziś po lekcjach moglibyśmy porozmawiać? - zapytał niskim basem. - A nie…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil belladonna
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…