Wróć do katalogu

Czasoprzestrzeń Międzyplanarna cz.1

Archibald jest magiem. Na swoim Planie egzystencji jest niezwykły. Lecz to co jest niezwykłe na innych Planach, nie śniło się nawet Urzeczywistniaczom Nieprawdopodobieńśtwa.

Specter, opublikowano , 12 min czytania, 4,2 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Piotr Bryzik Czasoprzestrzeń Międzyplanarna

Archibald zamyślił się. Drobinki magii spłynęły po jego palcach tworząc między nim a kuflem piwa więź uświadomionej mocy, subtelnie przeganiającej rzeczywistość z bąbla idei i proszącej by wróciła później. Kufel uniósł się delikatnie znad drewnianego stołu, który był jak na karczmę przystało, obowiązkowo brudny i przebarwiony różną maścią trunkami. Archibald zakręcił palcem powolnego młynka, zmuszając kufel do podobnego ruchu. Piwo w środku natomiast dostało czasowej amnezji i zapomniało o prawie grawitacji, bezczelnie pozostając w wiszącym do góry nogami kuflu. Drow siedzący stół obok podniósł głowę by poobserwować tą interesującą sztuczkę. Nie był bardzo zdziwiony, więc bąbel odrzeczywistnienia nawet nie zadrgał (a jak powszechnie wiadomo, uświadomienie sobie absurdu działania magii poważnie narusza sferę jej działania, gdyż rzeczywistość czuje się zawstydzona i chce zapełnić powstałą w niej lukę). - Ekhem – ktoś odchrząknął teatralnie. Archibald spojrzał na barmana, który niby padając ofiarą swego kaprysu, stukał leniwie w tabliczkę z archaicznym malunkiem przekreślonej różdżki. Archibald powrócił kufel do swego przeciętnego stanu stania na stole i nie dopuszczania by piwo gdzieś sobie samo poszło, po czym westchnął i oparł brodę o skrzyżowane na blacie ręce. Barman natomiast zdjął z ramienia szmatę z którą nigdy się nie rozstawał i przetarł pieszczotliwym ruchem wiszącą na ścianie czterdziestocalową plazmę. Tak, tak. Odkąd na jednym z Planów egzystencji nastąpił tak zwany „jebut technologiczny”, magią przestano się już tak fascynować, a nawet zaczęto uważać ją za archaiczny i niepotrzebnie niebezpieczny sposób formowania rzeczywistości. Teraz używano maszyn* , zwanych koparkami, dźwigami i innymi które prostacko nazwano po czasownikach określających ich zadania. Wobec drastycznych cięć kadr, Archibald stracił prestiżową posadę w Kręgu Magicznej Terramorfozy i zajął się produkcją lodówek, czyli dużych pojemników do przechowywanie żywności. Nazwę swą wzięły po wielkim magu Antarktesie Lodym, który opanował i opatentował długowieczne zaklęcie obszarowego spowolnienia czasu, umożliwiając w końcu mleku pozostać dłużej świeżym, a herbacie dłużej gorącą. Praca nie była zła, bo wymagała odpowiednich kwalifikacji, lecz stanowczo brakowało jej fantazji. A mag z zajęciem pozbawionym fantazji przestawał być prawdziwym magiem. Dzięki zapętleniu przyczynowo-skutkowego, wracamy do Archibalda, który właśnie z tego powodu siedział w barze myśląc co ze sobą począć. Zważywszy że przy samotnym myśleniu świadomość ma tendencję do uciekania w tył czaszki, gdzieś głęboko pod zwoje mózgu sprawiając że postrzegana czasoprzestrzeń staje się mglistym uczuciem gdzieś na czubkach synaps, mogłoby to trwać dość długo. Zbyt długo jak dla przeciętnego czytelnika. Całe szczęście zatem, że w sferze postrzegania Archibalda pojawiła się kluczowa dla jego życia postać, chodź jeszcze nie miał powodu by cokolwiek takiego przypuszczać. - Duże chmielowe – melodyjny, kobiecy głos powędrował prosto w stronę barmana, który wyprostował się jak struna i zlustrował nowego gościa. - Już podaję panienko – rzekł po krótkiej chwili i złapał pusty kufel z miną najbardziej obojętną na jaką było go stać. Archibald podniósł głowę. Przy ladzie stała najbardziej smukła kobieta jaką jego receptory wzrokowe miały przyjemność oglądać. Jednocześnie jednak, była nieprzyzwoicie niebieska, a zamiast włosów, z głowy spływały jej równie niebieskie liście. Cóż, na pewno nie były to liście, ale właśnie to przychodziło do głowy na pierwszy rzut oka. Jej uroda była zbyt egzotyczna, by mogła pochodzić z tego Planu. Może bardzo podobnego, ale na pewno nie tego. Barman spojrzał na kobietę zmieszany - Przepraszam, ale skończyło się... Nie wiem jak to możliwe, jeszcze nigdy nam się to zdarzyło. - Nic nie szkodzi – uśmiechnęła się serdecznie. - Podać coś innego? - Nie trzeba, jeszcze nie wiem czy zostanę na dłużej. Po tych słowach wyjęła z kieszeni tuniki monetę i rzuciła ją za siebie. Z cichym brzęknięciem zawirowała pod sufitem po czym wylądowała na stole Archibalda. Na kancie. - Przepraszam – odezwał się barman – ale tu nie wolno czarować - To nie magia, tylko prawdopodobieństwo – uśmiechnęła się po raz kolejny i wstała. Oglądanie jej płynnych ruchów było czystą przyjemnością. Przypominała wtedy wodorost trącany delikatnymi prądami wodnymi. Tylko była od niego znacznie ładniejsza. Usiadła naprzeciwko Archibalda i zaczęła bawić się monetą. - Jaka była szansa że właśnie tak wyląduje? – spytała retorycznie tonem profesora wyższej uczelni który zna wszystkie odpowiedzi świata. - Mhmm, nawet pomijając właściwości barowego mikroklimatu i lepkości stołu… równie niewielka co wyczerpanie się zapasów piwa chmielowego. Uśmiechnął się nonszalancko będąc niemal pewnym, że spalił pierwsze wrażenie, to też odetchnął w duchu gdy kobieta zaśmiała się - Dokładnie! Pan jest Archibald Letterworn? - Taak... – odpowiedział niepewnie szybko wertując neurony które mogłyby mu podpowiedzieć skąd go może znać. - Och, tu cudownie! – zafalowała na krześle z dziewczęcą ekscytacją – Messa Susami, bardzo miło mi pana poznać – Archibald uścisnął jej rękę. - Nawzajem. Skąd pani wie kim jestem..? - Miałam pana odnaleźć. - Acha – odrzekł tonem człowieka który właśnie odkrył wszystkie tajniki wszechświata. Messa zachichotała. - No bo – zaczęła – szukałam pana bez żadnej wiedzy gdzie może pan być. Weszłam do pierwszego baru jaki znalazłam i rzuciłam na ślepo monetą. Domyśla się pan jaka była szansa że właśnie w ten sposób pana znajdę? Archibald uśmiechnął się do siebie, gdyż zrozumiał że właśnie nawiązał bardzo interesującą znajomość. - Jesteś Oszustką Losu – stwierdził – Inkubatorem Nieprawdopodobieństwa. Przyciągasz nieprawdopodobne wydarzenia, czyniąc szanse ich zaistnienia przeciw-proporcjonalnymi do siebie samych.

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych