Dylemat Iwana Piotrowicza 3/5
Żukow102, pociąg poruszający się trasą, Hitlerburg – Leningrad, najnowocześniejszy cywilny pojazd szynowy w Imperium Sowieckim, z gwizdem i piskiem hamulców zatrzymywał się na Głównym Leningradzkim, nawet najstarsi pracownicy dworca spoglądali
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Iwan znów przysiadł się do Knolla, by napić się z nieźle wstawionym generałem. Gdy kroił zimną już golonkę, z za jego pleców wyskoczył Bordes z młodym NKWDzistą, tym z którym wcześniej Iwan dyskutował. - Słyszeliśmy nowiny, towarzyszu poruczniku! – zawołał wesoło pułkownik. – Już znana jest płeć dziecka? Porucznika Wilforda już znacie prawda? – Wskazał na blondyna. Iwan kiwną głową, nie przerywając jedzenia. - Sofie szybko roznosi plotki – odparł gdy przełknął kawałek golonki. - Dziwicie się, towarzyszu? Biesiada sprzyja rozmowom – zachichotał Bordes. Iwan go nie poznawał. Taki zimny i opanowany oficer, nagle stał się gadatliwym wesołkiem. Musiał wciąż żyć w ogromnym napięciu, skoro aż tak bardzo rozluźniał się w tym momencie. - Nie przejęliście się zbytnio, poruczniku – stwierdził Wilford. – Zważywszy na waszą pracę, wydaje się to dość dziwne. - Dokładnie. Zdaje się. Moja narzeczona jest w ciąży, a to oznacza, że ktoś jest temu winny. Prawda? To przestępstwo, poważne przestępstwo. Bordes kiwnął głową. - Trzeba więc znaleźć winnego – kontynuował Iwan. – Moja narzeczona nie jest idiotką, bierze pigułki, które przepisał jej ginekolog, a więc... – zawiesił głos. - Winny jest lekarz – dokończył pułkownik. - Albo producent leku – dodał Wilford. Iwan uśmiechnął się szeroko, widząc, że oficerowie zrozumieli co miał na myśli. - Towarzysze myślicie, że nasze fabryki źle działają, że taki błąd miał prawo się zdarzyć? – zapytał. Bordes i Wilford spojrzeli na siebie. - Oczywiście, że nie – kontynuował Bierezowski. – A jeśli nie było przypadku, musiało być celowe działanie. Może nawet spisek! - Spisek chrześcijan? – zapytał Wilford. Ale wypowiedział te słowa tak cicho, jakby mówił do siebie. - Wątpię – odparł Iwan. – Ale nic nie jest wykluczone. Bordes klasnął w dłonie. - A więc, towarzyszu poruczniku, potraficie przekuć tragedię w sukces. - Żadną tragedię, w Leningradzie mamy jedne z najlepszych klinik aborcyjnych, szybko się zajmiemy tym problemem – uśmiechnął się i wypił kieliszek wódki, wcześniej stukając się z towarzyszami.
Biesiadnicy stawali się coraz bardziej swobodni. Kobiety rozebrały się do bielizny, niektóre miały odsłonięte piersi. Iwanowi zaczęła ciążyć głowa. Francuska reprezentacja trzymała poziom. Generał Knoll wymiotował pod stołem, Wilford gdzieś zniknął, ale Bordes pił z Iwanem równo. Młody oficer patrzył coraz tępiej w oczy pułkownika. Iwan uśmiechnął się widząc, że Francuz jest półprzytomny i nagle stracił świadomość.
Otworzył oczy i w tej samej chwili poczuł jak ktoś miażdży mu głowę. Intensywne światło wdarło się do jego źrenic, więc musiał znów zamknąć powieki. Po ciele spływał zimny pot, a do uszu wdzierał się potężny huk i szum. Przez moment zdawało mu się, że znajduję się w jakiejś fabryce. - Już wam lepiej, towarzyszu poruczniku? – Z odrętwienia wyrwało go pytanie. - Gdzie jestem? – wydusił z siebie. - Jesteście w pociągu do Madrytu. Kilku towarzyszy oficerów wsadziło was do tego przedziału. Współczuję wam poruczniku – powiedział mężczyzna, a w jego głosie brzmiała szczera litość.
Iwan z wysiłkiem znów otworzył oczy i rozejrzał się po przedziale. Jechał drugą klasą, na taki wagon miał wykupiony bilet, zresztą w socjalistycznym imperium, niewiele pociągów posiadało przedziały pierwszej klasy. Podniósł głowę, na metalowych półkach znajdowały się jego walizki. Uspokoił się nieco. - Dlaczego jest nas tylko dwóch w przedziale – zapytał współpasażera. Dopiero teraz zwrócił na niego uwagę. Mężczyzna miał koło pięćdziesięciu lat, ubrany był w beżowy garnitur, z łatami na łokciach. Włosy miał krótko przystrzyżone, pewnie po to, aby zminimalizować wrażenie pokaźnej łysiny. Wyglądał jak typowy sowiecki urzędnik. - W Paryżu większość wysiadła. Pewnie dlatego towarzysze umieścili was w tym przedziale. Prawdę mówiąc, gdy podróżuję prawie pustym wagonem też czuję się nieswojo. Tak rzadko się to zdarza – ostatnie słowa wypowiedział tak cicho, jakby mówił do siebie. - Macie coś do picia? – zapytał Iwan. - Tak, ale spójrzcie towarzyszu do góry. Przyjaciele podrzucili wam w Paryżu pełną torbę różnych produktów. Woda też się tam pewnie znajdzie, a może i jakieś lepsze lekarstwo, na waszą chorobę – puścił oko do Iwana. - Nie trzeba lepszych lekarstw, mam coś specjalnego – Iwan wstał, wciąż czując ból, a teraz dodatkowo zawroty głowy, i wygrzebał ze szmacianej torby butelkę z kwasem chlebowym. Zauważył, że Francuzi, całkiem nieźle go zaopatrzyli. Jedzenia nie brakowało, ale nie miał na nic ochoty. Padł na siedzenie, oddychając ciężko i spojrzał z grymasem, na urzędnika, który właśnie rozpoczął obierać jajko na twardo. „Że też zachciało mu się jeść, kiedy mnie tak męczy kac” – pomyślał. W kieszeni płaszcza znalazł plastikowe opakowanie z sześcioma białymi tabletkami. Nie wyglądały jakoś szczególnie, zwykła masa tabletkowa. Iwan włożył pigułkę do ust, połknął i popił kwasem chlebowym.
Przez kilkadziesiąt sekund bezmyślnie przyglądał się współpasażerowi, aż nagle poczuł jak zimny pot oblewa całe jego ciało. Światło słoneczne rozbłysnęło z niesamowitą intensywnością i łzy popłynęły mu z oczu. W głowie zaczął dostrzegać obrazy – wspomnienia z NKWDowskiej biesiady. Nie przypominał sobie wszystkiego, ale zdarzenia poczęły układać się w logiczną całość. Wilford z młodymi NKWDzistami, wyciągnęli go z pod zimnego prysznica i pomogli się ubrać. Wsadzili go do pociągu. Pamiętał jak wcześniej pił z Bordesem, który nagle osunął się na podłogę i zaczął wymiotować. Wtedy półprzytomny Iwan, chwiejnym krokiem ruszył na poszukiwanie – właściwie nie pamiętał kogo. Widział ludzi leżących na stołach, uprawiających seks, jedzących i pijących w alkoholowym amoku, ale najczęściej śpiących. Kolejna scena – stara się zmusić do wymiotów. Widział siebie, jakby z perspektywy osoby trzeciej. A może to było odbicie w lustrze. I nagle w umyśle mignęła mu ostra jak brzytwa myśl. Przypomniał sobie rozmowę z Weroniką. Otworzył szeroko oczy i spojrzał na współpasażera, pijącego herbatę z nakrętki termosu. - Wszystko dobrze, towarzyszu oficerze? – zapytał mężczyzna. – Wyglądacie bardzo rześko. Widzę, że wasz specyfik działa piorunująco. To na pewno bezpieczne? – zapytał. - Oczywiście! Przypomniałem sobie tylko coś ważnego. - Tak? – zaciekawił się urzędnik. – Może zdradzicie jakąś pikantną historię z oficerskiej biesiady? - To było przyjęcie oficerów NKWD, nie było nic pikantnego, poza tatarem – Iwan zmierzył mężczyznę chłodnym spojrzeniem. Urzędnik chyba zrozumiał przesłanie, bo umilkł i wrócił do posiłku.
„Weronika powiedziała, że się cieszy” – zastanawiał się Iwan. To tak bardzo go zdziwiło i wyrwało z zadumy. Czyżby źle zrozumiał? Był pijany, nie pamiętał wszystkiego dokładnie. Poza tym, taka informacja jest wstanie zmieszać myśli. Nie wiedziała co mówi. „Ciąża zmienia kobiety” – uspokajał się. Weronika nie była dziewczyną, która mogłaby namieszać w jego, życiu, mogłaby zaszkodzić jego karierze. Jeszcze tylko kilkanaście dni i znów będzie w Leningradzie, wtedy zajmie się wszystkim. Był zbyt sprawnym funkcjonariuszem, aby takie nieprzewidziane trudności mogły stanąć mu na drodze.
Gdy Żukow102, pociąg poruszający się trasą, Hitlerburg – Leningrad, najnowocześniejszy cywilny pojazd szynowy w Imperium Sowieckim, z gwizdem i piskiem hamulców zatrzymywał się na Głównym Leningradzkim, nawet najstarsi pracownicy dworca spoglądali z zachwytem. Potężna parowa lokomotywa wtoczyła się na najpiękniejszy peron w Republice Rosyjskiej.
Iwan wysiadł i rozglądał się dookoła. Pociąg spóźnił się tylko godzinę, więc spodziewał się, że Fiodor nie zrezygnował z odebrania go z dworca. I rzeczywiście, po chwili dostrzegł wysokiego blondyna, o nienagannej sylwetce, czekającego przy dworcowym bufecie. W dłoni trzymał plastikowe pudełko i zajadał się smażonymi pierożkami. - Witaj przyjacielu – młody oficer kompanii reprezentacyjnej NKWD, uścisnął dłoń Iwanowi. - Cieszę, się, że chociaż ty przyszedłeś mnie przywitać – odpowiedział Fiodorowi. Koledzy ruszyli w stronę wyjścia. Obcasy wysokich
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Obłuda.T
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…