Już właściwie bez porównania
Dalsze losy Chudego w walce o przetrwanie
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
JUŻ WŁAŚCIWIE BEZ PORÓWNANIA
Blokowisko. Kilkadziesiąt bloków upchanych na niewielkim kawałku ziemi. Architektura urbanistyczna. A w każdym z tych bloków - wieżowców upchane są setki rodzin. Każde z nich dysponujące niewielkim dwupokojowym mieszkaniem. Ludzkie więzienia. Z tą jednak różnicą, iż z prawdziwego więzienia kiedyś w końcu wychodziło się na wolność, stąd natomiast nigdy.
Czekał spokojnie. Przy tym przyglądając się różnorakim osobom, które znajdowały się w zasięgu jego wzroku. Kilka dziewczynek ciasno stłoczonych skakało na skakance. Było wokoło nich niewiele miejsca, lecz one widać potrzebowały go jeszcze mniej. Dalej grupa kilku wyrostków kłóciło się o coś zawzięcie. Z tej jednak odległości nie mógł rozróżnić słów, i tym samym zorientować się w treści kłótni. Tylko od czasu do czasu do jego uszu dolatywały obelżywe słowa, które każdy z nich rzucał pod czyimś adresem.
W oddali dostrzegł zbliżającą się w jego kierunku kobietę niosącą dwie potężne torby z zakupami. Sama przy tym nie wyglądała na kobietę z ogromną posturą. Widać było że torby właściwie ciągnęła za sobą. Czasami tylko odrywając od ziemi. Gdzie był jej mąż, który powinien przykładnie to dźwigać? Najprawdopodobniej wyskoczył na szybkie piwko. Rozejrzał się w poszukiwaniu grupki siwych ludzi, którzy sączyli by piwo, prowadząc przy tym rozmowy o wielkim świecie, który ich ominął. Nie dostrzegł ich jednak nigdzie.
Nagle w polu jego widoku pojawiły się trzy postacie, które uniemożliwiły mu dalszą obserwację tego ciekawego świata.
- Co tu robisz koleś? – zagadnął jeden z nich, po twarzy zorientował się iż nie był do niego usposobiony negatywnie. – Czego tu szukasz? Guza?
Wcale nie miał zamiaru mu odpowiadać. Szkoda było słów. Lecz tylko słowa mogły ewentualnie rozjaśnić niejasną w tej chwili sytuację.
- Czekam na Rudego. Miał zaraz się pojawić, lecz jeszcze go nie ma. – te słowa uspokoiły ich. Ton głosu zmienił się.
- Na Rudego? – przez chwilę zastanawiał się czy aby myślą o tym samym kolesiu. Lecz po chwili doszedł do wniosku że chyba jednak tak. Ostatnie słowo musiało należeć do niego. – Nie stój tu za długo. – i poszli dalej chodnikiem.
Zaraz po ich odejściu z klatki wyszedł Rudy.
- Trzymaj trzy-zero. Jak zwykle chwilę musiałem tłumaczyć iż jest mi niezbędnie konieczna. – Chudy złożył dziesiątkę i schował do tylnej kieszeni. Wyciągnął półówkę i dał ją Rudemu. – O jakości nie muszę zapewniać?
- Nie musisz. Towar masz jak zwykle pierwsza klasa.
- Słuchaj Rudy. Przed chwilą trzech kolesi mnie tu zaczepiło. Jeden z taką dziwną grzywką. Twoi znajomi?
Przez chwilę kojarzył. Skojarzył.
- Dobra, to pierwszy i ostatni raz. Są dosyć agresywni. Tak jak każdy, nie lubią tu obcych. Ale iż będziesz tu bywał częściej, więc załatwię to. Spoksik?
- Spoksik. – wyciągnął jeszcze jedną półówkę i dał mu ją mówiąc. – A to za pozytywne załatwienie sprawy. Znikam. – i każdy udał się w sobie tylko znanym kierunku.
Gdy próbował wydostać się z tego osiedla nagle zdał sobie sprawę iż bardzo łatwo tu trafić, znacznie trudniej wydostać. Blokowisko. Jak w dżungli. Betonowa dżungla. Po chwili zdał sobie sprawę iż tak naprawdę nie wie w jakim kierunku podąża. Własnego mieszkania, w sensie stałego miejsca zamieszkania nie posiadał. Nocował. Różnie. Przeważnie u przygodnych ludzi. Miał zawsze przy sobie to co inni pożądali, częstował, ktoś go w zamian nocował. Jeżeli to nie wypalało, noc w hotelu. Znał tam sporo osób, którzy tak samo jak on przez cały noc kręcili się po mieście a w nocy czasami wracali. Lecz nie przepadał za tym towarzystwem. Starał się tam nocować jak najrzadziej. Choć recepcjonistka była dosyć miła. Z jej powodu, lub z powodu jej krągłości starał się tam bywać częściej. I tak musiał godzić rzadkie bywanie z częstym.
Przystanął na przystanku, zastanawiał się w którą stronę ma podążyć. Czy w głąb miasta czy wręcz przeciwnie. Spojrzał przed siebie, potem za siebie. Nagle odczuł lekkie ssanie w żołądku. Zdał sobie sprawę iż jest chyba głodny i w takim wypadku należało by coś zjeść. Udawać się teraz na miasto by tam szukać miejsca gdzie można by było zjeść. Zdecydowanie nie najlepszy to pomysł. Zawrócił się. Postanowił udać się do znanej mu już dobrze knajpy.
Gdy wszedł do baru, wszystkie głowy skierowały się na moment w jego stronę. Był w centrum zainteresowania. Chwilę wszyscy przyglądali się, po czym powrócili do swego ulubionego zajęcia, sączenia dobrze schłodzonego piwa. Podszedł do baru i zamówił pieczoną kiełbaskę wraz z frytkami i dużą porcją keczupu i musztardy. Musiał chwilę poczekać nim posiłek został przygotowany. Zamówił sobie do tego małe piwko i tak jak wszyscy tutaj powoli sączył, czekając na zamówione danie.
Odgłos mocno otwartych drzwi znów przyciągnął wzrok wszystkich. Chudy nawet tym się nie zainteresował się. Siedział i sączył w spokoju piwko. Trzej dosyć dużej postury młodych ludzi omiotło swymi oczyma salę. Widać iż w tym tłumie próbowali wypatrzyć kogoś. Kogoś najwidoczniej szukali. Jeden nawet rzucił nazwę poszukiwanego osobnika. Któryś z siedzących przy stole wskazał palcem na Chudego. Wszyscy trzej ruszyli w jego stronę. Ktoś szturchnął go dosyć mocno w ramię.
- Ty jesteś Chudy? – padło groźne pytanie.
Chudy nim odpowiedział na to pytanie odwrócił się i omiótł wzrokiem mocno podejrzanych ludzi.
- Możliwe. – i bacznie obserwował pytających.
Nagle ich miny zmieniły się. Pojawiły się na nich uśmiechy.
- Spoko koleś. Jesteśmy od Rudego. Podobno coś masz.
- Całkiem możliwe.
- Planujemy zakupy. Chcemy wydać gdzieś około sześćdziesiątki. Po ile w takim układzie. - Jak po 8 srebrników to pasuje?
- Spoko. Bierzemy za wszystko.
Transakcja została dokonana. Pieniądze powędrowały w jedną stronę a proszek w drugą.
- Jakaś imprezka? – zagadnął Chudy.
- Dokładnie. – odpowiedział jeden z nich
- Na dużą ilość ludzi?
- Trochę będzie. – po chwili jednak rzekł. – Co będę ci opowiadał. Jeżeli masz ochotę możesz zabrać się z nami.
- W takim razie idę.
Drogę do wyjścia odnaleźli bardzo szybko. Gdy tylko drzwi zamknęły się za nimi, pojawił się barman z kiełbaską, lecz nie było już komu tego zjeść.
Mieszkanie w bloku. Rodzice gdzieś poza domem. Wolna chata. W takich wypadkach coś się zawsze organizuje. Tak jak teraz. Kilka osób zaczyna właśnie oglądać dawno zapowiadany film „Zagubiona autostrada”. Oczywiście wszyscy widzowie, którzy siedzą teraz przed telewizorem są oczywiście otumanieni zapachem maryśki. To poprzez jej pryzmat będą spoglądali na akcję dziejącą się na ekranie telewizora. Mając nadzieję iż zrozumią dzięki niej właśnie to, co innym umykało. Inni, którzy mieli już okazję właśnie ten film oglądać, słuchali muzyki z tego filmu. Ktoś zapytał Chudego:
- Widziałeś już ten obraz?
- Nie. Rzadko oglądam telewizję, prawie wcale. – jego zawód, o którym raczej wolał się nie wypowiadać nie pozwalał na zbyt długie przebywanie w miejscach zamkniętych. Z tej też racji nie mógł zbyt często widzieć tego co inni.
- Dobry kawał kina. Zwykły śmiertelnik nie jest w stanie zrozumieć tego filmu.
- Więc tylko Bogowie. – powiedział z dziwnym błyskiem w oczach. Tamten jednak zrozumiał aluzję.
Czy każdy z nas potrafi przesiąść się na inne niż dotychczas miejsce i od razu czuć się w tym miejscu dobrze? Czy raczej każdy z nas jest w jakiś sposób przywiązany do swego miejsca?
Chudy zamierzał się przenieść do innego pokoju, ktoś zagadnął go:
- Idziesz może zapalić? Częstuję. - poczuł to pragnienie więc bez sprzeciwów podążył na balkon. Nieznajomy wyciągnął w jego stronę paczkę z papierosami. Jeden z nich był wyciągnięty, ten więc należy do niego. Wyciągnął powoli papierosa i wsadził go w kącik ust.
- No to dzisiaj zabawa na całego. - powiedział - Widzę ciebie pierwszy raz. Znajomy Gęby?
- Trafiłem tu zupełnie przypadkowo.
- Ja też trafiłem na ten świat zupełnie przypadkiem. I przypadkiem też odejdę.
Chudy zrozumiał aluzję. Zaśmiał się głośno.
- Masz poczucie humoru, koleś. - i poklepał go po plecach.
- Staram się go nie tracić.
- Idę po piwo, przynieść ci? - spojrzał na niego, wyczekując odpowiedzi.
- Jasne, czemu nie?
Chudy udał się do kuchni, otworzył lodówkę i wyciągnął dwie puszki piwa, które do tej pory zdążyło już się schłodzić. Pomyślał iż niektóre napoje nigdy nie tracą swego uroku. Wrócił z powrotem na balkon i podał mu jedną z puszek. Syk uciekającego powietrza, który wydobył się gdy puszka została otworzona przyjemnie sycił uszy.
- Gdzie chodzisz? - zapytał rozmówca.
- Głównie po osiedlu. Tam jest najwięcej zainteresowanych. Choć obserwuję iż znów zaczyna coraz więcej chodzić. Znów zaczyna się konkurencja.
- Trzeba się nieźle nachodzić.
- Raczej nie. To mnie zazwyczaj szukają. Trzy lata temu, kiedy policja wypowiedziała wojnę handlarzom, udało im się zgarnąć bardzo wielu. Przez jakiś czas był spokój na osiedlach. Lecz teraz znów zaczyna się coś dziać. Myślę iż znów niedługo coś wybuchnie. W przeciągu kilku najbliższych miesięcy.
- Zawód stresujący. Nie próbowałeś czegoś innego.
- A czego tu próbować? Chodzę sobie. Nie mam żadnych godzin. Chodzę kiedy chcę. Sam to wybrałem, nie byłem naćpany.
- Nie myślisz o wspólniku?
Chudy spojrzał na niego. Ocenił go wzrokiem. Znał się na tym. Kolega wydawał się w porządku.
- Kiedyś, bardzo dawno temu
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil fixon
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…