Łańcuszek
Opowiadanie o tym jak może przeinaczyć się pewna myśl :)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Marta stała nad kartonowym pudełkiem i przyglądała się z czułością na jego zawartość. Właśnie otwierała buzię, by zawołać najbliższą swemu sercu osobę, lecz zaraz ją zamknęła. Chciała pomyśleć, jak to się stało, że pudełko stojące przed nią ma taką, a nie inną zawartość.
***
Ta myśl dopadła 18letnią Martę jak grom z jasnego nieba. Myślała sobie o rym, że za tydzień będzie dzień mamy. Jak każda córka, Marta darzyła swoją mamę gorącym, wielgachnym uczuciem. Chciała jej to jakoś wynagrodzić, poprzez podarowanie jej jakiegoś prezentu. Na początku chciała pójść na łatwiznę i kupić jakąś banalną czekoladkę albo kwiatka. Lecz właśnie tego dnia jej umysł wykazał wyjątkową kreatywność. Postanowiła, że namaluje dla swojej mamy obraz, gdyż odziedziczyła po niej talent plastyczny. Po krótkim namyśle dziewczyna stwierdziła, że najlepiej będzie utrwalić na płótnie jakiegoś bobasa, bo jej mama bardzo lubi dzieci. Pełna zapału pobiegła do swojego pokoju, chwyciła ołówek, wyrwała kartkę papieru, ale... Po chwili sobie przypomniała, że to miał być p r a w d z i w y obraz a nie jakiś marny rysuneczek. Poszła więc szybko do sklepu, lecz niestety nie mieli tam profesjonalnych sprzętów malarskich. Wróciła więc do domu i zatopiła się w błogiej bezczynności, a pomysł uleciał gdzieś daleko od niej.
***
Jak już wyżej zostało wspomniane Pomysł uleciał z głowy Marty. Leciał on wysoko, wysoko w niebo. Aż dotarł do pewnego latającego w przestworzach wróbelka. Ten pomysł, również dopadł go jak grom z jasnego nieba. Być może zastanawiacie się, co jakiś głupawy wróbelek mógł zrobić z tym jakże górnolotnym pomysłem. No cóż... Wróbelek zleciał na ziemię, przysiadł elegancko na trawce i dziobał okruszki chleba – jak to wróbelek. Może i wróbelek ma ptasi móżdżek, ale pomysł ten zinterpretował całkowicie poprawnie. Bo my ludzie, to myślimy sobie, że taki tam ptaszek to wcale nie myśli. A jest to rozumowanie błędne, gdyż w tym momencie wróbelek bardzo intensywnie myślał. Starał się zapamiętać ten ważny komunikat: „Dziecko namalować!”. A teraz wczujmy się w sytuację wróbelka. Wyobraźcie sobie tylko: być takim malutkim stworzonkiem i mieć tak wielką misję do wykonania - chodzi tu oczywiście o pomysł Marty. Mimo, ze ptaszek był bardzo głupiutki to jednak instynktownie wyczuł, że taka informacja nie może pozostać tylko w jego głowie. Postanowił więc wrócić do swojego domu pod bocianim gniazdem, gdzie czekała już na niego żona i piątka dzieci. Lecąc cały czas sobie powtarzał: „Dziecko namalować!”. Postanowił, że podzieli się swoim pomysłem z rodziną. - Żono! – zaćwierkał w progu po ptasiemu – Do mojej głowy, nie wiem skąd, wpadł wspaniały pomysł. Słuchaj, bo oto on. I wy dzieci też słuchajcie: „Dziecko namalować!”. Jak myślicie? Co on może znaczyć i jaki może mieć wpływ na nasze życie? - Och, Alfonso. Nie wiem, ja nie jestem od myślenia, ja tu tylko wysiaduję jajka – odpowiedziała mu zmartwiona żona. - A wy dzieci? Co o tym myślicie? - Tato! – zaćwierkała cała piątka – my jesteśmy tylko dziećmi, dopiero uczymy się latać, my nic nie wiemy o życiu. - Alfonso, ty pójdź do bociana, on odbywa dalekie podróże i na pewno dużo wie o świecie – poradziła mu żona. - A pójdę. I Alfonso, gdyż tak właśnie nazywał się ten rezolutny wróbelek, poszedł do swojego sąsiada. Lecz niestety nie zastał go w gnieździe, gdyż ten właśnie poleciał na wieczorne łapanie żab. Wróbelek pomyślał sobie: „A co tam kurna! Ja nie jestem taki głupi, jak mnie malują. Polatam sobie trochę i wszystko od razu mi się w głowie poukłada”. Jak postanowił tak też zrobił. Latał sobie tak przez dwie godziny i nic, zupełnie nic nie wymyślił. Jedyne myśli, które kołatały mu się po głowie dotyczyły radości latania, więc dalej nie wiedział co zrobić ze swoim-nieswoim pomysłem. - Hej! Alfonso – zakrakała wrona – Co tak latasz? - Ano latam, bo mam pomysł i nie wiem co z nim mam zrobić... - Może ci pomogę? – zasugerowała wrona. - Nie wiem. Może. Bo słuchaj ja mam taki pomysł, o dokładnie taki: „Dziecko namalować”. Co o nim sądzisz? - Całkiem fajny – stwierdziła mało entuzjastycznie wrona – ale czy to na pewno jest twój pomysł? Może go gdzieś przez przypadek usłyszałeś albo co... - Nie! To mój pomysł. I nie będziesz mi wmawiała, że nie! - ćwierknął oburzony Alfonso i odleciał od wrony. „Nie będzie mi taka tego mówić, co jest moje a co nie moje!”, myślał sobie rozwścieczony ptaszek. Postanowił, że prześpi się z tym pomysłem i mu się na pewno przyśni jakieś rozwiązanie. Podleciał do najbliższego dębu i tam usiadł na gałązce i zasnął. Oczywiście nie przyśniło mu się nic na temat jego pomysłu. Nawet więcej – wróbelek nie miał żadnych snów, gdyż był tak bardzo zmęczony, że miał bardzo mocny sen... Następnego dnia wróbelek obudził się cały obolały. Potem spostrzegł, że na jego piórkach jest krew. „Kot mnie zaatakował!” – przeraził się Alfonso „Ale całe szczęście już po wszystkim”. Po tym stwierdzeniu ptaszek wrócił do domu. - Alfonso! Co ci się stało?! – przeraziła się żona. - A nic. Jedyne co mnie trapi to, to że ja wczoraj nad czymś tak bardzo myślałem, ale teraz już nie pamiętam nad czym...
***
„Po co ja skakałem na tego wróbla?!” myślał sobie rozwścieczony, stary kocur „Przez to mam tylko mnóstwo piór w pyszczku, i jakiś dziwny pomysł w głowie!”. Jak można się łatwo domyślić, pomysł wróbelka przeszedł na kota poprzez jego pióra. Co kot zrobi z tym pomysłem? Bo ja myślę, że kot po prostu zaśnie przy najbliższym piecu, albo silniku. I tak też właśnie będzie w tej historii. Kot wrócił do swojego domu i tam zasnął przy kaloryferze (nowsza wersja pieca). No i w międzyczasie oczywiście zjadł coś niecoś. Myśl: „Dziecko namalować” kołatała mu się po głowie, powiem nawet więcej: bardzo go ona dręczyła. Miał przez nią jeden przerażający sen. A oto i on (opowie go wam sam kocur): Słuchajcie! To naprawdę był przerażający sen! Ja sobie spokojnie w kuchni piłem mleko, aż tu nagle, nie wiem skąd ani jak, w moim ulubionym zakątku pojawiło się jakieś przebrzydłe wypasione kocię ludzkie. Gdyby koty tak pasły swoje dzieci, to żaden nigdy ani jednej myszy by nie złapał! Ale wróćmy do mojego snu. Otóż ten mały ludź podszedł do mnie, pociągnął mnie boleśnie za ogon, zabrał mi mleko i je wypił! To było okropne! Ale to jeszcze nie było najgorsze. Dużo gorsze od tego było to, co potem zrobił ten bachor, on krzyczał: Sportretuj mnie kocie! Chwycił jakąś gęstą, czerwoną, śmierdząca ciecz i mnie ją oblał. To było po prostu straszne, jeszcze czuję to okropieństwo na każdym włosku mojego futerka. Ta myśl wykrzyczana przez tego bachora nadal mnie prześladuje. Uch! Muszę się tego jakoś pozbyć... To jest koniec relacji kota, więc teraz ja będę opowiadać. Jak już kotek wam wspomniał, bardzo chciał się on pozbyć tej natarczywej myśli „Sportretuj mnie kocie!”. W tym celu udał się do nóg swoich właścicieli i się intensywnie o nie ocierał. Lecz niestety myśl pozostała w jego głowie. Wściekły, wyszedł z domu, by pochodzić po okolicy. W pewnym momencie kota zaczął gonić pies. Oczywiście żaden marny pies nie mógł się mierzyć z tym weteranem okolicy – kotem. Więc kot z początku chcąc się trochę pobawić z kundlem, spokojnie od niego uciekał. Lecz po pewnym czasie nieco się zmęczył i uznał że on nie będzie już dalej biegł. Zatrzymał się zatem i spokojnie czekał, z nastroszonym futerkiem i wygiętym grzbietem, aż go pies dogoni. Gdy ten znalazł się przed nim, kot zręcznie podniósł łapkę z wysuniętymi pazurami i dał psu drapaka w nos. Pies przerażony uciekł, a kot dumny, że jak zwykle wygrał wrócił do domu z lekką głową...
***
Pies dostawszy drapaka, popędził ile sił w nogach do swojego pana. Dobiegłszy do starego pijaka cichutko zaskomlał i ułożył się przy jego stopach. - Co Robrojku? Znowu dostałeś drapaka? – mówił pijak do zwierzaka, a ten myślał sobie w duchu: „A ty co? Znowu piłeś to białe świństwo?” – Dobra mały. Jak już będziesz naprawdę duży, to każdy kot będzie się ciebie bojał –„No jasne że będzie” potwierdził w myślach pies. Potem pijak zastanawiał się czemu ten pies jest taką fajtłapą, że byle kot może go bezpardonowo drapnąć, a potem przypomniał sobie że miał wrócić do domu godzinę temu, więc zerwał się szybko i pobiegł zostawiwszy psa samemu sobie. „Ja muszę zmężnieć! – myślał sobie pies – to nie może być tak, że każdy może mi krzywdę zrobić. Muszę zacząć trenować czy coś takiego. Pójdę poradzić się kolegów”. Gdy pies szedł sobie spokojnie do swoich kumpli nagle w jego głowie zaczęła pojawiać się następując myśl: „sportretuj mnie kocie!”. Nie miał pojęcia co ona może znaczyć. Gdyż w końcu nie był kotem, nie mówiąc już o tym że nie miał pojęcia co to znaczy sportretować. Postanowił, że zapyta się o co tu może chodzić... - Wiesz co? Mi się zdaje, że ci się po prostu coś w głowie poprzestawiało – mówił jeden z psów – gdyż ta myśl jest co najmniej dziwaczna. - Tak, tak. Jest bardzo dziwaczna – potwierdził następny pies.
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil kasia88
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…