Lichwiarz
Dla niektórych, piekielny ogień lśni jak złoto.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Czy można mieć w życiu więcej niż zdoła się unieść? Oczywiście, że tak. Można nawet posiadać tak dużo, że ciężar tego co się ma staje się tak wielki - wręcz nie do utrzymania - że wgniata człowieka w ziemię, coraz głębiej i głębiej, na sam dół… do piekła.
W pokoju migotało żółte, słabe światło rozlane przez blask świec stojących przy łóżku. W pomieszczeniu co chwila przewijali się jacyś ludzie i ich cienie. Półmrokowi towarzyszył szept i cichy szmer nocy kryjący się tuż za oknem. Na łóżku stojącym w rogu izby, leżała jakaś postać. Był to mężczyzna mający osiemdziesiąt siedem lat, siwy, o grubych brwiach, chudy, schorowany. Siły go już prawie opuściły i nieuchronnie zbliżał się kres jego dni. W pokoju prócz niego znajdowała się rodzina (chociaż przybyła w bardzo nie licznym gronie), najbliżsi współpracownicy, oraz jedna służąca. Wszyscy stali w milczeniu, spoglądając kolejno po sobie i od czasu do czasu na schorowanego starca.
-Po co tu przyszliście? – odezwał się w końcu staruszek, nie zadając sobie na tyle trudu, by przekręcić głowę i spojrzeć na kogokolwiek z tu obecnych. – Przyszliście po moje pieniądze… -Odpowiedział po chwili sam sobie – Nic nie dostaniecie, nic…
Nikt się nie odzywał. Wszyscy przecież dobrze znali tego jegomościa i zdawali sobie sprawę z tego, że dyskusja z nim – zwłaszcza gdy nie chodziło o żaden interes – nie ma sensu. Jego umysł znał tylko pieniądze i tylko w nie wierzył. Chociaż nie tylko w to… Wierzył też w przyjaźń i miłość, ale tylko w tą w stosunku do rzeczy materialnych.
Część z tu obecnych rzeczywiście miała nadzieję, na otrzymanie czegokolwiek z łaski tego niegodziwca, niektórzy zaś jak na przykład żona i syn, przyszli tu aby pożegnać kogoś bliskiego. Wszystkim było go jednak żal, jednym mniej, drugim więcej. On zaś nienawidził wszystkich tu obecnych. Jednych mniej, drugich bardziej... nawet żony i syna.
-Idźcie precz… - zaskrzeczał cichnącym coraz ardziej głosem. – Nie chcę nikogo widzieć.
Nie zamierzali mu się sprzeciwiać. Gdy wychodzili rzekł jeszcze do gosposi:
–Przynieś mi tu garniec złotych monet.
Widać wolał złoto niż ludzi. Został sam, tak jak sobie tego życzył. Po chwili jeszcze tylko zjawiła się gosposia, która otrzymawszy od swej pani garniec pieniędzy przyniosła je do chorego.
-Nic nie ukradłaś po drodze złodziejko? – przywitał ją niezbyt mile. -Nic panie. -To wynoś się… precz.
Położyła garniec na stoliku w rogu izby. Wyszła. Zamknęła po cichu za sobą drzwi. Mrok pozostał w środku.
Przez chwilę stary leżał w milczeniu na łóżku i wodził wzrokiem po suficie, wymalowanym w przeróżne kolorowe wzroki - chociaż teraz, przy tak słabym świetle, wszystko pokryte było szarością. Potem spojrzał w stronę okien, ujrzał za nimi drzewa delikatnie kołyszące się na wietrze, później popatrzył jeszcze po całej izbie, aż w końcu zerknął w stronę drzwi, jakby spodziewał się, że ktoś przyjdzie. Lecz nikt nie nadchodził. Zwlekała z tym nawet sama śmierć…
-Gdzie się tak wyrywasz kochana? – rzekł nagle jakby sam do siebie. – Zostań jeszcze przez czas jakiś, czy warto się spieszyć?
Nikt nie odpowiadał, a stary wciąż coś bełkotał. Słabł z każdą chwilą, kręciło mu się w głowie, czuł, jak ciężkie staje się jego
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil marlodz
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…