NIECH ŻYJE BAL!
Kontynuacja "Jakże było wspaniale!". Wesoła, erotyczna historia. Zabawa, alkohol, sex, gagi i skecze, oraz swoista filozofia życiowa.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
NIECH ŻYJE BAL!
Dziewczyna powolnym ruchem poprawiła długie, kręcone włosy koloru spalonej słońcem słomy. Spojrzała zalotnie na siedzącego przy biurku mężczyznę ubranego w gustowny, ciemny garnitur. Był dobrze zbudowany, lekko łysiejący i na swój sposób przystojny. Mógł mieć trzydzieści pięć, może czterdzieści lat. W uwodzicielski sposób zwilżyła językiem wargi, a potem wstała i trochę przesadnie kręcąc biodrami podeszła do barku. Nalała do dwóch kieliszków czerwonego wytrawnego wina. Krzysztof patrzył na jej zgrabne pośladki, opięte ciasną, kremową miniówką, przez którą prześwitywały czarne stringi. Czuł, jak rośnie w nim pożądanie. Marta była bardzo atrakcyjną, szczupłą dwudziestotrzylatką. Seks z nią był zawsze niesamowitym przeżyciem. Podeszła do niego z uśmiechem na ustach, odsłaniającym białe, małe ząbki. Wręczyła mężczyźnie lampkę z winem i usiadła mu na kolanach. Krzysztof bezwiednie spuścił wzrok na krągły biust dziewczyny, co nie uszło uwadze Marty. - Przyniosłeś zdjęcia z twoich czasów studenckich? – spytała obejmując go za szyję i biorąc łyk alkoholu. - Oczywiście. Zaraz ci je pokażę. Wyjął z szuflady duży album z metalowymi okuciami, położył na blacie i otworzył. Na pierwszej stronie znajdowało się zdjęcie trzech szeroko uśmiechniętych chłopaków w stanie wskazującym na spożycie. - To jest Ptasiek – wskazał palcem na ciemnowłosego przystojniaka, to Alex, a to ja – czyli cała nasza słynna trójka z akademika w komplecie. - A ty jakie miałeś przezwisko? - Jajcarz – odpowiedział z uśmiechem. - Ciekawe dlaczego? – spytała przeciągając słowa - Czyżby wzięło się to od twoich… - Nie – zaśmiał się głośno.- To od tego, że robiłem najlepsze jaja na roku. - Aha – uśmiechnęła się słodko. – A to kto? – pokazała palcem na drugie zdjęcie, na którym wysoki blondyn trzymał się futryny i miał szeroko otwarte usta, jakby śpiewał. - To Śpiewak, kumpel z roku. Zawsze, gdy się upił, śpiewał piosenki Rodowiczki. To zdjęcie pstryknąłem na Sylwestra około drugiej w nocy. Wpadł do naszego pokoju, gdzie właśnie robiliśmy imprezę. Oczywiście pijany na maksa. Przez kilka minut coś gadał, nie wiem co, bo nie mogłem go zrozumieć. Potem zatoczył się, uderzył głową o futrynę i chyba coś mu przeskoczyło w mózgu, bo zaczął śpiewać „Niech żyje bal”, powtarzając tylko te trzy słowa. Strasznie fałszował, a po drugie nie chciał przestać, więc po jakiś dziesięciu minutach wysłuchiwania jego darcie nasza cierpliwość skończyła się i wyrzuciliśmy go za drzwi. Około piątej poszedłem odprowadzić laskę do domu, a gdy wracałem, zauważyłem go, jak stoi obok akademika. Opierał się o płotek i sikał. Spodnie miał opuszczone aż do butów, stał tak z tyłkiem i klejnotami rodzinnymi na wierzchu przy temperaturze minus piętnaście i uśmiechnięty od ucha do ucha machał do mnie ręką i śpiewał: „Niech żyje bal”. - Niezły koleś – zaśmiała się wesoło. – Szkoda, że nie zrobiłeś mu zdjęcia wtedy, gdy sikał. - Też żałuję. Ze śpiewakiem w ogóle były niezłe skecze. Kiedyś poszliśmy latem nad rzekę, zaopatrzeni w dobre tanie wino… - To jest coś takiego, jak dobre tanie wino? – przerwała mu zdziwiona. - Pewnie. Tanie wino jest dobre, bo jest dobre i tanie. A przynajmniej wtedy tak uważaliśmy. No więc piliśmy te wino nad rzeką, a wtedy śpiewak, oczywiście bardzo nietrzeźwy, powiedział: „Spójrzcie, jaka fajna panienka na łące!’. Rozejrzeliśmy się dookoła – nigdzie nie było żadnej dziewczyny. Wtedy Śpiewak wstał i pobiegł do tej wyimaginowanej panienki. Dobrze, że Alex był w miarę trzeźwy i przyprowadził go siłą z powrotem, bo okazało się, że ta rzekoma laska to był byk, który już szykował się do ataku na intruza. - Trzeba było go zostawić sam na sam z tą panienką. Ciekawe, kto by kogo przeleciał? Zaśmiali się oboje. Marta przewróciła kartkę w albumie. - A to co za facet z irokezem? Punk po czterdziestce? – spytała z błyskiem zainteresowania w oczach. - Punk, ale tylko jednodniowy. Wybieraliśmy się do Jarocina na koncert, więc kupiliśmy sobie kilka butelek wina na drogę. - Dobrego i taniego? - Dokładnie. Mieliśmy jeszcze kilka godzin do odjazdu pociągu, więc postanowiliśmy przeczekać u kumpla. Na klatce spotkaliśmy jego sąsiada, właśnie tego, który jest na zdjęciu. Zaczęliśmy rozmawiać i dotrzymaliśmy sąsiadowi towarzystwa, aż w końcu wypiliśmy wszystkie wina. Wtedy on powiedział, ze ma w domu cały gąsior tego szlachetnego trunku i zaprosił nas do siebie. Piliśmy z nim w najlepsze. W pewnym momencie spytał, po co nam te plecaki? Odpowiedzieliśmy, że jedziemy do Jarocina. Wtedy sąsiad napalił się na koncert i koniecznie chciał jechać z nami. Dał sobie wyciąć pięknego irokeza i przygotował się do drogi. Ale nic z tego nie wyszło, bo trochę przesadził z winem - schodząc na dół dwa razy spał ze schodów, a potem padł na trawniku przed blokiem i zasnął. Nie mogliśmy go dobudzić. - To musiał być jakaś podróba punka. Prawdziwy padłby dopiero w Jarocinie. - Przypomniał mi się inny skecz związany z włosami. Otóż kiedyś po pijaku na imprezie u kolegi daliśmy sobie słowo, że ostatni z nas, który nie odpadnie, obcina wszystkim włosy, wycinając pas przez środek głowy. W czasie tej długiej, upojnej nocy zabrakło wódki, więc Alex poszedł do nocnego sklepu po zero siedem wody ognistej, a my przez ten czas zasnęliśmy. Gdy wrócił, obciął maszynką mnie i jeszcze trzech kolegów, po czym poszedł spać. Gdy wstaliśmy rano, nie spoglądając nawet na siebie zauważyliśmy Alexa śpiącego pod stołem, więc oczywiście obcięliśmy go na pałę, a miał wtedy naprawdę długie włosy. Numer był super, ale gdy po zabawie w fryzjera poszedłem do łazienki, bynajmniej nie było mi do śmiechu. Moim kolegą z resztą też nie. Wkurzeni obcięliśmy mu brwi, żeby było śmieszniej. Wiesz, taki mały rewanżyk. To była niezapomniana impreza. - O, to zdjęcie też jest świetne – dziewczyna spojrzała na fotkę, na której pięciu chłopaków wynosi z baru niczym trumnę bruneta z zamkniętymi oczami. - Tak, to też były niezłe jaja. W Zakopanym poszliśmy na libację do jakieś knajpki. Gdy Ptasiek przestał kontaktować i zasnął przy stole, postanowiliśmy zakończyć imprezę. Wynosiliśmy go, gdy nagle się ocknął i krzyknął do znajdujących się w barze dziewczyn: „Laseczki, ja wam i tak patelę wyliżę”, po czym znów zasnął. Na drugi dzień rano, jeszcze mocno pijany, wyszedł za potrzebą zupełnie nago na korytarz. Na piętrze była tylko jedna wspólna ubikacja. Za chwilę wrócił i powiedział zaskoczony: „Ty, jakaś klientka chodzi mi po chacie”. Biedaczek myślał, że jest u siebie w domu. - To niezłe widoki miała ta klientka – skomentowała Marta, popijać wina. - Ja też mam niezłe widoki – powiedział Krzysztof, odpinając dziewczynie guzik przezroczystej białej koszuli i zaglądając za dekolt. – Lubię, jak nie nosisz stanika. - Gdzie tam patrzysz. Nie wolno! – udając oburzenie odsunęła jego głowę. - Lepiej powiedz mi, co to za dziewczyna na tym zdjęciu leży obok ciebie/ Zbyt ładna to ona nie jest – zaśmiała się szyderczo. - To raczej smutna historia – Krzysztof wypił wino do dna i zrobił kwaśną minę. Na Andrzejkach okrutnie się schlałem. Wtedy, wykorzystując chwilę mojej słabości, zaczęła mnie podrywać pewna kobietka, właśnie ten pasztet ze zdjęcia. A że byłem, że tak powiem, nieco pod wpływem alkoholu... Zgodziłem się na wszystko... Ciężko mi o tym mówić… Nad ranem obudziłem się z leżącą obok mnie brzydulą. Mówię ci, totalna porażka! Po tej imprezie doszedłem do wniosku, że już więcej nie piję... - To jest obietnica, której po prostu nie można dotrzymać - uśmiechnęła się do niego. - Tak jak mówisz. Po tej tragicznej nocy nie odzywałem się do owej kobietki przez pewien czas. Aż do Sylwestra. Wiesz, że w taką noc nie wypada nie pić, więc schlałem się do n-tej potęgi. Okazało się, że ta moja miłość z Andrzejek również była na tej imprezie… Z opowiadań znajomych dowiedziałem się potem, iż przepraszałem ja na kolanach za to, że się nie odzywałem… Obudziłem się rano z… pewną znajomą mi kobitką, leżącą obok mnie w łóżku. Makabra! Wtedy pierwszy i ostatni raz uciekłem z imprezy. - Kolega z roku miał podobną przygodę. Kiedyś na dysce nawalił się jak szpak i kompletnie nie wiedział, co jest grane. Jest w miarę przystojny, więc poderwała go jakaś babka po czterdziestce, metr czterdzieści w kapeluszu. Zaprosił ją do siebie i przeleciał. Do dzisiaj się z tego śmiejemy. - Miło wiedzieć, że nie tylko ja mam takie przygody – mężczyzna przewrócił kartkę w albumie. Spójrz na tą blondynę na zdjęciu. Nigdy jej nie zapomnę. - A to dlaczego? Czyżby to twoja była luba? - Nie, nic z tych rzeczy. Byliśmy razem na pieszym rajdzie politechniki. Był nas około osiemdziesiąt osób. Spaliśmy w stodole na sianie. Zdrowo popiliśmy, a gdy już w absolutnych ciemnościach szykowaliśmy się do snu, nagle usłyszeliśmy rozpaczliwy, kobiecy krzyk: „Ja pierdolę, o kurwa, ktoś mnie dupczy od tyłu!”. To była właśnie ta panienka ze zdjęcia. Nigdy się nie wydało, kto ją wtedy wykorzystał znienacka. - To faktycznie nie sposób zapomnieć o tej panience – Marta wstała i poszła po butelkę wina. Po chwili wróciła i z powrotem usadowiła się na kolanach mężczyzny, czule go obejmując. Krzysztof położył dłoń na gołym udzie dziewczyny, a drugą ręką objął ją w talii. - Ja z kolei zawsze będę pamiętać klasową wycieczka do Częstochowy przed maturą – powiedziała dziewczyna. - Już w drodze jeden koleś tak się nawalił, ze zostawiliśmy go w autobusie - prześpi się, to mu przejdzie. Po powrocie do autokaru klient wyparował. Rozbiegliśmy się po Częstochowie, szukając zguby. W końcu znaleźliśmy go w parku, jak siedział na ławeczce ze smętną mina. Okazało się, że zgwałcili go jacyś tubylcy! Było to potem potwierdzone przez lekarza. - O zgrozo! – krzyknął Krzysztof. – Myślę, że ta dziewczyna z rajdu miała jednak przyjemniejszą przygodę – nalał wina do obu lampek i podał kieliszek Marcie. - A spójrz na tą fotkę – mężczyzna pokazał zdjęcie, na którym chłopak siedzi na krześle na środku ulicy, a obok niego przejeżdżają samochody. – Krynica Morska, wakacje po trzecim roku studiów. Pewnego wieczoru siedzieliśmy w barze w pięciu i piliśmy browara za browarem. Nagle jeden z kolegów zasnął. Wtedy wpadłem na cudowny pomysł. O pierwszej w nocy wynieśliśmy go z krzesełkiem na główną ulicę i postawiliśmy na środeczku. Dobre piętnaście minut siedział tam, omijany przez samochody. A my obserwowaliśmy to z krzaków, pokładając się ze śmiechu. - Opowiem ci lepszy zwód – dziewczyna klepnęła go w ramię. - Mój znajomy, właściciel pewnej firmy, zaczął umawiać się ze swoją pracownicą. Kobieta zaprosiła go na wesele. Po spożyciu większej ilości alkoholu dorwała komórkę faceta i zadzwoniła do jego żony, krzycząc: „Odpierdol się od niego, ty stara kurwo! Ty swoje z nim już przeżyłaś! Teraz moja kolej!” Skończyło się to tak, że rozwodu nie ma do dzisiaj, a kolega dla złagodzenia sytuacji kryzysowej, jak to mówił, i własnego bezpieczeństwa, wyjechał na parę dni. Z pracowniczką już się nie umawia i z tego co wiem, dziewczyna kariery w…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Robson
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…