O Śmierci, która stworzyła motyw vanitas
Opowiadanie, a może raczej legenda... Zresztą zobaczcie sami...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
O Śmierci, która stworzyła motyw vanitas
Dawno, dawno temu, kiedy ludzie ledwo przekroczyli linię czasu oddzielającą starożytność od średniowiecza, Śmierć była zupełnie inna niż współcześnie. Należała jeszcze wtedy do Boga, który posyłał ją, aby przynosić ludziom ukojenie i nadzieję w życie wieczne. Była piękna, radosna i uśmiechnięta. Najczęściej przybierała postać młodej dziewczyny. Wykonywała swój obowiązek z czułością i jak tylko się dało skracała ludziom męki i katusze, wprowadzając ich do całkiem innego świata. Nie było to dla niej łatwe zadanie, gdyż jej wrażliwe serce krwawiło na widok okrucieństwa. Ulotna i cicha, pojawiała się po kolei w różnych zakątkach świata. Jednak pewnego razu diabły zgromadziły w piekle naradę. Na niej to ustanowiły, że oszukają Śmierć i przeniosą ją na swoją stronę, wykorzystując ją do swoich haniebnych planów. Jeden z demonów przybrał postać prostej, ubogiej dziewczyny i tak wyszedł na spotkanie Śmierci. W tym przebraniu powiedział jej, jak bardzo ludzie szanują ją i cenią, i że pragną, by przeszła ulicą w ich miasteczku na Święto Wiosny. Śmierć wzruszyła się i rzekła, że z chęcią to uczyni. Wiedziała bowiem, że Święto Wiosny jest najbardziej uroczyście obchodzonym świętem w mniejszych miasteczkach i wioskach. Zaproszenie na nie stanowiło wielki zaszczyt. W swej całej prostocie i dobroduszności, nie wiedziała jednak, że ludzie szanują Śmierć lecz zarazem bardzo się jej boją. Gdy tylko zniknęła szatan z uciechą zatarł ręce. Pierwszy punkt jego nikczemnego planu został wykonany. Następnie udał się do miasta (tym razem jako rycerz) i ogłosił wielki turniej w Święto Wiosny. Ówczesnymi czasy turnieje stanowiły niebywałą atrakcję dla pospolitego ludu. Diabeł odszukał największego zapaleńca i złotem rozkazał stanąć mu w szranki. Nastał dzień Święta Wiosny. Na główny plac, gdzie miał się rozegrać turniej wyszły tłumy ludzi. Wszyscy oczekiwali niezapomnianego na wiele dziejów zdarzenia. W powietrzu unosiła się atmosfera napięcia i radosnego wyczekiwania. Wtem pojawiła się Śmierć. Jej oczy radowały się widokiem tylu ludzi, kochających ją i ceniących. Urocza i zwiewna stała niczym barwny motyl na oczach tłumu, czekając na reakcję ludzi. Przez tłum przeszedł pomruk niepokoju. Pojawienie się Śmierci zwiastowało nieprzewidywalne w skutkach wydarzenia. Mimo to nadal oczekiwano na zawodników. Nagle zza świątyni wyłonił się paladyn w czarnej zbroi dosiadający wspaniałego wierzchowca. Tarcza z namalowanymi trzema wężami przypięta do jego boku poruszała się w rytm stąpania rumaka. Hełm przybrany barwnym pióropuszem wskazywał na dostojne pochodzenie rycerza. Sam wierzchowiec pokryty ochronnym i bogato zdobionym suknem kroczył dumnie, wystawiając się na pokaz tłumowi. W końcu przyłbica opadła z metalicznym brzękiem i rycerz zaczął sposobić się do walki. Piękna, długa kopia opadła poziomo, wskazując swój cel. Tłum zamarł. Stało się jasne, że celem dostojnego rycerza jest Śmierć. Ona sama nieco zdezorientowana, stała w milczeniu oczekując uśmiechów i wiwatów ludzi, a także występu nieznanego rycerza. Koń zastukał ze zniecierpliwieniem kopytem w ziemię, wzbiwszy tumany pyłu, oczekując na rozkazy swego pana. Gdy ten zebrał wodze, rumak ruszył. W jego oczach płonęła żądza walki. Rycerza bynajmniej nie zdziwił fakt, że jego ofiarą ma być młoda dama. Nie z takimi już osobami stawał do walki za godziwą cenę. Twarz Śmierci stała się blada jak płótno. I ona zrozumiała, że rycerz na nią zmierza. Nie wiedziała tylko dlaczego i po co. Jeździec zbliżał się coraz bardziej. Tętentowi kopyt towarzyszyło dźwięczenie zbroi, która błyskała się w popołudniowym słońcu. Wyciągnięta lanca lśniła groźnie. Ludzie zrozumieli, że mają przed sobą prawdziwego mistrza. Jednak nawet mistrz nie sprosta działaniu pozaziemskiej siły... Gdy był już tuż, tuż, Śmierć wyciągnęła drżącą dłoń przed siebie. Nie chciała zabić rycerza... Jednak teraz nie miała wyboru. W jej oczach zapalił się błysk powagi, przesłaniający odcień bólu. Z palców wytrysnęła struga pomarańczowych płomieni. W jednej chwili konia i jeźdźca objęła jaskrawoczerwona łuna ognia. Przerażony rumak kwiknął i stanął dęba, zrzucając przy tym paladyna. Następnie pomknął przez strwożony tłum, tratując przy okazji tych, co nie zdołali mu zejść z drogi, by ugasić płomienie wiatrem i szybkością. Rycerz, wśród własnych jęków bólu i rozpaczy, uświadomiony, że przegrał w obliczu przerażającej i nadnaturalnej siły, zatrząsł się w konwulsjach i pozwolił w milczeniu nacieszyć się ognistej łunie jego umarłym ciałem. Przez tłum przebiegł impuls strachu. Przerażeni ludzie uciekali i chowali się w pośpiechu. Kobiety zakrywały sobą dzieci, popychając je w kierunku domostw. Zatrzaskiwały drzwi i okiennice. Nikt nie chciał być następną ofiarą Śmierci. Nagle spośród ostatków uciekających ludzi, przeciskając się, wybiegł siwowłosy staruszek. Pod pachą trzymał opasłą księgę, a w ręku gęsie pióro i cyrkiel. W oczach widniał starannie skrywany przez upór strach. Jednak nikt nie powstrzymał go, ani nie zatrzymał. Każdy bał się wyłącznie o siebie. - O Śmierci! Czy nic dla ciebie nie znaczą wielkie dzieła, księgi, nauka? Czy ten dorobek ludzkości także pragniesz zniszczyć? - zawołał schrypniętym głosem, wyciągając ku niej wolumin. Do struchlałej Śmierci nie docierał sens jego słów. W oczach starca dostrzegła dozę szaleństwa. Była pewna, że starzec chce ją zaatakować, tak jak tamten rycerz. „Zniszczyć...”, „zniszczyć...”, „zniszczyć...” Słowa te pulsowały jej w głowie niczym stado oszalałych koni. Otępiając jej zmysły i uczucia. Chwyciła kosę od stojącej blisko niej wieśniaczki. Po chwili odcięta głowa starca potoczyła się po bruku, zostawiając za sobą krwawy ślad. Księga, która leżała teraz niedbale na ziemi odsłaniając starannie zapisane karty, zapłonęła błękitnym płomieniem unoszącym się ku niebu. Dopiero teraz Śmierć zdała sobie sprawę z tego, co zrobiła. Osunęła się z jękiem na kolana, rzuciwszy narzędzie zbrodni jak najdalej od siebie. Po pobladłej twarzy spłynęły łzy. Ostatnimi siłami podczołgała się do starca. Widząc wybałuszone z trwogi oczy i otwarte w niemym okrzyku usta, załkała rzewnie. Jednak gdy dotknęła…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Yoa
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…