Wróć do katalogu

Opowieści Leszczynowego Gaju. Opowieść Trzecia

Baltazar szuka zajęcia odpowiedniego dla skrzata. w sumie powstało sześć Opowieści Leszczynowego Gaju, przygotuję i dodam pozostałe, jeżeli te dwie znajdą uznanie u małych czytelników:)

moira, opublikowano , 18 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

OPOWIEŚĆ TRZECIA

Nad Leszczynowym Gajem wzeszło słonko. Zaróżowiło się na niebie, zazłociło i załaskotało promieniami wierzchołki leszczyn. Jeden z tych promieni ześlizgnął się po gałęziach i wpadł wiewiórce Klarze prosto w oko. - Ojej! - zawołała Klara i z wrażenia upuściła orzeszek, który niosła do dziupli. Ten orzeszek leciał, leciał, aż zatrzymał się na głowie Sroki, która siedziała na najniższej gałęzi i podziwiała swój piękny ogon. - Bezczelność! - oburzyła się Sroka i nastroszyła piórka tak mocno, aż jedno z nich wypadło, a wiatr niósł je, niósł, aż zaniósł nie gdzie indziej, tylko do dziupli Baltazara, który jeszcze smacznie spał. - A psik! - kichnął Baltazar, kiedy piórko wylądowało na jego nosie. W ten sposób mały skrzat po raz pierwszy od bardzo długiego czasu zbudził się wcześniej niż w południe, a wynikły z tego same kłopoty…

Jak co dzień po wyjściu z dziupli, Baltazar zapragnął się z kimś pobawić. Poszedł do jeża Leopolda: - Pobawmy się w chowanego.- poprosił go - Nie mogę - odparł jeż - razem z kretem Pafnucym idziemy do lasu, żeby szukać dżdżownic. -A fe!- skrzywił się Baltazar i ruszył w kierunku norki myszki Felicji. Niestety, ona też nie miała czasu. - Przecież do południa prowadzę przedszkole. Wszystkie wiewiórki i polne myszki zostawiają u mnie swoje dzieci. - Nie wiedziałem o tym…- zdziwił się Baltazar. - Bo za późno wstajesz - odparła Felicja i wróciła do swoich zajęć. Gdzie indziej wcale nie było lepiej: zając Marceli zamiatał ścieżki w Gaju, elfy czyściły swoje skrzydełka i zaplatały warkocze, nawet u chochlików nic nie wskórał. - Nie mamy czasu! - ofuknęły go - Urządzamy nową kryjówkę. Uciekaj stąd, to bardzo tajne! Baltazar był zdumiony - nie miał pojęcia, że wszyscy mają tyle pracy, kiedy on jeszcze smacznie śpi. Trudno, pomyślał, wybiorę się na łąkę. Może tam poznam kogoś bardziej skorego do zabawy.

Na łące było bardzo ładnie - wszędzie kwitły kaczeńce i koniczyna, dokoła bzyczały pszczoły i pachniały zioła. - Jakie piękne motyle! - zachwycał się Baltazar - może one się ze mną pobawią? Jednak kiedy tylko się do któregoś zbliżył, zaraz uciekały. Tak samo biedronki, żuki i bąki - wszyscy gdzieś się spieszyli. To bardzo rozzłościło małego skrzata. - Dosyć tego. Wracam do dziupli. - tupnął w końcu nogą i zawrócił do Gaju. Wtem, gdy mijał wielki krzak łopianu, usłyszał bardzo dziwny dźwięk, jakby ktoś stroił skrzypce. - Co to takiego? - zdumiał się i natychmiast postanowił to sprawdzić, gdyż - jak to skrzat - był bardzo ciekawski. - Do stu wściekłych bąków!- wykrzyknął nagle krzak łopianu - Do tysiąca zwariowanych łasiczek! Baltazar, jeszcze bardziej zaintrygowany, podszedł bliżej i zajrzał pod największy łopianowy liść. Pod tym liściem, na kamieniu, siedział bardzo zdenerwowany świerszcz i grał. - Dzień dobry. - przywitał się Baltazar, a grajek z wielki krzykiem wyskoczył wysoko do góry i wylądował tuż przed skrzatem. - Zwariowałeś? - wyjąkał - Czemu się tak skradasz? - Chciałem się tylko przywitać. - odparł Baltazar - Ładne mi przywitanie. - obrugał go świerszcz, sadowiąc się z powrotem na kamieniu - wystraszyłeś mnie na śmierć! - Przepraszam - powiedział skrzat i usiadł obok niego - Co robisz? - Nie widzisz? Komponuję! - Och! Jeszcze nigdy nie poznałem prawdziwego kompozytora! - zachwycił się Baltazar - czy mogę posłuchać, jak grasz? - Będziesz mi przeszkadzał. Publiczność mnie rozprasza. - Obiecuję siedzieć bardzo cichutko. - nalegał skrzat - wszyscy są bardzo zajęci, a ja nie znoszę być sam. Zupełnie nie wiem, co mam robić… - Jak to, co? Zajmij się czymś pożytecznym. - Ale czym? - Najlepiej czymś, co lubisz. - Hmm…- podrapał się po głowie Baltazar - Lubię bawić się w chowanego. - Czy tylko to? - No, jeszcze w berka, w liczenie żuków, lubię też śpiewać i tańczyć z rusałkami… - Nie, nie, nie - pokręcił głową świerszcz - zabawa się nie liczy, bo nie jest pożyteczna. - A co jest? - Praca, oczywiście. Wszyscy pracują: pszczoły robią miód, mrówki budują mrowiska, krety drążą tunele pod ziemią, a świerszcze komponują. Tylko lenie nic nie robią. - Nie jestem leniem! - zapewnił grajka Baltazar - Tylko że… - Tylko że co? - chciał wiedzieć świerszcz. - Za późno wstaję…- przyznał skrzat i lekko się zaczerwienił. - Phi! Też mi usprawiedliwienie! Wszystkie lenie długo śpią. To oczywiste, skoro nie maja nic innego do roboty. Baltazar mocno się zawstydził; wyglądało na to, że wszyscy mają jakieś zajęcie, tylko on wychodził z dziupli w południe i przez cały dzień ganiał beztrosko po Gaju. - Jeszcze dzisiaj znajdę sobie jakąś pracę. - oświadczył - Może nauczysz mnie komponować? - Chętnie! - zgodził się świerszcz - Ale czy ty potrafisz grać? - Nigdy nie próbowałem. Jak się to robi? - O tak. - grajek potarł nóżką o nóżkę, wygrywając przy tym skoczną melodię. Baltazar spróbował zagrać tak samo, ale jego nóżki przy pocieraniu nie wydawały żadnego dźwięku. - Chyba nie możesz zostać kompozytorem - zawyrokował świerszcz i nie chciał więcej z Baltazarem rozmawiać. - Trudno - pomyślał skrzat i wyszedł spod łopianowego liścia. Zdecydował się wrócić do Gaju i poradzić się któregoś ze swoich przyjaciół. - Skoro wszyscy chętnie się ze mną bawią, na pewno zechcą ze mną również pracować - stwierdził. Po namyśle uznał, że najciekawsze zajęcie znalazła dla siebie myszka Felicja: być przedszkolanką i bawić się z dziećmi - to musi być przyjemna praca! Nie zwlekając udał się do gajowego przedszkola. Felicja właśnie siedziała z dziećmi na trawie i uczyła je nowej piosenki. - Chciałbym razem z tobą poprowadzić przedszkole - oznajmił jej Baltazar - To doskonale! - ucieszyła się myszka - Bardzo przyda mi się ktoś do pomocy, ostatnio wielu mysich rodziców przyprowadza do mnie swoje pociechy. Na początek zostań przez chwilę z dziećmi, a ja pójdę przygotować dla wszystkich drugie śniadanie. - A co mam z nimi robić? - chciał wiedzieć skrzat. Jeszcze nigdy nie był przedszkolanką i nie miał pojęcia, czym zajmują się małe myszki. - Wymyśl jakąś ciekawą zabawę - odparła Felicja i pobiegła do swojej norki. Znam wiele ciekawych zabaw, pomyślał skrzat, którą by tu wybrać? - Może chcecie pobawić się w liczenie gąsienic na leszczynowych liściach? - zapytał dzieci. - Nie umiemy liczyć! - zapiszczała jedna z małych myszek. - No to może popatrzymy na chmurki na niebie? - Nuuudy! Nudy na pudy! - poczęły ziewać rude wiewiórki. - W takim razie, pobawmy się w berka. - zaproponował w końcu Baltazar. - Hurrra! W berka! W berka! - ucieszyły się dzieci i w jednej chwili rozpierzchły po Gaju, chichocząc przy tym, krzycząc i wspinając się na leszczyny. Tego się Baltazar nie spodziewał - jak je teraz wyłapie? - Wracajcie, lepiej pobawmy się w coś innego! - wołał, ale dzieciaki ani myślały go słuchać. Słysząc te okropne hałasy, Felicja wychyliła głowę z norki. - Co się tu dzieje? - zapytała, kiedy zobaczyła, jaki okropny rozgardiasz panuje wokół. - Dzieci nie chcą mnie słuchać. - rozłożył ręce Baltazar. Felicja westchnęła, pokręciła głową i wyszła z norki. - Czas na ciasto orzechowe!- krzyknęła gromkim głosem, tak, żeby wszystkie dzieci dobrze ją usłyszały. Z pewnością jedliście nieraz ciasto orzechowe i dobrze wiecie, jakie jest pyszne. Nic więc dziwnego, że wszystkie przedszkolaki natychmiast przerwały zabawę i przybiegły do Felicji, żeby dostać swoją porcję przysmaku. - Skrzaty nie są chyba najlepszymi przedszkolankami. - pokręciła głową myszka, kiedy maluchy nieco ucichły. - Rzeczywiście..- westchnął Baltazar i trochę zawstydzony sobie poszedł.

Niedługo potem, kiedy strasznie znudzony przechadzał się pomiędzy leszczynami, znienacka wpadł na niego szpak Horacy - gajowy listonosz. - Dlaczego chodzisz piechotą? - słusznie zdziwił się Baltazar. - Przecież szpaki powinny fruwać. - Torba na listy jest dzisiaj wyjątkowo ciężka. - poskarżył się Horacy - Przez nią nie mogę wzbić się w górę. Boję się, że na piechotę nie zdołam dostarczyć wszystkich przesyłek na czas. - Chętnie ci pomogę.- zaoferował się Baltazar - Roznoszenie poczty nie może być trudne, na pewno sobie poradzę. Szpak Horacy z wielką ulgą przystał na propozycję skrzata i powierzył mu dostarczenie listów i paczek dla leszczyniaków. - Wrócę tu później, żeby sprawdzić, jak ci poszło. - obiecał, po czym poleciał roznieść pocztę mieszkańcom łąki. - Hura! Zostałem listonoszem! - ucieszył się Baltazar - Szkoda, że tylko na jedno popołudnie, ale dobre i to. We wspaniałym humorze zabrał się do pracy: pierwszy list był przeznaczony dla wiewiórki Klary: - Druga leszczyna na lewo od starego dębu, dziupla nad rozwidloną gałęzią, z widokiem na staw. - odczytał na głos adres i raźno ruszył w drogę. Kiedy był już bardzo blisko wiewiórczej dziupli, nagle przypomniał sobie o czymś bardzo ważnym: - Ojej! Nie zjadłem śniadania! - wykrzyknął, a w jego brzuszku coś…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych