Wróć do katalogu

PO DRUGIEJ STONIE PIĘKNA

opowiadanie science fiction

Małga, opublikowano , 36 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Wciąż pamiętam dwudziesty pierwszy wiek. Beztroskie lata dzieciństwa i ciepły bezpieczny dom. Miałam swój świat, swoją rodzinę i znajomych. To, co działo się później, zupełnie nie przypominało już tego beztroskiego życia, które stało mi się tak odległe i niedostępne, jak gwiazdy widziane nocą na niebie... Pobudka była nieprzyjemna, jak po jakiejś długiej nocy pełnej koszmarów. Byłam bardzo zdezorientowana, a w głowie mi huczało. Nie mogłam sobie przypomnieć, jaki dzień jest dzisiaj ani jaki był wczoraj. Otworzyłam oczy. Znajdowałam się w dziwnym miejscu. Było to coś w rodzaju szklanej kapsuły, wypełnionej jakimś płynem. Z początku nie wiedziałam, co się dzieje i jak mogę tam oddychać (a oddychałam z pewnością!). Szybko jednak zobaczyłam, że mam na twarzy maskę tlenową, a do ciała przypięte jakieś przewody. I było coś jeszcze: poprzez gęstą strukturę substancji, w której się znajdowałam, widziałam czyjeś sylwetki. Ludzkie sylwetki! Nie pamiętam już, jak wydostałam się ze szklanej kapsuły ani zachowania tych ludzkich sylwetek, kiedy stanęłam już na własnych nogach. Nie pamiętam, czy stałam, czy siedziałam, kiedy kobieta w dziwnym ubraniu i osobliwej fryzurze zaczęła mi tłumaczyć, co się stało i skąd się tu wzięłam. Pamiętam tylko, że kobieta ta miała przenikliwie żółte oczy, w których głębię całkowicie się zapadłam. Wyjaśniła mi ona, że nie jestem Noly Fay, jak myślałam. A przynajmniej nie tą samą Noly Fay, która żyła w XXI wieku. Ja, jestem jej klonem! To jeszcze nie wszystko! Okazało się, że jest obecnie rok 2912, a ja mam wielki zaszczyt bycia pierwszym udanym tworem projektu „człowiek”. Projektu, którego celem było odtworzenie człowieka razem z jego pamięcią. „Cudownie”, prawda? - Ale po co? Po co to zrobiliście? – dopytywałam się. Nadal byłam w szoku, a wszystkie mięśnie bolały mnie niemiłosiernie. - Jak to, po co? – spytała Sophi -kobieta o żółtych oczach. Należy ona do ekipy osób, których zadaniem było sklonowanie Noly Fay. Została również oficjalnie wydelegowana na mojego opiekuna. – Dla dobra ludzkości, oczywiście. - Dobra ludzkości? – zdziwiłam się. – Komu chcieliście pomóc? - No cóż... Już od dawna klonowaliśmy organy ludzkie takie, jak serce czy wątroba. Ratują one życie wielu milionom ludzi na całym świecie. Ty jesteś następnym etapem rozwoju... - Nie jestem organem tylko człowiekiem! Wątroba i serce to nie to samo, wy sklonowaliście ludzką duszę! - Słuchaj... Wiem, że możesz mieć do nas pretensje, ale zrozum, to dla dobra nauki. Poza tym, nie myśl o tym tak, jakbyś była tylko kopią. To nie zupełnie tak. Jesteś zupełnie niezależną osobą, zwłaszcza, że twój pierwowzór nie żyje od dawna. Nie jesteś mniej prawdziwa, niż Noly Fay z XXI wieku. No, powiedz sama. Wolałabyś się teraz nie narodzić? - Ja już się kiedyś urodziłam – powiedziałam, – żyłam i umarłam. Teraz nie wiem, kim jestem. - Nie martw się, z czasem się do tego przyzwyczaisz. Na tym moja rozmowa z Sophi się zakończyła. Potem zaprowadzono mnie do niedużego pokoju, w którym miałam spędzić noc. Nie mogłam jednak zasnąć. Wciąż myślałam o swoim dawnym życiu – rodzinie, pracy, przyjaciołach i wygodnym fotelu przed telewizorem, w którym siadałam po ciężkim dniu. Teraz okazało się, że to wszystko nigdy nie było tak naprawdę moje. Nadal nie mogłam w to uwierzyć. Jak mogło do tego dojść? Czy to, co mówiła mi Sophi, naprawdę było dobrymi argumentami do zrobienia czegoś takiego? Klonowanie człowieka to ingerencja w duszę ludzką. Nie, ja już z pewnością nie jestem Noly Fay. Jestem nic nieznaczącą kopią, połową siebie samej. Co miałam robić na tym świecie i czego właściwie ode mnie oczekiwano? Następnego dnia rano ciszę przerwało ciche syknięcie drzwi, przez które weszła Sophi. Drzwi, jak wszystko w tym nowym dla mnie świecie, były inne. Przy przekraczaniu progu nie trzeba było naciskać klamki. Drzwi same wiedzą, kiedy mają się otworzyć, a jak już to robią, to nie do zewnątrz ani do wewnątrz tylko przesuwają się chowając w ścianę... Nic tu nie przypomina XXI wieku. Oświetlenie działa w sposób dla mnie niepojęty wtedy, kiedy pomyślę o świetle. Łóżko ma owalny kształt i dostosowuje się do kogoś, kto na nim siedzi. Architektura budynku, w którym się znajdowałam, również nie przypominała moich czasów. Wszystko było tam dziwnie jasne, a sufity znajdowały się bardzo wysoko. Jednak tym, do czego nie mogłam się najbardziej przyzwyczaić, był zupełny brak okien. Sophi usiadła obok mnie. Była dziś inaczej ubrana niż poprzedniego dnia. Domyśliłam się, że ma na sobie ubranie osobiste, (chociaż nie byłam pewna, bo nie znałam się na ówczesnej modzie i nie wiedziałam za bardzo, na czym polega różnica). Nawet ja miałam na sobie jakieś osobliwe ubranie wykonane z materiału, którego w XXI wieku z pewnością nie było. - I jak się dzisiaj czujesz? – spytała mnie Sophi. - Bywało lepiej... – powiedziałam. – Chociaż nie... Nie bywało. Przecież żyję dopiero od wczoraj. - No tak... Musi ci być ciężko. Ten świat zupełnie nie przypomina tego, w którym ty się wychowałaś. - Dlaczego nie macie tu okien? Chciałam zobaczyć, jak wygląda zewnętrzny świat – powiedziałam, odczuwając nagłą chęć do zmiany tematu. - Okien..? Ach nie, nie mamy ich. Nie są potrzebne. I tak wszyscy tu wiedzą, co kryje się za ścianami. - Przecież nawet nie chodzi o wiedzę... - A o co? – powiedziała Sophi przyglądając mi się z wyraźnym zainteresowaniem. - Zawsze lubiłam patrzeć przez okno. To umacnia kontakt z resztą świata... - Tak? To ciekawe... No ale cóż, w waszych czasach nie mieliście jeszcze tak powszechnego programu regulacji emocjonalnej. - Czego? – spytałam zaskoczona. - W dzisiejszych czasach nikt nie potrzebuje już żadnych „amuletów” dla wzmacniania pewnych pojęć emocjonalnych. Dzisiaj wszystko można kupić w tabletkach. Spojrzałam na Sophi z zaskoczeniem. Musiałam się chyba przesłyszeć... - Macie... „Poczucie bezpieczeństwa” w tabletkach? – spytałam z rozbawieniem. - Między innymi. Mamy też tabletki niwelujące zapotrzebowanie np. na miłość, szczęście itp.. Niektóre z nich są dołączone do twojej codziennej porcji lekarstw – powiedziała Sophi i wskazała na małą tackę, którą przyniosła. Leżało na niej kilka ampułek, którym przyjrzałam się z niedowierzaniem. - Więc wy nie macie tu żadnych ludzkich uczuć? Wszystko kupuje się w tabletkach? - Tak. To bardzo praktyczne, prawda? To niesamowite, ale ona chyba naprawdę w to wierzyła! - To idiotyczne! Po co mam być człowiekiem, skoro nie mogę nawet odczuwać emocji za siebie - powiedziałam buntowniczo. - To chore! Zupełnie mija się z ideą człowieczeństwa. - Ach, sporo jeszcze musisz się nauczyć o naszych czasach – powiedziała Sophi już z trochę mniejszym przekonaniem. - My tu nie wierzymy już w takie zabobony, jak miłość i szczęście. To przeżytek. No, ale cóż.... Chyba muszę już iść. Niedługo przyjdzie ekipa, żeby cię dokładnie przebadać. Tymczasem połknij te tabletki. - Nie ma mowy! - Noly, to oczywiste, że boisz się czegoś, czego nie znasz, ale uwierz mi, w dzisiejszych czasach to zupełnie naturalne. - Nic mnie to nie obchodzi! - Noly, nie obraź się, ale musisz to wziąć. Jeśli nie dobrowolnie w tabletkach, to chyba będziemy ci musieli robić zastrzyki na siłę... Przyjrzałam się uważnie Sophi. Nie. Nie była zła. Zawsze potrafiłam odróżnić ludzi dobrych od złych i wiedziałam, że Sophi należy do tej pierwszej grupy. Jej głos brzmiał przepraszająco i wiedziałam, że mój los nie zależy od niej. Sophi była tylko pionkiem, w jakiejś olbrzymiej grze, której zasad nie zdążyłam jeszcze poznać. Ale była pionkiem z natury uczciwym i dobrym. Nie wiem dlaczego, ale wiedziałam to. Po prostu uwierzyłam w dobroć kryjącą się za tymi niesamowicie żółtymi oczami. Przypuszczam, że po prostu miała pecha. Urodziła się w złych czasach. - No dobrze – powiedziałam. – Wezmę je, skoro nie mam wyjścia. - To rozsądne z twojej strony – powiedziała Sophi z uśmiechem i podała mi tackę z tabletkami. Poczekała jeszcze chwilę, aż włożyłam je do ust i powiedziała: - Nie martw się. Po tym przestaniesz tęsknić. Poczujesz się o wiele lepiej i stabilniej. Na razie muszę już iść. Do zobaczenia później. Uśmiechnęłam się do Sophi na pożegnanie. Poczekałam chwilę, aż zamkną się za nią drzwi, po czym wyplułam trzymane w ustach tabletki do stojącego obok kubła na śmieci.

- Mogę o coś spytać? Dlaczego akurat ja? – spytałam następnego dnia, kiedy Sophi znowu mnie odwiedziła. - Słucham? – spytała Sophi. - Mogliście sklonować kogokolwiek, a wybraliście akurat Noly Fay. No i jeszcze... Na pewno o wiele trudniej było o mój materiał genetyczny. W końcu mój pierwowzór nie żyje już od setek lat. Przecież na pewno łatwiej byłoby wam sklonować kogoś z obecnych czasów, nieprawdaż? - Och, tak... – mruknęła Sophi i trochę się zmieszała. – No cóż, widzisz, to nie jest takie proste. Nie myśl sobie, że w naszych czasach nie ma osób nieprzychylnych klonowaniu. Wręcz przeciwnie! Kiedy ogłosiliśmy światu, że umiemy już odtworzyć człowieka razem z jego pamięcią i świadomością, natychmiast zaczęły się wszelkie protesty i manifestacje, a my potrzebowaliśmy przecież zgody władz. Musieliśmy przedstawić argumenty, dla których klonowanie miałoby się przysłużyć społeczeństwu. My oczywiście wiedzieliśmy, że klonowanie samo w sobie, w szerszym wymiarze czasu, na pewno przyniesie korzyści. Jednak niektórzy ludzie tego nie dostrzegali, dlatego musieliśmy wymyślić jakiś inny pretekst... No wiesz, wbrew pozorom XXI wiek jest bardzo odległy od naszej cywilizacji. Mimo że istniało już wtedy wiele środków masowego przekazu takich, jak telewizja czy prasa, to pozostaje jeszcze wiele pytań dotyczących tamtych czasów... - ...Więc postanowiliście sklonować kogoś z XXI wieku pod pretekstem odkrywania historii... – dokończyłam. - No właśnie. Poza tym, do tego rodzaju klonowania nie wystarczy tylko krew. Trzeba skomplikowanych badań i kilku ważnych próbek. Mieliśmy odpowiednie dane i kod genetyczny dosłownie kilku osób z XXI wieku. Ty byłaś jedną z nich. - Jak to? – zdziwiłam się. – Nie pamiętam, żebym miała robione jakieś badania i pobierane próbki do tego, żeby można mnie było sklonować. - Nas też to trochę dziwi. Nie wiemy, skąd one pochodzą, ale już od lat należały do firmy Mero&Feliks, w której budynku teraz się znajdujemy. Wiem tylko, że współzałożyciel tej firmy, Feliks pochodzi z XXI wieku, więc może to on coś zrobił... - Jak to? Żyje do dziś? – zdziwiłam się. - Tak. Jest wynalazcą eliksiru nieśmiertelności – powiedziała obojętnie Sophi. - Możesz przeczytać o nim tutaj. Sophi wyjęła z kieszeni małą kostkę i nacisnęła na niej guzik. Kostka zamieniła się w niedużą płytkę. Sophi przejechała po niej parę razy palcem i podała mi. - To taka... Współczesna gazeta. Nazywamy to „comper” – wyjaśniła. – Akurat ostatnio był Artykuł o Feliksie... To jest bardzo proste w użyciu, chyba widziałaś? - Tak. Później to przejrzę. Teraz jakoś nie mam ochoty – powiedziałam i schowałam comper do stojącej koło mnie szafki nocnej. - No cóż robi się już późno – powiedziała Sophi. – Połknij lekarstwa i idź już spać. Chyba dzisiaj nie masz już nic przeciwko nim? Znów jak poprzedniego dnia tak bestialsko zabrzmiało mi w głowie echem słowo „lekarstwo”. Bo z czego oni mnie leczą? Z człowieczeństwa? - Żal mi cię Sophi – powiedziałam. – To nie twoja wina, że żyjesz w takich czasach i w takim świecie, gdzie człowiek zapomniał już kim jest. Skąd ty mogłabyś wiedzieć, co to znaczy „być człowiekiem”? - Nie wiem, o co ci chodzi... - Te tabletki! To takie żałosne. Przypuszczam, że ludzie, którzy je wymyślili już zapomnieli, po co ludziom były takie rzeczy, jak miłość i szczęście, które teraz sprzedają w kapsułkach. - „Miłość i szczęście” to tylko jedne z wielu potrzeb biologicznych człowieka, bez których nam udaje się jakoś obejść. A jeśli chodzi o twórców tabletek, to tak się składa, że całkowity monopol na nie, ma nasza firma. Zresztą tak jak na wiele innych wynalazków. Zwykle prawa autorskie do takich dzieł tracą ważność pięćdziesiąt lat po śmierci twórcy, ale jak już wspominałam Feliks, nasz główny wynalazca, jest nieśmiertelny. Dlatego nasza firma jest taką potęgą. - Aha, i domyślam się, że ten „eliksir nieśmiertelności” też macie w sprzedaży? - No właśnie, nie. Z niewiadomych przyczyn Feliks wycofał jego produkcję. - Przynajmniej tyle dobrze. - Dlaczego? To było raczej podejrzane... - Wiesz? Przypomniało mi się coś – przerwałam jej nagle, bo trochę miałam już dość tej rozmowy. – Mama mi opowiadała, że kiedy byłam malutka wyjadałam ziemię z doniczek. - Słucham? - Wyjadałam ziemię z doniczek! Uwielbiałam ją i rodzice nie mogli mnie tego oduczyć. Mama mówiła, że małe dzieci tak mają. W jakiś do końca nie wyjaśniony sposób wyczuwają brak pewnych witamin w swoim organizmie, a żeby go uzupełnić jedzą jakieś różne dziwne rzeczy, które zawierają dużo tej witaminy. Tak na przykład, ja jadłam ziemię z doniczek. Co prawda, przeszło mi to, kiedy skończyłam dwa latka, ale to właśnie przypominają mi te wasze „tabletki”. Takie marne i bezsensowne substytuty... - Wszystko pomieszałaś... – powiedziała niepewnie Sophi. – Weź je. Poczujesz się lepiej. Znów tak jak poprzedniego dnia udałam, że biorę leki i wyplułam je, kiedy tylko Sophi wyszła. Potem zwinęłam się w kulkę pod kołdrą i zasnęłam. Śnił mi się XXI wiek. Lekcja biologii. Nauczycielka wypisała na tablicy temat lekcji: „Rzeczy niezbędne do życia człowieka”. W klasie uniósł się las rąk i wszyscy zaczęli podsuwać swoje propozycje - „woda” – krzyknął ktoś, - „Powietrze”, „słońce”. Siedziałam trochę nieprzytomna w dziwnej lekcyjnej atmosferze... Przyglądałam się uważnie, jak pani od biologii wypisuje podane przykłady. - Noly! Teraz ty coś powiedz. Jak zwykle nie uważasz!– zwróciła się do mnie. Ona zawsze lubiła się mnie czepiać. Zwykle nie znosiłam dawać jej satysfakcji, ale teraz wszystko było mi obojętne. - Miłość – powiedziałam spokojnie po chwili namysłu. – Człowiek nie może żyć bez miłości. W tym momencie obudził mnie szczęk drzwi. Jak zwykle Sophi przyszła sprawdzić, jak się czuję. - Co u ciebie słychać? – spytała Sophi, jak zwykle zamiast przywitania. - Wszystko dobrze. Nawet udało mi się dzisiaj zasnąć. - To wczoraj nie spałaś? – spytała Sophi podejrzliwie, a ja natychmiast zrozumiałam, że palnęłam głupstwo. Wśród tabletek, które mi dała na pewno były jakieś nasenne! - Chciałam powiedzieć, że spałam lepiej niż wczoraj – sprostowałam szybko. – Nawet coś mi się chyba śniło... – dodałam próbując sobie przypomnieć ten dziwaczny sen. - Coś ci się śniło? – zdziwiła się Sophi. – To niemożliwe. „Sny” były odbiciem ludzkich pragnień i tęsknot. Po tych tabletkach nie mogłaś ich mieć! - Ach... W takim razie.. Pewnie tylko mi się zdawało... - Muszę iść skonsultować to z lekarzem nadzorującym. Sophi wyszła z pokoju. Znowu zostałam zupełnie sama. Do codziennej wizyty lekarzy pozostało jeszcze parę godzin, więc zupełnie nie miałam, co robić. Było mi to jednak w jakiś sposób obojętne. Oparłam się plecami o ścianę patrząc bezmyślnie w przestrzeń. Wciąż pamiętałam swój dom. Tęskniłam za nim, za rodzicami, bratem i przyjaciółmi. Weszłam pod kołdrę i skuliłam się w kłębek. Musiałam chyba przysnąć, bo usłyszałam głos mojego dziś nie żyjącego już z pewnością brata. Był to sen, a raczej wspomnienie, z chwili, w której zupełnie przybita leżałam w podobnej jak teraz pozycji. Mój brat o duszy naukowca zaczął opowiadać mi psychologiczne przyczyny tego zjawiska: „Ludzie często tak się układają. Jest to pozycja przypominająca tą, w której jesteśmy jako dzieci w brzuchu matki. To przynosi poczucie bezpieczeństwa”. Ocknęłam się i pomyślałam chwilę nad tym, co mi się właśnie przyśniło. Dręczyły mnie te nawiedzające mnie widma przeszłości. Wiedziałam jednak, że nic nie mogę na nie poradzić. Jeszcze raz poprzez plątaninę myśli, spróbowałam sobie wszystko uporządkować. Nie wiedziałam kim jestem ani kim byłam. Jak mogło dojść do tak okrutnego aktu zbezczeszczenia ludzkiego prawa do życia i śmierci? Sophi powiedziała, że byłam jedną z nielicznych osób z XXI wieku, której mieli odpowiednie badania. Ale skąd? Na pewno nie pamiętałam nic takiego... Chyba, że... Nagle coś zaświtało mi w głowie. Szybko zerwałam się z łóżka i otworzyłam stojącą obok mnie szafkę nocną. Wyjęłam z niej comper, który wcześniej dała mi Sophi. Była to prostokątna płytka, a to, co na niej widniało, z pewnością nie było zdjęciem. Miało trzy wymiary, a obiekty na niej poruszały się, ale to nie miało w tamtej chwili znaczenia. Na podobiźnie tej, widniała znana mi już z XXI wieku twarz Feliksa. Feliks zawsze miał zadatki na geniusza. Skończył medycynę z wyróżnieniem. Miał wiele ambicji i wspaniałych pomysłów. Nikt nie wątpił, że osiągnie wszystko, co tylko zechce. Niestety miał też różne dziwne poglądy, z którymi często nie w pełni się zgadzałam. Feliks zawsze chciał być potężny i nieśmiertelny. Najwyraźniej osiągnął swój cel. Wpatrywałam się w comper w całkowitym osłupieniu. Wciąż nie mogłam uwierzyć w swoje odkrycie. W tym właśnie momencie weszła Sophi. Musiała domyślić się po mojej minie i po sposobie, w jakim trzymałam w drżących rękach comper, że dokonałam jakiegoś niespodziewanego odkrycia. - Coś się stało? – spytała troskliwie. - Ja... Muszę się z nim spotkać! - Po co? – spytała Sophi spoglądając na podobiznę Feliksa. - Chyba zaczynam rozumieć, jak się tu znalazłam. I to jest jego wina! - Znasz go? - Można tak powiedzieć – stwierdziłam. – Muszę się z nim spotkać! - Nie możesz! Ostatnio w ogóle nie odwiedza swojej firmy. Nikt nie wie czemu, ale nagle zmienił swoją opinię na temat klonowania i innych postępów w medycynie. Nie chciał dopuścić do tego, abyśmy cię stworzyli, ale my byliśmy już tak daleko... Poza tym, firma nie należy tylko do niego. Mondi -dziedzic Merego i obecny współwłaściciel firmy, nie dopuścił do przerwania badań. - Naprawdę? - Tak. Feliks poparł…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych