Rakir
coś dla fanów fantasy :) Proszę o (dobre) oceny i komentarze:)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
I
Stał przy oknie wpatrzony w srebrzystobiały księżyc. Jedyne, co słyszał to wycie wilków, sowy a od czasu do czasu szczekanie czy skuczenie psów. Zamek księcia Jana nie słynął z wielkiej gościny, ale królewski poseł musiał przyznać, że jest tu bardzo przyjemnie. Poseł był ubrany w pozłacaną, czerwoną szatę królewskiego posła, pod kolanowe buty z mocnej skóry, pas ze skóry czarnego, pustynnego węża a za nim miał wetknięty miecz i dwa sztylety. Opierał się o złotą laskę z tego można wyciągnąć, że miał ponad sześćdziesiąt lat. Podrapał się po głowie. Włosy miał siwe tak samo jak i krótką bródkę. Ziewną długo odłożył laskę do konta pokoju i wyciągną miecz i dwa sztylety położył oręż na stole a sam ściągną buty odwiązał pas i położył się doi wygodnego łóżka. - Pośle Rubrin . – Usłyszał poseł. - Tak .- Odrzekł . - Książe Jan wzywa. - Już idę . Za oknem była ciemna noc. Ubrał się szybko usłyszał szczęk mieczy i jęk czterech osób a potem jeszcze jeden. Odsunął się od drzwi za chwilę ktoś je wyważył był to człowiek o długich siwych włosach. Ubrany w koszulę a na nią miał zarzuconą kolczugę a żeby ją ukryć jeszcze kamizelkę ze skóry w ręku trzymał prosty i długi miecz z bardzo długą rączką . Poseł był blady i przerażony. Bał się mężczyzny nagle mężczyzna jękną odwrócił się za nim stał podobnie ubrany i wyglądający mężczyzna tylko tamten drugi nie miał kolczugi i był na ukos przepasany pasem za , który chował swój miecz i na policzku miał trzy głębokie blizny. Patrzyli na siebie potem drugi z mężczyzn ten bez kolczugi uniósł swój miecz z dwoma kolcami przy jelcu , który wyglądał jak litera v do góry nogami tylko bardziej rozszerzona . Rzucili się na siebie przez kilka sekund zmierzali się na miecze potem mężczyzna bez kolczugi drasnął tamtego w nogę a za chwilę w plecy . Mężczyzna złapał się za plecy ale zanim drugi zdążył zadać śmiertelny cios odsuną się . Raniony mężczyzna odskoczył też od następnego ciosu następny do stał w rękę . Wypuścił z niej oręż . Wstał wtedy tamten ciął go w brzuch a gdy leżał już na posadzce przebił mu brzuch . - A... Jękną i to był ostatni głos wydany w jego życiu . Poseł spytał rozdygotanym głosem . - J.. J.. Jak .. ss.. się na.. na.. nazywasz ?? - Jestem Werdt z Nabijulii . - Dziękuję . Poseł wysypał sobie na dłoń kilka złotych monet i wyciągnął do Werdta rękę . Werdt zabrał monety i wsypał je do wypchanej skórzanej sakiewki . Werdt podbiegł dokona kopniakiem rozbił je staną na drewnianym parapecie następnie przykucną i skoczył .
Wyjechał z miasta skierował się do zamku księcia Valtoriego syna księcia Jana . Na drodze stały dwa wozy i dwóch kupców bogato odzianych kłócących się było tam jeszcze kilku kmieci i jeździec . Werdt podjechał do kłócących się i spojrzał jeden wóz wjechał w drugi tarasując drogę . zsiadł z konia wyciągnął miecz i kilkoma ciosami rozdzielił wozy i schował miecz . Ludzie patrzyli się na niego ze zdziwionymi wyrazami twarzy .Wsiadł na konia i pojechał dalej . Ponad kilometr dalej na ziemi leżał martwy człowiek z trzema ranami na ukos do tego na łysej głowie miał wbity zakrwawiony kieł . Werdt zsiadł z konia ale gdy tylko podszedł do ciała pod gardłem miał miecz . Trzymał go młody człowiek o włosach białych jak mleko oczy miał złoto-zielone i kocie źrenice . Ubrany w białą koszulę na , której miał wiązaną bluzę ze skóry i pod kolanowe buty na rękę w , której trzymał miecz miał założoną ćwiekowaną rękawicę na czole miał dwie krótkie blizny a po ich środku miał długa ciągnącą się od czoła do ucha . - Czego bronisz to truchło ?! - Nie twoja sprawa Wiedźminie pieprzony! - Nie jestem Wiedźminem ! - A kim ? - Jestem tym kim powinienem być . I ciebie to nic nie obchodzi . - Dobra ale zostaw to truchło bo lepiej by to coś nie poczuło zapachu kogoś innego . Po tym mężczyzna wyciągną kieł z głowy trupa i podał go Werdtowi. - Dlaczego mi to dajesz ? - Załatwisz tą sprawę czuję , że to robota dla ciebie . A i jestem Sajred z Vardji . - Ja jestem Werdt z Nabijulii . Podobno wy słyniecie ze szkół Wiedźminów ? - Tak . - Trzymaj się Sajredzie z Vardji. - Ty też Werdcie z Nabijulii . Werdt odjechał a Sajred został w lesie . Dojechał do zamku był wyższy od zamku księcia Jana był okrążony solidną palisadą ale za nią nie było chat tylko obiekty wojskowe wioski były na polach rolnych wjechał w ścieżkę pomiędzy zbożami prowadzącą do zamku . Wrzazgun uczył się w sali nauk . Oderwał bystre ciemnoniebieskie oczy od starej księgi rozpoznawania Wampirów w drzwiach stał Werdt . - Werdt ? Stary przyjacielu ! Krzykną biegnąc do Werdta . Gdy już dobiegł do niego Werdt wystawił mu przed oczy kieł znaleziony przy trupie zawiązany na mocnym srebrnym łańcuszku na wisiorki . - No ... No nie źle jak na ciebie zabić białego , leśnego wilka . - Ja go nie zabiłem znalazłem to w głowie jakiegoś łysola . - Idź z tym do księcia ! - Dobra ale przydasz się tam . - Idź już ! Wyszedł szedł po krętych schodach do komnaty księcia Valtoriego. Przy drzwiach stało dwóch strażników w kolczugach i hełmach a w ręku dzierżyli halabardy . Skrzyżowali je . Werdt powiedział . - Mam sprawę nie cierpiącą zwłoki . Wtedy strażnicy wpuścili go do komnaty . - Ktoś ty nie znajomy ? - Jestem Werdt a Nabijulii . - A... Wrzazgun mówił mi o tobie . Siadaj pewnie masz jakąś sprawę . Usiadł i wyłożył na stół kieł na łańcuszku . - Coś wybija ci ludzi książę . - Ach tak ? A byłeś Już u Wrzazguna ? - Naturalnie. - A.. Więc pewnie chcesz się potargować ty zabijesz bestię za odpowiednią sumkę ? - Tak . - Ile chcesz ? - Początkowo pięćset zwykłych monet . - Za czterysta pięćdziesiąt sztarów się zgodzę . - Dobra . Stoi . Werdt wstał uścisnę li sobie dłonie i wyszedł . W lesie był ostrożniejszy niż kiedykolwiek białe , leśne wilki słynęły z cichych kroków . Napastnik mógł być wszędzie za nim na , zboczu, przy rzece wszędzie. Wyciągnął miecz usłyszał kroki nie wilcze były to kroki człowieka bardzo sprytnego i cichego . Szedł liście szeleszczały mu cicho pod nogami . Kroki były teraz głośniejsze odwrócił się z tyłu stał człowiek bez miecza w dłoni i bez żadnej broni był w łatanym płaszczu , brązowej koszuli na , której był kolczuga , oczy miał zielone . Bliznę miał , krótką przez oko . Werdt uniósł miecz ciął ale mężczyzna znikną na ziemi leżały tylko jego ubrania . Coś warknęło z tyłu i skoczyło mu na plecy . Cztery pazury przecięły mu plecy . - Aaa!! Cholera ! Odwrócił się z tyłu stał wilk o białym futrze z taką samą blizną jak miał ten mężczyzna . Uniósł miecz i ciął długo nie trafiając wilka tamten skoczył mu na rękę i drapną w nią jednym pazurem bo Werdt walnął go łokciem drugiej ręki w brzuch . Wilk warknął ugryzł go tylko szybko w nogę i zwiał . Jęknął i zaklął . Drogą niedaleko jechał wóz Werdt z trudem podszedł do wozu i rzekł . - Zabrać mnie możecie ? Stan mój ciężki wilk mnie ranił . - Wilk powiadasz . Wsiadaj jak wilk to wilk trza zwiewać zanim stado przyjdzie a noc nie daleko . Wsiadł w wozie była sterta pakunków na jednym z nich siedział bard grał cicho na swej lutni podśpiewując pod nosem . Woźnica dał mu bandaż i ruszyli . Na wozie trzęsło droga kamienista była Werdt nie czuł się najlepiej . Do zamku dojechali w kilkanaście minut gdy się zatrzymali bard uniósł głowę przestał grać . - Wysiadać komu trza ! Werdt wysiadł podziękował i ruszył przez gęstwinę zburz do zamku.
- Cholera nie wygląda to najlepiej panie Werdt . - Cholera ! Co zemdlałem ? - Tak tuż przed zamkiem . - Kim jesteś ? - Jestem Favilior z Abny sługa zamkowego lekarza . - A.. Ja - Wiem jak pan się nazywa . - A... - Cholera ! Co cię tak załatwiło stado wilków ? - Jeden wilk . - A.. To silny musiał być ostatni raz takie rany widziałem u rycerza co z wilkołakiem zachciało się mu walczyć . Umarł tydzień później . - Silny był . - Ta a jakie miał pazury . - O rycerza mi chodzi . - A.. Nie wyszkolony najlepiej ale żeby wilkołaka zabić to jeszcze mógł by się podszkolić . - A.. - Trzymaj się muszę iść po leki . - To idź .
Tydzień później razy się zagoiły Werdt został w zamku by zabić wilka a młody Veren adept Wrzazguna został wyprawiony w świat . - Cholera ! Krzyknął jak ktoś zawiązał linę na jego nodze . Był wieczór słońce zachodziło ktoś szukał mebli na śmietnisku a to tawerny zaczęli schodzić się ludzie . Veren wysoki mężczyzna o białych włosach , granatowych oczach z białymi kocimi źrenicami w czarnych spodniach , białej koszuli a na niej miał skórzaną kamizelkę . Miał dwa pasy jeden na pasie drugi na ukos . Rączka od miecza wystawała mu zza włosów . Do pasa miał przywiązaną dobrze wypchaną sakiewkę . Swoją klacz zostawił w stajni poszedł do tawerny .” Pod wygłodniałym wilkiem „ do tej wszedł . Oberżysta nalewał piwo dla pięciu osób , które dopiero przyszły . W tawernie nie było dużo osób było kilku pijaków i kilku ludzi grających w karty i kości . Przy stoliku w kącie siedział człowiek w płaszczu z kapturem twarzy nie było mu widać w kącie tuż przy nim była halabarda , długi miecz miał przy pasie, tasował karty z kaptura wystawał koniuszek fajki . Bard siedział obok i pogrywał na lutni Veren znał tego barda był to Gerts z Avalii . Podszedł do niego i czekał aż bard zorientuje się , że ktoś stoi przed nim . Nieoczekiwanie nastąpiło to natychmiast . - Veren ? To ty ? - Tak . - Ha ! Veren co ty tu robisz ? - Wyprawili mnie . - A... Siadaj postawię ci piwo . - Chętnie . Wypili , Veren zapytał wskazując palcem na człowieka siedzącego w kącie . - Kto to jest ? - Strażnik tawerny . - Po co ? - Wiesz co się tu dzieje ? - Nie . - Jak by go tu nie było wszyscy by się tu pozabijali . - A... Wypili jeszcze po jednym kuflu . Gerts zaczął grać Veren wstał . - Co to już idziesz ? - Tak muszę jeszcze jakieś mieszkanie bo pod drzewem spać nie będę . - Prawda . Ale pamiętam , że chyba był jeden wolny pokój w sam raz dla ciebie . - Dzięki Gerts wezmę . A gdzie bo to nie ma drugiego i trzeciego piętra . - A zapomniałem to jest w wysokim zajeździe na rynku myślę , że znajdziesz . - Chcę nazwę . - A... Nazwa „ Wilczy Kieł”. - A.. Chyba znajdę .
Spał dobrze znalezienie zajazdu nie sprawiło mu wielkiej trudności . Otworzył oko poczuł , że jeden z jego zębów był większy taki wilczy . Wstał przetarł oczy , ziewną ubrał się i podszedł do zwierciadła otworzył usta . To była prawda jeden z jego zębów zmienił się przez noc w wilczy kieł. - Co jest ? Do cholery ! Nie histeryzuj ! masz wilczy kieł dobra i co wielu ludzi jest mutantami . Pomyślał . Przepasał się pasami i włożył miecz . Wyszedł skierował się do stajni . Ulice miasta nie były jeszcze zatłoczone . Strażnicy szli na poranną zmianę warty . Stajnia stała nie daleko palisady . Podszedł do swojej klaczy . Otworzył jej boks klacz wyszła z budynku stajni wyszedł otyły , łysy mężczyzna i krzyknął . - Czego ! Czego wymiataj to mój koń ! - To kurde moja klacz zostawiłem ją tu wczoraj ! - I teraz należy do mnie! - Nie łysa pało ! Krzyknął Veren wyciągając zza pleców swój miecz . - Co masz zamiar mi ta swoją brzytwą zrobić ? Zabić mnie ? - A żebyś wiedział . Wtedy Veren ciał płasko przecinając brzuch mężczyzny . Otarł miecz o ścianę i wsiadł na klacz. Wyjechał z miasta . Gerts wyjechał kilka minut wcześniej widział go w oddali . Ruszył za nim. Dogonił go szybko bard grał a koń jakby sam wiedział gdzie jechać. - Witaj . - A ... Witaj . - Gdzie zmierzasz ? - Do Filardey . - A... Mogę ci towarzyszyć . - Pamiętam co się stało jak pierwszy raz podróżowaliśmy ze sobą . - No ale wtedy byliśmy jeszcze gówniarzami. - No ale nie źle było mam jeszcze ślad po bacie , który się zapalił a jakiś sukinkot ! Mnie nim palną. - Ja mam trzy rysy na dłoni kiedy walczyliśmy z gigapsem. - A.. Bard zakaszlał i zaczął grać. Grał kilka minut bo Veren przerwał mu. - Zamknij się ! Chyba coś słyszałem . Wyciągnął cicho miecz i wtedy usłyszeli cichy , bardzo cichy ryk . Veren zsiadł z konia wszedł w las . Bard szedł za nim , przy jednym drzewie leżał kupiec z zakrwawionymi całymi plecami . - Cholera . To coś ma chyba więcej niż pięć palców. - Albo wogule ich nie ma . - Może . Nie daleko napotkali drugiego trupa ten miał siedem ran na twarzy a miecz miał cały w śliskiej mazi . Kilka drzew później Veren zauważył potwora o wielkiej jajowatej głowie na cienkiej szyi z której wychodziło ponad dwadzieścia oślizgłych macek potwór nie miał oczu ani ust . - Co to za wielkie gówno ? - To chyba dwudziestornica . - Nie rób se jaj . - To chyba ... Nie wiem jak to się nazywa ale chcę to unicestwić . - Chyba nie chcesz dołączyć do miłych trupów. - Nie . - Więc zostaw to w spokoju. - Nie bój się załatwię to . - Nie . - My się tu kłócimy a to nas zaraz zeżre . - Dobra wal . Veren pobiegł wbił miecz w łeb bestii na jego oręż polała się ta sama oślizgła maź . Kilka mace podniosło się a zanim zaatakowały Veren ściął trzy z nich i wbił miecz wyżej w głowę stwora . Miecz wyślizgiwał się mu ze śliskich rąk . Ściął kolejne trzy macki . Złapał się wystającej z tyłu głowy sztywnej macki podciągnął , stanął na niej stopą i wbił miecz w głowę . Podciągnął się na nim i z trudem staną na łbie bestii wyciągnął miecz i wbił go głęboko w sam środek łba . Macka walnęła go w plecy poczuł narastające ciepło przemieniające się w wielki ból druga macka walnęła go w rękę trzymającą miecz . Zaczął się ześlizgiwać, złapał się ostrza . Przecięło mu rękę ale podciągnął się i wyciągną miecz i ściął cztery macki , które chciały go wysłać w zaświaty . Zeskoczył tnąc w locie dwie macki . wbił miecz jeszcze raz .Wtedy potwór zakołysał się i walnął oblanym mazią łbem w stary dąb . Drzewo zachwiało się ale nadal stało . Veren odciął jedną z macek i włożył ją do drugiej sakiewki z wężowej skóry . - Ta sakiewka jest na ... – Spytał nie dokańczając Gerts . - Właśnie takie rzeczy . - A...
Gdy siedzieli na siodłach bard podśpiewywał pod nosem a Veren przypominał sobie różne sztuczki magiczne jakich nauczył go Wrzazgun . W końcu udało mu się zrobić mała kulkę wody . Zaczął ją powiększać gdy kulka miała rozmiar kurzego jajka rzucił nią w barda . - Cholera ! Co to było ?! - Woda . - Jak przecież nie ma tu wody . Chyb , że oblałeś mnie wodą z bukłaka . Hm? Odwrócił głowę i zdębiał . Nad palcem Verena śmigała mała wodna kulka . Nagle rozprysnęła się . - Cholera. Jeszcze nie umiem trzymać ich długo . - Kto ? Kto do cholery ?! Cię tego nauczył ? - Wrzazgun mój mentor. - A... To ty miałeś mentora ? - Tak a co mam cię palnąć ognistą kulką ! Jeżeli umiem taką zrobić ? - No o ile. Ale nie mam zamiaru nią dostać . - Tez tak sądzę . Jechali dalej minęli wieś jedną , drugą wreszcie dotarli . Filardey miasto należące w połowie do księcia Devrena z Nubilii a w połowie do armii Lorda Ahana z Deregenu . W pobliżu kręciły się dziwne stwory . Przygarbione podobne do ludzi tylko miały pomarszczoną lekko zielona skórę , dwa kły sterczące zza szarych warg i szpiczaste uszy i pazury . Zielone oczy patrzyły na przybywających do miasta ludzi i nie tylko. - Jeśli to ma być straż to ja wracam do wsi nie daleko z tyłu . - Sam kurde ! Chciałeś tu do cholery ! Jechać więc się zamknij ! To rycerze Lorda . Nie przyjemne typy . - To zauważyłem .
Veren miał szczęście choć Gerts nie był z tego powodu zadowolony. Książe szuka człowieka , który zgładzi leśnej mątwy . Książe miał całkiem ładną komnatę było tam łóżko , stół i biurko , dwa regały z księgami , komoda , piecyk i kilka zwierzęcych trofeów . Książe siedział za biurkiem i czytał list . Oderwał oczy od czytania . Wstał . - Witam książe . - Ja również . - Mam coś co z pewnością księcia zadowoli. Wtedy wyciągnął z sakiewki suchą już mackę ściętą leśnej mątwie . Położył ją na biurku . - Macka leśnej mątwy . Wiesz ile wynosi nagroda ? - Nie . - Wynosi pięćset deróe¢ew. - Merskich? - Tak . - Ale wezmę tylko dwieście dwadzieścia resztę daj mojemu przyjacielowi , bardowi Gertsowi . - Co ? Krzyknął bard . - Dwieście pięćdziesiąt deróe¢ew ! Dzięki Veren dzięki !! Wyszli. Gdy szli do tawerny pięciu strażników zagrodziło im drogę. Mięli na sobie niebieskie tuniki a na nich kolczugi , godło nosili na tarczy herbowej przymocowanej do kolczugi . Godło księcia wyglądało jak palący się pierścień przez , który przechodził miecz . - Czego ? - Książe karze was przyprowadzić. Weszli do komnaty książe czekał . - Witam ponownie . - My też książe . - Zabijasz bestię za pieniądze tak ? - Jak jestem spłukany. - A... Za dwieście pięćdziesiąt Lari mógłbyś zabić strażników Lorda ? - Nie książe. - Co ty…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Geralt230
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…