Revgord
fantastyczne średniowiecze i kilka potworków
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Poszły w górę topory i miecze bo nadszedł dzień Bożego sądu, krew wojnę ogłosi i tylko ci, którzy byli, są i pozostaną neutralni mogą zgładzić konflikt i przywrócić spokój światu.. D’ean Adeadepthe Y’eande Akaer Ian’ealdepfhte Y’yreneu’deeagerd In’adelfethe Geahredathe Spalą wsie i miasta pragnąc wiecznej zemsty Rycerze wyjmą swój oręż i staną do ostatecznej bitwy Sztandary miotać się będą na wietrzę, śmierć nieść będzie miecz i topór, Da’yened Kareah Hearthe Orgeod Igger Y’ernadedtha Athe Adetheall Iy’eyridyty Dworzyszcze Króla w ogniu będą się miotać i tylko rycerski zakon stworzony przez dawnych królów stawić się ze swymi rycerzami musi, bo taka sytuacja... krew, ból, śmierć i ogień... Revgord Wróg Zamek miał kształt koła znajdującego się na końcu prostokąta, a baszty z trójkątnymi dachami miały kształt koła i miały wysokość około trzech i pół metra. Były z kamienia jak cały zamek. Wewnątrz znajdowało się kilkanaście domów i wielki prostokątny, kamienny budynek zajmujący środek prostokątnej części zamku. W środku odbywała się właśnie biesiada. Mężczyzna na koniu w czarnym płaszczu z kapturem słyszał ją zza muru, podjechał wydeptaną już przez ludzi, wozy i konie ścieżką do otwartych bram zamku i wjechał do środka. Postawił swego konia przy ścianie jak inne konie i ruszył do środka. - Wierzajcie mi! Jam Sourech z Trom sam walczył w bitwie pod Trassel w oddziałach Króla! – powiedział donośnym głosem jakiś gruby i niski wojownik z toporem za pasem i krótko ściętą bródką. - Głupstwa pleciesz Sourechcie z Trom! Jam również pod Trassel walczył i nie widziały tam me oczy takiego woja jak ty Sourechcie z Trom! – odrzekł mu szczupły rycerz o żółtych włosach z mieczem za pasem i w rycerskiej zbroi. Mężczyzna w płaszczu wszedł na biesiadę niezauważony, jak duch i podszedł do dość grubego strażnika bocznych drzwi. - Ach mości pan. Proszę wejdźcież. – powiedział strażnik niby zadowolony z przybycia zakapturzonego mężczyzny. Otworzył drzwi o skrzypiących zawiasach i człowiek wszedł na długi korytarz, na którego końcu były schody prowadzące na drugi poziom dworu. Wszedł po schodach minął strażników i szybko wszedł do pokoju po lewej. Zdjął płaszcz i powiesił go na haku wystającym ze ściany. Miał długie szare włosy i zielono – czerwone tęczówki. Przez plecy na rzemieniu przewieszony miał długi półtora ręczny miecz a przy pasie w pochwie bez ozdób jednoręczny. Miał na sobie zszarzałą koszulę i czarne spodnie z grubego materiału. Buty miał wysokie z mocnej skóry a czarne, ćwiekowane rękawice z łuskowatej skóry czarnego jaszczura. Do pasa przywiązaną także miał sakiewkę wypchaną pieniędzmi i trzy fiolki świecącego, jaskrawo niebieskiego płynu. Bez wątpienia był poddawany próbom magii i eliksirów. Wyjrzał przez otwartą okiennicę w półkolistym oknie zrobionym w kamiennym murze. Dziedziniec z prawej strony otoczony był drzewami, przy murze stał niewielki, kamienny budynek, obok którego stały dwie szubienice. Siedziało nań kilka kruków. Przed oknem przeleciało kilka białych gołębi i drzwi do pokoju otwarły się gwałtownie i tak samo szybko zamknęły.
- Revgord... – usłyszał mężczyzna i odwrócił się na pięcie. Za nim stała kobieta o rudych włosach okryta czarnym płaszczem. Miała na sobie skórzaną koszulę przepasaną na skos rzemieniem, pas z jednoręcznym mieczem, sakiewką i trzema fiolkami świecącego, niebieskiego płynu i czarne spodnie oraz podchodzące pod kolana buty. Zdjęła płaszcz i mężczyzna zobaczył na jej plecach miecz. Miała mglisto - zielone oczy i równie mdło pomarańczowe wargi. Miała cienki i cichy głos. - Regda... co ci jest? Oczy masz takie jakbyś zobaczyła bestię. - To coś gorszego Revgord. – odrzekła mu kobieta i podeszła do okna. - Dlaczego do mnie przyszłaś? Wiesz, że zabiłem twego brata. - Mortgord zginął uczciwie, choć wtedy i tak wiedziałam, że wygrasz. - A więc. Co cię do mnie przysyła? - Azdhedon nie żyje. Został brutalnie zamordowany przez rycerzy króla. Jego ciało znaleźli wędrowni bardowie, leżał na obrzeżach lasu. – w tej chwili w oczach Regdy pojawiły się łzy. - A to parszywe sukinsyny! Mordować jednego z ludzi Zakonu Białego Kwiatu! Król i jego ludzie schodzą na psy, jak ich spotkam rozetnę im mordy na części. - To byli ludzie Dogarda. Oni go zabili, tak przynajmniej mówili bardowie. - Ten... Ten kmieć podający się za Królewskiego rycerza! Od czasów, kiedy rozciąłem mu twarz i powaliłem uwziął się na Zakon. Nagle drzwi ponownie się otwarły i do środka wszedł rycerz z półtora ręcznym mieczem za pasem i w ciężkiej zbroi. - Witaj... Widać, że przeklinasz mnie i moich ludzi. Ha, ha, ha.... Ja ci jeszcze rozpłatam mordę pół człeku. Takie sukinsyny jak ty nie zasługują na żaden żywot! - Nie będę tu przelewał krwi Dogard. A ty jesteś tylko jednym z
tych głupców, którzy próbują się ze mną mierzyć. - Ha, ha, ha.... Myślisz, że ja się boję twych pogróżek?! Chodźmy więc na dziedziniec. Wyszli z pokoju i skierowali się na dziedziniec. Wyszli z dworu przez biesiadę i weszli na dziedziniec. - No to zaczynamy! Zobaczymy, kto będzie kwiczał z bólu. – powiedział, Dogard wyciągając miecz. Revgord wyciągną swój zza pleców i zaczęli walkę.
Skrzyżowanie ostrzy i ponowne, szczęk oręża i odgłos drżącego po uderzeniu metalu, krótki krzyk i kolejne skrzyżowanie ostrzy. Upadek, błaganie, krew i ostateczny krzyk. Revgord wyciągną z brzucha Dogarda miecz i schował ostrze. Dogard leżał teraz martwy na dziedzińcu przebity przez Revgorda. Twarz miał mocno zdziwioną. Obok niego szybko tworzyła się bordowa plama krwi. - Co teraz zrobisz Revgord? – powiedziała Regda podchodząc doń – zostaniesz oskarżony o morderstwo rycerza. - Spokojnie, my rycerze z zakonu Białego Kwiaty nie boimy się byle rycerzy. Mam jeszcze sprawy u ludzi Dogarda. Zabiję ich jeden po drugim! Azdhedon nie powinien zasłużyć na taką śmierć! - A co z tym? Jeśli go znajdą zrobi się zamieszanie. Przyznasz się? - Nie. Po prostu ogrodnik zagrzebie go w ziemi. Jest bardzo zabobonny. Wieży, że jak trup leży zbyt długo na ziemi to może wyjść z niego duch i mścić się na zabójcy. - A więc tu się rozstajemy Revgord. - Nie na długo Regdo. Zakon jest po to by niszczyć zagrożenia siłą i umysłem. Wiele razy nasze drogi się zetkną. - Wierzę ci Revgord. - Muszę iść po kamizelkę. - Żegnaj Revgord. - Zegnaj Regdo. *** Wyruszył w takim samym stroju, w jakim wjechał tylko miał na sobie kamizelkę z różą po prawej stronie. Skierował się do miasta Wyzegrad. Miał tam zabić ludzi Dogarda wiedząc, że naraża się na oskarżenie o świadome zamordowanie pięciu rycerzy. Normalnie za coś takiego w Wyzegradzie wieszają, lecz pewność dawała mu odznaka Zakonu Białego Kwiatu....
I Przy murze stał jeden z rycerzy Dogarda. Był chudy i miał krótkie żółte włosy, twarz miał chudą i lekko poranioną. Wyraz twarzy miał obleśny, wykrzywiony jakby po gorzkim napoju a na sobie miał rycerską zbroję, rękawice, grube spodnie i wysokie buty. Za pasem miał goły miecz. Rycerz klął cicho pod nosem a gdy Revgord przechodził obok niego szepną „morderca”, dla Revgorda był to znak cicho wyciągną półtora ręczny miecz i ciął go w plecy na wysokości nerek, gdy człowiek padł na kolana mocno ciął go w kark. Kiedy rycerz padł martwy na ziemię z krwawiącym karkiem z pod bramy do Revgorda podbiegło pięciu rycerzy klnąc pod nosami i wyciągając zza pasów miecze. Rycerze rzucili się na niego, lecz Revgord kilkoma szybkimi ciosami miecza zabił pierwszych dwóch. Następny był silniejszy, skrzyżował z nim ostrza kilka razy poczym ciął go w brzuch i szybkim ruchem ręki poderżną mu gardło ostrzem miecza. Kolejnych dwóch zabił równie szybko jak dwóch pierwszych. Nagle podszedł do niego strażnik ze zdziwionym wyrazem twarzy, lecz jak wyciągał miecz Revgord poderżną mu mieczem gardło. Krew trysnęła z rany strażnika i rycerz padł na ziemię. Podbiegło do niego z mieczami w dłoniach kilkunastu rozwścieczonych rycerzy. Rzucili się na niego waląc go mieczami. Udało mu się powalić tylko trzech, bo ktoś walną go rączką miecza i zamroczył.
Otworzył oczy, stał przed wielkimi drzwiami trzymany przez strażników. Dalej na plecach miał broń. Po chwili zorientował się, że znajduje się na dworze króla Foltgrada. Przed nim stał jeszcze jeden rycerz. Otworzono drzwi do sali króla i rycerze wraz z Revgordem weszli doń. Król siedział z tyłu długiej komnaty na tronie. Przez środek sali aż do tronu ciągnął się czerwony dywan. Kolumny ustawione były po obu stronach dywanu. - Królu! – powiedział donośnym głosem rycerz. - O co chodzi Regrodzie? – król mówił jak by się nie przejmował przyprowadzeniem Revgorda. - Ten oto rycerz Zakonu Białego Kwiatu zamordował pięciu ludzi Dogarda i strażnika, podejrzewam też, że zabił samego Dogarda. - I dobrze podejrzewasz rycerska świnio. – szepnął Revgord. - Ty głupcze! On jest z zakonu, miał prawo ich zabić, jeśli coś zrobili! - Zamordowali jednego z nas królu. - Co?! Królu nie wierz mu! On kłamie! - Nie Regrodzie . Rycerz Zakonu nigdy nie kłamie. Zabili jednego z nich, więc ponieśli karę. I wy też możecie się bać jego ostrza. Tymi słowy strażnicy puścili Revgorda a ten wyciągną miecz i powalał ich jednego po drugim. Następnie podszedł do Regroda i mocno walną go rączą miecza w twarz. Następnie skłonił się, schował miecz i opuścił salę króla. Wyszedł z dworu i skierował się do najbliższej tawerny. Minął kilku rycerzy, skręcił w ciasną uliczkę i wszedł do tawerny znajdującej się na jej końcu. Nad drzwiami znajdował się szyld „Witajcie w Domu Piwa”. W środku było dużo ludzi. Większość z nich lała się po mordach a reszta siedząca i pijąca piwo przyglądała się walką pięściarzy. Revgord podszedł do grubego karczmarza w białym fartuchu i spytał. - Podobno macie tu bestie? - To długa historia, piwa? – odrzekł karczmarz. - Tak. Karczmarz nalał piwa do glinianego kufla i zaczął. - Pewnego dnia pod wieczór, kiedy strażnicy zmieniali się na murach przy jednej z wież pojawiła się jaka bestia. Wyglądem podobna do wilkołaka, lecz gruba jak strzyga, włosy miało długie i czarne. Rzuciło się na rycerzy, lecz oni próbowali się bronić, wszyscy zostali zabici, bestia rozwaliła drzwi wieży i wleciała do środka. - Co znajdowało się w wieży? - Kilkanaście trupów, a co. A więc kiedy wbiegła w głąb wieży potrąciła kilka oświetlających wnętrze pochodni i podpaliła wieżyczkę. Lecz kiedy następnego dnia wieczorem kilku strażników poszło sprawdzić czy bestia spłonęła usłyszeliśmy tylko ryki i krzyki. Następnego dnia przy spalonej wieży znaleźliśmy odgryzioną rękę strażnika, która nadal trzymała miecz. To był ostateczny znak, że bestia żyje. Teraz chodzą słuchy, że zaopatrzyła się w mięso w lochach dworu. Jeśli jej zabraknie wyjdzie na powierzchnię i zeżre wszystkich i wróci do lochów. - Ktoś próbował zabić bestie? - Było kilku śmiałków. Bestia ogryzła ich do kości. Między innymi był tam jakiś rycerz Zakonu Białego Kwiatu. Jego też zjadła. Nawet był jeden mag, który mówił, że czary unicestwią bestię. Nie zdążył wypowiedzieć zdania bo bestia zawlokła go na dół i zeżarła jako obiad. Jego czaszkę znaleźliśmy przed dworem. Po twojej ciekawości co do tej bestii wywnioskowałem, że chcesz chyba ją zarżnąć. - Dobrze myślisz karczmarzu. A to za piwo. Revgord rzucił na ladę kilka oren i wyszedł z tawerny. Po wyjściu z wąskiej uliczki skierował się do dworu. Wszedł do sali króla i podszedł do tronu. - Czego chcesz rycerzu Zakonu Białego Kwiatu? – powiedział król. - Chcę zabić waszą bestię panie. – odrzekł Revgord kłaniając się lekko. - Chodźmy więc na górę mości... - Revgord. - ... mości Revgordzie. Weszli na schody prowadzące na wieżę dworu. Gdy byli na szczycie strażnik przy drzwiach otworzył im je. Weszli, w środku siedziało tylko dwóch wielmoży. Gdy wszedł król ukłonili się lekko i usiedli ponownie. - Witajcie. – powiedział król i zasiadł na wielkim krześle na z tyłu komnaty. - Królu. Czy to kolejny ochotnik do zabicia bestii? – powiedział grubszy z wielmoży. - Tak, rycerz z zakonu. Opowiedzcie mu o bestii. - Tak królu. Usiedli przy drewnianym stole i zaczęli rozmowę. - A więc, chcesz zabić tą bestię panie...- powiedział grubszy z wielmoży. - Revgord. – odrzekł Revgord. - ... panie Revgord. - Naturalnie mości... - Osterr. - ... mości Osterr. - A więc to będzie tak. Bestia jak bestia: gruba, krwiożercza, baba. - Skąd wiesz mości Osterr? – zapytał drugi z wielmoży. - Byrn mi powiedział a co? Ożenić się chcesz panie Velegord. - Ha, ha, ha.... Kontynuuj Osterr bo dojdzie do rękoczynów. - Dobra. Wyłazi z lochów wieczorami i zabija wszystko w obszarze pięciu metrów. Naszczęście już nic tam niema. - Czasami tylko panoszą się tam jacyś ludzie czy strażnicy. - Ilu zamordowała bestia? - Ze trzydziestu, więcej. Kilku nawet zobaczyliśmy następnego dnia. Jako krwawą plamę i rozgniecione kości. - Z maga to nawet czaszkę zostawiła Osterr. – powiedział drugi wielmoża. - Tak... mag był głupi, zabiła go i rzuciła się na strażników miejących go chronić. Trupy zawlokła do lochów i wyrzuciła tylko czaszkę. Potem przybyło jeszcze kilku śmiałków, ale od śmierci ostatniego nie było już żadnych. A bestia dalej jest nienasycona, pragnie ludzkiego mięsa. Sukinsyńska bestia. Może jeszcze urodzi nam bestiarskie potomstwo. Ha, ha, ha.... - Nie fantazjuj Osterr, musiała by znaleźć se chłopa. A na takiego stwora chyba zabrakło by w tym mieście ludzi. - Zamknąć się. – powiedział król z tronu. - Dobra a więc, urżnij bestii łeb i przynieś go nam a zapewniamy cię, że dostaniesz godziwą zapłatę. - Ktoś może mi powiedzieć więcej o bestii. - Tak, przyprowadzić Byrna! Do sali wszedł bezręki człowiek w czarnym płaszczu z kapturem. - Kim jesteś człowiecze? –zapytał Revgord. - Byłym strażnikiem, któremu ów bestia odgryzła rękę. Wywalili mnie ze straży na zbity pysk. Potem szlajałem się po ulicy. - Bestia... - A bestia. Wielka jak głaz, zęby jak sztylety, górne o wiele większe, włosy długie i czarne, odurzający zapach, wielkie łapska z równie wielkimi pazurami, nie ma sierści ani ogona, łuskowata a skóra śliska. Zapewne kobieta, ma durze... no i szybko biega, a właściwie skacze biegając. Trudno to określić, takie bieganie w skokach. - Jak udało ci się zbiec spod pazurów potwora? - Byłem w tedy na murze, gdy z wieży wypadła ta bestia. roztrąciła łuczników i pomknęła w moim kierunku rycząc jak oszalała. Złapała mnie szczękami za rękę i zaczęła mną szamotać na prawo i lewo. Krew sikała na wszystkie strony a gdy odgryzła mi rękę spadłem z muru na wóz z sianem krzycząc z bólu. Gdy bestia chciała na mnie zeskoczyć do akcji wkroczyli łucznicy. Zaczęli strzelać w bestię, aż wyrzuciła moją rękę przed bramy wieży. Potem zawieźli mnie do alchemika i zielarza Jerveda. - A więc da się zbiec bestii... - Tracąc rękę lub inną kończynę tak. Miałem wielkie szczęście. Ale ta sukinsyńska bestia musi zginąć zarżnięta, przez jakiego rycerza czy maga. Jej łeb trza nabić na kołek i wystawić na mur! - Postaram się spełnić twe życzenie. - Ha, ha, ha.... wiedziałem, że wybraliście dobrego człeka do tej krwawej roboty! A więc kiedy ją zarżniesz? - Jutro pod wieczór. - A więc ustalone. Bestia zginie jutro późnym wieczorem, prześpisz dziś w komnacie. - Wolę w tawernie. - W jednej z tych zapchlonych, pełnych opitych pięściarzy, kobiet podających piwo i czarnych typów tawern!? - Nie pojadę do Elles Ern jeśli łaska. - Lecz wrócisz na czas? - Pod wieczór będę w Wyzegradzie. - Mam do ciebie zaufanie Revgord. Jeśli się spóźnisz karzę wysłać za tobą list gończy. Będą mieli ściąć ci głowę i przywieść ją na mój dwór, dostanie on twą zapłatę. Dwa tysiące oren. - Tak...
Wyjechał od razu zabrawszy ze sobą trochę prowiantu. Elles Ern było wsią grajków i bardów, kuglarzy i śpiewaków. Nie było to miasto sławne, lecz Revgord jechał tam by odpocząć, pogadać w cichej tawernie i położyć się spać w wygodnym łóżku. Elles Ern stało przed nim. Bramy jak zawsze otwarte, zza nich słychać tylko bardów i grajków pogrywających na lutniach, gęsi i kury spacerujące po ziemi, ludzi i dzwoniące, co chwilę monety lądujące w miskach bardów i grajków. Z daleka słychać było ogniste występy kuglarzy, którzy od rana pokazywali swe sztuczki. Strażnicy byli na nogach w kolczugach i mocno pomarańczowych tunikach. W rękach trzymali włócznie a za pasami w skórzanych pochwach mieli miecze. Zsiadł z konia i poprowadził go za uzdę przez bramę do najbliższej stajni. Rzucił stajennemu kilkanaście monet mówiąc, żeby się nim zaopiekował i napoił. Potem skierował się na plac bardów. Dochodziły stamtąd odgłosy lutni. Wszedł na okrągły plac pełen bardów i ludzi wrzucających monety do misek bardów. Jeden z nich siedział w cieniu. Kapelusz z trzema długimi piórami naciągnięty miał na oczy, pogrywał na lutni cicho, lecz wielu ludzi dawało mu monety. Widać bard bogatszy był od innych. Lutnie miał wymalowaną w piękne wzory, na co stać było tylko bogatszego człowieka, strój też miał piękniejszy od innych bardów. Takie sprzedawali tylko dostojniejsi kupcy. Revgord skierował się właśnie doń. Kiedy podszedł i przez dłuższą chwilę nie wrzucił do pełnej pieniędzy miski monety bard zapytał spod kapelusza. - Czemuż to nie wrzucasz pieniądza, nie podoba ci się moje granie? - Pełna jest. – odrzekł mu Revgord. - Ten akcent.... ten nieszczęsny głos. Bard podniósł z oczu kapelusz i ujrzawszy twarz Revgorda uśmiechnął się szeroko poderwał się na nogi i padł rycerzowi w ramiona. - Revgord, stary druhu! Co cię sprowadza do Elles Ern? - Chciałem odpocząć, pogadać, posłuchać grajków i pooglądać kuglarzy. - Ha, ha, ha.... wiem co knujesz Revgord. Stary draniu, co ci się trafiło zamordować tym razem? - Bestię, podobną do strzygi w lochach dworu w Wyzegradzie. - Zaprawdę krwawa robota Revgord. Ale ty i twój miecz to śmierć na nogach. - Nie wymyślał kolejnej ballady na poczekaniu Jasmiir. - Dobra. Chodźmy do tawerny. - Jesteś dość bogaty jak na barda. - Zarabia się, oszczędza się to można dorobić się niezłej kasy. Choć nie tylko tu zarabiam. Byłem w Wyzegradzie, Podrwinie i kilku innych miejscach. Przekroczyli drzwi „Miejskiego Grajka”, najlepszej tawerny Elles Ern. Z tyłu śpiewało kilku grajków a bardowie podgrywali na lutniach swe ciche ballady. Lada stała po przeciwległej stronie drzwi. Podeszli do karczmarza i Jasmiir postawił im piwo. Usiedli przy jednym ze stolików i zaczęli rozmowę. - Hmm..... - Nad czym myślisz Jasmiir? - Nie wiem czy zadać ci to pytanie, lecz czy byłeś z Yeffer? - Tak Jasmiir jeżeli cię to zadowoli. - Nie mów, że masz syna Revgord. - Powściągnij swój bardzi język bo ci go urżnę. - Spokojnie Revgord. Wiem, że to niestosowna chwila, lecz... - Co? - Yeffer była u mnie. - Po co? - Chciała abym ci przekazał, że... - No...? - ... że masz syna. - Sku.... jak cholera mogło do tego zajść!? - Nie moja wina Revgord. Możesz go oddać do zakonu. - Wiesz co o zakonie myśli Yeffer. - No... Ale nie załamuj się Revgord. To nic złego. Ożeniłeś się to masz... po prostu się nie załamuj, i tak często nie bywasz w świątyni Ellemery. Zabierzesz go stamtąd jak podrośnie i dasz do zakonu. - O ile Yeffer nie zrobi z niego zielarskiego kapłanka. Za długo zwlekałem z powrotem do zakonu. - I cały czas.... - Nie w jej wolnym czasie wieczorem. A i jeszcze jedno. Jak napiszesz o mnie balladę to potłukę tą twoją lutnię, urżnę ci język i pozbawię wzroku, zabiorę całą kasę i wywalę w bagno pełne bestii na zbity pysk! Nie chciałbyś chyba wylądować w bagnie jako ogryzione kości? - Nikomu ani słowa... Ale, Yeffer mówiła, że... - Co? - ... że musisz przyjechać. Szybko. - Najpierw rodzi mi syna o czym ja nie wiem, a potem karze przyjechać by... – Revgord zrobił tak wściekłą twarz, że była ona podobna do pyska rozwścieczonego wilka. – jak mogłem się nią zafascynować? - Każdy popełnia błędy Revgord. - Zamknij się! Muszę tam jechać jak zabiję bestie w Wyzegradzie. - Mogę ci... - Pod jednym warunkiem. - Tak Revgord? - Nie będziesz się wtrącał między mnie a Yeffer. - Tak.
Wieczorem kiedy skończyli rozmowę Revgord poszedł do swego pokoju. Przenocował w nawet niezłym pokoju. Łóżko okryte wełnianą kołdrą, Piec w kącie i kilka obrazów.
Nazajutrz wczesnym rankiem wraz z Jasmiirem wyjechali z Elles Ern i skierowali się do Wyzegradu. Minęli kilka małych wiosek i kilka oddziałów króla na obrzeżach lasu po potyczce z Nedfradczykami – odwiecznymi wrogami króla. Wyzegrad znajdował się już niedaleko. Dojechali do jego bram i zsiedli z koni podprowadzili je za uzdę pod dwór. Osterr przechadzał się przed dworem, lecz gdy tylko pojawił się Revgord natychmiast podszedł doń i rzekł. - Bestia jest na nogach teraz, jeśli zacznie być głodna wyjdzie na powierzchnię. Musisz szybko zarznąć chorobę, bo zje nam kolejnych strażników. - Przygotuje się tylko. – odrzekł wielmoży Revgord i wszedł do dworu. Wszedł do wieży gdzie rozłożył wszystkie potrzebne rzeczy. Półtora ręczny miecz, hak na, który nabije łeb bestii, pazury do rękawic szkatułka eliksirów i kawał mięsa mający skusić bestię do ataku. Szybko otworzył szkatułkę i wyjął eliksiry z napisem „Sowa” i „Gołąb”. Miały one dopomóc mu w walce z bestią. Sowa sprawiała widzenie w ciemnościach a Gołąb dawał szybszą reakcję. Wypił oba i odłożył na miejsca. Oparł ręce o stół i zaczął się trząść. Twarz mu zbielała, szare wargi gwałtownie poczerwieniały a zielono - czerwone tęczówki nabrały czarnego koloru, lecz po chwili wszystko wróciło do normy. Założył miecz, wpiął pazury na palce rękawic po czym je włożył i wziął do ręki kawał mięsa. Zszedł na dół i wyszedł z dworu. Otworzono mu drzwi do lochów i szybko zniknął w ciemnościach.
Wyciągną stal zza pleców, znalazł się w oświetlonym pochodniami lochu. Po ziemi szlajały się kości zabitych przez bestię a cele były zmasakrowane. Ściana z tyłu była rozwalona a w następnej sali pełno było trupów. Revgord stanąwszy w drzwiach do następnej krypty rzucił mięso na jej środek. Usłyszał cichy ryk, a potem następny głośniejszy, potem stąpanie wielkich stóp. Schował się za ścianą i wychylił przez drzwi głowę. Bestia naprawdę podobna była do strzygi. Była kobietą. Choć długie czarne włosy zasłaniały jej piersi Revgord wiedział, że była to kobieta. Od strzygi różniła się tylko wyglądem i tym, że nie była zaklęta. Bestia wzięła mięso między szczęki i rozgryzła kości. Revgord wychylił się zza muru z mieczem w dłoni. Bestia odwróciła ku niemu łeb. Warknęła, ryknęła i rzuciła się na niego. Revgord ominął ją i bestia wpadł w ścianę rozwalając ją. Następnie podeszła do Revgorda i uniosła łapę. Revgord wbił jej metalowe pazury w podbródek i walną kilka razy ostrzem w twarz. Bestia lekko zakwiczała i ponownie rzuciła się na Revgorda waląc łapami na wszystkie strony. Revgord uniknął kilku ciosów pazurami lecz bestia walnęła go w końcu w ramie wbijając pazury głęboko. Ramię Revgorda mocno krwawiło, lecz walnął ją kilkoma szybkimi ciosami w łapę i w paszczę, odskoczył w bok by uniknąć ciosu łapą i wbił miecz w bok. Czarna krew trysnęła z rany i bestia głośno zaryczała z bólu. Następnie zaczęła walić łapami w Revgorda aż w końcu oddaliła się i skoczyła nań. Revgord w locie przeciął bestii pierś. Po tym ciosie bestia oddaliła się od wojownika. Revgord podszedł do bestii, która coraz bardziej oddalała się od niego Revgord spojrzał na pierś bestii, na, której trzymała łapę, krew wyciekała między pazurami bestii. Revgord…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Geralt230
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…