Wróć do katalogu

Seharia cz. 6

6 część opowiadania pt. "Seharia".

Merossa, opublikowano , 12 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

2 MIESIĄCE PÓŹNIEJ... - Dawno nigdzie nie wychodziłam – westchnęła Amrath wtulając się w objęcia Vitranna. - Nic na to nie poradzimy. - Z tego co wiem, wieczorami masz cały ogród do dyspozycji – przesunął dłonią po jej nagich plecach. Prychnęła niczym dzika kotka. Zupełnie nic nie rozumiał. - To nie to samo. Czuję się tutaj jak w klatce. - Ale przynajmniej jesteś bezpieczna. Bractwo nadal cię szuka, przecież wiesz. - W końcu się znudzą – powiedziała. Od dłuższego czasu była przekonana, że tak właśnie będzie. Vitrann powiedział jej, że śledztwo utknęło w martwym punkcie. Nie mieli świadków, nikt jej nie widział. Cała sprawa obróciła się na jej korzyść. - Nie pozwól, żeby uśpili twoją czujność – przestrzegł ją Vitrann. Uśmiechnęła się do niego przymilnie, ale on pozostał poważny. Skończyły się żarty. Podniósł się do pozycji siedzącej. - Posłuchaj. Merdirian nie da tak łatwo za wygraną. To był jego brat. Zadarłaś z bardzo wpływową rodziną. Oni ci tego nigdy nie wybaczą. - Przyzwyczaiłam się do tego, ze zawsze się w coś pakuję – stwierdziła spokojnie. - Przetrzymam i to. A poza tym znam każdy ich ruch. Dzięki tobie. Vitrann zmarszczył nieco brwi. - Nie tym razem, Amrath. Ta sprawa jest bardzo poważna. Jest niewiele opcji wyjścia – spojrzał jej w oczy. - Powiedz mi, myślałaś, żeby stąd wyjechać? Mina jej zbladła. - Nie ma takiej opcji. - Dlaczego? - zrobił zdziwioną minę. Amrath również usiadła. Pościel opadła z cichym szelestem ukazując jej nagie ciało. Nie przejęła się. Jej uwaga skupiła się na tym, by jak najlepiej mu to wytłumaczyć. - Bo tutaj są moi bliscy. Tu mam dom. Nie wiem dokąd mogłabym się udać. Nie mam środków na wyprawę. Nikt nie zechce mi pomóc. I co będzie z Harisem i Rakidą? - Dawali sobie radę przez te dziesięć lat. Poza tym, wybacz, źle będą bezpieczniejsi kiedy odejdziesz. - Myślisz, że nie wiem, że byłoby wam lepiej beze mnie? - powiedziała zrezygnowana. - Mnie nie. Ja odszedłbym z tobą. * * * Kiedy tamtego wieczora Amrath weszła do swojej sypialni, zastała tam dwie służące krzątające się po pomieszczeniu. Nie zdążyła nawet zapytać co takiego robią, gdy jedna z nich, młodsza, doskoczyła do niej, dygnęła nisko i zakomunikowała, że Cartis Daher Canpolphilus zaprasza ją na uroczysta kolację. Zdziwiło ją to, bo nie widziała żadnego powodu, dla którego miałby to robić. Odkąd zamieszkała w jego posiadłości, a było to już około dwóch miesięcy temu, zamieniła z nim zaledwie parę zdań. Rzadko kiedy go widywała, i choć była mu niezmiernie wdzięczna za pomoc, nie tęskniła za towarzystwem tego człowieka. - Mówił o co chodzi? - zapytała, zdezorientowana. Służąca pokręciła głową, zaprzeczając. - Pan kazał nam tylko przygotować Panią do kolacji – spuściła wzrok. - Nie chciałabym być niegrzeczna, ale jeśli mamy zdążyć musimy już zacząć. - Oczywiście, to zrozumiałe – odpowiedziała Amrath nieco zmieszana. Pierwsza była gorąca kąpiel. Zaprowadziły ją za pozłacany parawan, stojący w rogu pomieszczenia. Za nim przygotowana już była wanna z aromatyczną wodą. Umyły ją dokładnie i osuszyły miękkimi ręcznikami. W jej czarne włosy wsmarowały nieco olejku, który sprawił, że stały się delikatne i lśniące. Potem zabrały się za okładanie fryzury. Upięły jej włosy w misterny splot, pozostawiając po bokach dwa luźno opadające, skręcone kosmyki. Amrath, zerkając w stronę lustra, nie mogła uwierzyć w to co widzi. Makijaż nałożyły jej taki, by podkreślał atuty, czyli oczu i usta. Nie starały się zakryć blizn, co nieco ją zdziwiło, ale nie chciała się wtrącać. Ostatnią rzeczą była suknia, którą miała założyć. Kiedy ją zobaczyła, zaparło jej dech w piersiach. Nigdy, nawet gdy żyła w luksusach, nie widziała takiego materiału. W kolorze turkusowym, w dotyku gładki i delikatny. Suknia była długa, ciągnęła się do samej ziemi. Spływała falami, co przypominało rwącą rzekę lub wzburzone morze. Miała szerokie wycięcie na plecach, połączone cienkimi srebrnymi łańcuszkami. Nie miała rękawów. Dekolt układał się delikatnie na jej piersiach. Całość wyglądała ponętnie oraz zmysłowo. Amrath czuła zaniepokojenie tym widokiem. Nie mogła jednak odmówić gospodarzowi. Zwieńczeniem całego wyglądu była srebrna biżuteria, niezwykle kosztowna i elegancka. - Jak wyglądam? - zagadnęła służące, nadal oszołomiona tym wszystkim co się wokół niej dzieje. - Pięknie – odezwała się po raz pierwszy starsza i obdarzyła ją uśmiechem. Amrath odwzajemniła go. Dotarła na miejsce dwie minuty przed umówioną godziną. Drzwi od jadalni były zamknięte, a Amrath nie otworzyła ich od razu. Odetchnęła parę razy, aby uspokoić nieco kołaczące serce, ale niewiele jej to pomogło. Nie mogła sobie wyobrazić czego ma się spodziewać. Nie było jednak sensu zastanawiać się nad tym dłużej. Nacisnęła klamkę białych drzwi ze złotymi wzorami i przekroczyła próg. - Witaj, szanowna Amrath z domu Salamshad – rozległ się niski, męski głos. Stał za suto zastawionym stołem. Jego czterdziestoczteroletnia twarz wyrażała jedynie uprzejme oczekiwanie. - Witaj, szanowny Cartisie Daherze Canpolphilusie – odpowiedziała mu, tak jak było w zwyczaju. - Dziękuję za gościnę. Oby bogowie sprzyjali na każdym kroku tobie i twoim bliskim. Skłonił lekko głowę i wskazał krzesło, przeznaczone dla niej. Pomógł jej usiąść i sam zajął miejsce po jej prawej. Amrath rozglądnęła się dyskretnie. Jadalnie tą widziała zaledwie raz, na samym początku, gdy Cartis oprowadzał ją pobieżnie po posiadłości. Była urządzona z wyraźnym przepychem. Ściany miały delikatny kolor brzoskwini. Ciężki antyczny stół i krzesła do kompletu…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych