Siostra panny młodej nie ucieka
opisu nie będzie=> bunt;)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
2 października to fatalna data w dziejach ludzkości. Drugiego października 1992 roku, w Sao Paolo, miał miejsce bunt więźniów z ogromnego więzienia Carandiru, w którym to siły policyjne wymordowały około dwustu mężczyzn odsiadujących tam swój wyrok. Więźniowie protestowali przeciw niehumanitarnym warunkom pobytu w więzieniu, mam jednak dziwne wrażenie, że jedyną rzeczą jaką wywalczyli, była większa ilość decymetrów kwadratowych na jedną osobę. W końcu dwustu facetów, rozstrzelanych z broni maszynowej, poszło wąchać kwiatki od spodu. Również drugiego października, tylko jakieś pół wieku wcześniej, nastąpiło oficjalne otwarcie żydowskiego getta w Warszawie. Już widzę jak ten skubany nazista Ludwig Fisher zadzwonił po południu do Hitlera i powiedział: - Hallo? Furer? Stworzyłem właśnie nowe getto w moim dystrykcie. Będziemy mogli rozpierdzielić w nim parę tysięcy Żydów. Cieszysz się? W 1928 roku, także 2 października powstało Opus Dei, które moja babka uważa za wspaniałą instytucje kościelną, a ja za zwykłą sektę religijną. I to nie tylko z powodu majaków Dana Browna w Kodzie Leonarda Da Vinci. Tak czy siak moja siostra, pełna świadoma wydarzeń wymienionych powyżej, postanowiła wziąć ślub właśnie drugiego października. Normalnie nie bardzo bym się tym przejęła, ale jakimś cudem zostałam wyznaczona na jej świadka, co stawiało mnie w niezwykle niedogodnej sytuacji, gdyż oznaczało to, że drugiego października 2007 roku będę musiała się stawić na ślubie mojej siostry w ohydnie obcisłej sukience i niewygodnych butach na dziesięciocentymetrowym obcasie. Jednak to był pikuś w porównaniu z perspektywą całonocnego biegania ze sztucznym uśmiechem przyklejonym do twarzy. Na domiar złego cała ta pieprzona ceremonia odbywała się w Warszawie, mieście gdzie w promieniu piętnastu kilometrów od Wisły latają szczury wypasione jak renifery, a prezydent Kaczyński urzęduje sobie w najlepsze. Jednym słowem, tragedia. To, dlaczego zostałam wybrana na świadka mojej siostry, która nienawidzi mnie od 6 klasy podstawówki, kiedy to poderwałam jej faceta wyglądającego jak Brad Pitt, ale tylko w momencie kiedy założyło mu się worek foliowy na głowie, do dziś jest dla mnie tajemnicą. Moja wersja wygląda mniej więcej tak: Matka, która nie może pogodzić się z faktem, że jej młodsza córka uważa małżeństwo za beznadziejną i nikomu niepotrzebną instytucje, wykombinowała, że jeśli przeżyję tą ceremonię tak blisko paru mówiącej sobie sakramentalne tak, zmienię swoje poglądy. Biedna mama nie mogła wiedzieć, że ta cała heca ze ślubem Moniki jeszcze bardziej utwierdzi mnie w moich przekonaniach. Wszystko zaczęło się w momencie kiedy usłyszałam mega huk i trzask, a potem żałosny skowyt mojej siostry, dochodzący z zakrystii. Poleciałam tam szybko w tych moich dziesięciocentymetrowych szpilach i oczywiście okazało się, że Monika runęła jak długa, po tym jak zahaczyła obcasem o brzeg swojej cholernie długiej sukni. - Żyjesz?- spytałam wpatrując się w biały materiał, w którym tonęła cała podłoga zakrystii. Kto produkuje takie długie suknie? Przy okazji szukałam głowy mojej siostry, której na pierwszy rzut oka nie dostrzegłam. Utonęła w falbankach i welonie. Coś żałośnie zajęczało, więc doszłam do wniosku że to Monika. - Pozbieraj się do kupy dziewczyno- mruknęłam zbierając ją z podłogi- ta cała farsa kościelna, w dużej mierze obraca się wokół osoby panny młodej, jej kreacji oraz uczesania. - Chyba skręciłam kostkę- stęknęła Monika, wypluwając pięć metrów welonu z buzi - Że co? - Buuuuuuuuuu mam skręconą kostkę. Och bomba. Tego mi brakowało. Kulejącej panny młodej. - Możesz chodzić? - Nieeeee, buuuuuuu. - Uspokój się- warknęłam, gorączkowo myśląc co zrobić z tym fantem. - Buuuuuu, to będzie najgorszy ślub w moim życiu. - A planujesz inne? - BUUUUUUUUUU - Siadaj z tym opakowanym w białą satynę tyłkiem i mnie nie denerwuj. Wyciągnęłam z torebki komórkę i zadzwoniłam do Mateusza, naszego młodszego brata, który studiuje medycynę. - Co jest złośnico? - Zamknij się i lepiej powiedz mi gdzie jesteś- zasyczałam wściekle - To mam milczeć czy podawać współrzędne? Głupi żartowniś. - Gdzie ty kurwa jesteś? - Spalam paczkę czerwonych L&Mów przed kościołem, a bo co? - Umrzesz na raka prostaty. - A może na raka płuc? - Po trzydziestce nie będzie ci stawał. - To kupię Viagre. Stwierdziłam że to nie czas na takie pierdoły. - Rusz lepiej swój szacowny tyłek do zakrystii, bo Monika skręciła kostkę i zalewa właśnie podłogę swoimi łzami. Jeszcze trochę i podtopi kościół. - Co zrobiła? - Umiesz opatrywać skręconą kostkę czy nie? - Studiuję medycynę moja droga. Czy ty myślisz że studiuję tylko po to, by upijać się na akademickich imprezach? - Raczej po to żeby pieprzyć młode schlane studentki. - Jesteś niemożliwa. - Przyłaź tu i nie marudź- burknęłam, rozłączając się. Mati zjawił się w zakrystii po niecałych dwóch minutach. - Może troszkę uśmiechu?- rzucił w moją stronę, wchodząc. - Twój entuzjazm mnie poraża- odparowałam - Ja się przynajmniej staram. - Ubierz dziesięciocentymetrowe szpilki to porozmawiamy. Monika jęknęła głośniej, więc przerwaliśmy swoją sprzeczkę i Mati zaczął zajmować się jej kostką, a ja stwierdziłam, że pójdę zobaczyć jak się trzymają goście w kościele. Nie zdążyłam jednak nawet przejść przez drzwi zakrystii bo na drodze stanął mi blady jak trup ksiądz. Spojrzałam na niego podejrzliwie. - Mamy problem- zarzęził cichutko - Jakiej natury problem?- spytałam równie cicho by Monika niczego nie usłyszała. - Organista się nie zjawił. - Jak to się nie zjawił?! - Po prostu go nie ma- odpowiedział, a po chwili jakby uprzedzając moje następne pytanie dodał- Komórki też nie odbiera. Ekstra. Po prostu super. Bardzo szybko doszłam do wniosku, że znalezienie nowego organisty nie będzie tak proste jak skombinowanie kogoś kto potrafi zająć się skręconą kostką. Równie szybko stwierdziłam że sama sobie z tym nie poradzę. Ach, te pieprzone śluby. Przez plecy księdza zajrzałam do środka kościoła i zobaczyłam rodziców siedzących w pierwszej ławce i pana młodego debatującego o czymś ze swoim seksownym świadkiem. Rodzice odpadli od razu. Moja matka histeryczka dostałaby tylko zawału i trzeba by było wzywać pogotowie. - Niech mi się ksiądz usunie z drogi- mruknęłam i ruszyłam w stronę przyszłego męża Moniki. Oczywiście zanim weszłam w pole widokowe wszystkich gości podciągnęłam swoje kącik ust do góry i uśmiechnęłam się jak słodka idiotka. Opanowałam zapieprzanie w tych szpilach do perfekcji, więc w mgnieniu oka znalazłam się koło pana młodego. I jego cholernie przystojnego kolegi, którego Monika przedstawiła mi wcześniej jako Marcina. Stwierdziłam że facetom nie ma co owijać w bawełnę, więc walnęłam prosto z mostu: - Darek, wcięło gdzieś organistę. Obydwoje odwrócili się w moją stronę. - Co znaczy wcięło?- spytał Darek wyjątkowo spokojnie. - Nie ma i nie wiadomo czy będzie. Ta wiadomość trochę skrzywiła mu wyraz twarzy. - Cholera jasna- zaklął- Monika wie? Pokiwałam przecząco głową. - Mój kumpel jest organistą- do rozmowy włączył się Marcin - No to super- odpowiedziałam z entuzjazmem- Mieszka w Warszawie? - Tak - To dzwoń i powiedz mu, że ma wsiadać w samochód i jechać ile fabryka dała. Później zajmiemy się mandatami. Marcin spojrzał na mnie ze zdziwieniem. - No co?- odwzajemniłam to głupie spojrzenie- A jeśli to mu pomoże to powiedz, że panna młoda zrobi mu później loda w podzięce. Facet speszył się trochę i zerknął niepewnie w stronę Darka - Nie słuchaj jej- mruknął pan młody- Ona ma chore poczucie humoru. - On ma racje- uśmiechnęłam się ironiczne- w dodatku całkowicie nieuleczalne. Marcin już nic nie odpowiedział tylko odszedł na bok i wyciągnął telefon. Wtedy znowu odezwał się Darek: - Kurczę Lili, Szopen musi…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil luminka
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…