Wróć do katalogu

Słoneczny rozmówca cz.2

Umieszczam drugą część powieści, którą pisze. Jak już wcześniej napomniałam tę książkę piszę by wysłać na pewien konkurs. Kryktus odkrywa swioją niezwykłość.

Paula127, opublikowano , 32 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

4. Słoneczny rozmówca Galopuję, galopuję, i naglę staję, przede mną pojawia się ściana nie do przejścia, nie do przebicia, olbrzymia przeszkoda, której nie da się ominąć. W tym miejscu kończy się rozpoczęta wędrówka, rozpoczęta przygoda mężnego rycerza. Chłopiec nie wierzył w to, co przed chwilą się wydarzyło. Że on, ON nie dostanie prezentu?! Że ja nie będę mężnym rycerzem, albo, chociaż zwykłym rycerzem?! Koniec rozpoczętej wędrówki, zostaję tu na zawszę… Siedział na trawiastej łące, niebo było koloru jasnobłękitnego, a obok cicho płynął strumyczek. Dokoła biegały owce becząc tak, że chłopiec miał wrażenie, że śmieją się z jego zguby. Na początku nie chciał płakać, przecież rycerze nigdy się nie rozklejają, nigdy nie okazują po sobie negatywnych emocji, ale potem przypomniał sobie, że już nie jest rycerzem i że nigdy już nim nie będzie i tak naprawdę nigdy nim nie był. Płakał gorzkimi łzami, co chwilę wstawał i z całej siły ze złością rzucał kamień w wodę. Mam dosyć, oddałem wszystko, co mogłem dać ojcowi w zamian za mojego rumaka, którego nie dostałem! Zostałem oszukany, okłamany. Nie zniosę, ani chwili w tym miejscu odchodzę! Przewrócił się o kamień padając twarzą w trawę. Zaczął uderzać nogami o ziemię, jednocześnie rękami wyrywając piękną jasnozieloną trawę. Jego łzy zmieszały się z ziemią. Dlaczego ja mam dalej tu być i pracować do końca życia? Dlaczego właśnie teraz nie mogę sobie iść i odejść stąd na zawsze? Co mnie obchodzą jakieś złośliwe owce? Zostawię je tu! I co mnie to obchodzi, co z nimi się stanie! Idę sam w podróż! Bez konia, a co mi tam, zaraz złapie sobie jakiegoś dzikiego konia i go oswoję! Tak, właśnie tak zrobię. Pójdę w świat uratuję, co da się uratować i wrócę po moją królewnę uwalniając ją z rąk mściwego ojczulka. Wstał, otrzepał się i w te pędy wbiegł w las. Byle jak najdalej od rodzinnych stron. Po dziesięciominutowym biegu zatrzymał się, rozejrzał się dookoła, stał na pięknej polanie ogrodzonej dookoła drzewami. Zmęczony usiadł na kamieniu. Co teraz? Od czego by tu zacząć? Może najpierw skombinuję sobie prowiant? Albo nie, najpierw załapię sobie białego rumaka, tylko gdzie one mieszkają? Wstał i zaczął wyszukiwać wzrokiem jakiegoś stada koni. Nagle usłyszał harmonijny głos: -Radzę ci wrócić na polanę! Strwożony rozejrzał się doszukując źródła, takiego pięknego, dźwięcznego głosu. -Kkkto, kto mówi? Wodził wzrokiem po wszystkim, co było wokół niego. -Pokaż się! Powiedział zmieniając ton głosu na bardziej odważny i godny rycerza. -Jestem tutaj, właściwie obok ciebie! Ten ktoś wybuchł śmiechem. -Gdzie? Jesteś duchem? Na tą myśl Kryktusa przeszły ciarki. Nie chciał się bać, z całej siły skupił się na męskim zachowaniu zimnej krwi. -Jestem tym światłem, które pokazuje ci drogę, dzięki któremu nie błądzisz w ciemności, co sprawia, że nie jest ci zimno i obserwuje cię i towarzyszy ci od początku twoich dni, które dla mnie są jakąś jedną trylionową mojego życia- Biedny Kryktus nic z tej przemowy nie rozumiał, jakim światłem? -Czyli że kim? Czyli jednak jesteś duchem? Niewiadomy ktoś znowu wybuchł śmiechem. -Prostym językiem… Wy mówicie na mnie słońce- chłopiec spojrzał w stronę złocistej kuli. Jakimś cudem słońce cały czas nie raziło jego oczu, dokładnie mógł zobaczyć każdy promień słońca. Tylko, dlaczego tak mało tych promyków? To takie niewiarygodne! -To ty mówisz? -Nie, raczej to ty mówisz- był cały rozbawiony. Co? Jak to? -Nie za bardzo rozumiem- przyznał się Kryktus. A tak naprawdę miał olbrzymi mętlik w głowie. -Kryktusie, mówisz po słonecznemu, znaczy po języku słonecznym! Teraz to Kryktus był rozbawiony! Ale z innej strony był przecież niezwykłym rycerzem. - Nie żartuj, ja niby mówię po słonecznemu?! -Uważasz, że żartuję!? To niby jak się komunikujemy, Kryktusie? -Może to ty mówisz po ludzkiemu? -Owszem rozumiem język ludzki, tylko, że jest jeden mały szczegół, ja nie mam ust żeby mówić po ludzkiemu. Przerwał. -Ja umiem mówić tylko po słonecznemu! Oświetlił twarz Kryktusowi. -O płakałeś- zmartwił się. -To jak wymawiasz słowa? Kryktus zignorował wypowiedź słońca. -Ja mówię przez swoje światło, często też dzięki promykom- pochwalił się słoneczny. -Ja nie mam promyków, ani żadnego światła! Wykrzyknął chłopiec. Był całkowicie dumny z siebie. Zawsze czułem, że jestem, jakiś niezwykły. -Jak ja cię rozumiem? Zapytał się tylko z czystej ciekawości, tak naprawdę znał już odpowiedź, bo jestem niezwykłym rycerzem. -Otaczają cię promyki, których nie widzisz, to one mówią ci, co ja do ciebie mówię i mówią mi to, co chcesz mi powiedzieć, chociaż rozumiałbym cię gdybyś mówił do mnie po ludzku- Kryktus napuszył się jak paw. Jestem niezwykły! -Skąd znasz moje imię? Zadał pierwsze lepsze pytanie Kryktus. -Obserwuję cię już od dłuższego czasu… zawstydził się świetlisty. -Przyznam ci się, mam takie swoje hobby, uwielbiam obserwować osoby, które przyciągają przygody, a ty jesteś taką osobą! Na te słowa Kryktus poczuł wspaniałą energię, moc uświadomiła mu, że teraz ma mnóstwo możliwości, że jest wolny i ma pewną umiejętność, której nie ma nikt, dzięki której na pewno poradzi sobie w nadciągających przygodach. Nagle naszła Kryktusa niemiła myśl. -Czy ktoś też potrafi mówić po słonecznemu- zapytał niespokojnie, pełen obaw. -Tak- chłopiec poczuł jak wdziera się do niego złość. Myślałem, że tylko JA! -Księżyc, kiedy jest w pełni, oczywiście w pełni na ziemi. Ja zawsze mogę z nim rozmawiać, nawet jak jest w innym krztałcie- Kryktus odetchnął z ulgą. Narastająca złość znikła. Tylka JA z ludzi umiem mówić po słonecznemu! -Musimy się jakoś komunikować… A w ogóle to my ustaliliśmy… Echm… nieważne- Podniósł zaciekawiony głowę. Co ustalili? -Co ustaliliście? Słońce się zmieszało. Przez chwilę milczało, zastanawiając się czy dokończyć zdanie, czy też ukryć prawdę. -No cóż… To długa historia… Kryktus spojrzał na słońce nieufnie. -Myślę, że nadążę- powiedział zadziornie i chłodno. Był trochę zły na złocistego, że ma czelność ukrywać coś przed nim. Przed rycerzem, co potrafi coś, czego nikt nie potrafi! -Dobrze, bracie. Pewnie zastanawiasz się, dlaczego, akurat ty umiesz mówić po słonecznemu-, Mimo że słońce nie miało oczu, Kryktus dokładnie czuł, że mu się przygląda promykami i całym okazałym świetlistym ciałem. Nie, ja wiem, dlaczego. -Wiem, dlaczego umiem mówić twoim językiem! Pochwalił się Kryktus. -Tak! Dlaczego?! Przeraziło się słoneczko. Od razu Kryktus poczuł, że jest mu jakoś zimniej. -Bo oczywiście jestem niezwykłym, mężnym rycerzem, całkowicie godnym postawionego przez los mi wyzwania! Dumnie zasalutował chłopiec. -Aż takie masz o sobie mniemanie? -Może podjąłem złą decyzję… Może lepsza by była siostra? Mówił sam do siebie. -Że co? Moja siostra? Powiesz mi w końcu, o co ci chodzi? Oburzył się Kryktus. -O przepraszam zapomniałem, że słyszysz moje słowa- westchnął. -No cóż przyzwyczaiłem się do tego, że nikt z ziemi mnie nie rozumie- zatrząsł promyczkami. - Czekam! Krzyknął Kryktus. -Dobra już ci mówię. Odpowiedź na moje pytanie zadane do ciebie brzmi:, ponieważ ja ustaliłem z gwiazdami i wielce wielkim księżycem, że zaczniesz mówić po słonecznemu… zamachał promykiem w dół i do góry. -Wiesz ile mnie to kosztowało? Musiałem oddać ci część mojego światła i moich promyków, to samo zrobił księżyc i te większe gwiazdy. Oświecił pewien głaz. -Ale ja poniosłem największą stratę, tylko, dlatego żebyś ty mógł mówić po słonecznemu! -Łał! Czyli jestem niezwykły, bo wybrałeś mnie? -Tak jesteś niezwykły, bo padło na ciebie. Powiedział znudzony z lekką ironią. -Uznałem z moimi przyjaciółmi, że będziesz najlepszym kandydatem. -No to cudownie! -Nie interesuje cię, dlaczego chciałem żebyś ty mówił? Zdziwiło się słoneczko. -Bo byłeś samotny i chciałeś z kimś porozmawiać? Chłopiec zastanowił się. -Albo nie, chciałeś żebym na swoim rumaku pojechał w świat i miał przygody, żebyś miał z tego satysfakcję? -Przyznam to też,…ale to szczegóły, które pomogły mi podjąć decyzję. -Muszę się tobie przyznać, że niestety twoje plany zostały pokrzyżowane, bo nie dostanę konia- słońce smutnie westchnęło. -To bardzo dużo utrudni, ale znam takiego gadającego rumaka, co kiedyś pomógł małemu zajączkowi w trudnej sytuacji… Myślę, że staruszek zgodzi się ciebie powozić. Na pewno, on uwielbia wyzwania, a to, co musisz zrobić potrzebuje najlepszego konia. -Załatwisz MI konia!? Chłopcowi zaiskrzyły oczy. Zaczął radośnie podskakiwać. -Co to za problem? Zdziwiło się słoneczko. -To jest moje życiowe marzenie! Zaraz… zaraz- namyślił się. -Mogłeś mi już dawno załatwić konia, a nic mi nie mówiłeś! Oburzył się chłopiec… Słońce osłupiało. -Musiałem czekać jedenaście lat! Najgorszych lat mojego życia! Musiałem pracować i znosić humory taty żeby dostać konia, a ty po prostu miałeś go na wyciągnięcie ręki! Krzyczał coraz głośniej. Ze złością kopnął kamień, który z głośnym PLUSK wpadł do wody. Słońce chciało coś powiedzieć, ale Kryktus nie pozwalał mu dojść do głosu. –Jak mogłeś? Rzucił się biegiem w stronę domu. Chciał zostawić słońce samego z wyrzutami sumienia. Tak niech teraz pobędzie sobie sam i pożałuje tego, że zepsuł mi życie! Biegł, biegł i biegł, kiedy zauważył, że jego plecy cały czas dotykają słoneczne promienie. -Zostaw mnie! Odejdź! Mam cię dość! Krzyczał bardzo głośno chłopiec. -USPOKUJ SIĘ KRYKTUSIE! Chłopiec zdębiał. Jak można tak głośno krzyczeć? -KRYKTUSIE, BO POŻAŁUJĘ SWOJEGO WYBORU! Zmienił ton na delikatniejszy. A tak w ogóle nawet gdybym chciał to bym cię nie mógł zostawić! Po prostu jestem tak zaprojektowany żeby wszędzie świecić. Jak chcesz pobyć, bez mojej obecności, to musisz poczekać na noc! Wtedy mam wolne i sobie odpoczywam. I ładuje swoje światło słoneczne. Znaczy… już nie ładuję… w tym cały problem. Jakby ci to powiedzieć… O mam. Moc w mojej ładowarce się skończyła… -Że, co? Zdziwił się chłopiec. Cała złość natychmiastowo z niego wyparowała. W końcu dostanie tego konia. I to nie, zwykłego, tylko mówiącego. -To tak może być? Chłopiec nie mógł zrozumieć. -No właśnie w tym problem przyjacielu. Mam coraz mniej w sobie promieni i światła, a nie mogę ich doładować. -To, dlatego cię nie rażę i ostatnio bardzo słabo ogrzewam świat. Musiałem coś z tym zrobić. Księżyc poważnie się martwił. Bo beze mnie nie ma i jego i świata i gwiazd, ziemi i nawet ciebie. Chłopiec się przeraził. -Postanowiłem, że włożymy w ciebie nasze światło tak abyś mógł nas rozumieć… -Dlaczego mnie nie spytaliście? Zapytał cichutkim głosikiem Kryktus. -Pod pewnym względem sam się zgodziłeś! Że co? -Twoje motto, być kimś niezwykłym - uznaliśmy to za zgodę. Zawstydził się promienisty. -Łał, a kiedy dostanę konia? -A ty ciągle o tym! Przewrócił promykami złocisty. -Chcesz poznać treść swojego zadania? Dostanę zadanie! Ucieszył się młodzieniaszek. Super! -Oczywiście! Pewnie! -Musisz odnaleźć… Jakby ci to powiedzieć… Moc do ładowarki. Mówimy na to, flakonik z źródłem światła, eliksir światła, lub źródło jasności. O ile wiem to, że jest gdzieś na ziemi. -Ok. Dajcie mi konia, a ja w trzy sekundy znajdę ten eliksir i nie umrzesz. -Ja nie umieram… -Jak to? -Umierają tylko ludzie. To znaczy, że po śmierci lecą w leprze miejsce niż ziemia. A ja po prostu zniknę… a razem ze mną zniknie księżyc i nasze gwiazdki. Wszyscy się tego boimy. Dlatego powołaliśmy ciebie. Kryktus dumnie się naprężył. -Nie masz, czego się bać, ja cię uratuję! -To, co jedziemy w drogę? Zapytał pełen zapału Kryktus. -Ha Ha chętnie. Ale posłuchaj musimy wszystko zaplanować. Muszę omówić kilka spraw z księżycem i zaplanować datę twojego wyjazdu, a i dokładnie opowiedzieć ci o wszystkim, co mnie spotkało. Acha, muszę jeszcze zmówić się z koniem, wież, że on jest NIEŚMIERTELNY! Kryktus otworzył oczy ze zdumienia. -Żyje już bardzo długo. Urodził się jakieś niecałe tysiąc lat temu. Ma niesamowite zdolności! Chłopiec rozdziawił buzię. -Mów dalej! -O nie! później ci poopowiadam. Zobacz jak jest późno, muszę już schodzić z nieba, bo księżyc się niecierpliwi. Chłopiec przyjrzał się słońcu. Rzeczywiście zrobił się pomarańczowy i większy, a promienie prawie już nie świeciły. Poczuł jak wzburzenie wdziera się do niego. Nie odchodź mów o koniu! Proszę. -Nie możesz mu powiedzieć żeby sobie trochę poczekał i dalej mi poopowiadać? Kryktus chciał być miły, ale gniew sprawił, że co dalsze słowo mówił głośniej. -Ha ha no wież. Nie tylko on się niecierpliwi. Właśnie jeden człowiek w Azji denerwuje się, bo powinąłem już zajść, a on nie może się doczekać chwili, w której zacznie zwiedzać niebo przez lunetę. -Mogę go przeprosić… cicho powiedział Kryktus, ale wiedział, że nic już nie wskóra. -Nie tylko ja się spieszę… -Tak, a kto jeszcze? -Zgadnij! Kryktus się uśmiechnął. -Gwiazdy? -Nie, głuptasku, ty! Roześmiał się złocisty. -Nie rozumiem… zdziwił się Kryktus. -A, co, do domu nie masz zamiaru wracać? -Ja… No właśnie Kryktus miał przecież uciec i pójść w świat bez konia. -Ja nie wracam! Wyprężył się chłopiec. –Zostaję tu jako rycerz! Dumnie zasalutował. -A to niby, dlaczego? Zdumiał się świetlisty. -Bo ja postanowiłem nie wracać i już wyruszyć w świat. Nie zniosę w domu, ani jednej sekundy! Słońce się namyśliło, po chwili uśmiechnęło się łobuzersko. -Wiesz, że twoja siostra płacze? Sonia, tak? Właśnie się ubiera by wyjść przez okno i ciebie odnaleźć. Zapewne myśli, że uciekłeś i ją zostawiłeś. Jest trochę zła- w głosie słońca można było wykryć udawane zmartwienie, ale Kryktus tego nie zauważył. -CO?! Jeszcze spadnie! O NIE! Zrób coś! Chłopiec przestraszył się nie na żarty. -Musisz wracać! Wykrzyknęło słoneczko.- O nie, właśnie przypina linę! Co robisz szalona? Udawało słońce. Tak naprawdę chciało zmusić Kryktusa do powrotu. -Już biegnę! SONIA NIE RÓB TEGO! Rzucił się biegiem w stronę powrotną z rozdzierającym bębenki krzykiem. Nagle słońce coś sobie przypomniało. -Kryktusie porozmawiaj dziś z księżycem, porozmawiaj on jest…- niestety nie zdążył dokończyć, bo został ściągnięty z nieba. Nagle wszędzie zrobiło się ciemno. Chłopiec się nie bał, tylko biegł i krzyczał: -SONIA JUŻ IDĘ, WRACAM- był przerażony. Co jeśli spadnie z okna i sobie coś zrobi? Czy będzie wtedy mogła być moją królewną? Na tą myśl krzyczał jeszcze głośniej. -Hej mały, co tak krzyczysz? Kryktus zdezorientowany rozejrzał się. Ach tak, to księżyc…Akurat teraz był w pełni. Muszę się przyzwyczaić do swojej niezwykłości… -Dziwisz mi się? MOJA SIOSTRA ZWARIOWAŁA! Wybuchł i przyspieszył jeszcze bardziej, mimo tego, że nie czuł już nóg. Księżyc uśmiechnął się dumny z tego, że jest słyszany. -Co? Twojej siostrze…- przerwał, bo sobie coś uświadomił. -Tak, twojej siostrze grozi niebezpieczeństwo! Akurat pod oknem rosną pokrzywy! Rozchichotał się zmiennokształtny. -TO NIE JEST ŚMIESZNE! W oddali pojawił się dom. Chłopiec odetchnął. Jeszcze kawałeczek. Chyba wytrzymam. Poczuł silny skórcz, ale się nie zatrzymał. -Biegnij szybciej! Krzyczał roześmiany księżyc. -SONIU NIE RÓB TEGO! -Nie krzycz! Twój tata! Przestraszył się żółty. Kryktus wpadł do kuchni.

5. Przemiłe wydarzenie. -Co ty tu robisz! Wydarła się Karolina.-Tato, Kryktus wrócił! Usłyszał chłopiec, ale w ogóle nie przejął się skargą. Odepchnął Karolinę na bok, wbiegł po schodach na górę i prędko wskoczył do Soni pokoju. Zmartwiona wyglądała przez okno. -SONIU NATYCHMAIAST ODSUŃ SIĘ OD OKNA! Wydarł się na cały głos Kryktus. Na jego krzyk Sonia podskoczyła ze strachu. Złapała się za serce i zaczęła głęboko oddychać. -Co ci strzeliło do głowy, żeby tak krzyczeć!? Chciała się trochę po obrażać na braciszka za to, że udało mu się ją przestraszyć, ale radość z powrotu chłopca wdarła się do jej serca. -Kryktusie tak się cieszę, że wróciłeś, a tak się martwiłam! Podbiegła do brata i rzuciła mu się na szyję. Kryktus nie był pewny czy Sonia zmieniła swoje zamiary. -Ej Rycerzu, co ci się stało? Czemu…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych