Wróć do katalogu

Stwór

Chyba można nazwać to bajką. Czy jednak nie za bardzo naiwna?

gogi, opublikowano , 32 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

{i}„Załóżmy, że z natury jesteś dobry, tylko pewne czynniki ukształtowały w Tobie cechy, których nie potrafisz kontrolować, ale ulegasz im w swojej bezsilności…” S. I., 98.10.12{/i}

* * * * *

Po pokoju chodził Stwór. Całkiem zwyczajny Stwór, z dużą, niekształtną głową i krótkimi nóżkami. Długa sierść zwisająca mu z podbrzusza zamiatała perski dywan okrywający podłogę jak futrzana czapka. Stwór chodził i szukał. Węszył. Dreptał tu i tam, odwracał się, spoglądał na podłogę i szurał nogami po dywanie. Niezdecydowanym spojrzeniem obejmował flakon z kwiatami na stoliczku, karafkę z wodą stojącą obok i gobelin wiszący na żółtej ścianie. Włochaty gobelin przedstawiał kwiat – Stwór nie wiedział, jaki. Nie widział nigdy żywych kwiatów. Może to słonecznik, a może to tylko kłos żyta kłaniający się Wiatrowi. - Czego szukasz ? – zapytał Głos, należący zapewne do Kogoś Ważnego, dobiegł bowiem z samej góry, jeszcze znad sufitu. - Nie wiem – odpowiedział Stwór bezmyślnie, z oczami utkwionymi w wyszytego na dywanie Zielonego Smoka. Zielony Smok zatrzepotał skrzydłami, uśmiechnął się i puścił Oczko do Stwora. Oczko zniknęło po chwili wirując w powietrzu nad Stworem i Zielonym Smokiem. - To może wiesz, co tu robisz ? – uprzejmie pytał Głos Kogoś Ważnego. - Nie wiem – odpowiedział Stwór. Zielony Smok otworzył wielką paszczę, błyskając zębami. Stwór odskoczył do tyłu, ale Zielony Smok tylko ziewnął, po czym nakrył się ogonem i zwinął na dywanie. Wcale nie wyglądał teraz groźnie. Stwór chodził dalej. Stukał i dreptał. Uśmiechał się do siebie. To był dobry Stwór – z gatunku tych, co nie straszą. Nie przychodzą do ludzi w nocy tłukąc łańcuchami i nie zakładają białych prześcieradeł z otworami na głowę. - Czy wiesz cokolwiek ? Kim ty właściwie jesteś ? – Glos Kogoś Ważnego nie dawał za wygraną. Stwór uśmiechnął się w odpowiedzi. - Nie rozmawiaj z nim. Wcale nie warto ! – powiedział ktoś obcy. Nie był to Zielony Smok, któremu śniły się właśnie smaczne owieczki. Nie był to również Głos Kogoś Ważnego. I nie był to także Stwór. To była Mucha. Przyleciała z Zewnątrz przez uchylone okno. Chciała chwilkę odpocząć i rozprostować zmęczone skrzydełka. Siedziała na suficie z głową zwróconą nijako. Nie wiadomo, czy mówiła do Głosu Kogoś Ważnego, czy może do Stwora. Jaka to właściwie różnica ? Czy głos zwykłej Muchy się liczy ? Stwór zatrzymał się. Powoli spojrzał w górę ze Zdziwieniem. Zdziwienie patrzyło nie mniej zaciekawione, stojąc tuż za Stworem i mrużąc swoje wielkie, okrągłe oczy. Musze podobało się, że Stwór patrzył na nią. Nikt nigdy nie poświęcał jej wiele uwagi. Była mała i trudno ją było zauważyć. - Witaj – rzekł Stwór. Krótko i po prostu. Mucha zatrzepotała skrzydełkami. - Zejdź z sufitu ! – Głos Kogoś Ważnego był wyraźnie zirytowany, ale Mucha nie zwracała na niego uwagi. - Powiedz mi, dlaczego ? – zapytał Stwór. - Ale co „dlaczego” ? – odrzekła Mucha. - Dlaczego nie warto z nim rozmawiać ? - Po prostu. Nie warto. Stwór opuścił wzniesione ramiona. Jego wzrok znowu przygasł, jakby Ktoś Niewidzialny zdmuchnął lampkę palącą się w wielkiej głowie Stwora. - Nie rozumiem – westchnął Stwór. - Pokażę ci. Chcesz ? – zaproponowała Mucha. Stwór kiwnął głową. - Chodź ze mną – Mucha odbiła się od sufitu zwinnie lądując na podłodze tuż obok Zielonego Smoka. Zielony Smok zbudzony hałasem otworzył jedno oko i stwierdziwszy, że Mucha jest za mała, aby ją zjeść, zasnął ponownie. Stwór zastanowił się. Zawsze bał się wyjść na Zewnątrz. Całe życie spędził tutaj, na tym dywanie. Znał i lubił to miejsce. Przyzwyczaił się nawet do Zielonego Smoka, który ział ogniem, kiedy był zły, ale nikomu nigdy nie zrobił krzywdy. Stwór przyznał w duchu, że bał się nawet Muchy, która była większa od niego. - Wsiadaj na mnie – ponagliła Mucha. Stwór zdecydował się w jednym momencie. Spojrzał po raz ostatni na perski dywan i usadowił się wygodnie na grzbiecie Muchy. - Startujemy – krzyknęła radośnie Mucha i uniosła się w powietrze ze Stworem na grzbiecie. Stworem, który był teraz tak zielony ze strachu jak Zielony Smok. Stwór bał się latać. Dowiedział się o tym dopiero teraz. Wcześniej nigdy nie miał okazji by się dowiedzieć.

* * * * *

Wznieśli się wysoko, hen, aż pod sam sufit. Mucha była dobrą akrobatką, zgrabnie wyleciała przez szczelinę w uchylonym oknie. Dla Stwora nadszedł trudny moment. Najpierw uderzył go Wiatr. Wiatr, którego nigdy nie spotkał na perskim dywanie. Wraz z nim wdarło się Zimno. Nawet gruba sierść Stwora nie chroniła go przed tak chłodnym powietrzem. - Zimno dzisiaj, co ? – zaśmiała się Mucha. Czuła, jak Stwór drżał wtulony w jej grzbiet. Głośny szum skrzydeł zagłuszał nieco krzyki Wiatru. - Chyba musimy gdzieś przeczekać. Nie dam rady długo latać w taką pogodę. Stwór przez chwilę pożałował, że opuścił przytulny dywan. Przez jedną małą chwilkę, bo Wiatr zaśmiał się głośno i przyjaźnie szturchnął go w kark. - Trzymaj się, bo spadniesz ! – krzyknął Wiatr, starając się przekrzyczeć samego siebie. Może się to udać, jeśli naprawdę się tego pragnie. Pod Muchą i Stworem powoli przesuwały się szare ulice, po których spacerowały ciemne postacie. Jeździły też po nich pojazdy wypuszczające przed siebie smugi żółtych świateł. Stwór nigdy nie widział ludzi. Nigdy nie widział samochodów. Ale właśnie Mucha zaczęła mu o nich opowiadać i wkrótce Stwór poczuł, że wie już wszystko. Może nie całkiem wszystko, ale naprawdę bardzo dużo. Lecieli dalej. Wiatr ciągle im towarzyszył i głośno śpiewał. Wydawał się być całkiem zadowolony ze swojej pracy. Nic nie robił, tylko gonił przed siebie i gwizdał. - Chciałbym być dorosły – powiedział Stwór wtulając się w grzbiet Muchy – Chciałbym już dorosnąć ! - Ale po co ? – zapytała Mucha. - Chciałbym być równie duży i potężny jak Wiatr – powiedział Stwór – Chciałbym kiedyś polecieć do Ogrodu. Zobaczyć prawdziwe Drzewa i Kwiaty. Później wrócić na perski dywan i nigdy już nie wyjeżdżać. Opowiedzieć wszystko Zielonemu Smokowi. - Możemy polecieć do Ogrodu – odparła Mucha – Ja sama byłam tam kilka razy. Wiem, gdzie to jest. - Polećmy tam ! – poprosił Stwór – Tak zawsze chciałem tam polecieć. Mucha skręciła w odpowiedzi i przyspieszyła. Wiatr towarzyszący im na początku szybko został w tyle. W końcu, zniechęcony dał za wygraną i odleciał w inne miejsce. Stwór wysunął głowę zza szerokich pleców Muchy i spojrzał w dół. Przyzwyczaił się już trochę do wysokości i nie bał się tak, jak na samym początku. Zresztą lecieli teraz nisko. Daleko na horyzoncie pojawił się szary parkan, podobny z tej odległości do brzegu perskiego dywanu, na którym mieszkał Stwór. Mucha leciała szybko, jednak parkan zbliżał się bardzo powoli. Stale jednak rósł, zwiększał się, aż podlecieli całkiem blisko. - Jesteśmy już prawie na miejscu – oznajmiła Mucha – Jeszcze chwila i będziemy w Ogrodzie ! Zaraz po tym Mucha przeleciała nad parkanem. Stwór widział przez mrugnięcie oka ostre krawędzie desek i byli już w Ogrodzie. W OGRODZIE !!! Gdyby ktoś jeszcze wczoraj powiedział Stworowi, że nazajutrz odwiedzi Ogród, nigdy by w to nie uwierzył. Od zawsze chciał się tutaj znaleźć, ale nie wiedział, że stanie się to tak nagle. Mucha usiadła na wysokim Drzewie i zaczęła rozprostowywać zmęczone skrzydełka. Stwór zsiadł z pleców Muchy i rozejrzał się wokoło. Po raz pierwszy widzi Drzewo z takiej bliskiej odległości. Uśmiechnął się radośnie. Dookoła mnóstwo zabieganych Stworzeń. Niektóre biegały po pniu w górę i w dół sprawiając wrażenie strasznie zajętych. Niektóre miały skrzydła tak jak Mucha i poruszały się szybko w powietrzu zdając się być jedynie cienkimi kreskami na tle błękitnego nieba i zielono-żółtych liści. - Tu jesteście ! – krzyknął znajomy głos nagle i tak głośno, że Stwór podskoczył mocno wystraszony. Ale to był tylko stary znajomy – Wiatr, który dogonił Muchę i pląsał teraz wśród gałęzi starego Drzewa zrywając pomarańczowe liście i rzucając je na Ziemię. - Lepiej się ukryjcie ! – powiedział Wiatr – Niedaleko stąd widziałem Deszcz. Chyba tutaj idzie. - Kto to jest Deszcz ? – zapytał Stwór, ale Wiatr tylko zaśmiał się w odpowiedzi i już go nie było. Pognał znowu przed siebie, zostawiając po sobie kłującą Ciszę. Za chwilę jednak uszy Stwora przywykły do otaczających go odgłosów. Słyszał teraz wyraźnie gniewne pokrzykiwanie Mieszkańców Drzewa. - Z drogi, z drogi ! – krzyczał jakiś duży Żuk pospiesznie sunąc do swego legowiska. - Idzie Deszcz ! Idzie Deszcz ! – powtarzało jakieś małe stworzonko, długie i kręte, wtulone w brązową korę. Stwór rozejrzał się. Już po chwili dostrzegł mały otwór w korze Drzewa, zachęcający do zbadania go od wewnątrz. Otwór wołał i kusił, gdyby posiadał ręce to z pewnością przyciągnąłby Stwora do siebie. Stwór obejrzał się na Muchę. - Chodźmy tam – wskazał na dziurę w korze – Wcale nie chcę spotkać tego Deszczu. Mucha spojrzała we wskazanym kierunku i wzdrygnęła się z odrazą. - Tam nie jest bezpiecznie – powiedziała po chwili - Lepiej przeczekajmy tutaj na gałęzi, z innymi. Stwór zrezygnowany opuścił nisko głowę i siadł tuż obok Muchy. Nagle posłyszał wielki, zbliżający się szum, podobny do wołania Drzewa, kiedy rozmawiało z Wiatrem i usiłowało go przekrzyczeć. Wiatr powinien się już pojawić. Po chwili przybiegł. Stwór patrzył zdziwiony. Wiatr wcale nie przypominał starego znajomego, który delikatnie i przyjaźnie poszturchiwał Stwora. Wyglądał inaczej. Długie, zmierzwione włosy zakrywały mu dużą część twarzy i wydawały się żyć własnym życiem. Wiły się zupełnie jak ogon Zielonego Smoka, kiedy był głodny, a Zielony Smok był stale głodny. Może z wyjątkiem tych chwil, kiedy spał i marzył o sutym posiłku. Wiatr był jakby dużo starszy niż przed chwilą, ciemny zarost pokrywał dolną część jego twarzy, zaś w uszach miał wielkie, złote kolczyki. Czarny długi płaszcz zakrywał go całkowicie, z wyjątkiem głowy i kruczych włosów. Patrzył właśnie na Stwora, jakby go wcale nie poznawał. - Hej ! – powiedział Stwór niemile dotknięty obojętnością Wiatru. Wiatr spojrzał na Stwora uważniej. - Jestem Wicher ! A ty kto jesteś ? - Nie jesteś Wiatr ? – zapytał Stwór. - Wiatr to mój młodszy brat – odpowiedział Wicher i oddalił się pohukując na całe gardło. Zostawił po sobie kłujące Zimno wbijające swe ostre szpilki w kark Stwora. Po chwili rozległ się jeszcze większy szum. To przyszedł Deszcz. Ciężka Kropla uderzyła Stwora w czubek głowy, rozbryzgując się na wszystkie strony jak nagle rozkwitły kwiat. Stwór jednak już nie widział sznurów wody spadających bezlitośnie na siedzących na gałęzi Mieszkańców. Zerwał się nagle i wbiegł do dziury w Drzewie, zapominając o ostrzeżeniu Muchy. Wcale nie zauważył, że wkraczają w ciemną otchłań zerwał nogą cienką, prawie niewidoczną linkę.

* * * * *

W dziurze było ciepło i przytulnie. Było też całkiem ciemno. Odgłosy z Zewnątrz z trudem przedzierały się przez grubą korę, stłumione i słabe, jakby śpiew pracujących w polu ludzi słyszany z wielkiej odległości. Stwór niezbyt lubił ciemności. Nie zdążył nigdy się do nich przyzwyczaić – zawsze zasypiał wcześniej, kiedy jeszcze Słońce wciąż tkwiło na swoim stanowisku. Teraz czuł się bardzo niepewnie, kiedy próbował przebić wzrokiem szarą kotarę, kryjącą za sobą Tajemnicę, a może nawet Niebezpieczeństwo. Głuche kaszlnięcie rozległo się blisko, sprawiając, że Stwór podskoczył do góry najwyżej, jak potrafił. W tym samym momencie nikły promyczek światła pojawił się za szarą kotarą, która okazała się być misternie spleciona z cieniutkich niteczek. Wielka głowa wyjrzała zza kotary, uważnie przyglądając się machającemu w powietrzu nogami Stworowi. Stwór jej z początku nie zauważył. Po wysokim podskoku wiedział, że powinien spaść na ziemię, ale nie wiadomo dlaczego tak się nie stało. Cieniutkie niteczki, z których spleciona była szara, ponura kotara, pokrywały także sufit pomieszczenia i Stwór przykleił się do nich mocno. Zadziwiające, że drobne niteczki z łatwością utrzymywały Stwora, który usiłował się uwolnić, a przez to jeszcze bardziej zaczepiał się o kolejne zdradliwe linki. Głowa znikła za kotarą i za chwilę powróciła ponownie, razem z resztą właściciela. Ściślej mówiąc - właścicielki. Teraz zbliżyła się do Stwora patrząc na niego setką swoich spokojnych, beznamiętnych oczu. Stwór wzdrygnął się. Nieznajome stworzenie było kilkakrotnie większe od Muchy, może nawet tak duże, jak Zielony Smok. Posiadało osiem pokrytych gęstymi włosami nóg i straszliwe szczęki. Patrzyło okropnie spokojnie, w milczeniu. - Kim jesteś ? – zapytał Stwór czując, że cały drży. Stworzenie przyglądało mu się z uwagą, ciągle zachowując ten straszny, mrożący krew w żyłach spokój. - Nie jesteś stąd – stwierdziło raczej, a nie zapytało, odzywając się miłym, kobiecym głosem. Po chwili wahania dodało – Jestem Pająk, gospodyni otworu w Drzewie. Ale ja cię nie pytam, kim ty jesteś. - Jestem Stwór. - To bez znaczenia – Pająk uśmiechnęła się strasznymi szczękami, co wyglądało dość komicznie – Straciło znaczenie, odkąd tu wszedłeś. Stwór wiercił się i kręcił. Czuł wielki Niepokój i Strach, wydające się być częstymi gośćmi w mieszkaniu Pająka. - Po co to wszystko – zapytał po chwili, nie mogąc odwrócić wzroku od hipnotycznego spojrzenia setki spokojnych oczu. Dopiero po pewnym czasie otrzymał beznamiętną odpowiedź. - Każdy musi jakoś żyć. Niektórzy są stworzeni, by byli dobrzy, niektórzy zaś muszą być źli. W każdej bajce musi być ktoś dobry i musi być ktoś zły. - Ty jesteś po prostu ta zła, prawda ? – zapytał Stwór. Pająk znowu odpowiedziała dopiero po chwili głębokiego zamyślenia.

{i}Okrutnym mnie nazwałeś, dziwny nieznajomy, Co imię moje ledwo umiesz wypowiedzieć, Gdy pierwszy w szeregu stałem na przedzie Chwyciłeś mnie mocno ostrymi swymi szpony

I miotasz oskarżeń pociski żałosne. Królewską koronę wsunąłeś na głowę, Do czerwoności rozżarzonym słowem Palisz jak władca – sędzia bezlitosny.

Po bokach masz radców co wyrok mój głoszą, Za tronem twym strach i niewiedza stoją, I drżą przede mną i właśnie mnie się boją, Choć każdy z nich chciałby mądrość mą posiąść.

Wokoło oklaski, pospólstwo się cieszy, Jak zawsze, gdy kat bestię nienawistną wiesza.{/i}

- Nie jestem po prostu ta zła. Ty nie jesteś po prostu ten dobry. Ja muszę żyć krzywdząc innych, taka jest moja rola, nie ja ją wymyśliłam. Pająk zbliżyła się i wielkimi nożycami trzymanymi w przednich łapach odcięła Stwora od sufitu, zręcznie łapiąc bezwładne ciało omotane srebrnymi, magicznymi nitkami. Stwór nie mógł poruszyć ręką, ani nogą, jedynie nieznacznie obracał głowę. Żałował już, że nie posłuchał Muchy i nie został na zewnątrz. Gospodyni dziury w korze Drzewa nie przejawiała jednak złych zamiarów. Rozcięła nici boleśnie krępujące ciało Stwora i rzekła przy tym: - Uciekaj teraz ! Jesteś za mały, żeby cię zjeść – pokazała mu otwór, przez który Stwór dostał się do legowiska Pająka – Nigdy już nie wracaj, możesz mieć mniej szczęścia. Stwór wyjrzał przez dziurę. Na zewnątrz hulał Wicher do spółki z ponurym jegomościem w brunatnym meloniku i starej, wyświechtanej kamizelce, spod której wystawały czerwone szelki podtrzymujące szerokie spodnie. To musiał być Deszcz. Razem z nimi byli też Mokro i Zimno. Dopiero kiedy Stwór usłyszał za sobą odgłos przybliżających się kroków, już bez wahania puścił się biegiem w stronę gałęzi, na której zostawił Muchę.

* * * * *

Noc na drzewie upłynęła spokojnie. Mokro i Zimno bawili się w najlepsze, zupełnie ignorując Mieszkańców Drzewa ganiali się tu i tam. Byli po prostu wszędzie – Stwór ze zdziwieniem zauważył, że nawet jak widział ich tuż przed sobą, to i tak z tyłu i z boku słyszał ich rozmowę, tak jakby pojawiali się w różnych miejscach jednocześnie. Po długim czasie przyszła Słońce. Przywitała się z Drzewem, grzecznie kiwając głową w stronę wszystkich stworzeń i poszła dalej. Drzewo rozświetliło się milionami kropel błyszczących i mieniących się wszystkimi barwami świata. Wkrótce odszedł Mokro, a zaraz po nim zniknął też Zimno. Mieszkańcy Drzewa przestali się trząść i szybko wrócili od swoich obowiązków. Znowu rozległy się krzyki i ponaglenia. Mucha przeciągnęła się i rozprostowała skrzydełka, strząsając z…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych